Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reuters. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reuters. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 marca 2022

...jak nie przepadam za kolokwializmami[1]...

tak tym razem niechby tylko przez wzgląd na

weekendową porę zapytam

"Pozamiatane" ?...


...bez przesady, ale...

"mop zamoczony i odsączony"

...gotowy "do pracy"

"...President Biden said
 
[...]

that the U.S. does not seek a new Cold War with China; it does not aim to change China's system; the revitalization of its alliances is not targeted at China; the U.S. does not support "Taiwan independence"; and it has no intention to seek a conflict with China..." - j.w.

i dalej...

"As permanent members of the UN Security Council and the world's two leading economies, China and the U.S. must not only guide their relations forward along the right track, but also shoulder their share of international responsibilities and work for world peace and tranquility, Xi said.

[...]

Agreeing that the video call is constructive, the two Presidents directed their teams to promptly follow up and take concrete actions to put China-U.S. relations back on the track of steady development, and make respective efforts for the proper settlement of the Ukraine crisis." - j.w. za rządową Agencją "Xinhua"...

- Czytaj "Reutersa" nie "Xinhua" a będziesz znał prawdę - usłyszę...

jakże by inaczej; w poprawności monologów czytam


nie tylko "Reutersa" ale i

"Bloomberga"

"China Canceled H&M. Every Other Brand Needs to Understand Why

For global companies making big bets on China, the Swedish retail giant is an alarming cautionary tale..."


...i dalej

"...“H&M was large enough in China to be noticed and made an example of,” said Mark Tanner, managing director of Shanghai-based marketing and branding firm China Skinny, “but not so large that wiping it off the Internet would upset the apple cart.” 

He added that Sweden is among the countries that are most publicly critical of China..." - j.w. /interlinia T.L./

..."Newsweeka" też czytam


...pozostawiając czytanie przekazów "PAP"


...nadwiślańskim oszołomom

cierpiącym przy tym jakby jednego było mało 

na masochistyczne zaburzenia osobowości[2]

...przykładem pierwszym z brzegu wziętym...


nadwiślańskiego wiceministra Ministerstwa Spraw Zagranicznych

pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka...

...


[1] "... wyraz, wyrażenie lub forma składni – stosowane wyłącznie w języku potocznym, zwykle w mowie, w życiu codziennym, a jednocześnie w sytuacji, gdy nie ma wymogu dbałości o zgodność przekazu z rejestrem wysokim języka standardowego czy też nazewnictwem specjalistycznym.

Zastosowanie kolokwializmu w innej niż potoczna formie wypowiedzi stanowi uchybienie stylistyczne. Potocyzmem można, co prawda, posłużyć się w celu szczególnym, np. dla stylizacji środowiskowej czy ekspresji artystycznej, jednak nawet wtedy powód jego użycia musi być dla odbiorcy łatwo rozpoznawalny..." - Kolokwializm – Wikipedia, wolna encyklopedia

[2] "...A pervasive pattern of self-defeating behavior, beginning by early adulthood and present in a variety of contexts. The person may often avoid or undermine pleasurable experiences, be drawn to situations or relationships in which they will suffer, and prevent others from helping them..." - Self-defeating personality disorder - Wikipedia /polskojezycznej wersii  hasła w "Wikipedii" brak/

środa, 27 lutego 2013

"The former KGB spy" vs. „stupid John”:

Miałem zamiar napisać coś innego, ale przypadkiem i obocznie, choć w gruncie rzeczy cały czas w temacie, pojawił się taki oto wątek:

źrodło: "Reuters"

Skłaniając mnie do sytuacyjnej refleksji: 

Skoro szacowna niegdyś agencja „Reuters” uważa za stosowne pisać o aktualnie sprawującym urząd prezydenta Rosji, panu Putinie „…The former KGB spy…”, i to w trakcie trwających właśnie, ważnych dla Stanów Zjednoczonych Ameryki (bo przecież nie dla Rosji) spotkań i rozmów...

źródło: "The Washington Times"

...to ja nie tyle z miłości do niego (pana Putina), ale w odruchu publicystycznej przyzwoitości czuję się upoważniony od dziś pisać o Sekretarzu Stanu U.S.A. panu Johnie Kerry per „stupid John”, a może nawet "Jack", tym bardziej, że jest to bliższe prawdy i precyzyjniejsze faktograficznie od zwrotu użytego w przekazie „Reutersa” z Moskwy by Alexei Anishchuk…

Co piszę w przeświadczeniu, że nie zawsze słowa są zwierciadłem myśli bywając w pewnych okolicznościach niczym więcej, jak tylko narzędziem (w jakimkolwiek przekazie medialnym, a już na pewno agencyjnym są tylko tym) użytym mniej, lub bardziej wprawnie z pożytkiem lub szkodą dla zainteresowanych, tym bardziej dziś niestosownie, że w trakcie prezentacji postrzegania polityki zagranicznej przez nową ekipę pana prezydenta Obamy z godnymi odnotowania zawartych w niej akcentami...

źródło: "Polskie Radio pl"

...choć może i należało by napisać, że wręcz jej znaczącego przeorientowania z wielce prawdopodobnym w tych nowych okolicznościach pożytkiem dla Stanów Zjednoczonych Ameryki i reszty świata:

"...“We can’t dictate to the world, but we must engage with the world,” he said. “That engagement in the world should be done wisely. And the resources that we employ on behalf of our country and our allies should always be applied wisely.”

źródło: "The Washington Post"

That philosophy led Hagel to become close with President Obama when they served in the Senate, despite their party differences. Although Obama redoubled U.S. involvement in the war in Afghanistan, he has been reluctant to intervene militarily in Syria, Libya and other hot spots..."


wtorek, 25 września 2012

Dlaczego piszę ?

Świat nie przepada za Stanami Zjednoczonymi Ameryki nie dlatego, że świat jest „głupi”, a dlatego, że nie ma już dziś za czym.

Przykład pierwszy z brzegu:

Stosunkowo niedawno, bo w 2008 roku, a dokładnie na początku grudnia tegoż właśnie roku, opiniotwórczy przecież niejako z tradycji, i już tylko współcześnie z aspiracji, „The Washington Post” artykułem pani Anne Applebaum wyśmiewał się, jeśli nie wręcz szydził, z wizyty pana prezydenta Miedwiediewa w Wenezueli opisując reprezentowaną przez niego Rosję, jako nic nie znaczący kraj z pretensjami do odgrywania roli mocarstwa:

źródło: "The Washington Post"

”… But the Russian political system -- based on crony capitalism, democratic rituals without democracy itself, heavy media controls, omnipresent criminality -- isn't of interest to anyone, and the Russians have trouble creating an empire around it…”

Dziś, po czterech latach od daty ukazania sie cytowanego artykułu, to nie rosyjskich ambasadorów mordują na świecie i to nie tylko już amerykańskie lotniskowce pływają po Morzu Południowo Chińskim, a mimo to amerykańscy eksperci nadal są sceptyczni, choć może już nie tak rozbawieni, jak jeszcze niedawno pani Applebaum:

źródło: "New York Times"

Dlatego wolę czytać to, co sam napiszę (lub napiszą inni poeci barowi) powodowany nie tyle wewnętrznym przymusem, czy też potrzebą dzielenia się z kimkolwiek czymkolwiek, a tylko chęcią stworzenia na własny użytek pewnego, w miarę stabilnego punktu odniesienia, a niech by i nawet w przestrzeni wirtualnej, jeśli już nie mogę liczyć ani na „Reutersa”, ani na „The Associated Press”, „The Washington Post”, „CNN” i „FoxNews” nie wspominając o pozostałych.  

źródło: "Wordpress Lu blog" (available only to members) wpis z 4 grudnia 2008 roku

Tym bardziej, że nie oczekuję od nich nadzwyczajnej błyskotliwości pozwalającej - na przykład - pisać im o istocie przebiegu „Arabskiej Wiosny” i wyznaczonej w niej przez nowe pokolenie przywódców „światowego jihadu” do odegrania roli państw euroatlantyckiego przymierza, a tylko codziennej rzetelności, której oczywisty brak stał się szczególnie widoczny w ich relacjach choćby z przebiegu syryjskiej tragedii i jest kontynuowany nadal dzień po dniu w sprawach niezmiernie ważnych nie tylko dla obywateli U.S. ale Europy też.

poniedziałek, 3 września 2012

I am not fighting for Bashar:

“BBC News” cytuje:

"I am not fighting for Bashar but for the future of my children and to combat the sectarian attack - Abu Basil Army general" (syryjskiej).


źródło: "BBC News" 

Żal tylko serce ściska, że nie pisano tak o tej wojnie kilka, kilkanaście miesięcy temu.

Oczywiście niczego by to nie zmieniło, ale pozwoliło by zagubionym "zrozumieć świat", a redaktorom takiej firmy, jak „Reuters” albo „The Associated Press” i im podobnym chodzić po ulicach miast świata z dumnie podniesioną głową.

Z drugiej strony lepiej późno niż wcale, co może ośmieli wrażliwych na los współbraci z globalnej wioski do nieukrywania szczerych łez zasmucenia na więcej niż prawdopodobnym pogrzebie naszego, „syryjskiego kuzyna”.

I obym się mylił.

Może zdarzy się jednak cud i „dziesięć plag egipskich” dopadnie winnych tej zbrodni, pozwalając zachować wiarę chociażby w sprawiedliwość boską, jeśli nie można już ufać kompetencjom ani prezydenta Francji, ani premiera Wielkiej Brytanii nie wspominając o oszołomach zza Atlantyku zawłaszczających sobie prawo do jedynie słusznych racji w wolającej o pomstę do Nieba arogancji naznaczonej niezmywalnym piętnem megalomani.



poniedziałek, 27 sierpnia 2012

...błogosławiony Izrael:

Wpis z 5 czerwiec 2010 przywołany za zgodą autora w pełnym brzmieniu mimo pewnych obiekcji co do niektórych sformułowań w nim zawartych w przekonaniu o ich sytuacyjnym tylko, emocjonalnym rodowodzie:

Tkwi na podobieństwo nieusuwalnego ciernia w tyłku muzułmańskiego wielbłąda, ograniczając jego mobilność. Gdyby nie to, już dawno co druga Francuska była by czwartą żoną prawowiernego muzułmanina, hodowcy kóz na Polach Elizejskich. 

źródło: "Lu Wordpress Blog" (available only to members)

Mogę zrozumieć poszukujące silnych wrażeń z podtekstem erotycznym aktywistki humanitarnych organizacji prowadzonych na masochistycznej smyczy przez politycznych impotentów, patronat
Erdoğana nad tą imprezką wcale mnie nie dziwi, jak i obecność dbających o swój medialny wizerunek wszelkiej maści odchodzących w cień celebrytów, ale rozumieć, to nie znaczy akceptować, solidaryzować się i popierać zachowania jeszcze nie tak dawno uznawane za zdradę, sabotaż i kolaborację.

Dobry Hamas, to martwy Hamas, dobry terrorysta, to martwy terrorysta:

„(
Pokojowe) inicjatywy, tzw. rozwiązania pokojowe i konferencje międzynarodowe są sprzeczne z zasadami islamskiego ruchu oporu… Konferencje te nie są niczym więcej, jak środkiem do wyznaczenia niewiernych na rozjemców na ziemiach islamskich… Nie ma innego rozwiązania problemu palestyńskiego poza świętą wojną Dżihad. Inicjatywy, propozycje i konferencje pokojowe są jedynie stratą czasu, działaniem na próżno". (art. 13)

"Dzień sądu ostatecznego nie nadejdzie, dopóki muzułmanie nie staną do walki z Żydami i zabiją ich. Żydzi będą chować się za skały i drzewa, a skały i drzewa będą wykrzykiwać: ‘Muzułmaninie, jest tutaj Żyd ukrywający się za mną, chodź i zabij go’." (art. 7)

Powyższe cytaty pochodzą z manifestu ideologicznego Hamasu. Inne, te nawołujące do potworności światowego Dżihadu, są tożsame, z tą różnicą, że dotyczą Europejczyków, Amerykanów i innych niewiernych.

I tylko proszę: Bez humanitarnych jaj. Oglądałem dziś w telewizorni newsa o polskich dzieciach chorych na hemofilię, że nie wspomnę o powodzi i wyborach, elitach, co to w mig doszły od przysłowiowego zera do milionera, odwiedzając w wolnych chwilach sierotki w Strefie Gazy…

 (…………)

Błogosławiony Izrael, dzięki któremu umierając będę słyszał dzwony pobliskiego kościoła, a nie zawodzenie muezina, co jest Wam, Pampersiki, pisane. Wam, a już Waszym dzieciom na pewno, jeśli dacie się zbałamucić pozbawionym odwagi cywilnej krypto antysemitom wszelkiej maści.

Jakże losy ludzi i narodów czasami dziwnie się plotą: Izraelski żołnierz gwarantem europejskiego poczucia tożsamości, jej wiary, tradycji i obyczaju… „


*******

Powodem zacytowania tego, archiwalnego wpisu jest analiza autorstwa Williama Maclean i Catherine Hornby zamieszczona w serwisie Reutersa:

„…CALL FOR A "EUROPEAN SPRING"

 Human rights groups are increasingly alarmed, not just at the far right, but at what many see as the pandering to its Islamophobic stereotypes by Europe's mainstream parties.

 "We need our own 'European Spring' to overcome old and emerging forms of racism and intolerance," Nils Muiznieks, the Commissioner for Human Rights at the Council of Europe, a governmental human rights body, wrote in a July 2012 blog.

 Muslims, he said, had become the primary "other" in right-wing populist discourse in Europe, and needed to be accepted as an integral part of society, entitled to equality and dignity…”

źródło: "News Yahoo!"

Która w konfrontacji z rzeczywistością dnia dzisiejszego i w Europie, i na Bliskim Wschodzie budzi moje wątpliwości co do intencji pary autorów prowokując do zadania pytania:

 „Quo vadis, Domine?”



piątek, 24 sierpnia 2012

Tyle, co nic:

Gdybym coś takiego usłyszał, to bym nie uwierzył, ale przeczytałem:

“…Tice had entered the country through a rebel-held area and was there without a visa, as is typical of many foreign journalists covering the conflict…”

 I jakby tego nie było dość, to dalej jest tak:

 "His work is protected by international law, which guarantees the right to seek and receive information," the statement said. "As a journalist, he is a civilian and must be protected from harm."

Co można już tylko uznać za przysłowiowy szczyt szczytów głupoty wymieszanej z irytującym bełkotem nieustających odwołań do międzynarodowego prawa, którego ani US, ani Francja i Wielka Brytania, Narody Zjednoczone i nawet Czerwony Krzyż [!] w konflikcie syryjskim od początku nie przestrzegają, pogrążeni w neoimperialnym postrzeganiu Bliskiego Wschodu i okolic (a i reszty Świata też).

 
źródło: "The Washington Post"

Tylko że dziś wszyscy oni, razem wzięci, nie są już żadnym mocarstwem, a tylko zlepkiem państw na podobieństwo jakiegoś geriatrycznego towarzystwa wzajemnej adoracji pogrążonego w iluzorycznym błogostanie starczej demencji.

“…French Defense Minister Jean-Yves Le Drian urged the international community to consider backing a no-fly zone over parts of Syria, but cautioned that closing the Arab nation's entire air space would be tantamount to "going to war" and require a willing international coalition that does not yet exist…”

Komentarz ? A cóż tu można napisać poza społecznosciowym “LOL”?

Albo tu:

"We have long expressed concern about the safety for journalists in Syria, and note that freedom of movement throughout the country for journalists is one of the 6 points in the Annan Plan endorsed by the United Nations Security Council," she said in a statement. " We strongly urge all sides to ensure the safety of journalists in Syria."


Cóż dziś znaczy “dziennikarz” i „informacja” po kilkunastu miesiącach publikowania przez Reutersa, AP i inne agencje półprawd i wręcz oczywistych kłamstw, cóż on znaczy na terytorium trawionej pożarem religijnej, międzyplemiennej wojny Syrii ?

źródło: "Chron com"- obraz tragedii syryjskiej wykreowany przez światowe agencje informacyjne na użytek amerykańskich reklamodawców i gospodyn domowych obrażający w swoim zakłamaniu Pana Boga – kimkolwiek On jest - i ofiary tej wojny.

Jeśli któryś z nich obdarzony jest szczególną łaską boską, to znaczy „tyle, co nic”. Inni natomiast są już tylko „wysłannikami samego Szatana”, ucieleśnieniem zła, źródłem łez pogrążonych w bezgranicznej rozpaczy z oczywistymi tego stanu rzeczy konsekwencjami.


 

niedziela, 12 sierpnia 2012

Porozmawiajmy o kobietach:

I'm hetero!Amerykańskich, Michelle, Hillary i Joan Juliet Buck, choć tu mam mały, faktograficzny problem: nie mogę bowiem w żadnym razie napisać, że to pani Michelle (prezydent) wysłała na ulice Damaszku syryjskie dzieci.

Z czego z drugiej strony cieszę się, bo pierwsza dama Ameryki, to 100% kobieta, matka i troskliwa żona, której przyszło stawić czoła nie byle komu, jak tylko krypto partii amerykańskich homoseksualistów będących dziś faktyczną, czwartą władzą w US – jeśli nie drugą, a nawet pierwszą, bowiem tylko ktoś sprawny intelektualnie inaczej mógł wpaść na tak diaboliczny pomysł, jak ten, realizowany teraz na Bliskim Wschodzie, gdzie już raz, dawno temu, w XII wieku, wysłano na wojnę dzieci zamiast armii z oczywistym skutkiem.


źródła: "The Telegraph" i "Seraphic Secret"
Może to i staromodne, ale mieszanie do polityki żon, dzieci i powinowatych polityków uważam za niegodne, dopatrując się w tym, może i nie zawsze zasadnie, zupełnie innych motywacji od tych, głoszonych publicznie.

********

Wszystkie wojny i konflikty zbrojne są w istocie swojej tragiczne, ale w tym, syryjskim, jest coś szczególnie perwersyjno dewiacyjnego: oczywista prowokacja i kłamstwo ukoronowane prymitywnymi manipulacjami medialnymi, które ostatecznie obaliły filary społeczeństwa obywatelskiego, za jakie słusznie jeszcze „do wczoraj” należało uznawać i Reutersa i AP i gazety codzienne, tygodniki i miesięczniki nie wspominając o telewizji, w ślad za którymi poszedł i prowincjonalny półświatek pokracznego hedonizmu amerykańskiego, który, korzystając niejako z okazji, „odstrzelił” towarzysko Bogu ducha winną, jakąś J.J Buck z sobie tylko znanych powodów, bo chyba nie powodowany genetycznym antysemityzmem ?

Choć kto ich tam do końca wie...
żródło: "The Salt Lake Tribune"


niedziela, 29 lipca 2012

Co mnie martwi i niepokoi:

Rozpocznę od cytatu:

„…To sort out fact from fiction inside Syria is daunting as media are limited and opposition spokesmen have been repeatedly caught lying about events. In one recent instance, a UK journalist claimed he was deliberately led into a potential death trap by rebel opposition forces to score propaganda against the Damascus regime. The UK Channel 4 News's chief correspondent, Alex Thomson, told AP that Syrian rebels set him up to die in no man's land near the Lebanese border, saying they wanted to use his death at the hands of government forces to score propaganda points. And in one brazen example of political manipulation, BBC was recently caught publishing a photograph it claimed was of a massacre at Al-Houla on 25 May 2012, in which 108 persons are known to have died including 49 children. It turned out the picture had been taken by Italian photo journalist, Marco Di Lauro in Iraq in 2003…”

źródło: "Axis of Logic"

I dalej snując wątek:

Pogrzeb politycznego truchła U.S. w skali globalnej przyjąłem stosownie do okoliczności:

Jako coś nieuniknionego, przez co żal i smutek nie jest zbyt dolegliwy i nie wymaga wizyt u psychoanalityka.

Inna sprawa z nagłą i niespodziewaną śmiercią autorytetu AP, BBC, Reuters’a i od nich zależnych gazet codziennych, nie wspominając o całej reszcie:

Tu żal serce ściska i płakać się chce:

Dorobek wielu pokoleń dziennikarzy, reporterów, fotografów i korespondentów został w mgnieniu oka roztrwoniony w myśl przykazania zawartego w nowym dekalogu współczesnego świata, jakim jest22 Rules of Marketing zapisanych w zastępstwie Pana Boga przez Al. Ries’a i Jack’a Trout’a:

„lepiej być pierwszym niż lepszym”„it’s better to be first than it is to be better”

źródło: "news google"

W sposób oczywisty owocuje to tym, że w internetowych indeksach obok do niedawna jeszcze niepodważalnych autorytetów opiniotwórczych pojawiają się linki do innych źródeł.

Z czego – wydawało by się – powinienem się cieszyć a co mnie jednak skończenie martwi i niepokoi bowiem - nie daj Panie Boże - link do moich wpisów zaraz obok linkowania artykułu zamieszczonego w (...) nie najlepiej by dziś wróżył temu ostatniemu a przecież nie o to chodzi by pozbawiać ludzi pracy, a o to by nauczyć ich rzetelnie pracować, przypomnieć o czymś takim, jak "etos", "powinność", "odpowiedzialność" i w końcu szacunek do samego siebie.

To prawda: dobrze jest mieć na stare lata na koncie w banku milion $ ale okazuje się, że równie dobrze – jeśli nie lepiej – jest mieć czyste sumienie.

Fakt, pierwsze pozbawia trosk doczesnych ale drugie jest również wartością nie do pogardzenia: pozwala z otuchą patrzyć w przyszłość.

piątek, 20 lipca 2012

Poezja barowa vs. analiza Reuters'a:

W końcu po kilkunastu miesiącach Reuters napisał coś, co można przeczytać bez "zgrzytania zębami":

"...The gains of any outside "winners" in the struggle for Syria may prove transitory or consumed by unforeseen consequences.

The real losers are the Syrian people, who may gladly rid themselves of Assad, but whose agony may be far from over..."


źródło: "Reuters"

Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o tym przed wysłaniem pani Marie Colvin do Syrii, co jest o tyle prawdą , na ile pan Rupert Murdoch jest skuteczniejszy w kreacji zdarzeń na arenie międzynarodowej od prezydenta Obamy, pani Hillary Clinton, premiera Camerona i prezydenta Hollande’a razem wziętych.

Powyższe należy uznać za wytwór fantazji miłośnika poezji barowej, a nie za poważną analizę zdarzeń politycznych skrojonych na miarę agencyjnych doniesień, poezja bowiem, a szczególnie ta, barowa, rządzi się swoimi prawami jeśli chodzi o kwestie polityczne.