Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francois Hollande. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francois Hollande. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2013

French president’s camel, al-Qaeda i jedno pytanie:

...Mr Le Drian [France's defence minister] said the family apparently wasted no time slaughtering the animal and putting it in a traditional tagine. While mature camel is almost inedible, the flesh from young animals is said to be tender..."

źródło: "Salon"

Tak złowieszczo symboliczne w swoistym przesłaniu, że aż warte odnotowania z domknięciem agencyjnymi doniesieniami również z dnia dzisiejszego...

"...If confirmed it is likely to further deepen the political dilemma facing those countries who oppose Syrian President Bashar al-Assad but fear the rise of al-Qaeda and Islamist militancy in Syria..."

źródło: "RTE News"

...będąc niczym innym, jak kolejnymi akapitami smutnej opowieści zmierzchu euroatlantyckiego Demona kracji zapisanej na kartach współczesnej historii Stanów Zjednoczonych Ameryki, Wielkiej Brytanii, Francji, NATO i Zjednoczonej Europy krwią niewinnych z stosownym w tej sytuacji pytaniem, kto następny ?

I bez urazy panie Hollande, panie Cameron, Johnie Kerry, Leonie Panetta, wielce szanowna pani Ashton...

...to nie poeta barowy powinien na nie odpowiadać, choć wszystko wskazuje na to, że pewnie kiedyś w końcu będzie musiał, bo czyż nie po to własnie wymyślono blogi ?
:-(

środa, 16 stycznia 2013

Sygnowane przez Human Rights Watch:

Prezydent Francji i wódz naczelny jej armii, pan François Gérard Georges Nicolas Hollande zbrodniarzem wojennym ?

Nie mnie o tym rozsądzać...

“Islamist group leaders should know that recruitment and use of child soldiers is a war crime.”

“ Les dirigeants des groupes islamistes doivent savoir que le recrutement et l’utilisation d’enfants soldats constituent un crime de guerre. “


źródło: "Human Rights Watch"

...nie mnie rozsądzać i pytać, bo i kogo - przecież nie samych zainteresowanych, pana Hollande, pana Fabius i innych - co nie zmienia istoty zdarzeń, fakt bowiem pozostaje faktem:

"...Witnesses interviewed by Human Rights Watch by phone since January 8 – when hostilities between the Islamist groups and Malian army intensified – described seeing many children, some as young as 12, taking active part in the fighting..."

A co z tymi, którzy o tym wiedzą, a mimo to bombardują ?

I pewnie wypadało by przeprosić za niestosowne w pierwszym czytaniu insynuacje w zrozumieniu i uznaniu dla intencji tej policyjnej misji, ale logika i istota zdarzeń rodzi czasami, zdawało by się, absurdalne pytania - nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni w historii.

:-(

wtorek, 15 stycznia 2013

Le père Noël Hollande...

…dał wszystkim zainteresowanym (...) noworoczny prezent:

Malijską operację, nomen omen, „Serval”, czyli sikający kilkadziesiąt razy na dobę kot w uzurpacji zaznaczenia własności terytorium, co po naszemu było by to "Szczyl" pewnie... 

Ale dość żartów, nie w nazwie bowiem istota, a w konsekwencjach, które w tym przypadku znaczą nic ponad, jak to, że bez względu na finał – który może być tylko mniej lub bardziej żałosny – Francja day after nie będzie już tą samą Francją na politycznej szachownicy globalnej wioski, jaką była jeszcze „wczoraj", co o tyle zasmuca, że na własne życzenie: 

"L'europe de la défense, source inépuisable de fières ambitions et de longs débats, n'en sort sûrement pas grandie: cinq jours après avoir donné un coup d'arrêt à l'offensive djihadiste au cœur du Mali, la France se découvre à peu près seule dans la bataille, bien que son entrée en scène jouisse d'un soutien diplomatique unanime..."

(.....)

"Laurent Fabius, chef de la diplomatie, veut encore croire que la France n'a pas vocation à agir seule."

(.....)

"...«Nous considérons que les problèmes qui se posent en Afrique doivent être résolus dans un cadre africain», a déclaré le chef de la diplomatie tunisienne. «D'une façon générale, nous sommes contre une intervention étrangère dans tous les cas de figure», a-t-il ajouté. Rafik Abdessalem est issu du parti islamiste Ennahda, qui dirige le gouvernement tunisien..."

źródło: "Le Figaro"
:-(

Rewers:

"...Marc Trevidic, France's top anti-terrorism judge, warned that Mali was the first case of jihad in sub-Saharan Africa.

"For the first time there is a 'black jihad': a jihad done for blacks by blacks," he told Reuters, saying its militants were both West Africans and dual nationals able to move freely in and out of France.

Paris is concerned at the ability of African Muslims, some of whom have dual nationality, to move between France and the region.

"That is the number one potential threat. It is the number one enemy to France," he said."
źródło: "Reuters"

Co dopełnione bliską zeru wartością operacyjną jakiejkolwiek miejscowej (afrykańskiej) formacji w tym konflikcie i dosmaczone odrobiną poezji barowej zawartej w porównaniu afgańskiego Taliba do "panienki z dobrego domu" w parze z saharyjsko sahelskim jihadystą wręcz bez możliwości popełnienia błędu upoważnia do jednoznacznej oceny sytuacyjnej:

Totalna wtopa - jak mawia mój wyrośnięty już siostrzeniec - wodza naczelnego armii francuskiej, jego sztabu, ministrów rządu, doradców i ekspertów wszelkiej maści.

I to jest właśnie rewers medialnego awersu malijskiego epizodu tragifarsy tej wojny.

(linked to)

wtorek, 20 listopada 2012

I nie zapytam, co pan na to, szanowny panie François Hollande:

"...Syria's increasingly powerful Islamist rebel factions rejected the country's new Western-backed opposition coalition and unilaterally declared an Islamic state in the key battleground of Aleppo, a sign of the seemingly intractable splits among those fighting to topple President Bashar Assad..."


I nie zapytam nawet, co pan na to, szanowny panie François Hollande, bo i kogo i o co, mając nadzieję, że Marianne jakoś to przeżyje…

środa, 17 października 2012

I było by miło:

Jeśli 31 marca o godz. 08:00 NATO z upoważnienia Rady Bezpieczeństwa ONZ przejęło pełną odpowiedzialność za interwencję wojskową w Libii mandat której wygasł 31 października o godz. 23:59 , to za zbrodnię ludobójstwa popełnioną 20 października odpowiada nie kto inny, jak właśnie ta organizacja i rządy państw, których armie w niej uczestniczyły.

W najłagodniejszym, możliwym wariancie ponoszą odpowiedzialność moralną, choć są i tacy, co twierdzą, że w najlepszym razie pośrednio sprawczą.

O czym piszę mając okazję odwołać się do oficjalnych już ustaleń w nawiązaniu do kilku moich, poprzednich wpisów dotyczących wypowiedzi pana prezydenta Francois Hollande i premiera Davida Camerona pełnych ich nierozważnych ocen sytuacji w Syrii i oskarżeń formułowanych pod adresem Bashara al-Assada. 

źródło: "The Huffington Post - The Blog"

Dziś już mogę tamte wątki uzupełnić przekazem, że zdaniem poetów barowych nie jesteście panowie szczegółowo poinformowani przez amerykańskiego partnera o wszystkich „detalach” dotyczących minionych, dziejących się właśnie i przyszłych zdarzeniach jak i ustalonych środkach mających ostatecznie doprowadzić do szybkiej i skutecznej „demokratyzacji” Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, mimo wszystko wątpię bowiem abyście mogli świadomie „podpisać się” pod dokonanym już na Kadafim i jego najbliższym otoczeniu mordzie i podobnym, zdecydowanie prawdopodobnym w Syrii na prezydencie tego państwa.

I było by miło, gdybym nie musiał zmieniać zdania, a i sądzę, że nie tylko mnie.

sobota, 22 września 2012

Skądkolwiek z Syrii do Damaszku bliżej niż z Paryża:

„…Commanders of the Free Syrian Army, the umbrella group for fighters opposing President Bashar Assad, said Saturday that they had moved their headquarters from Turkey into "liberated areas" inside Syria, in what would be a major step forward for the organization as it tries to coordinate and control disparate groups of rebels…”

źródło: "The Salt Lake Tribune"

Lepiej późno, niż wcale – cokolwiek to w tej sytuacji znaczy dla Syrii rządzonej przez partię BASS i jej reprezentanta, Bashara al-Assada, rozszarpywanej dziś na strzępy przez islamskich fundamentalistów kochających na zabój swobody demokratyczne i Turcję pod rządami pana Recep Tayyip Erdoğana, no i wydaje się to sensowniejsze od wysyłania tam dronów.

Przy tej okazji pomyślalem sobie, że do kompletu przydało by się jeszcze wyekspediować tam również tych kilku kanapowych pseudo opozycjonistów z Paryża i Londynu, też przecież powinni być z narodem w tych trudnych dla niego chwilach, ale oczywiście nie mnie o tym decydować, a jeśli już komuś, to tylko panu Francois Hollande i premierowi Wielkiej Brytanii, panu Davidowi Cameron, lub chociaż to im publicznie zaproponować - niech wiedzą, że Świat o nich nie zapomniał i myśli, jak skrucić ich męki niepewności i trwającego już tyle miesiecy oczekiwania na triumfalną paradę w Damaszku.

Skądkolwiek z Syrii będzie na pewno bliźej.

Tak sądzę.

wtorek, 18 września 2012

Nie wcześniej, jak na Sądzie Ostatecznym:

„…Speaking to reporters later Monday, a spokesman for France's Foreign Ministry said the report was "damning for the Damascus regime…"

źródło: "CNN"
Dla rządu Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych Ameryki, Turcji, Arabii Saudyjskiej i całej reszty udzielającej agresorom wsparcia finansowego, materialnego, medialnego i w końcu moralnego też:

„…Hours after presenting a new report to the U.N. Human Rights Council in Geneva, Switzerland, Pinheiro told CNN that the fundamentalist fighters were "one of the most alarming elements in the present stage of the civil war in Syria…"

I dalej:

„…In addition, "The commission found reasonable grounds to believe that war crimes, including murder, extrajudicial execution and torture, had been perpetrated by organized anti-government armed groups…”

Za co przed Bogiem - kimkolwiek On jest - i Światem odpowiadają z imienia i nazwiska nie kto inny, jak i Barack Hussein Obama II, i Hillary Clinton, David Cameron, Francois Hollande, a i Recep Tayyip Erdoğan też, w których towarzystwie będzie sądzony na Sądzie Ostatecznym zapewne i Bashar al-Assad, ale dopiero tam, nie wcześniej.

wtorek, 11 września 2012

Pora zbierać plony:

Wręcz żałosne:

“...An official from the US state department, said: "We had some people breach the wall, take the flag down and replace it. What I heard was that it was replaced with a plain black flag. But I maybe not be correct in that...”

Kairska ulica pluje Amerykanom w twarz, a ci mówią, że “deszcz pada”:

źródło: "The Telegraph"

„…Once the US flag was hauled down, protesters tore it up, with some showing off small pieces to television cameras. Then others burned remains…”

Ale nic pod słońcem nie dzieje sie bez przyczyny:

Chcieliście „Arabskiej Wiosny”? Zachciało się wam siać ziarnio chwastu neo demokracji na pustyni? No to teraz pora na plony:

„"This movie must be banned immediately and an apology should be made ... This is a disgrace," said 19-year-old, Ismail Mahmoud, a member of the so-called "ultras" soccer supporters who played a big role in the uprising that brought down Hosni Mubarak last year..”

To wasz nowy partner polityczny w tej części świata, szanowny panie Barack Husseinie Obama II, pani Hillary Clinton, prezydencie Francois Hollande i premierze Davidzie Cameron.

Wypada tylko życzyć powodzenia, co niniejszym czynię starajac się nie myśleć o smaku owoców z syryjskich zbiorów, które przyjdzie już niebawem wam zjeść.

*******

źródło: "CNN"

*******

12 września 2012 r. 09:57 CEST:

I w Kairze, i w Benghazi powtórzono w sposób symboliczny atak z 11 września na WTC:

Zorganizowany i skutecznie kontrolowany tłum naruszył eksterytorialność placówek dyplomatycznych USA bezczeszcząc jej symbole narodowe i zabijając pracownika Departamentu Stanu.

Na co Sekretarz Stanu US, pani Hillary Clinton reaguje w kuriozalny sposób:

“…She strongly condemned the attack and said she had called Libyan President Mohammed el-Megarif "to coordinate additional support to protect Americans in Libya…"

Co mnie w emocjonalnym rozgoryczeniu upoważnia przez solidarność plemienną do udzielenia amerykańskiej ochronie placówek dyplomatycznych USA na świecie praktycznej rady:

Makijaż możecie poprawiać potem.
*******
updated 11:07 CEST:
"Two American State Department employees were killed in Benghazi, Libya after militants stormed the U.S. consulate..." (źródło: "abc News")
*******

updated 11:47 CEST:

źródło: "Reuters via Yahoo! News"
:-(

poniedziałek, 10 września 2012

"...the doctor said":

"...It's really something strange to see. They are directly saying that they aren't interested in Bashar al-Assad's fall, but are thinking about how to take power afterwards and set up an Islamic state with sharia law to become part of the world Emirate," the doctor said.."

I dalej:

"... Assad himself has consistently maintained that the 17-month-old insurgency against him is largely the work of people he refers to as "foreign-backed terrorists" and says his forces are acting to restore stability..."


źródło: "Chicago Tribune"

Co odnotowuję nie dla starczej, publicystycznej i jakże niestosownej w tej sytuacji satysfakcji, a w zasmuceniu nad straconym czasem, tysiącami syryjskich ofiar i nieodwracalnością zdarzeń, których w sposób oczywisty mogło by nie być, gdyby i Barack Hussein Obama II, i Hillary Clinton, i pan Francois Hollande w parze z Davidem Cameronem dorastali intelektualnie do funkcji, które przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności przyszło im akurat dziś pełnić.

Zasmuceniu pogłębionym nieodpartym przeświadczeniem prawdopodobnego już początku realizacji najczarniejszego z możliwych scenariusza utraty kontroli nad biegiem nadchodzących zdarzeń nie tylko na terytorium Syrii, ale i Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych Ameryki też, bowiem to już nie przywódcy tych państw będą decydować "co, gdzie, kiedy i jak", a ten, enigmatyczny twór wykształcony na euroatlantyckich, elitarnych uczelniach nazywany tu i ówdzie „nowym pokoleniem przywódców światowego dżihadu”.

I obym się mylił.
:-(

środa, 5 września 2012

W odruchu solidarności plemiennej:

Bez cienia choćby złośliwości i niestosownej w tej sprawie satysfakcji, a tylko w zamiarze domknięcia cyklu kilkudziesięciu już wpisów w temacie zdarzeń dziejących się tu i teraz na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej odnotowuję ten przekaz agencyjny, dedykując jego przesłanie moim adwersarzom w nieustającym, wirtualnym monologu:

"Egypt's Islamist leadership took a new move Tuesday to put its stamp on the country's government, appointing members of the fundamentalist Muslim Brotherhood as provincial governors and installing ultraconservatives and other Islamists in the state's top human rights body and a powerful media council..."

źródło: "Google News - AP"

W umownej konfrontacji „dronów” z „cywilizacyjnym intelektem świata muzułmańskiego” uwspółcześnionym studiami na europejskich i amerykańskich, renomowanych uczelniach, te pierwsze przegrały z kretesem tracąc na dziesięciolecia, jeśli już nie na zawsze, pozycję rozgrywającego w tej części świata, co trudno zapisać na kompetencyjne konto Barack Husseina Obamy II, i pani Hillary Clinton, Davida Camerona, Francois Hallande do których publicznie dołączył ostatnio minister spraw zagranicznych Niemiec, Guido Westerwelle może i nie nazbyt szczęśliwy z tego powodu, a jednak.

Co – paradoksalnie – z mrocznych niedomówień snujących się wokół postaci kandydata na urząd prezydenta USA, Mitta Romneya, czyni atut wart rozważenia przez amerykańskich wyborców choćby przez wzgląd na sprawdzoną po wielokroć, skuteczną praktykę „klin klinem” (~ „hair of the dog that bit you” ).

O czym piszę nie z przekonania, a tylko w oczywistym, naturalnym odruchu solidarności plemiennej.

sobota, 1 września 2012

Pax Americana, David Copperfield i ptasia grypa:

Marginalne, ale godne odnotowania:

 „US drones have fired a barrage of missiles at a vehicle and a house in a Pakistani tribal area bordering Afghanistan, killing at least five suspected militants...”

źródło: "The Sydney Morning Herald"

Zacytowany news pozwala uznać – tak sądzę - za mieszczące się w granicach poprawności również działania lotnictwa Syrii, co szczególnie polecam uwadze miłośnikowi strefy zakazu lotów właśnie w tym kraju, panu prezydentowi Francji, Francois Hollande.

Dla dochowania narracyjnej rzetelnosci wspomnę tylko o wcale nie mało istotnym dla zainteresowanych rozróżnieniu sytuacyjnym zawartym w fakcie bombardowania przez syryjskich pilotów miejsc zajętych przez agresora w przeciwienstwie do Amerykanów w Pakistanie [!], gdzie to agresorami są właśnie oni sami, ale to oczywiście tylko taka, moja, osobista impresja nie znajdująca potwierdzenia w ocenach współczesnych autorytetów politycznych i moralnych, nie wspominając o ekspertach i specjalistach wszelkiej maści idących w zawody z samym mistrzem Davidem Copperfieldem w bezrefleksyjnym kreowaniu iluzji "Pax Americana" dosłownie zabójczego dla narodow i państw świata na podobieństwo ptasiej grypy.

środa, 29 sierpnia 2012

Wstyd i hańba, to mało powiedziane:

Już tylko z pamiętnikarskiego obowiązku odnotowuję na „kamiennych tablicach” globalnej sieci wymienienie z imienia i nazwiska - tym razem przez agencję „Bloomberg” - jednego z „wielkiej trójki” inspiratorów, a przez to i sprawców tragedii syryjskiej:

"...French President Francois Hollande, who came to power in May as the Syria conflict raged, called for the opposition to form a provisional government, echoing similar overtures made by his predecessor Nicolas Sarkozy on Libya last year..."
źródło: "Bloomberg"

To już woła wręcz o pomstę do Nieba:

Okazuje się w końcu "czarno na białym", że w Syrii nie ma opozycji[!] w cywilizowanym znaczeniu tego słowa nie tyle już, że wiarygodnej, ale żadnej, są tylko najemnicy, bandyci i al-Qaeda mordujący kogo popadnie pod "sztandarami" ONZ, Syrian Observatory for Human Rights i jednoznacznym wsparciu rządu USA, Francji i Wielkiej Brytanii.

(tekst pobrano z "T.L. Google+ Profile")

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

To może „Niemiecka Wiosna”?

Ale niewczesne żarty na bok:

 źródło: "The Wall Street Journal - Europe"

Wewnątrzpartyjny "problem" CDU to dziś kwestia marginalna, Niemcy bowiem w wymiarze narodowym stają przed wyborem istotniejszym, bo determinującym ich los w nadchodzących latach, jeśli nie dekadach, wyborem pomiędzy suwerennością a opacznie definiowaną demokracją dziś w Europie przez polityczne elity Francji i Wielkiej Brytanii utożsamianej z jej amerykańskim modelem w dziwacznym zapomnieniu, kto tu faktycznie powinien być uczniem, a kto nauczycielem.

Pod przywołanym artykułem zamieszczonym w witrynie "The Wall Street Journal" autorstwa Harriet Torry i Williama Boston czytelnik podpisujący się jako „Doug Cannon” zamieścił znamienny komentarz:

„This is what happens when you elect an unknown East German, brought up in communist system with no history of opposition to authoritarianism, to the post of great authority.”

Co jest skończenie oczywistą prawdą:

Żeby Barack Hussein Obama II, Mit Romney czy też Todd Akin mógł uchodzić za wielki autorytet świata polityki, to w Niemczech kanclerzem powinien zostać ktoś co najmniej podobny prezydentowi Francois Hollande i premierowi Davidowi Cameron.

I tylko dziekować Bogu – kimkolwiek On jest – że jeszcze tym razem dokonać wyboru będą mogli sami Niemcy, a nie politycy i stratedzy znad Potomac River jak to ma właśnie miejsce w Syrii.

(linked to)

czwartek, 23 sierpnia 2012

Niech każdy robi to, co potrafi najlepiej:

“…Mr Cameron also discussed the situation with French President Francois Hollande and the two European nations agreed to "work more closely to identify how they could bolster the opposition and help a potential transitional Syrian government after the inevitable fall of Assad"…”

źródło: "The Independent"

Co po raz kolejny, lecz tym razem już nie oględny, należy skomentować tak:

„…Konwencja ONZ stanowiąca o Zapobieganiu i Karaniu Zbrodni Ludobójstwa postanawia, że karane jest nie tylko ludobójstwo bezpośrednio sprawcze, ale również podżeganie do niego, współuczestnictwo, zmowa w celu jego popełnienia i pochodne tych czynów, co w zgodzie z powszechnie znanymi już faktami poszerza krąg winnych - a pominiętych w raporcie prawdopodobnie przez dyplomatyczną delikatność - o prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Barack Husseina Obamę II, Sekretarza Stanu US Hillary Diane Rodham Clinton, aktualne kierownictwo CIA, króla Arabii Saudyjskiej Abdullah bin Abdulaziz Al Saud i premiera Turcji Recep Tayyip Erdoğana na krótkiej liście…”

I nie są to już dziś tylko rojenia prowincjonalnego poety snute nad kontuarem baru, a publiczne oskarżenia pokoleń młodych Arabów adresowane jednoznacznie wprost do wymienionych z jakże znamiennym pominięciem osoby prezydenta Syrii, Bashara al-Assada:

źródło: "The Union of Islamic World Students"

Warning, war document: These films contain cruel scenes !

źródło: "The Union of Islamic World Students"

źródło: "The Union of Islamic World Students"

Dlatego, z obywatelskiego obowiązku, po raz kolejny piszę bez zbytniej nadziei, że ostatni:

Zostawcie Syrię, Bliski Wschód i resztę Świata w spokoju i zajmijcie się tym, co potraficie robić najlepiej:


źródło: "9jabook com"

źródło: "The Guardian"

źródło: "Here&Now" 

piątek, 10 sierpnia 2012

"The Factor Cheker" na aucie:

Z nadzieją w sercu przeczytałem o istnieniu „The Fact Checker" losowo wybierając pierwszy z brzegu artykuł:

 źródło: "The Washington Post"

W którym znalazłem taki oto fragment odredakcyjny:
 “…The criticism has gained particular resonance because Hollande is on vacation in a luxurious government mansion on the Riviera…”

Co według moich standardów dyskwalifikuje i “The Fact Cheker “i “The Washington Post” raz na zawsze w kategorii dziennikarskiej obiektywności.

I to nawet nie za próbę manipulacji, a za próbę tandetnej manipulacji kontekstowej, godnej pierwszego z brzegu brukowca z czasów mojej młodości, pozostawiając bez odpowiedzi pytanie gdzie powinien spędzać wakacje prezydent Francji, co uzupełnię stwierdzeniem:

To przecież oczywiste, że na pewno nie w przytułku Armii Zbawienia.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Nie mnie pytaj, zapytaj swojego senatora:

Recep Tayyip Erdoğan, przyjaciel salonów politycznych Paryża i Londynu, partner polityczny prezydenta Obamy i sekretarz stanu US. Hillary Clinton w tej części świata wymordował jednego dnia 115 rebeliantów kurdyjskich (od 1984 roku zamordowano już w tureckim Kurdystanie około 45 tysięcy Kurdów) używając ciężkiego sprzętu i lotnictwa.

źródło: "Time World"

Stanie przed międzynarodowym trybunałem oskarżony o zbrodnie wojenne ?

Nie stanie, bo wymordował tylko jakichś Kurdów uznanych przez niego samego, USA i UE za terrorystów walczących już prawie od 40 lat o niepodległość dla siebie i swoich dzieci.

W przeciwieństwie do Al-Kaidy, z którą dziś pod rękę i Recept Erdogan i Obama i Hillary Clinton i Cameron plus ten Francuz Hollande mordują Bogu Ducha winnych Alawitów w Syrii, nie wspominając o Basharze al-Assadzie i Jego żonie, którym po schwytaniu obiecano już medialnie okrutną śmierć w rynsztoku na podobieństwo zakatowanego w obecności kamer „dziennikarzy obywatelskich” pułkownika Kadafiego, co pokazały skwapliwie wszystkie agencje informacyjne świata.

Dlaczego ?

Nie mnie pytaj, zapytaj swojego senatora.


***********

„…All of this does not make of Russia's stance a mature and strategic policy that is aware of its interests on the long term. Perhaps wisdom will find its way to Russian policy to replace this nationalist hysteria, which does not befit Russia, under the slogan of revenge for a feigned insult.”

źródło: "The Blog"
I nie interesuje mnie czy to znaczy, że pani Raghida Dergham uważa za słuszną i rozważną politykę US pospołu z UE w sprawie Syrii – to nie mój problem, jak i pozostałych zainteresowanych również nie, a już szczególnie Rosji.

Powodowany jednak chrześcijańską, wręcz franciszkańską miłością do naszych braci mniejszych odpowiem pani Dergham i jej podobnym tak:
Karygodny błąd popełniony przez US i UE w Syrii z katastrofalnymi dla nich już dziś ( faktyczny alians sytuacyjny z Al-Qaeidą w zniszczeniu syryjskiej państwowości) i w przyszłości konsekwencjami zawiera się w braku intelektualnej oceny i rozeznania strony przeciwnej:

Bashara al-Assada, Alawitów i Rosji – że tylko do nich się ograniczę.
Nic, co zapewne z niemałym mozołem napisała w cytowanym artykule pani Dergham  podająca się za „Columnist and Senior Diplomatic Correspondent, Al Hayat” nie ma już znaczenia i odniesień dla i do adresatów treści między innymi dlatego, że i US i UE straciły negocjacyjną wiarygodność cokolwiek to w tej i podobnych kwestiach polityki globalnej dziś znaczy.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że ich marginalizacja cywilizacyjna nie będzie przypominać nagłego zgonu Syrii, losu Kurdów, albo "demokratyzacji" (czytaj "dewastacji") Iraku i Afganistanu, że przywołam tylko ich najświeższe osiągnięcia polityczne pomijając milczeniem parady Marines w San Diego i od nich pochodne osiągnięcia cywilizacyjne na miarę XXI wieku.

...been added on Monday:

źródło: "Counter Punch"
:-(


poniedziałek, 23 lipca 2012

Ku uciesze przywódców dżihadu:

To oczywiste, że w Departamencie Stanu U.S. nikt nie wie i pani Catherine Ashton też nie wie, jak będzie wyglądała sytuacja w Syrii za sześć miesięcy, za rok, nie starcza im bowiem wyobraźni, a i kompetencji raczej też nie.

W przeciwieństwie do poetów barowych, którzy już dziś mogą pisać teksty gotowe do publikacji z kosmetycznymi poprawkami w 2013 roku:

“…American and Iraqi (Syrian) officials have argued that violence has been declining.”

źródło: "The New York Times"

I to nie dlatego, że Baschar al-Assad nie jest jeszcze zdolny do względnej stabilizacji sytuacji (choć prawdopodobnie nie do odtworzenia stanu początkowego), a dlatego, że już dziś nie pozwoli jemu na to ani prezydent U.S. Barack Hussein Obama II, ani premier U.K. David Cameron i prezydent Francji François Gérard Georges Hollande ku uciesze nowego pokolenia przywódców panmuzułmanskiego dżihadu:
źródło: "Yahoo! News"

Nie ma bowiem nic bardziej zabawnego w politycznej partii szachów, jak to, kiedy przeciwnik sam zapędzi się w „kozi róg”, a na to wygląda po spartaczonym wręcz kabaretowo gambicie "Arabskiej Wiosny".

I choć mnie ta sytuacja akurat szczególnie nie bawi, to przyznam, że sam jestem ciekaw, jak tą partię w końcówce rozegrają politycy Izraela.

Może się jeszcze czegoś na stare lata nauczę  ?

sobota, 21 lipca 2012

To będzie drogi pogrzeb:

Posługując się nadekspresyjnością języka poemów barowych należało by skomentować tą, choć spóźnioną, ale skończenie poprawną analizę sytuacyją tak:

źródło: "The Guardian"

Krew ofiar syryjskiej hetakomby rozlana na ołtarzu bożka politycznej ignorancji nie plami rąk Baschara al-Assada, czy też rządów Rosji i Chin, jak piszą amerykańskie i europejskie gazety, a w konfrontacji z faktami znanymi już dziś ścieka obficie strumieniem po żakiecikach pani Hillary Clinton i garniturach panów Camerona w parze z prezydentem Francji Hollande, bowiem to nie kto inni, jak oni rozpętali swoimi autorytetami to piekło nie znając odpowiedzi na fundamentalne w takich sytuacjach pytanie „co dalej?”.
I nie mogą, nie mają prawa powiedzieć, że nie wiedzieli, są przecież w tej trójcy wcale nie świętej przywódcami mocarstw w dyspozycji których znajduje się potężny aparat rozpoznania i analiz teoretycznie niezbędny do podejmowania politycznych decyzji stanowiących o losach milionów.

Jakby tego nie było dość, to ktoś w Pentagonie, wybierający się zapewne na paradę w San Diego, wpadł na pomysł przechwycenia sygnału satelitarnego państwowej telewizji Syrii w haniebnym zamiarze siania dezinformacji, co w tej sytuacji jest niczym innym, jak przysłowiowym, ostatnim gwoździem do syryjskiej trumny, bowiem w takiej sytuacji nawet gdyby znalazł się jakiś autorytet władny do zapanowania nad tym bajzlem, to i tak nie będzie mógł tego zrobić.
źródło: "Geopolityka"

Syryjskiej trumny w której nie spocznie tylko jedno truchło, a będzie ich sporo, co znaczy, że nie będzie to tani pogrzeb za który zapłaci nie kto inny, jak obywatel Stanów Zjednoczonych Ameryki, Zjednoczonego Królestwa, a i Francji wespół z pozostałymi państwami Europy też i to nie raz, a będzie płacić przez wiele, wiele nadchodzących lat w taki lub inny sposób.

~ one swallow doesn't make a summer...

Jedna jaskółka nie czyni wiosny (arabskiej w Turcji):


źródło: "BloombergBusinessweek"

- Przecież tam jest już demokracja! – zawoła bystry czytelnik amerykańskich gazet.

I tu wypada odpowiedzieć:

To zależy od punktu widzenia:

Według pani Hillary Clinton, premiera Camerona i prezydenta Hollande’a jest, ale już inaczej Turcję postrzegają choćby tacy Kurdowie, a i jak by tak wstał z grobu pan Mustafa Kemal Atatürk, to też nie wiadomo do końca, co by powiedział, że nie wspomnę o paru innych jeszcze z tamtego i tego świata.

Tak czy siak, zgodnie z przewidywaniami miłośników poezji barowej, jako jeden z pierwszych za syryjską imprezkę polityczny rachunek zaczyna płaci pan Recep Tayyip Erdoğan, bowiem nie wystarczy być tylko miłośnikiem poezji – trzeba jeszcze wiedzieć będąc premierem, które wiersze czytać:

źródło: "Herald Sun"

piątek, 20 lipca 2012

Poezja barowa vs. analiza Reuters'a:

W końcu po kilkunastu miesiącach Reuters napisał coś, co można przeczytać bez "zgrzytania zębami":

"...The gains of any outside "winners" in the struggle for Syria may prove transitory or consumed by unforeseen consequences.

The real losers are the Syrian people, who may gladly rid themselves of Assad, but whose agony may be far from over..."


źródło: "Reuters"

Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o tym przed wysłaniem pani Marie Colvin do Syrii, co jest o tyle prawdą , na ile pan Rupert Murdoch jest skuteczniejszy w kreacji zdarzeń na arenie międzynarodowej od prezydenta Obamy, pani Hillary Clinton, premiera Camerona i prezydenta Hollande’a razem wziętych.

Powyższe należy uznać za wytwór fantazji miłośnika poezji barowej, a nie za poważną analizę zdarzeń politycznych skrojonych na miarę agencyjnych doniesień, poezja bowiem, a szczególnie ta, barowa, rządzi się swoimi prawami jeśli chodzi o kwestie polityczne.