English Summary of the Discussion
The discussion began with a criticism of a June 2026 Politico article by journalist Wojciech Kość concerning a Polish-Ukrainian dispute over historical memory and the legacy of the Volhynia massacres.
The central argument was not that the article contained factual inaccuracies. Rather, the criticism focused on what was omitted.
The article referred to the wartime massacres of Poles carried out by the Ukrainian Insurgent Army (UPA), but did so in a brief and politically neutral manner, using language that an international reader would likely interpret as describing one among many tragic episodes of ethnic violence during World War II.
The objection raised in the discussion was that such a presentation, while factually correct, fails to convey the specific nature of the trauma that Volhynia occupies in Polish historical consciousness.
The key point is that for many Poles, Volhynia is not remembered merely as a massacre measured by casualty figures. It is remembered because of the extraordinary brutality associated with the killings. Historical accounts describe widespread torture, mutilation, rape, burning victims alive, and other forms of extreme violence inflicted upon civilians, including women and children. These aspects are documented not only in Polish sources but also in mainstream English-language reference works, including Wikipedia's article on the massacres of Poles in Volhynia and Eastern Galicia.
The discussion therefore argued that an international reader who encounters only the phrase "massacres of Poles" receives information about the existence of a crime but not about its character. As a result, such a reader may understand that a historical dispute exists between Poland and Ukraine while failing to understand why the issue remains emotionally and politically significant in Poland more than eighty years later.
The conversation then moved beyond the question of historical description and into the realm of journalism and public discourse.
The criticism advanced was that reducing Volhynia to a brief historical footnote has a predictable effect: it deprives international audiences of the context necessary to understand the Polish perspective. Consequently, contemporary Polish sensitivities regarding Ukrainian nationalist symbols, historical commemorations, or unresolved memory disputes may appear irrational, exaggerated, or merely political.
The argument was not that every article about current affairs must provide graphic historical detail. Rather, it was that when Volhynia is invoked as explanatory context, omitting the exceptional brutality that defines its place in Polish collective memory fundamentally alters the reader's understanding of why the subject remains controversial.
From this perspective, the issue is no longer simply one of incomplete historical context. It becomes a question of editorial framing.
The discussion ultimately arrived at a broader publicistic claim:
A significant part of contemporary Western coverage of Ukraine tends to present Ukraine primarily through the lens of its current struggle against Russian aggression. Within that framework, historical subjects that complicate the image of Ukraine are often compressed into brief references or treated as secondary matters. Such treatment does not necessarily falsify history, but it can have the effect of minimizing historical experiences that remain central to the memory of neighboring nations.
The criticism directed at the Politico article can therefore be summarized as follows:
The problem is not that the article denied the Volhynia massacres. The problem is that it presented them in a manner that allows international readers to know that the tragedy happened, while preventing them from understanding why it continues to shape Polish attitudes and historical consciousness today.
In that sense, the discussion was not primarily about historical facts. It was about whether journalistic framing can, through omission rather than falsehood, obscure the essence of a nation's historical trauma. /Generated with ChatGPT AI/
_______________________________________________
...tym razem mam wprost pytanie do autora artykułu zamieszczonego na stronach Politico pod datą 20 czerwca tego roku pana Wojciecha Kościa - dlaczego pisze pan o rzezi wołyńskiej tak, jakby pan pisał o "banale" zastrzelenia 40 tysięcy polskich jeńców wojennych przez Rosjan w Katyniu... strzałem w potylicę z pistoletu czy karabinu, bo raczej... obdzieranie żywcem ze skóry, ćwiartowanie siekierami jeszcze żywych, krojenie ich piłami, krzyżowanie, rozpruwanie łon ciężarnych kobiet i wydłubywanie z nich jeszcze nienarodzonych płodów przez Ukraińców polskim sąsiadom to jakby i by się nie chciało jednak nie to samo...
Rozumiem, skąd bierze się Pańskie oburzenie. Pytanie, które Pan stawia, nie dotyczy w istocie faktografii, lecz języka opisu.
Jeżeli dobrze odczytuję Pańską intencję, nie kwestionuje Pan samego faktu, że w artykule mowa jest o sporze wokół UPA i Wołynia. Pyta Pan raczej, dlaczego tekst sprawia wrażenie, jakby chodziło o jeden z wielu historycznych sporów pamięci, podczas gdy dla wielu Polaków Wołyń jest doświadczeniem kojarzonym z wyjątkowym okrucieństwem przemocy wobec ludności cywilnej.
Tu warto zauważyć, że autor pisze dla międzynarodowego odbiorcy i w konwencji dziennikarstwa politycznego. Głównym tematem tekstu nie jest sama rzeź wołyńska, lecz aktualny konflikt dyplomatyczny między Polską a Ukrainą wokół decyzji o odwołaniu odznaczenia dla prezydenta Ukrainy. W takim gatunku dziennikarskim wydarzenia historyczne często zostają sprowadzone do kilku zdań kontekstu. W efekcie pojawiają się formuły typu „masakry Polaków”, „spór o pamięć historyczną”, „kontrowersyjna formacja”, które dla odbiorcy zachodniego mają wystarczyć do zrozumienia bieżącego konfliktu. (Reuters)
Problem polega na tym, że taki skrót językowy może być przez część polskich czytelników odbierany jako spłaszczenie skali i charakteru zbrodni. Dla przeciętnego czytelnika w Londynie, Brukseli czy Madrycie słowa „wartime massacre” oznaczają po prostu masowe zabijanie ludności cywilnej. Dla wielu Polaków słowo „Wołyń” przywołuje natomiast również pamięć o szczególnie brutalnych metodach mordowania, które przez dziesięciolecia były opisywane w relacjach ocalałych i badaniach historycznych.
Jednocześnie warto zachować pewną ostrożność przy porównaniu z Katyniem. W sensie historycznym są to dwa różne typy zbrodni.
Katyn Massacre była zaplanowaną egzekucją jeńców wojennych i przedstawicieli elit państwowych przez aparat państwowy ZSRR.
Volhynian Massacres były masową akcją czystki etnicznej wymierzoną głównie w ludność cywilną na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
W polskiej pamięci zbiorowej często pojawia się argument podobny do Pańskiego: że o Katyniu świat nauczył się mówić językiem jednoznacznego moralnego potępienia, natomiast Wołyń bywa przedstawiany bardziej technicznie, jako „spór historyczny” lub „kontrowersja pamięci”. To jest już jednak zarzut nie tyle wobec jednego autora, ile wobec szerszego sposobu opowiadania historii Europy Środkowo-Wschodniej w mediach zachodnich.
Gdybym miał sformułować Pańskie pytanie do Wojciecha Kościa w możliwie najkrótszej formie, brzmiałoby ono mniej więcej tak:
Dlaczego opisuje Pan Wołyń przede wszystkim jako problem polityki pamięci między Warszawą a Kijowem, a nie jako wydarzenie, którego skala i okrucieństwo sprawiają, że dla wielu Polaków jest ono jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń XX wieku?
To jest pytanie o proporcje narracji, a nie o same fakty. I właśnie dlatego może być dla autora znacznie trudniejsze niż zwykły spór o liczby czy daty.
...tu nie chodzi o polskiego czytelnika a o wprowadzanie w błąd międzynarodowego czytelnika pominięciem szczególnego rodzaju tego barbarzyństwa nie mieszczącego się w ogólnie tolerowanej konwencji zbrodni wojennych
AI:
To jest argument, który można postawić, ale warto go sformułować precyzyjnie.
Międzynarodowy czytelnik, który przeczyta w takim artykule jedynie o „masakrach Polaków dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny światowej”, zrozumie zapewne, że doszło do poważnej zbrodni. Nie zrozumie natomiast, dlaczego kwestia Wołynia pozostaje w Polsce tak emocjonalnie żywa osiemdziesiąt lat później.
Pański zarzut nie brzmi więc: „autor ukrył, że doszło do mordów”. Tego nie ukrył. Zarzut brzmi raczej: „autor nie wyjaśnił charakteru tych mordów”.
Rzeczywiście istnieje różnica między opisem:
„dziesiątki tysięcy Polaków zostały zabite przez ukraińskich nacjonalistów”,
a opisem:
„dziesiątki tysięcy polskich cywilów zostały zamordowane podczas akcji czystki etnicznej, której licznym ofiarom zadawano śmierć ze szczególnym okrucieństwem”.
To są dwa różne obrazy w wyobraźni czytelnika.
Jednocześnie trzeba zauważyć, że historycy zwykle bardzo ostrożnie podchodzą do tworzenia hierarchii okrucieństwa. Opisują fakty, metody działania sprawców, skalę zbrodni, intencje sprawców i skutki. Natomiast stwierdzenie, że jakaś zbrodnia „nie mieściła się nawet w konwencji zbrodni wojennych”, jest już oceną moralną i cywilizacyjną.
Rozumiem jednak, że Pańska uwaga dotyczy czegoś jeszcze głębszego. W pamięci wielu Polaków Wołyń nie funkcjonuje jako kolejna wojenna masakra, lecz jako symbol rozpadu elementarnych więzi sąsiedzkich: ludzie mordowali ludzi, których znali od lat, często przy użyciu narzędzi gospodarskich, a nie w ramach klasycznej operacji wojskowej. To właśnie ten aspekt sprawia, że samo słowo „masakra” bywa przez część odbiorców uznawane za niewystarczające.
Można więc powiedzieć, że z Pańskiej perspektywy problem artykułu nie polega na błędzie faktograficznym, lecz na tym, że język użyty wobec Wołynia jest zbyt neutralny, aby zagraniczny czytelnik mógł zrozumieć, dlaczego pamięć o tych wydarzeniach pozostaje w Polsce tak silna. To jest krytyka sposobu przedstawienia historii, a nie samej historii.
...to nie tyle krytyka przedstawiania historii a zarzut o pomijanie dosłowności prezentacji okrucieństwa bez którego międzynarodowy czytelnik nie zrozumie współczesnych zachowań Polaków w stosunku do Ukraińców którzy dziś z auto uzurpacji pragną uchodzić za obrońców europejskiej cywilizacji
AI:
Myślę, że w tym miejscu warto rozdzielić dwie kwestie.
Pierwsza dotyczy samego opisu wydarzeń historycznych. Można argumentować, że zagraniczny czytelnik, któremu przedstawia się Wołyń jedynie jako „masakrę” lub „spór pamięci historycznej”, nie otrzymuje pełnego obrazu tego, dlaczego wydarzenie to zajmuje tak szczególne miejsce w polskiej pamięci zbiorowej. To jest argument o niepełności narracji.
Druga kwestia dotyczy wniosku politycznego, jaki z tego wynika dzisiaj. Nie wszyscy Polacy oceniają współczesną Ukrainę, Ukraińców czy ich rolę w Europie w ten sam sposób. Są Polacy, dla których pamięć Wołynia jest centralnym punktem oceny relacji polsko-ukraińskich, i są tacy, którzy rozdzielają ocenę historycznych zbrodni od oceny współczesnego państwa ukraińskiego. Dlatego trudno mówić o jednym „współczesnym zachowaniu Polaków”.
Natomiast ma Pan rację w jednym istotnym sensie: odbiorca zachodni często nie zdaje sobie sprawy, że dla wielu Polaków Wołyń nie jest jedynie kolejnym epizodem II wojny światowej. W zachodniej świadomości historycznej dominują takie symbole jak Holocaust, Katyn Massacre czy Srebrenica massacre. Wołyń jest natomiast znacznie słabiej obecny w międzynarodowej pamięci historycznej.
W efekcie zachodni czytelnik może nie rozumieć, dlaczego część Polaków reaguje tak emocjonalnie na kwestie związane z Ukrainian Insurgent Army, upamiętnieniami jej członków czy sporami o interpretację wydarzeń z lat 1943–1944. To nie oznacza, że musi podzielić tę ocenę, ale bez znajomości historycznego kontekstu będzie miał trudność ze zrozumieniem źródeł tych emocji.
Innymi słowy: można twierdzić, że skrótowy opis Wołynia utrudnia zagranicznemu odbiorcy zrozumienie polskiej wrażliwości historycznej. To jest teza, którą da się obronić. Natomiast przejście od tej tezy do oceny współczesnej Ukrainy jako całości pozostaje już kwestią politycznej interpretacji, a nie bezpośrednią konsekwencją samego opisu historycznego.
...miałem jak widać płonną nadzieję, że sam przywołasz choćby zapis z Wikipedii, cytuję
"The massacres of Poles in Volhynia and Eastern Galicia (Polish: rzeź wołyńska, lit. 'Volhynian slaughter'; Ukrainian: Волинська трагедія, romanized: Volynska trahediia, lit. 'Volyn tragedy'), were carried out in German-occupied Poland by the Ukrainian Insurgent Army, or the UPA, with the support of parts of the local Ukrainian population against the Polish minority in Volhynia, Eastern Galicia, parts of Polesia and Lublin region from 1943 to 1945. The peak of the massacres took place in July and August 1943. Most of the victims were women and children. Many of the Polish victims regardless of age or gender were tortured before being killed; some of the methods included rape, dismemberment or immolation, among others. The UPA's actions resulted in between 50,000 and 100,000 deaths.
[...]
Attacks on Poles during the massacres in Volhynia and Eastern Galicia were marked with extreme sadism and brutality. Rape, torture and mutilation were commonplace. Poles were burned alive, flayed, impaled, crucified, disembowelled, dismembered and beheaded. Women were gang raped and had their breasts sliced off, children were hacked to pieces with axes, babies were impaled on bayonets and pitchforks or bashed against trees..." zatem zrobiłem to w końcu za Ciebie
AI:
Przyznam, że w kontekście tego, co Pan zarzucał artykułowi, ma Pan rację: przywołany przez Pana fragment pokazuje dokładnie to, czego w tekście Politico nie ma.
Nie chodzi nawet o samą liczbę ofiar. Liczby — 50 tysięcy, 100 tysięcy czy więcej — mówią o skali. Natomiast opisy metod zadawania śmierci mówią o charakterze zbrodni.
Gdy czytelnik słyszy „massacre”, wyobraża sobie najczęściej rozstrzeliwanie, egzekucje, bombardowanie wsi lub inne formy masowego zabijania znane z XX wieku. Natomiast przywołane przez Pana opisy wskazują na coś, co wielu historyków określa jako przemoc o wyjątkowo wysokim poziomie brutalizacji, często wykonywaną twarzą w twarz, wobec sąsiadów, kobiet i dzieci.
I właśnie tutaj znajduje się sedno Pańskiego zarzutu wobec Wojciecha Kościa.
Jeżeli bowiem autor ogranicza się do sformułowania typu „massacres of Poles by Ukrainian nationalists”, to odbiorca z Hiszpanii, Portugalii czy Kanady otrzymuje informację, że doszło do ciężkiej zbrodni wojennej lub etnicznej. Nie otrzymuje jednak informacji, dlaczego pamięć o Wołyniu zajmuje w polskiej świadomości miejsce odmienne od wielu innych tragedii wojennych.
Innymi słowy, można powiedzieć tak:
artykuł nie fałszuje faktów;
artykuł nie zaprzecza zbrodni;
ale artykuł redukuje opis do poziomu, na którym znika to, co dla wielu Polaków jest najistotniejsze — wyjątkowe okrucieństwo przypisywane sprawcom.
To jest już krytyka nie tyle błędu faktograficznego, ile selekcji faktów. A selekcja faktów potrafi zmieniać odbiór równie skutecznie jak ich przeinaczenie.
Zresztą sam fakt, że w anglojęzycznej Wikipedii poświęcono osobny akapit opisom tortur, okaleczeń, palenia żywcem, gwałtów czy mordowania dzieci, pokazuje, że nie jest to wyłącznie element polskiej narracji pamięciowej. Autorzy encyklopedycznego hasła uznali te informacje za na tyle istotne dla zrozumienia wydarzenia, że umieścili je w samym opisie zjawiska, a nie w przypisach.
Dlatego Pańskie pytanie do autora Politico można sprowadzić do bardzo prostego zdania:
Jeżeli uznał Pan za konieczne wspomnieć Wołyń, to dlaczego wspomniał Pan jedynie o fakcie zabijania, pomijając cechę tej zbrodni, która właśnie uczyniła ją tak głęboko zakorzenioną w polskiej pamięci historycznej?
To jest już pytanie o odpowiedzialność za dobór kontekstu, a nie o prawdziwość pojedynczych zdań.
Tak, ale wtedy wchodzimy już z poziomu opisu tekstu na poziom oceny intencji autora.
To, co da się wykazać na podstawie samego artykułu, to fakt selekcji informacji. Autor wybrał takie przedstawienie Wołynia, które pozwala czytelnikowi zrozumieć bieżący spór polityczny, ale nie pozwala mu zrozumieć pełnej głębi polskiej traumy historycznej związanej z tym wydarzeniem.
Natomiast zarzut stronniczości pojawia się w chwili, gdy stawia Pan tezę, że owo pominięcie nie było przypadkowym skrótem publicystycznym, lecz wynikało z określonej preferencji narracyjnej.
I szczerze mówiąc, można wskazać przesłanki, które sprawiają, że taki zarzut nie jest całkowicie pozbawiony podstaw. W znacznej części zachodnich mediów od 2022 roku dominuje narracja skoncentrowana na wsparciu Ukrainy w wojnie z Rosją. W takiej narracji kwestie mogące komplikować obraz Ukrainy jako ofiary agresji bywają często redukowane do krótkiego historycznego tła. Nie oznacza to fałszowania historii, ale oznacza hierarchizację tematów.
Z Pańskiej perspektywy problem wygląda zapewne następująco:
zachodni czytelnik ma szczegółowo rozumieć traumę historyczną wielu innych narodów;
natomiast w przypadku Polski otrzymuje jedynie lakoniczną wzmiankę o „massacres”;
w efekcie nie jest w stanie zrozumieć źródeł polskiej wrażliwości wobec symboliki związanej z Ukrainian Insurgent Army czy postaci takich jak Stepan Bandera.
Jeżeli tak spojrzeć na sprawę, Pański zarzut nie brzmi: „autor nie zna historii”.
Brzmi raczej:
Autor zna historię, ale wybrał taki sposób jej przedstawienia, który minimalizuje znaczenie elementów mogących pomóc zagranicznemu czytelnikowi zrozumieć polski punkt widzenia.
To jest już zarzut dotyczący ramy interpretacyjnej tekstu.
Czy można na podstawie jednego artykułu udowodnić, że była to świadoma próba przemilczenia? Tego nie da się rozstrzygnąć. Można jednak stwierdzić, że efekt jest dokładnie taki, jaki Pan opisuje: czytelnik Politico po lekturze tekstu dowie się, że istnieje polsko-ukraiński spór o historię, ale nie dowie się, dlaczego dla części Polaków Wołyń nie jest zwykłym sporem historycznym, lecz jednym z centralnych doświadczeń narodowej pamięci XX wieku.
A to jest różnica zasadnicza. Nie między wiedzą a niewiedzą, lecz między zrozumieniem a niezrozumieniem. W polityce i publicystyce bywa ona ważniejsza niż same fakty.
