...a może by tak lustro zamiast pretensji do ZUS-u?
Nie znam się na ekonomii rynku wydawniczego, więc nie będę udawał, że potrafię wyliczyć, ile dokładnie na trzydziestu książkach zarobiła Manuela Gretkowska. Ale spróbujmy zrobić najprostsze ćwiczenie arytmetyczne.
Trzydzieści książek. Przyjmijmy — bardzo ostrożnie — tysiąc egzemplarzy każdej. Daje to 30 tysięcy książek.
Nie twierdzę, że każdy egzemplarz oznaczał dla autorki konkretną kwotę i nie wiem, jakie były jej umowy z wydawcami. Wiem natomiast jedno: napisanie trzydziestu książek i wysokość emerytury z ZUS-u to dwie różne historie.
ZUS nie wypłaca emerytury za liczbę napisanych książek, talent, rozpoznawalność ani za to, ile razy nazwisko autora pojawiło się na okładce. ZUS wypłaca świadczenie wynikające z historii ubezpieczenia i zgromadzonego kapitału składkowego.
Można więc napisać trzydzieści książek i mieć 44,50 zł emerytury. Można również napisać jedną książkę i zostać z niej milionerem. Jedno nie wynika automatycznie z drugiego.
I tu dochodzimy do sprawy, która wydaje mi się znacznie ciekawsza niż samo oburzenie na wysokość świadczenia.
Jeżeli przez dziesięciolecia ktoś utrzymuje się z własnej pracy, to warto od czasu do czasu sprawdzić nie tylko, ile ta praca przynosiła, lecz także co z tymi pieniędzmi robiliśmy.
Bo może się okazać, że problem nie polega wyłącznie na tym, iż państwo źle policzyło naszą przyszłość. Może również polegać na tym, że my sami przez lata nie bardzo chcieliśmy jej policzyć.
Nie wiem, czy tak było w tym konkretnym przypadku. I nie zamierzam tego rozstrzygać.
Ale jest jeszcze jedno rozwiązanie. Historia polskiej literatury zna je doskonale.
Sienkiewicz dostał od rodaków Oblęgorek. Mickiewicz dostał pomniki. Skoro więc współczesny pisarz lub pisarka okaże się na starość bez odpowiedniego zabezpieczenia, zawsze może liczyć na swoich czytelników.
Czego bowiem nie zrobią czytelnicy dla swoich idoli?
Może nawet ufundują emeryturę.
Tylko że zanim wyciągnie się rękę do czytelników, państwa czy ZUS-u, dobrze byłoby czasami zrobić coś znacznie prostszego.
Spojrzeć w lustro.
Bo ZUS może być niewydolny, państwo może być niesprawiedliwe, system może wymagać naprawy.
Ale żaden z nich nie ma obowiązku zamieniać naszego dawnego stylu życia w cudzą odpowiedzialność za naszą starość.
_______________________________________
…or perhaps a mirror instead of blaming ZUS?
“I wrote 30 books, and I’m going to get peanuts.” Gretkowska discovers how ZUS /The Social Insurance Institution/ works
I know nothing about the economics of the publishing market, so I will not pretend that I can calculate exactly how much Manuela Gretkowska earned from her thirty books. But let us try the simplest arithmetic exercise.
Thirty books. Let us assume — very cautiously — one thousand copies of each. That gives us 30,000 books.
I am not claiming that every copy translated into a specific amount of money for the author, nor do I know what her contracts with publishers looked like. But I do know one thing: writing thirty books and the amount of one’s ZUS pension are two different stories.
ZUS does not pay a pension for the number of books one has written, one’s talent, public recognition, or the number of times an author’s name has appeared on a book cover. ZUS pays a benefit based on one’s insurance record and accumulated contribution capital.
So one can write thirty books and end up with a pension of PLN 44.50. One can also write a single book and become a millionaire from it. One does not automatically follow from the other.
And this brings us to something I find considerably more interesting than outrage over the size of the benefit itself.
If someone has made a living from their own work for decades, it is worth checking from time to time not only how much that work earned, but also what we did with the money.
Because it may turn out that the problem is not simply that the state miscalculated our future. It may also be that we ourselves spent decades not being particularly interested in calculating it.
I do not know whether that was the case here. And I have no intention of deciding that.
But there is another solution. Polish literary history knows it very well.
Sienkiewicz was given Oblęgorek by his fellow countrymen. Mickiewicz got monuments. So if a contemporary writer finds herself in old age without adequate financial security, she can always count on her readers.
What wouldn’t readers do for their idols?
They might even fund a pension.
But before reaching out to readers, the state, or ZUS, it might be worth doing something much simpler from time to time.
Look in the mirror.
Because ZUS may be inefficient, the state may be unjust, and the system may need reform.
But none of them is obliged to turn our former lifestyle into someone else’s responsibility for our old age.
