“Could the European Union freeze EU funds for the German state of Saxony-Anhalt? It is possible, MEPs tell the media, pointing to the examples of Poland and Hungary.”
Well, all right.
Then allow me, in return, to remind the Brussels idiots of something that has apparently escaped them:
Saxony-Anhalt is not Hungary or Poland.
The AfD has just won the election there, taking 43.8 percent of the vote. It did not win enough seats to govern on its own, but it has become by far the strongest party in the state parliament.
And now we hear that if the AfD takes power in the state, Brussels may reach for the money.
And this is where the really interesting part of the story begins. Because if Brussels decides that the democratic choice made by the people of Saxony-Anhalt justifies financially punishing the state, there is a question that apparently nobody in Brussels wants to ask:
What exactly are the people of Saxony-Anhalt supposed to pay for?
For voting AfD?
Or perhaps for the fact that the AfD — a party Brussels does not particularly like — managed to win the support of 43.8 percent of voters?
Of course, one may dislike the AfD. One may consider it an extremist party. One may regard its programme as anti-European, anti-immigration or pro-Russian. One may even believe that it should not govern.
But there is a small difference between persuading voters not to vote for a party and punishing them after the election for having voted for it.
That difference is called democracy.
And that is precisely why invoking Poland and Hungary here is particularly unfortunate.
If the EU’s conditionality mechanism can be applied to a member state, applying it to one of Germany’s federal states would be something qualitatively different.
It would mean that Brussels was no longer intervening merely in its relationship with a member state, but also in the consequences of regional elections within that state.
At that point, it is worth asking:
Are EU funds an instrument for implementing common policy, or a reward for politically acceptable behaviour?
Because if money can be frozen not because a state fails to meet specific legal obligations, but because its inhabitants have chosen the “wrong” party, then we are no longer dealing with the rule of law.
We are dealing with ... re-education. Only this time, instead of a few barracks at Dachau, the target is to be an entire federal state.
And perhaps that is precisely why this experiment may prove far more interesting in its consequences for Brussels and for the whole idea of the EU than its authors anticipate.
______________________________________
...eine Bemerkung – und entgegen allen Anscheins keineswegs eine nebensächliche: Sachsen-Anhalt ist nicht Ungarn und nicht Polen
Wenn ich bei der Deutschen Welle lese:
„Könnte die Europäische Union die EU-Gelder für das deutsche Sachsen-Anhalt einfrieren? Das ist möglich – sagen Europaabgeordnete gegenüber den Medien und verweisen auf das Beispiel Polens und Ungarns.“
Na gut, soll es so sein.
Dann erlaube ich mir im Gegenzug, den Brüsseler Schwachköpfen an etwas zu erinnern, das ihnen offenbar irgendwo entgangen ist:
Sachsen-Anhalt ist nicht Ungarn und nicht Polen.
Die AfD hat dort gerade die Landtagswahl gewonnen und 43,8 Prozent der Stimmen erhalten. Zwar hat sie damit keine Mehrheit errungen, die ihr erlauben würde, allein zu regieren, aber sie ist mit Abstand die stärkste Partei im Landtag geworden.
Nun hören wir, dass Brüssel möglicherweise auf die finanziellen Mittel zugreifen könnte, wenn die AfD im Land die Regierung übernimmt.
Und genau hier beginnt der wirklich interessante Teil der Geschichte. Denn wenn Brüssel zu dem Schluss kommt, dass die demokratische Entscheidung der Menschen in Sachsen-Anhalt eine finanzielle Bestrafung dieses Landes rechtfertigt, stellt sich eine Frage, die in Brüssel offenbar niemand stellen möchte:
Wofür genau sollen die Menschen in Sachsen-Anhalt bezahlen?
Dafür, dass sie AfD gewählt haben?
Oder dafür, dass die AfD – eine Partei, der Brüssel nicht gerade besondere Sympathie entgegenbringt – die Unterstützung von 43,8 Prozent der Wähler gewinnen konnte?
Natürlich kann man die AfD nicht mögen. Man kann sie für eine extreme Partei halten. Man kann ihr Programm für antieuropäisch, einwanderungsfeindlich oder prorussisch halten. Man kann sogar der Meinung sein, dass sie nicht regieren sollte.
Aber es gibt einen kleinen Unterschied zwischen die Wähler davon zu überzeugen, eine Partei nicht zu wählen, und sie nach der Wahl dafür zu bestrafen, dass sie sie gewählt haben.
Dieser Unterschied heißt Demokratie.
Und gerade deshalb ist der Verweis auf Polen und Ungarn hier ausgesprochen unglücklich.
Denn wenn der EU-Konditionalitätsmechanismus gegenüber einem Mitgliedstaat angewandt werden kann, dann wäre seine Anwendung gegenüber einem deutschen Bundesland etwas qualitativ anderes.
Es würde bedeuten, dass Brüssel nicht mehr nur in die Beziehungen zu einem Mitgliedstaat eingreift, sondern auch in die Folgen regionaler Wahlen innerhalb dieses Staates.
Dann sollte man wirklich fragen:
Sind die EU-Gelder ein Instrument zur Umsetzung gemeinsamer Politik – oder eine Belohnung für politisch erwünschtes Verhalten?
Denn wenn Gelder nicht deshalb eingefroren werden können, weil ein Land bestimmte rechtliche Verpflichtungen nicht erfüllt, sondern weil seine Einwohner die „falsche“ Partei gewählt haben, dann haben wir es nicht mehr mit Rechtsstaatlichkeit zu tun.
Wir haben es mit ... Umerziehung zu tun. Nur dass diesmal nicht ein paar Baracken von Dachau, sondern ein ganzes Bundesland dafür herhalten soll.
Und vielleicht ist gerade deshalb dieses Experiment für Brüssel und für die gesamte Idee der EU in seinen Konsequenzen wesentlich interessanter, als seine Urheber vorhersehen.
_____________________________________
...jedna uwaga i to wbrew pozorom nie marginalna, Saksonia-Anhalt to nie Węgry ani Polska
jeśli czytam za Deutsche Welle:
„Czy Unia Europejska mogłaby zamrozić fundusze dla niemieckiej Saksonii-Anhalt? To możliwe – mówią mediom europosłowie, wskazując na przykład Polski i Węgier.”
No dobrze, niech będzie.
Zatem w zamian pozwolę sobie przypomnieć brukselskim oszołomom rzecz, która najwyraźniej gdzieś im umknęła:
Saksonia-Anhalt to nie Węgry ani Polska.
AfD właśnie wygrała tam wybory, zdobywając 43,8 proc. głosów. Nie zdobyła wprawdzie większości pozwalającej jej samodzielnie rządzić, ale stała się zdecydowanie najsilniejszą partią w landtagu.
Teraz zaś słyszymy, że jeśli AfD przejmie władzę w landzie, Bruksela może sięgnąć po pieniądze.
I tu zaczyna się naprawdę ciekawa część całej historii bowiem jeżeli Bruksela uzna, że demokratyczny wybór mieszkańców Saksonii-Anhalt uzasadnia finansową karę dla tego landu, powstaje pytanie, którego chyba nikt w Brukseli nie chce zadawać:
za co właściwie mają zapłacić mieszkańcy Saksonii-Anhalt?
Za to, że zagłosowali na AfD?
Czy może za to, że AfD — partia, której Bruksela nie darzy szczególną sympatią — zdołała zdobyć poparcie 43,8 proc. wyborców?
Można oczywiście nie lubić AfD. Można uważać ją za partię skrajną. Można uważać jej program za antyeuropejski, antyimigracyjny czy prorosyjski. Można nawet uważać, że nie powinna rządzić.
Ale jest pewna drobna różnica między przekonaniem wyborców, żeby na nią nie głosowali, a karaniem ich po wyborach za to, że zagłosowali.
Ta różnica nazywa się demokracją.
I dlatego przykład Polski i Węgier jest tutaj wyjątkowo niefortunny.
Bo jeśli mechanizm unijnej warunkowości można zastosować wobec państwa członkowskiego, to próba zastosowania go wobec jednego z niemieckich landów oznaczałaby coś jakościowo innego.
Oznaczałaby, że Bruksela zaczyna ingerować nie tylko w relacje z państwem członkowskim, lecz także w konsekwencje wyborów regionalnych wewnątrz tego państwa.
A wtedy naprawdę warto zapytać:
czy fundusze Unii Europejskiej są instrumentem realizacji wspólnej polityki, czy nagrodą za właściwe zachowanie polityczne?
Bo jeżeli pieniądze można zamrozić nie dlatego, że land nie realizuje określonych zobowiązań prawnych, lecz dlatego, że jego mieszkańcy wybrali niewłaściwą partię, to nie mamy już do czynienia z praworządnością.
Mamy do czynienia z... reedukacją. Tyle że tym razem zamiast kilku baraków Dachau ma nią być cały land.
I być może właśnie dlatego ten eksperyment może okazać się dla Brukseli i całej idei UE znacznie ciekawszy w swoich konsekwencjach, niż jego autorzy przewidują.
