Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 listopada 2012

Oczywiste nawet dla daltonisty:

„…najważniejsze wybory naszej epoki…” ?

źródło: "Dziennik Opinii - Krytyka Polityczna"

Zdecydowanie tak dla Stanów Zjednoczonych Ameryki:

Po oczywistej już śmierci mitu „Amerykańskiego Snu” w naturalnym biegu zdarzeń przyszła kolej na gwałtowną polaryzację sposobu postrzegania wspólnoty przez jej obywateli, dzieląc ich na elektorat obydwu kandydatów w sposób nie mający prawdopodobnie dotychczas miejsca w historii U.S.A.

I nic tu nie pomoże w dłuższej perspektywie czasu niekłamany, amerykański patriotyzm, przywiązanie do wartości zapisanych w Konstytucji i wiara w doskonałość systemu opartego na twórczym, niczym nie skrępowanym indywidualizmie, bowiem akurat on jest światopoglądowo (ideowo, duchowo) obcy w statystycznej masie wyborcom Obamy w przeciwieństwie do tej części amerykańskiej wspólnoty, którą w wyborach reprezentował pan Romney, co stanowi w kreacyjnym sposobie prezentacji powyborczej rzeczywistości nad Potomac River zasadnym porównanie do podpalenia lontu w bombie z chwilą podliczenia głosów i ogłoszenia wyniku z raczej marnym pocieszeniem, że nieznana jest jego długość (jedna, dwie, trzy kolejne, prezydenckie kadencje ?).

Na szczęście równie prawdziwe jest powtórzenie przez panią Applebaum opinii, że nie ma to już istotnego (żadnego - T.L.) wpływu na losy świata pisanego z małej i dużej litery, bowiem nawet daltoniście trudno jest pomylić "Wuja Toma" z "Wujem Samem" z nieuniknionymi tego stanu rzeczy konsekwencjami dla sądzących inaczej.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Nie mnie pytaj, zapytaj swojego senatora:

Recep Tayyip Erdoğan, przyjaciel salonów politycznych Paryża i Londynu, partner polityczny prezydenta Obamy i sekretarz stanu US. Hillary Clinton w tej części świata wymordował jednego dnia 115 rebeliantów kurdyjskich (od 1984 roku zamordowano już w tureckim Kurdystanie około 45 tysięcy Kurdów) używając ciężkiego sprzętu i lotnictwa.

źródło: "Time World"

Stanie przed międzynarodowym trybunałem oskarżony o zbrodnie wojenne ?

Nie stanie, bo wymordował tylko jakichś Kurdów uznanych przez niego samego, USA i UE za terrorystów walczących już prawie od 40 lat o niepodległość dla siebie i swoich dzieci.

W przeciwieństwie do Al-Kaidy, z którą dziś pod rękę i Recept Erdogan i Obama i Hillary Clinton i Cameron plus ten Francuz Hollande mordują Bogu Ducha winnych Alawitów w Syrii, nie wspominając o Basharze al-Assadzie i Jego żonie, którym po schwytaniu obiecano już medialnie okrutną śmierć w rynsztoku na podobieństwo zakatowanego w obecności kamer „dziennikarzy obywatelskich” pułkownika Kadafiego, co pokazały skwapliwie wszystkie agencje informacyjne świata.

Dlaczego ?

Nie mnie pytaj, zapytaj swojego senatora.


***********

„…All of this does not make of Russia's stance a mature and strategic policy that is aware of its interests on the long term. Perhaps wisdom will find its way to Russian policy to replace this nationalist hysteria, which does not befit Russia, under the slogan of revenge for a feigned insult.”

źródło: "The Blog"
I nie interesuje mnie czy to znaczy, że pani Raghida Dergham uważa za słuszną i rozważną politykę US pospołu z UE w sprawie Syrii – to nie mój problem, jak i pozostałych zainteresowanych również nie, a już szczególnie Rosji.

Powodowany jednak chrześcijańską, wręcz franciszkańską miłością do naszych braci mniejszych odpowiem pani Dergham i jej podobnym tak:
Karygodny błąd popełniony przez US i UE w Syrii z katastrofalnymi dla nich już dziś ( faktyczny alians sytuacyjny z Al-Qaeidą w zniszczeniu syryjskiej państwowości) i w przyszłości konsekwencjami zawiera się w braku intelektualnej oceny i rozeznania strony przeciwnej:

Bashara al-Assada, Alawitów i Rosji – że tylko do nich się ograniczę.
Nic, co zapewne z niemałym mozołem napisała w cytowanym artykule pani Dergham  podająca się za „Columnist and Senior Diplomatic Correspondent, Al Hayat” nie ma już znaczenia i odniesień dla i do adresatów treści między innymi dlatego, że i US i UE straciły negocjacyjną wiarygodność cokolwiek to w tej i podobnych kwestiach polityki globalnej dziś znaczy.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że ich marginalizacja cywilizacyjna nie będzie przypominać nagłego zgonu Syrii, losu Kurdów, albo "demokratyzacji" (czytaj "dewastacji") Iraku i Afganistanu, że przywołam tylko ich najświeższe osiągnięcia polityczne pomijając milczeniem parady Marines w San Diego i od nich pochodne osiągnięcia cywilizacyjne na miarę XXI wieku.

...been added on Monday:

źródło: "Counter Punch"
:-(


sobota, 28 lipca 2012

The Syrian last episode: Interpretacje w stylu dowolnym.


„…The following is from a leaked intelligence document describing a previous Western terrorist intervention in Syria just in case any reader is so naive as to think that “our government would never do that.
źródło: "Foreign Policy Jurnal"

“In order to facilitate the action of liberative (sic) forces, …a special effort should be made to eliminate certain key individuals … [to] be accomplished early in the course of the uprising and intervention.…
“Once a political decision has been reached to proceed with internal disturbances in Syria, CIA is prepared, and SIS (MI6) will attempt to mount minor sabotage and coup de main (sic) incidents within Syria, working through contacts with individuals.… Incidents should not be concentrated in Damascus.…”

źródło: "Foreign Policy Jurnal"

Jakikolwiek komentarz zbędny. Linkowanie dostępne w indeksie "Google"
(13:50 CEST) i cytowane tylko przez wzgląd na jego amerykanskie źródło, jak i swoistą poetykę nie pozbawioną szczypty politycznej pikanterii, cokolwiek to w tej sytuacji i kontekstach znaczy.

źródło: "news google"
Swoją drogą czyż rzeczywistość nie kreuje obrazów godnych pędzla mistrza Dali, Goi a może i Boscha:
Krwawa łaźnia Aleppo w cieniu znicza olimpijskiego, paradujący na otwarciu igrzysk reprezentanci Palestyny – państwa, którego formalnie przecież właściwie nie ma i jednoczesna odmowa przez IOC należytego uczczenia mijającej właśnie 40 rocznicy mordu na olimpiadzie w Monachium dokonanego nie przez kogoś innego, jak przez Palestyńczyków, próba – pewnie w końcu skuteczna - wymuszenia na wspólnocie międzynarodowej przez Arabie Saudyjską zmiany zasad i reguł gry i co tam jeszcze ?
Starczy na dziś.
:-(

poniedziałek, 23 lipca 2012

Ku uciesze przywódców dżihadu:

To oczywiste, że w Departamencie Stanu U.S. nikt nie wie i pani Catherine Ashton też nie wie, jak będzie wyglądała sytuacja w Syrii za sześć miesięcy, za rok, nie starcza im bowiem wyobraźni, a i kompetencji raczej też nie.

W przeciwieństwie do poetów barowych, którzy już dziś mogą pisać teksty gotowe do publikacji z kosmetycznymi poprawkami w 2013 roku:

“…American and Iraqi (Syrian) officials have argued that violence has been declining.”

źródło: "The New York Times"

I to nie dlatego, że Baschar al-Assad nie jest jeszcze zdolny do względnej stabilizacji sytuacji (choć prawdopodobnie nie do odtworzenia stanu początkowego), a dlatego, że już dziś nie pozwoli jemu na to ani prezydent U.S. Barack Hussein Obama II, ani premier U.K. David Cameron i prezydent Francji François Gérard Georges Hollande ku uciesze nowego pokolenia przywódców panmuzułmanskiego dżihadu:
źródło: "Yahoo! News"

Nie ma bowiem nic bardziej zabawnego w politycznej partii szachów, jak to, kiedy przeciwnik sam zapędzi się w „kozi róg”, a na to wygląda po spartaczonym wręcz kabaretowo gambicie "Arabskiej Wiosny".

I choć mnie ta sytuacja akurat szczególnie nie bawi, to przyznam, że sam jestem ciekaw, jak tą partię w końcówce rozegrają politycy Izraela.

Może się jeszcze czegoś na stare lata nauczę  ?

piątek, 20 lipca 2012

Poezja barowa vs. analiza Reuters'a:

W końcu po kilkunastu miesiącach Reuters napisał coś, co można przeczytać bez "zgrzytania zębami":

"...The gains of any outside "winners" in the struggle for Syria may prove transitory or consumed by unforeseen consequences.

The real losers are the Syrian people, who may gladly rid themselves of Assad, but whose agony may be far from over..."


źródło: "Reuters"

Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o tym przed wysłaniem pani Marie Colvin do Syrii, co jest o tyle prawdą , na ile pan Rupert Murdoch jest skuteczniejszy w kreacji zdarzeń na arenie międzynarodowej od prezydenta Obamy, pani Hillary Clinton, premiera Camerona i prezydenta Hollande’a razem wziętych.

Powyższe należy uznać za wytwór fantazji miłośnika poezji barowej, a nie za poważną analizę zdarzeń politycznych skrojonych na miarę agencyjnych doniesień, poezja bowiem, a szczególnie ta, barowa, rządzi się swoimi prawami jeśli chodzi o kwestie polityczne.