Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muslim Brotherhood. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muslim Brotherhood. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 września 2014

...na marginesie, z tym, że...

...bez przekonania już i wewnętrznej potrzeby pisania czegokolwiek w tej kwestii ponad...

collage by T.L. w kolejności źródeł od góry: "The Washington Post", po lewej też "The Washington Post" i po prawej "The Monkey Cage"

...nawet wprost, krótko i węzłowato bez jakichkolwiek personalnych odniesień, a tylko w ilustracji pewnego powiedzonka współcześnie szczególnie niepoprawnego politycznie (...)...

"Middle East room service" by T.L. w sytuacyjnej adaptacji źródła "Chicago Tribune

...na co postrzegana znad kontuaru baru cała ta tragifarsa...

"...When Egyptians say, "We're in a terrorist phase now," they are referring not to the Islamic State (IS) but to Ansar Beit al-Maqdis, which has been killing policemen and soldiers in the Sinai; to the Muslim Brotherhood, which they see as the political face of jihadi violence; and to the civil war next door in Libya. Sameh Shoukry, Egypt's foreign minister, recently denied that Cairo has agreed even to join the U.S.-organized military campaign against IS. "The mission of the Egyptian army is to protect the Egyptian people and the country's borders," he said tartly..." (Kiedy Egipcjanie mówią: "Żyjemy w czasach terroryzmu" nie odnoszą się tym do Państwa Islamskiego (IS), ale do Ansar Beit al-Maqdis  zabijającej policjantów i żołnierzy na Synaju jak i do Bractwa Muzułmańskiego, które postrzegają jako polityczną twarz przemocy dżihadu i wojny domowej w Libii. Sameh Shoukry, minister spraw zagranicznych Egiptu, niedawno zaprzeczył,  jakoby Kair zgodził się przyłączyć  do zorganizowanej przez USA kampanii (koalicji) wojskowej przeciwko IS. "Misją egipskiej armii jest ochrona narodu egipskiego i granic tego kraju," powiedział oschle. - w wolnym tłumaczeniu T.L.)


źródło: "Foreign Policy"

...bez wątpienia zasługuje w wirtualnym monologu prowincjonalnego poety sobie a Muzom...

"...But the West is not about to join a campaign to crush political opponents on the pretext of fighting terrorism. Egypt and its new friends in the Gulf will have to do that on their own." - źródło j.w.

:-(

sobota, 3 sierpnia 2013

Post kulinarny: Casarecce z małżami...

...marynowanymi, suszone pomidory w zalewie, oliwa i czosnek...

źródło: własne T.L.

...w oryginalnej, odautorskiej recepturze piszącego te słowa bez parmezanu i innych dodatków w rodzaju natki pietruszki, ale jak ktoś lubi, to oczywiście może ich użyć nie szkodząc istocie dania...

źródło: j.w.

...którego przyrządzenie jest proste i trwa tylko tyle, ile czasu potrzeba na zagotowanie makaronu, czyli ~9 minut urozmaiconych w oczekiwaniu tym razem takim oto wirtualnym monologiem z doniesieniem agencji "Reuters":

"Al Qaeda leader Ayman al-Zawahri urged Egypt's Muslim Brotherhood and its supporters to abandon democracy and seek to govern through the full implementation of Islamic law..."

źródło: "Reuters"

Co oczywiście nie nastąpi zaraz "dziś" lub "jutro" jakby tego życzył by sobie zapewne pan Ayman al-Zawahri, ale nastąpi nieuchronnie z braku innej alternatywy w naturalnym procesie odchodzenia elit intelektualno gospodarczych świata Islamu reprezentowanych umownie przez manifestantów z stambulskiego placu Taksim od twórczych poszukiwań możliwych do przejęcia wprost, lub zaadoptowania rozwiązań pochodnych kręgu cywilizacji euroatlantyckiej, która wije się współcześnie w agonalnych konwulsjach od przysłowiowej Wisły będącej historycznie przedmurzem Europy po symboliczną Potomac River bez nadziei już na skuteczną reanimację.

Koran bowiem, tak jak i Tora, Biblia, a i polski Kodeks Karny też, zawierają w sobie wystarczająco wiele, by na ich fundamencie powstały może i nie krainy wiecznej szczęśliwości, ale społeczności żyjące w miarę bezpiecznie i przewidywalnie nie tylko w perspektywie chwili, jak to ma miejsce dziś, a przynajmniej kilku pokoleń, jeśli nie dłużej, jak to już w przeszłości miało miejsce.

Wystarczy tylko nie tyle umieć czytać, co być "poczytalnym" cokolwiek to w tym kontekście znaczy...

...a co znaczy, to temat na inne już opowiadanie, którego akurat w weekend nie mam ochoty pisać, pozostawiając bez odpowiedzi pytanie, czy kiedykolwiek indziej będę miał ku temu chęci trwając w zasadnym przeświadczeniu co najmniej niestosowności społecznej takich, moich poczynań.

Wracając do przepisu, to wystarczy już tylko wymieszać odcedzony makaron z sosem w garnku, rozłożyć na talerze i podać do stołu:

źródło: j.w.

Wypada dodać, że szklaneczka białego, wytrawnego wina na pewno nie zaszkodzi, a i dwie też nie.

sobota, 6 lipca 2013

Egipski short rem:

"..."We were naive ... We didn't imagine betrayal would go this far," Ali said (A Brotherhood spokesman, Murad Ali)..."


źródło: "The Guardian"

Dopełnione cytatem...

"...It looks like we are going to have to go through what Europe went through in the Middle Ages before becoming an open society that embraces all ideologies," said Achraf Chazly, a 35-year-old lawyer..." (źródło: "Reuters" - Cairo | Thu Jul 5, 2012 1:47pm EDT)

...przesądza o przewidywalności zdarzeń nad Nilem w perspektywie nie tyle miesięcy, co lat.

Tak sądzę w pewności braku innych, możliwych wyborów:

"...I powiem, że gdybym był Turkiem (Egipcjaninem, Libijczykiem...), nie trzeba by było mnie do tego specjalnie namawiać, nie należy i nie można bowiem odmawiać Islamowi znaczących walorów społecznych, które w parze z aparatem współczesnego, świeckiego państwa bez wątpienia jest polityczną ofertą ponad przeciętnie atrakcyjną, uposażoną do tego nie w teoretyczny, a zdecydowanie faktyczny potencjał państwowotwórczy przy którym oferta współczesnej demokracji modelu euroatlantyckiego wygląda jak amerykańska gipsościanka w konfrontacji z rzetelnym, kamiennym albo i ceglanym murem (choćby takiej Alhambry na przykład)..." (źródło: "Political science fiction nie tak do końca fiction:" post datowany na Czerwiec 2012 roku)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Post w porannej niechęci do nieustannego dzielenia tego samego włosa na czworo:

„…The Muslim Brotherhood's rhetoric will forever sound acrimonious to Israeli ears, but given these two axes, Israel should know where its common interests lie…” 

źródło: "Al-Monitor"

Jeśli ktoś chciałby znaleźć odpowiedz na pytanie, gdzie należy szukać przyczyn nieustającego misterium tragedii narodowych, to powiem, że nie gdzie indziej, jak właśnie w pojęciu „definiowania interesów politycznych”, które z natury swojej i okoliczności ich podejmowania zawsze i wszędzie – poza nielicznymi wyjątkami w przeszłości i dziś - są definicjami doraźnymi i jak by tego było nie dość, to podejmowanymi w personalnym interesie nielicznych w końcu zawsze grup będących w trakcie ich ustanawiania u władzy, co jest szczególnym mankamentem ustrojów zwanych umownie „demokratycznymi” z ich procedurą kilkuletniej kadencyjności przedstawicielskiej, co zresztą w przeszłości zostało zauważone przez naszych antenatów i odnotowane w nadrzędności porządku doktrynalnego państwa nad sposobami rozwiązywania bieżących problemów.

Dlatego w tym wirtualnym monologu pozwolę sobie w swojej amatorskiej arogancji na marginesie cytowanego tekst autorstwa pana Alon Ben Davida na zakwestionowania prezentowanych w nim racji, żaden bowiem alians w ponad frakcyjnym uogólnieniu czy to z Sunnitami, czy też Szyitami nie leży w długofalowym interesie państwa Dzieci Izraela, nie rozwiązując przy tym faktycznie i skutecznie żadnego z problemów bieżących.

Na czym tym razem poprzestanę powodowany poranną niechęcią do nieustannego dzielenia tego samego włosa na czworo.

piątek, 5 kwietnia 2013

Moje gratulacje Szanowny Panie Leonie Panetta:

"...During a February ceremony for delivering four F-16 fighter planes to Egypt, then-Defense Secretary Leon Panetta "urged ... not to use the U.S.-financed Egyptian military against protesters."

źródło: "The Examiner"

Czym pan Leon Panetta wpisuje się na elitarną listę laureatów "Big LOL Prize" zasmucając tym po raz kolejny pana Putina i przywódców Chin, którzy nawet w najśmielszych snach nie roją, że kiedykolwiek dostąpią tego zaszczytu. Tak sądzę...

...dlatego jeszcze raz napiszę:


Moje gratulacje Szanowny Panie Leonie Panetta !

wtorek, 1 stycznia 2013

"Big LOL Prize" a.d. 2012 rozdane:

Bezapelacyjnie laureatami tego wyróżnienia za rok 2012 zostają ex aequo: pan Barack Hussein Obama II, pani Hillary Diane Rodham Clinton, David Cameron, pan François Gérard Georges Nicolas Hollande i pani Catherine Ashton jako reprezentantka elit politycznych U.E.

Uzasadnienie w formie cytatu dzisiejszego doniesienia agencyjnego "Reutersa":

"...The Haqqanis, who are close to al Qaeda and have been blamed for a number of high-profile attacks on Western and Afghan targets in Kabul, are regarded as a possible spoiler..."

źródło: "Reuters"

Dla niezorientowanych w temacie doprecyzowanie sytuacyjne werdyktu z odniesieniami i do "Arabskiej Wiosny", wydarzeń w Syrii, a i Izraela też z noworoczno kurtuazyjnym pominięciem uznania truchła państwowości palestyńskiej przez wymienionych:

“…United States
According to US military commanders, it is "the most resilient enemy network" and one of the biggest threats to the U.S.-led NATO forces and the Afghan government in the current war in Afghanistan.  It is also the most lethal network in Afghanistan. Presently, the United States is offering a reward for information leading to the capture of their leader, Sirajuddin Haqqani, in the amount of $5,000,000.00.

Obama Administration
In September 2012, the Obama administration labeled the network as a foreign terrorist organization. After this announcement, Taliban issued a statement, arguing that there is "no separate entity or network in Afghanistan by the name of Haqqani," and that Jalaluddin Haqqani is a member of the Quetta Shura, Taliban's top leadership council…” (źródło: "Wikipedia")

...i w uzupełnieniu dodane o 22:30 CET:


źródło: "You Tube"
tekst:

"Essam al-Erian, the deputy head of the Muslim Brotherhood's Freedom and Justice Party in Egypt, has predicted that Israel will cease to exist within a decade, Jewish News One reports. Essam al-Erian, who is also an adviser to Egyptian President Mohamed Morsi, made the comments on his Facebook page. He said that since soon there will be no Israel, only Palestine Egyptian Jews should return to their home country and leave the land for the Palestinians.

Jewish News One says that Muslim Brotherhood authorities have become increasingly more vocal on the subject of Israel since their rise to power in Egypt. This has led many to question President Morsi's commitment to Egypt's peace treaty with Israel.

Al-Erian's statement follows a comment made by Egypt's ambassador to Lebanon that Egypt is ready to work with Hezbollah, the Shiite-Islamic group that has been labeled a terrorist organization by the United States and Israel." (źródło: "God Discussion")

piątek, 28 grudnia 2012

W swojej (Izraela) łaskawości, nie inaczej…

„…Officials at Israel's foreign ministry are concerned about the country's growing isolation internationally, but fear there is a gap between their position and the stance taken by Israel's political leadership.” 

źródło: "The Guardian"

Wszystko zależy - jak zawsze - od punktu widzenia, co tu znaczy nic ponad to, jak tylko tyle, że zdystansowanie się Izraela od euroatlantyckiego landu, a w szczególności od jego elit polityczno medialnych jest dziś prawdopodobnie najkrótszą drogą, a przez to najskuteczniejszym sposobem rozwiązania tego, trwającego już nieprzerwanie dobrych 60 lat konfliktu z jedynym, realnie możliwym finałem:

Państwo Palestyńskie to utopia, do tego utopia pozbawiona choćby odrobiny politycznego wdzięku, za to (szczególnie dziś) pełna jednoznacznych[!] niedomówień, półprawd i mniej lub bardziej bezpośrednich linków w mroczny półświatek animatorów scen teatrów marionetek z Brukseli, Strasburga, Paryża, Londynu i tych, znad Potomac River też nie wspominając o instytucji U.N. bowiem jakże inaczej można opisać oficjalną już przecież współpracę polityków Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych Ameryki z Muslim Brotherhood, Hamasem i ich przybudówkami właściwie w "przeddzień" nieuniknionej konieczności uznania również w Syrii al-Qaedy za politycznego partnera na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej wbrew oczywistym, strategicznym interesom narodów i państw, których są reprezentantami ?

Nawet przy bezmiarze oceanu dobrej woli nie da się inaczej, jak właśnie tak, co w oczywisty, bezdyskusyjny sposób pozbawia naród i polityków Izraela jakichkolwiek, racjonalnych przesłanek do liczenia się z opinią tego, czy innego rządu, organizacji, czy też polityka z euroatlantyckiej przestrzeni politycznej.

Tak sądzę w przekonaniu, że takie, a nie inne, do tego bez wątpienia nowe otwarcie daje w końcu nadzieję na skuteczne i jednoznaczne zakończenie tego konfliktu w istocie swojej wyzbytego przecież możliwości rozwiązań połowicznych nie wspominając o tym, że po zamordowaniu Kadafiego i likwidacji syryjskiej państwowości w jej dotychczasowym kształcie, to nikt inny, jak właśnie Izrael uzdrowiony z obłędu poprawności politycznej  lada moment będzie jedynym gwarantem względnego bezpieczeństwa obywateli państw Europy i stanów USA – oczywiście w swojej łaskawości, nie inaczej…

środa, 26 września 2012

Z pełnym uznaniem i ...

Z mieszanymi uczuciami zapoznałem się z treścią wystąpienia pana prezydenta Egiptu, Mohammeda Mursi na forum Zgromadzenia Ogólnego U.N.

"...Egypt is committed to pursue the sincere efforts it has been exerting to put an end to the catastrophe in Syria within an Arab, regional and international framework," Mursi said in his first speech to the U.N. General Assembly..."

Z mieszanymi dlatego, że już dawno nie słyszałem wystąpienia współczesnego polityka godnego miana wystąpienia męża stanu, a takim było właśnie przemówienie pana Mursiego, Muzułmanina i Egipcjanina, nie Europejczyka, czy też Amerykanina.

"...Mursi's comments contrasted with those of Qatari leader Emir Sheikh Hamad bin Khalifa al-Thani, who called on Arab countries on Tuesday to bypass the U.N. Security Council and intervene directly to stop the bloodshed in Syria..."

źródło: "Reuters"

Dlatego przyjmuję, że mówiąc o zachowaniu integralności Syrii wiedział, co mówi , choć sam mam już od pewnego czasu wątpliwości, czy jest to faktycznie możliwe w stopniu przypominającym niedawną przeszłość nawet przy pełnym poparciu i zaangażowaniu się w sprawę Muslim Brotherhood wraz z przyległościami, sądząc jednocześnie, że małym poligonem weryfikacji ich rzeczywistych możliwości może być Libia, gdzie albo uda się przejąć efektywną kontrolę nad rzeczywistością, albo i nie, sam w sobie bowiem stan istniejącego tam teraz, naturalnego niejako chaosu, w konfrontacji z nie zdefiniowaną do końca jasno i jednoznacznie, co do celu wyznaczonego na „dziś” i zamiarów w przyszłości obecnością postronnych, wydaje się być wręcz syzyfowym wyzwaniem godnym najwyższych słów uznania i szacunku w przypadku sprostaniu jego wymaganim.

Ano pożyjemy, zobaczymy.

XENBBE3Z9Z49

niedziela, 23 września 2012

"Po moim trupie !" - cokolwiek to znaczy:

"Egypt's president and other Muslim leaders should demand the U.N. criminalize contempt of religion after the release of an anti-Islamic film and cartoons which demonstrate growing racism, said the leader of the biggest ultra-orthodox Islamist party..."

I dalej:

 "…The voice of reason in the West will prevail if there is mutual respect, dialogue and efficient lobbying for this critical resolution," he told Reuters in an interview…”

źródło: "Chicago Tribune"

Zaczynam dziękować Bogu – kimkolwiek On jest - za to, że żyję w kraju, gdzie rządzi tradycyjna „sitwa” , „prawo weselnej, kujawskiej sztachety” , generał biskup Sławoj Głódź, father Rydzyk, Donald i reszta ferajny z ulicy Wiejskiej i okolic, a nie jakiś, jakaś, jakieś U.N. i zidiociała doszczętnie „poprawność polityczna”, która próbowała już mnie raz zmusić, bym pokochał jednopłciowe małżeństwa, a teraz może spróbować nakazać mi, bym polubił islamskiego terrorystę.

„Po moim trupie !” – jak to się u nas, nad Wisłą mówi szanowny panie Mohamed Mursi, wielce dostoini Muslim Brotherhood, Salafici, Sunnici i cała reszto wyznawców Allaha – „Po moim trupie !”

I już poza protokółem dyplomatycznym dodam: nie próbujcie w praktyce sprawdzać, co to faktycznie znaczy. Po przyjacielsku odradzam przywołując w zamian z Sieci tekst z września 2007 roku bez jakiejkolwiek ingerencji w jego treść, poza pominięciem jednego fragmentu, który sytuacyjnie wydaje się być zbędnie nadekspresyjny:

źródło: "Master Lu Wordpress blog" (available only to members) This entry was posted on Wrzesień 16, 2007

"Do mojego sąsiada, muzułmanina…

Mój drogi muzułmaninie, znowu jakiś, drobny incydent wyprowadził twoich, wściekłych braci na ulice miast Europy. Maszerują wymachując białymi prześcieradłami i wołają, że ktoś tam jakiś akbar. Może coś pomyliłem, ale nie znam arabskiego, słyszałem jednak, że znowu straszycie nasze dzieci i staruszków.

Pozwól, że w związku z tym przypomnę ci coś, o czym ty i twoi współwyznawcy nie wiecie, albo próbujecie zapomnieć:

Przez setki lat (.......) Biała rasa panowała nad całym światem. W końcu, jak już nie było czego wyżynać za oceanami i górami, na początku XX wieku zabraliśmy się za wyrzynanie samych siebie. Po pewnym czasie, liczonym milionami trupów, przyszła nam, białym, do głowy myśl, że to już chyba przesada i postanowiliśmy być dobrzy, ale jak wszystko, tak i to zrobiliśmy w mega skali: Dobry muzułmanin, murzyn i cała reszta: Prosimy, drzwi otwarte, gość w domu, Bóg w domu…

Może mogłoby być ślicznie, ale tym razem wam odbiło: Dopatrzyliście się w tym geście naszej słabości. Błąd Ali, błąd. Biali to nie wściekłe psy, biała rasa to Anioł Zagłady, Monstrum Zbrodni, Demon uśpiony teraz, zmęczony, opity krwią, nażarty…

Do czasu. Nikt nie wie, co Go obudzi: Może wysadzony, kolejny pociąg, może przypadkowa śmierć dziecka, a może tylko przejechany przez muzułmanina pies na jakiejś ulicy w Berlinie albo Amsterdamie.

Powiesz, że to niemożliwe, że odwołasz się do jakiegoś sądu, organizacji… Biedaczku, Demon nie mieszka w pałacu prezydenta, parlamencie, sądzie, czy też innej instytucji, nie mieszka w kodeksach, ani konstytucjach. On mieszka w naszych duszach, niezniszczalny, bo jego domem jest świadomość zbiorowa i uwierz, nie umarł w Norymberdze, ani gdziekolwiek indziej. Śpi i oby spał jak najdłużej, ale to tym razem zależy od ciebie i twoich kumpli w wyznaniu."


środa, 5 września 2012

W odruchu solidarności plemiennej:

Bez cienia choćby złośliwości i niestosownej w tej sprawie satysfakcji, a tylko w zamiarze domknięcia cyklu kilkudziesięciu już wpisów w temacie zdarzeń dziejących się tu i teraz na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej odnotowuję ten przekaz agencyjny, dedykując jego przesłanie moim adwersarzom w nieustającym, wirtualnym monologu:

"Egypt's Islamist leadership took a new move Tuesday to put its stamp on the country's government, appointing members of the fundamentalist Muslim Brotherhood as provincial governors and installing ultraconservatives and other Islamists in the state's top human rights body and a powerful media council..."

źródło: "Google News - AP"

W umownej konfrontacji „dronów” z „cywilizacyjnym intelektem świata muzułmańskiego” uwspółcześnionym studiami na europejskich i amerykańskich, renomowanych uczelniach, te pierwsze przegrały z kretesem tracąc na dziesięciolecia, jeśli już nie na zawsze, pozycję rozgrywającego w tej części świata, co trudno zapisać na kompetencyjne konto Barack Husseina Obamy II, i pani Hillary Clinton, Davida Camerona, Francois Hallande do których publicznie dołączył ostatnio minister spraw zagranicznych Niemiec, Guido Westerwelle może i nie nazbyt szczęśliwy z tego powodu, a jednak.

Co – paradoksalnie – z mrocznych niedomówień snujących się wokół postaci kandydata na urząd prezydenta USA, Mitta Romneya, czyni atut wart rozważenia przez amerykańskich wyborców choćby przez wzgląd na sprawdzoną po wielokroć, skuteczną praktykę „klin klinem” (~ „hair of the dog that bit you” ).

O czym piszę nie z przekonania, a tylko w oczywistym, naturalnym odruchu solidarności plemiennej.

niedziela, 2 września 2012

Ewolucja, rewolucja czy praktyka spiskowa?

„…“Whilst we are grateful and we appreciate everything the international community has so far provided us, I still think there is more to be done,” said Amr al-Azm, a professor of history at Shawnee State University in Ohio, who serves on the National Change Current. “Those who are struggling for their lives need to be given the necessary tools, beyond just words, to help bring down the regime.”

źródło: "The New York Times - IHT Global Edition"

Czyli dajcie nam “Stingery”, przyślijcie drony i Marines, a my przekształcimy tyranię Bashara al-Assada w demokrację ?

Mrzonki i bzdury.

I kto to mówi ?

Profesor Shawnee State University w Ohio, Bractwo Muzułmańskie, Wolna Syryjska Armia, SNC, a przecież, jak uczy historia, demokracja, demokracja faktyczna, trwała i społecznie efektywna, Demokracja w końcu pisana z dużej litery, to proces ewolucyjny, a nie rewolucyjny, tym bardziej nie wręcz spiskowy:

„…The group met over the past half-year for a series of secret conferences in Berlin…

...The project was initiated by the United States Institute of Peace, based in Washington, in partnership with the German Institute for International and Security Affairs in Berlin and supported by other European countries…” 

I dalej:

“…Participants included women as well as men, members of the Syrian National Council, the Muslim Brotherhood and other opposition groups, those with experience in the Free Syrian Army and youth activists…”

Sami Sunnici, ale nie bądźmy drobiazgowi: demokracja, to nie nadbudowa. Demokracja, to świadomość społeczna zwieńczona nadbudową i na pewno więcej jej w afgańskiej loya jirga, niż w jakiejkolwiek strukturze utworzonej na terytorium Syrii bez partii BASS, Bashara al-Assada, Alawitów, Chrześcijan i Kurdów przez sunnickich spiskowców wspieranych moralnie i sponsorowanych materialnie przez euroatlantyckie elity polityczne w złudnej nadziei powtarzalności minionych czasów ich znaczenia i świetności.

czwartek, 5 lipca 2012

don't panic Achraf !

"...The Muslim Brotherhood and more hardline Salafi parties have also voiced strong opposition to religious coercion or violence..."

Korea Północna też ma w nazwie "Demokratyczna" - czyż nie ?

A i reszta to i też sama prawda:

"..."It looks like we are going to have to go through what Europe went through in the Middle Ages before becoming an open society that embraces all ideologies," said Achraf Chazly, a 35-year-old lawyer, condemning the Suez stabbing..."

don't panic Achraf, don't panic ! Słyszałem, że już w drodze do Egiptu jest pani Hillary Clinton i będzie dobrze :-)

Z drugiej strony w N.Y. też dźgają nożami, czyli wszystko w demokratycznej normie, o czym jako prawnik powinieneś wiedzieć i nie biadolić.

Nie to co jeszcze do niedawna w Damaszku, gdzie i o północy można było szwendać się po zaułkach i nic – żadnego poszanowania dla swobód obywatelskich nożowników :-(

(pobrano z Google+ T.L. page)