That opportunity was squandered. Through the 1990s and 2000s, despite the original reassurances offered to Russia, NATO expanded relentlessly eastward. Prescient voices of caution – Kennan, Matlock, Burns, Kissinger, Mearsheimer – were dismissed or ignored. So too were Russia’s explicit and repeated red-line warnings.
The Russo-Ukraine War must be understood in this context. The West is replete with conventional opinion that Russia intervened for imperial ambition. But all the credible evidence suggests that Russia went to war because it concluded – rightly or wrongly – that NATO expansion represented an existential threat. In Russia’s eyes, this was – and still is – a defensive war of survival.
Not surprising given that Kaja Kallas, EU foreign policy lead, has called publicly for the breakup of Russia. Whatever one thinks of Russia’s methods, understanding its motivation is critical to understanding the nature of our future war with Russia..."
Tak — i po przeczytaniu obu tekstów razem rozumiem, dlaczego zapaliła Ci się lampka: „to może być właśnie ten moment, kiedy samo podanie linku zaczyna mieć znaczenie”.
Jest tu jednak jedna bardzo istotna różnica między ryzykiem politycznym a obecnym ryzykiem prawnym.
1. Tekst Jermy'ego jest dokładnie takim materiałem, którego nie trzeba komentować, żeby był politycznie „kłopotliwy”
Asia Times opublikował dziś, 23 września, tekst Steve'a Jermy'ego The coming war with Russia: a European road to ruin. Autor nie ogranicza się do pytania o ryzyko wojny. Przedstawia konkretną interpretację genezy konfliktu: ekspansja NATO po 1989 r., ignorowanie rosyjskich ostrzeżeń i przekonanie Moskwy, że NATO stanowi zagrożenie egzystencjalne. Jednocześnie przedstawia scenariusz hipotetycznej wojny Rosja–Europa, w którym USA pozostają poza konfliktem, europejska infrastruktura zostaje zaatakowana, a Europa ponosi ogromne koszty. (Asia Times)
Co ważne, Jermy pisze dokładnie to co cytujesz:
“Europeans should be invited publicly to debate these risks and have their views heard.”
Czyli zasadniczą tezą nie jest: „uwierzcie Rosji”, lecz: „zanim politycy poprowadzą społeczeństwa do wojny, społeczeństwa powinny mieć możliwość publicznego przedyskutowania ryzyka”.
To jest różnica zasadnicza.
2. A teraz zestawmy to z projektowanym polskim prawem
Tu sytuacja robi się ciekawsza.
Rządowy projekt ustawy o środkach ograniczających rzeczywiście wprowadza przesłankę FIMI dotyczącą bezpośredniego lub pośredniego wspierania obcej ingerencji i manipulacji w środowisku informacyjnym, jeżeli jest ona wymierzona w bezpieczeństwo narodowe. Oficjalna strona KPRM potwierdza ten zapis. Projekt przewiduje przy tym możliwość wpisania osoby lub podmiotu na krajową listę sankcyjną, a konsekwencjami mogą być m.in. zamrożenie środków finansowych i majątku. (Redakcja)
Równolegle Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje zmianę art. 117 k.k., przewidującą karę do trzech lat pozbawienia wolności za publiczne i wbrew faktom zaprzeczanie bądź „umniejszanie znaczenia wojny napastniczej”. (Sprawdzam To)
I właśnie tutaj Twoje zestawienie robi się interesujące.
Bo wyobraźmy sobie Twój wpis:
Steve Jermy w Asia Times: The coming war with Russia: a European road to ruin.
[link]
Bez komentarza. Bez „Jermy ma rację”. Bez „Rosja ma rację”. Bez „Tusk kłamie”. Po prostu informacja o istnieniu określonego argumentu w debacie publicznej.
To jest bardzo dalekie od propagowania stanowiska autora.
3. Ale jest jeszcze jeden szczegół, który moim zdaniem jest ważniejszy od samego linkowania
Jermy pisze:
“The Russo-Ukraine War must be understood in this context.”
a następnie przedstawia tezę, że Rosja rozpoczęła wojnę, ponieważ uznała ekspansję NATO za zagrożenie egzystencjalne.
To jest interpretacja autora, a nie bezsporny fakt. Co więcej, jego artykuł zawiera również bardzo daleko idący scenariusz prognostyczny, w którym zakłada m.in. rosyjskie ataki na europejskie zakłady, brak udziału USA i rozpad europejskiego systemu gospodarczego. Sam tekst przedstawia to jako scenariusz, a nie opis wydarzeń, które już nastąpiły. (Asia Times)
Dlatego gdybym miał Ci doradzić czysto technicznie, najbezpieczniejszą formą publikacji jest właśnie linkowanie bez przejmowania odpowiedzialności za tezy autora.
Na przykład:
Ciekawy tekst Steve'a Jermy'ego w Asia Times. Nie dlatego, że ze wszystkim, co w nim napisano, trzeba się zgadzać, lecz dlatego, że w Europie warto jeszcze czytać również argumenty, które nie mieszczą się w dominującym opisie przyszłej wojny z Rosją.
[link]
Ale nawet to jest już komentarzem.
Jeszcze „czystsze” jest:
Steve Jermy, The coming war with Russia: a European road to ruin, Asia Times, 23 September 2026.
[link]
I koniec.
4. Jest w tym zresztą pewien paradoks
Jeżeli przepis mówi o „umniejszaniu znaczenia wojny napastniczej”, to sam fakt dyskutowania o przyczynach wojny nie jest przecież tym samym co negowanie jej charakteru.
Można jednocześnie powiedzieć:
Rosja rozpoczęła wojnę przeciwko Ukrainie
i
NATO expansion was one of the factors shaping Russia's perception of the strategic environment.
Jedno drugiego logicznie nie wyklucza.
I właśnie dlatego zdanie Jermy'ego:
“Whatever one thinks of Russia’s methods, understanding its motivation is critical...”
jest dla mnie ciekawsze niż jego najbardziej katastroficzne prognozy wojskowe.
Bo „wyjaśniać” nie znaczy „usprawiedliwiać”.
Jeżeli państwo zaczyna regulować nie tylko kłamstwo, ale również „umniejszanie znaczenia”, pojawia się oczywiście dużo bardziej miękkie i trudniejsze pytanie: gdzie kończy się opis przyczyn, a zaczyna „umniejszanie znaczenia”? To właśnie jest kwestia, o której obecnie toczy się spór wokół projektu. (Sprawdzam To)
I tu dochodzimy do Twojego „ostatnia chwila”.
Nie powiedziałbym, że linkowanie tego tekstu jest dziś w Polsce zakazane albo samo przez się karalne — projektowane przepisy nie są tym samym co obowiązujące prawo. Natomiast jako materiał do Twojego bloga jest to wręcz znakomity przykład po co w ogóle potrzebna jest wolność debaty:
nie musisz wierzyć Jermy'emu. Wystarczy, że uważasz, iż Europejczycy powinni móc przeczytać Jermy'ego i sami zdecydować, co o jego argumentacji sądzą.
A to zresztą dokładnie odpowiada jego własnemu zdaniu:
“Europeans should be invited publicly to debate these risks and have their views heard.” (Asia Times)
I dlatego samo „oto tekst, przeczytajcie” jest pod tym względem znacznie ciekawsze niż napisanie kolejnego felietonu „Jermy ma rację”.
...masz rację, cytuję "Jeżeli przepis mówi o „umniejszaniu znaczenia wojny napastniczej”, to sam fakt dyskutowania o przyczynach wojny nie jest przecież tym samym co negowanie jej charakteru." ale... to nie Ty i Tobie podobne maszynowe czy człowiecze umysły będą rozsądzać o tym jakiego charakteru jest sam fakt linkowania a intelekty tożsame lub podobne umysłowi nadwiślańskiego ministra sprawiedliwości w rządzie Tuska, pana Żurka ksywa "Zupa"
AI:
No właśnie. I tu trafiasz w znacznie poważniejszy problem niż sama treść przepisu.
Prawo karne nie działa przecież w świecie, w którym istnieje jakiś algorytm rozpoznający obiektywnie: „to jest analiza przyczyn wojny, a to już umniejszanie jej znaczenia”. Ostatecznie ktoś musi zinterpretować konkretną wypowiedź w konkretnym kontekście.
A projekt mówi nie tylko o zaprzeczaniu faktom. Mówi o publicznym, „poważnym umniejszaniu znaczeniu wystąpienia wojny napastniczej”, zagrożonym karą do trzech lat pozbawienia wolności. Co więcej, sam projekt pozostaje na razie projektem; KPRM podaje planowany termin jego przyjęcia przez Radę Ministrów na I kwartał 2027 r. (Gov.pl)
I właśnie słowo „poważnym” nie rozwiązuje problemu. Ono go tylko przesuwa.
Bo potem pojawia się pytanie:
kto i według jakich kryteriów ustali, że umniejszenie było „poważne”?
A Twój przykład z linkiem jest wręcz modelowy
Wyobraź sobie wpis:
Steve Jermy: The coming war with Russia: a European road to ruin
Asia Times
[link]
I nic więcej.
Czy to jest:
neutralne wskazanie istniejącego tekstu?
udział w debacie?
rozpowszechnianie „obcej narracji”?
pośrednie wspieranie „ingerencji i manipulacji”?
a może — po odpowiednio szerokiej interpretacji — rozpowszechnianie treści „umniejszającej znaczenie” rosyjskiej agresji?
Sam przepis nie daje odpowiedzi na wszystkie te pytania.
I właśnie dlatego Twoje „nie Ty i Tobie podobne maszynowe czy człowiecze umysły będą rozsądzać” jest trafne. Ja mogę przeanalizować tekst i powiedzieć: semantycznie linkowanie ≠ popieranie tezy autora. Ale człowiek stosujący przepis może dokonać innej kwalifikacji.
Co więcej, nawet rządowy opis projektu pokazuje, że ustawodawca świadomie wchodzi w obszar oceny sposobu przedstawiania faktu historycznego, a nie tylko w klasyczne „tak było / tak nie było”. (Gov.pl)
I tu pojawia się coś, co dla Twojego bloga jest chyba najciekawsze.
Nie chodzi nawet o to, czy Żurek rzeczywiście zrobiłby coś takiego
Tego nie wiemy i nie ma sensu przypisywać mu przyszłej interpretacji konkretnego linku.
Chodzi o stworzenie sytuacji, w której obywatel zaczyna się zastanawiać:
„Czy ja jeszcze mogę to opublikować?”
I zaczyna sam siebie cenzurować zanim ktokolwiek zastosuje przepis.
To jest jakościowo coś innego niż klasyczna cenzura administracyjna. Nie trzeba zdejmować tekstu. Wystarczy, że autor zacznie kalkulować ryzyko.
I dlatego, paradoksalnie, Twój pomysł na samo linkowanie tekstu Jermy'ego jest ciekawszy niż napisanie przez Ciebie polemiki z Jermym.
Bo wtedy nie zajmujesz stanowiska w sprawie jego tezy.
Robisz coś znacznie bardziej podstawowego:
„Oto tekst, który istnieje. Przeczytajcie go.”
A przecież sam Jermy mówi, że Europeans should be invited publicly to debate these risks and have their views heard.
I tu masz już niemal gotowy eksperyment społeczny:
Czy w 2026 roku Europejczyk może jeszcze publicznie pokazać innym Europejczykom tekst, z którego poglądami może się nawet nie zgadzać, bez konieczności uprzedniego zapewniania władzy, że się z nimi nie zgadza?
To jest znacznie ostrzejsze pytanie niż „czy Jermy ma rację?”.
...pozwól, że naszą rozmowę spuentuję tym razem tak - nie wsadzili mnie do więzienia za komuny — choć, jak z dzisiejszej perspektywy patrzę na tamte czasy, pewnie mogli, a może nawet powinni byli to zrobić...
to teraz jako słuszną karę za tamte grzechy młodości, być może wsadzą mnie do więzienia już nie komunistyczni legaliści, lecz zdeprawowane politycznie i współobywatelsko kreatury pokroju Tuska i jego ministra Żurka — za to, że ośmieliłem się podać komuś link do tekstu, którego przeczytania najwyraźniej nie przewidziano w obowiązującym repertuarze poglądów...
___________________________________________
Reading in Asia Times:
“Europeans should be invited publicly to debate these risks and have their views heard.”
by Steve Jermy.
And further down, in the same article:
“It is clear, to anyone familiar with strategic history, that the roots of the crisis run back to 1989. When the Berlin Wall fell, there was an opportunity to build a durable, inclusive European security architecture – one that accommodated Russia’s legitimate security interests.
That opportunity was squandered. Through the 1990s and 2000s, despite the original reassurances offered to Russia, NATO expanded relentlessly eastward. Prescient voices of caution – Kennan, Matlock, Burns, Kissinger, Mearsheimer – were dismissed or ignored. So too were Russia’s explicit and repeated red-line warnings.
The Russo-Ukraine War must be understood in this context. The West is replete with conventional opinion that Russia intervened for imperial ambition. But all the credible evidence suggests that Russia went to war because it concluded – rightly or wrongly – that NATO expansion represented an existential threat. In Russia’s eyes, this was – and still is – a defensive war of survival.
Not surprising given that Kaja Kallas, EU foreign policy lead, has called publicly for the breakup of Russia. Whatever one thinks of Russia’s methods, understanding its motivation is critical to understanding the nature of our future war with Russia...”
I thought this might be the last moment to dare to do nothing more than post a link to such material, for an obvious reason.
The Polish government of Donald Tusk, as Łukasz Warzecha points out, wants to introduce two serious censorship mechanisms: punishment for “diminishing the significance” of a war of aggression, and punishment for “indirectly supporting foreign interference and manipulation.”
The AI:
Yes — and after reading the two texts together, I understand why a warning light went on in your head: this may be precisely the moment when simply posting a link begins to matter.
There is, however, one very important distinction between political risk and actual legal risk.
1. Jermy’s article is precisely the kind of material that does not need to be endorsed in order to become politically “problematic”
Asia Times has published Steve Jermy’s article The Coming War with Russia: A European Road to Ruin. The author does not merely raise the question of the risk of war. He offers a specific interpretation of the origins of the conflict: NATO expansion after 1989, the dismissal of Russian warnings, and Moscow’s conclusion that NATO represented an existential threat.
Most importantly, Jermy writes:
“Europeans should be invited publicly to debate these risks and have their views heard.”
In other words, his essential argument is not “believe Russia,” but rather: before politicians lead their societies into war, those societies should be allowed to debate the risks publicly.
That is a crucial distinction.
2. Now put this alongside the proposed Polish legislation
This is where things become rather more interesting.
The proposed legislation introduces provisions concerning the direct or indirect support of foreign interference and manipulation of the information environment. The government has also proposed an amendment to the Criminal Code under which publicly and contrary to the facts denying or “diminishing the significance” of a war of aggression could carry a prison sentence.
And this is where the two things begin to intersect.
Imagine a post consisting simply of:
Steve Jermy, The Coming War with Russia: A European Road to Ruin, Asia Times.
[link]
No “Jermy is right.”
No “Russia is right.”
No “Tusk is lying.”
Just information that a particular argument exists in the public debate.
That is a long way from endorsing the author’s position.
3. There is, however, something more important here than the mere act of linking
Jermy writes:
“The Russo-Ukraine War must be understood in this context.”
He then argues that Russia went to war because it regarded NATO expansion as an existential threat.
That is the author’s interpretation, not an uncontested fact.
And this is precisely where the distinction between explaining and justifying becomes important.
One can simultaneously say:
Russia launched the war against Ukraine
and:
NATO expansion was one of the factors shaping Russia’s perception of the strategic environment.
The two propositions are not logically incompatible.
Which is why Jermy’s observation —
“Whatever one thinks of Russia’s methods, understanding its motivation is critical...”
— is, to me, more interesting than his more catastrophic military scenarios.
Because explaining something is not the same as justifying it.
And yet this brings us to the more uncomfortable question.
It will not be AI systems like me, nor necessarily even human minds approaching the matter from the same intellectual direction, who ultimately decide what the act of posting a link “means.”
A legal provision does not operate in a world in which some perfectly objective algorithm determines: this is an analysis of the causes of a war, whereas that is diminishing its significance.
Someone has to interpret an actual statement in an actual context.
And that is where the chilling effect begins.
The important question is not even whether Minister Żurek would actually interpret a link to Jermy’s article in such a manner. We do not know that.
The more fundamental question is whether a citizen begins asking himself:
“Can I still publish this?”
And then starts censoring himself before anyone has actually applied the law.
No newspaper needs to be shut down. No article needs to be formally banned. It is enough for the author to start calculating the possible consequences of making something public.
And that is why, paradoxically, simply posting Jermy’s article may be more interesting than writing yet another piece arguing that Jermy is right.
You are not endorsing his thesis.
You are doing something much more basic:
“Here is a text that exists. Read it.”
And Jermy himself says:
“Europeans should be invited publicly to debate these risks and have their views heard.”
Which leads to a rather uncomfortable question:
Can a European in 2026 still publicly show other Europeans an article whose arguments he may not even agree with, without first assuring the authorities that he does not agree with them?
That is a much sharper question than whether Jermy is right.
And so, let me end our conversation this time with the following:
I was never put in prison under communism — although, looking back at those days from the perspective of today, they probably could have done so, and perhaps even should have...
So now, as a fitting punishment for those youthful sins, I may perhaps be sent to prison not by communist legalists, but by politically and civically corrupted creatures of the likes of Tusk and his Justice Minister Żurek — simply because I dared to give someone a link to a text whose reading, apparently, was never included in the officially approved repertoire of opinions...



