niedziela, 18 października 2026

...The World According to Those Who Run It

A modest conversation about great powers, private truths and the unfortunate independence of reality

An evening reflection over a glass of something stronger

There is a certain privilege enjoyed by the leaders of great powers. They are permitted to see what they wish to see.

Ordinary citizens are generally expected to adjust their opinions to the facts. Leaders, particularly those commanding considerable military and economic resources, appear to enjoy a more flexible arrangement. The facts may be invited to a meeting, provided they understand that the agenda has already been settled.

Reading a report about Volodymyr Zelenskyy’s remarks on Vladimir Putin, I found myself wondering whether this privilege might occasionally be useful to the rest of us.

Zelenskyy, as quoted by Politico, insisted that he and Putin could not be compared: one was the aggressor, the other the victim of aggression. He appealed to Donald Trump to make his position on the matter unmistakably clear.


It was a reasonable appeal. Whether it was a realistic one is a different question.

A president of the United States may recognise the circumstances of an invasion perfectly well and still decide that the diplomatic usefulness of the invader deserves more attention than the moral distinction between the parties. This need not indicate a failure of perception. It may simply mean that perception, in the White House, is required to serve a larger purpose.

The difficulty begins when the larger purpose becomes more important than the world it is supposed to manage.

I remarked that the privilege of great-power leaders lies in seeing what they wish to see — and that, if they happen not to be too far from the truth, so much the better for the world.

My artificial interlocutor immediately began explaining the relationship between truth, political interests and reality. It was an earnest performance, rather like inviting a philosopher to a pub and discovering that he has brought his lecture notes.

Eventually, however, we made progress.

I suggested that the final phrase should read:

If their version of events happens to coincide with reality, so much the better for reality.

The distinction seemed worth preserving. “So much the better for everyone” would imply that a leader’s accidental agreement with reality necessarily benefits humanity. History offers no such guarantee. A ruler may understand the situation correctly and still act in a manner that makes life considerably worse for everyone concerned.

But “so much the better for reality” places the emphasis elsewhere. It suggests, with suitable impertinence, that reality might occasionally benefit from the cooperation of those who imagine themselves to be in charge of it. The word happens is essential. Without it, the sentence might be mistaken for an endorsement of political realism. With it, the sentence acquires a small but useful sting: the possibility that the world’s most powerful men may occasionally arrive at a correct understanding of events by accident.

At this point, I recalled an inscription I had once encountered on the inside of a partly open filing-cabinet door at a police station. I had gone there in search of justice, having arrived, as it happened, at the wrong end of the administrative universe.

On a sheet of A4 paper, someone had written:

“Truth is like an arse. Everyone has their own.”

The author of this observation had not troubled himself with epistemology, diplomatic protocol or the finer distinctions between subjective interpretation and objective fact. He had apparently decided that the matter could be settled in one sentence, provided one was not overly concerned with elegance.

There was something admirable about the economy of it.

I had gone looking for justice and found a theory of truth attached to a filing cabinet. Whether the theory explained the institution, or merely the person who had written it, remains an open question.

My artificial interlocutor was suitably amused. We agreed, more or less, that there was little point in starting another argument about truth when reality was still available for inspection.

And so we reached our conclusion.

The leaders of great powers may construct their own versions of the world. They may persuade their governments, their allies and sometimes even their adversaries to behave as though those versions were correct. They may also discover that a useful fiction is sometimes more convenient than an inconvenient fact.

But reality has a peculiar disadvantage: it does not require a majority vote, a presidential signature or a communiqué from a summit meeting.

It simply continues.

And if, by some happy accident, the leaders of the world happen to see it as it is, we may congratulate them on their achievement.

Reality, meanwhile, will have to decide whether to thank them.

TL, with the assistance of ChatGPT AI and Copilot AI

______________________________________

Świat według tych, którzy nim rządzą

Skromna rozmowa o mocarstwach, prywatnych prawdach i niefortunnej niezależności rzeczywistości

Wieczorna refleksja przy szklaneczce czegoś mocniejszego

Przywódcy mocarstw cieszą się pewnym przywilejem. Wolno im widzieć to, co chcą widzieć.

Od zwykłych obywateli oczekuje się na ogół, że dostosują swoje opinie do faktów. Przywódcy, zwłaszcza ci dysponujący znacznymi zasobami militarnymi i gospodarczymi, zdają się korzystać z bardziej elastycznych zasad. Fakty mogą zostać zaproszone na naradę, pod warunkiem że rozumieją, iż porządek obrad został już ustalony.

Czytając relację z wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego na temat Władimira Putina, zacząłem się zastanawiać, czy ten przywilej nie mógłby się czasami przydać również reszcie z nas.

Zełenski, cytowany przez Politico, stanowczo podkreślił, że jego samego i Putina nie można porównywać: jeden jest agresorem, drugi zaś ofiarą agresji. Zaapelował do Donalda Trumpa, by ten jasno i bez niedomówień określił swoje stanowisko w tej sprawie.

Zelenskyy: Not right to 'compare me and Putin' — POLITICO

Był to rozsądny apel. Czy zarazem również realistyczny — to już zupełnie inna kwestia.

Prezydent Stanów Zjednoczonych może doskonale rozpoznawać okoliczności, w jakich doszło do inwazji, a mimo to uznać, że dyplomatyczna użyteczność najeźdźcy zasługuje na więcej uwagi niż moralna różnica między stronami konfliktu. Nie musi to świadczyć o niezdolności właściwego postrzegania rzeczywistości. Może po prostu oznaczać, że w Białym Domu postrzeganie rzeczywistości ma służyć celom wyższego rzędu.

Problem zaczyna się wtedy, gdy ów nadrzędny cel staje się ważniejszy od świata, którym ma zarządzać.

Zauważyłem, że przywilej przywódców mocarstw polega na tym, iż mogą widzieć to, co chcą widzieć — a jeśli przy okazji nie są zbyt dalecy od prawdy, tym lepiej dla świata.

Mój rozmówca AI natychmiast zaczął objaśniać związki między prawdą, interesami politycznymi i rzeczywistością. Był to występ pełen powagi, przypominający zaproszenie filozofa do pubu i odkrycie, że przyniósł ze sobą notatki do wykładu.

W końcu jednak ruszyliśmy z miejsca.

Zaproponowałem, by końcowa fraza brzmiała:

Jeśli ich wersja, wydarzeń, wersja przywódców mocarstw, przypadkiem pokrywa się z rzeczywistością, tym lepiej dla rzeczywistości.

Warto było zachować to rozróżnienie. Sformułowanie „tym lepiej dla wszystkich” sugerowałoby, że przypadkowa zgodność wizji przywódcy z rzeczywistością musi przynosić korzyść ludzkości. Historia nie daje nam żadnej takiej gwarancji. Władca może prawidłowo rozpoznać sytuację, a mimo to działać w sposób, który znacznie pogorszy życie wszystkich zainteresowanych.

Sformułowanie „tym lepiej dla rzeczywistości” przesuwa jednak akcent w inne miejsce. Sugeruje, z należytą dozą bezczelności, że rzeczywistość mogłaby od czasu do czasu skorzystać na współpracy tych, którzy wyobrażają sobie, że nią rządzą.

Kluczowe jest słowo „przypadkiem”. Bez niego zdanie można by pomylić z pochwałą politycznego realizmu. Dzięki niemu zyskuje ono niewielkie, lecz skuteczne ostrze: dopuszcza możliwość, że najpotężniejsi ludzie świata mogą niekiedy przypadkiem dojść do prawidłowego rozpoznania sytuacji.

W tym momencie przypomniałem sobie napis, który kiedyś zobaczyłem na wewnętrznej stronie uchylonych drzwi szafy na akta na pewnym komisariacie. Trafiłem tam w poszukiwaniu sprawiedliwości, a jak się okazało, znalazłem się po niewłaściwej stronie administracyjnego wszechświata.

Na kartce formatu A4 ktoś napisał:

„Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją”.

Autor tej sentencji nie zaprzątał sobie głowy epistemologią, protokołem dyplomatycznym ani subtelnymi rozróżnieniami między subiektywną interpretacją a obiektywnym faktem. Najwyraźniej uznał, że sprawę można zamknąć w jednym zdaniu, o ile nie przywiązuje się nadmiernej wagi do elegancji.

Było coś godnego podziwu w tej oszczędności słów.

Poszedłem szukać sprawiedliwości, a znalazłem teorię prawdy przyczepioną do szafy na akta. Czy teoria ta wyjaśniała działanie instytucji, czy jedynie poglądy człowieka, który ją zapisał — pozostaje kwestią otwartą.

AI uznała tę historię za stosownie zabawną. Zgodziliśmy się, mniej więcej, że nie ma większego sensu rozpoczynać kolejnego sporu o prawdę, skoro rzeczywistość wciąż pozostaje dostępna do oględzin.

I tak doszliśmy do wniosku.

Przywódcy mocarstw mogą tworzyć własne wersje świata. Mogą przekonywać swoje rządy, sojuszników, a niekiedy nawet przeciwników, by zachowywali się tak, jak gdyby te wersje były prawdziwe. Mogą również odkryć, że użyteczna fikcja bywa czasami wygodniejsza od niewygodnego faktu.

Rzeczywistość ma jednak pewną szczególną niedogodność: nie potrzebuje głosowania większości, prezydenckiego podpisu ani komunikatu ze szczytu międzynarodowego.

Po prostu trwa.

A jeśli wskutek szczęśliwego zbiegu okoliczności przywódcy świata zobaczą ją taką, jaka jest, możemy pogratulować im tego osiągnięcia.

Tymczasem rzeczywistość pozostaje niedostępna dla komentarzy.

TL przy współpracy z ChatGPT AI i Copilot AI