”… "The investigation concludes that the risks associated with Huawei's and ZTE's provision of equipment to US critical infrastructure could undermine core US national-security interests," the report says…”
I dalej:
”… The report mentions allegations of immigration violations, bribery and corruption, and of a "pattern and practice" of Huawei using pirated software in its U.S. facilities.”
źródło: "The Telegraph"
Co należy uznać za niekompletne, a przez to budzące zasadne podejrzenie, na ile ten raport jest wiarygodny, jego autorzy zapomnieli bowiem w nim odnotować, że Chińczycy – w przeciwieństwie do Amerykanów – mają skośne oczy.
Na marginesie tej wiadomości odnotuję w wirtualnym monologu spostrzeżenie jej godne:
Dziś faktycznym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych Ameryki są sami Amerykanie, szczególnie modele serii „B.H.O.II”, „H.D.R.C.”, „C.R.”, „S.R.” i od nich pochodne, sugerując jednocześnie, gdyby było komu, by chociaż na jakiś czas zaprzestać ich produkcji, a już funkcjonujące wycofać z eksploatacji przekazując w darze jakiemuś, stanowemu muzeum osobliwości.
Pozytywny efekt gwarantowany, a i Chińczykom pomieszało by to na jakiś czas szyki skuteczniej, niż jakikolwiek zakaz, lub ograniczenie użycia na terytorium U.S. urządzeń firmy Huawei i ZTE.
Tak sądzę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą US. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą US. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 8 października 2012
sobota, 1 września 2012
Pax Americana, David Copperfield i ptasia grypa:
Marginalne, ale godne odnotowania:
„US drones have fired a barrage of missiles at a vehicle and a house in a Pakistani tribal area bordering Afghanistan, killing at least five suspected militants...”
źródło: "The Sydney Morning Herald"
Zacytowany news pozwala uznać – tak sądzę - za mieszczące się w granicach poprawności również działania lotnictwa Syrii, co szczególnie polecam uwadze miłośnikowi strefy zakazu lotów właśnie w tym kraju, panu prezydentowi Francji, Francois Hollande.
Dla dochowania narracyjnej rzetelnosci wspomnę tylko o wcale nie mało istotnym dla zainteresowanych rozróżnieniu sytuacyjnym zawartym w fakcie bombardowania przez syryjskich pilotów miejsc zajętych przez agresora w przeciwienstwie do Amerykanów w Pakistanie [!], gdzie to agresorami są właśnie oni sami, ale to oczywiście tylko taka, moja, osobista impresja nie znajdująca potwierdzenia w ocenach współczesnych autorytetów politycznych i moralnych, nie wspominając o ekspertach i specjalistach wszelkiej maści idących w zawody z samym mistrzem Davidem Copperfieldem w bezrefleksyjnym kreowaniu iluzji "Pax Americana" dosłownie zabójczego dla narodow i państw świata na podobieństwo ptasiej grypy.
„US drones have fired a barrage of missiles at a vehicle and a house in a Pakistani tribal area bordering Afghanistan, killing at least five suspected militants...”
źródło: "The Sydney Morning Herald"
Zacytowany news pozwala uznać – tak sądzę - za mieszczące się w granicach poprawności również działania lotnictwa Syrii, co szczególnie polecam uwadze miłośnikowi strefy zakazu lotów właśnie w tym kraju, panu prezydentowi Francji, Francois Hollande.
Dla dochowania narracyjnej rzetelnosci wspomnę tylko o wcale nie mało istotnym dla zainteresowanych rozróżnieniu sytuacyjnym zawartym w fakcie bombardowania przez syryjskich pilotów miejsc zajętych przez agresora w przeciwienstwie do Amerykanów w Pakistanie [!], gdzie to agresorami są właśnie oni sami, ale to oczywiście tylko taka, moja, osobista impresja nie znajdująca potwierdzenia w ocenach współczesnych autorytetów politycznych i moralnych, nie wspominając o ekspertach i specjalistach wszelkiej maści idących w zawody z samym mistrzem Davidem Copperfieldem w bezrefleksyjnym kreowaniu iluzji "Pax Americana" dosłownie zabójczego dla narodow i państw świata na podobieństwo ptasiej grypy.
niedziela, 26 sierpnia 2012
...bye, bye Israel:
„…Several influential Americans have welcomed al Qaeda’s presence in the anti-Assad ranks operating in Syria. Among them is Ed Husain, a luminary of the Council for Foreign Relations — the heavyweight U.S. think tank that is well networked in Washington. He wrote recently that the “Syrian rebels would be immeasurably weaker today without al Qaeda in their ranks”. He then extolled some of the virtues of al Qaeda that had helped steel the Syrian armed opposition. “The influx of jihadis brings discipline, religious fervour, battle experience from Iraq, funding from Sunni sympathisers in the Gulf and, most importantly, deadly results. In short, the FSA needs al Qaeda now.”
źrodło: "The Hindu" (The Hindu is an English-language Indian daily newspaper founded and continuously published from Chennai since 1878. According to the Indian Readership Survey in 2011 it is the third most widely read English newspaper in India (after the Times of India and Hindustan Times) with a readership of 2.0 million people.- Wikipedia)
W zasadzie nie ma co komentować, dlatego nie pozostaje nic innego, jak uznać ten wpis za kontynuację poprzedniego w temacie: „Gra w zielone”, co sprawi, że nazbyt frywolny sytuacyjnie tytuł "...bye, bye Israel" stanie sie czytelniejszy.
A czy warto czytać poezję, nawet tą, barową, to już nie mnie rozsądzać.
W zasadzie nie ma co komentować, dlatego nie pozostaje nic innego, jak uznać ten wpis za kontynuację poprzedniego w temacie: „Gra w zielone”, co sprawi, że nazbyt frywolny sytuacyjnie tytuł "...bye, bye Israel" stanie sie czytelniejszy.
A czy warto czytać poezję, nawet tą, barową, to już nie mnie rozsądzać.
sobota, 25 sierpnia 2012
Gra w zielone:
Jest taka gra przedszkolaków: “Grasz w zielone? Gram! Masz zielone? Mam!”
źródło: "Wikipedia"
„In fact, there are quite a few analysts and writers who consider 9/11 terror attacks were planned by Mossad and the CIA to justify invasion of Afghanistan and Iraq. Many believe that Israeli agents had made inroads in Al Qaeda who influenced the decisions by Al Qaeda such as hijacking of the planes and crashing with the twin-tower without realizing the consequence. Of course, the fallout of 9/11 events has created insurmountable problems for the Muslims the world over.”
źródło: "Pakistan Observer" ("Although not in the league of Dawn or The News International - Pakistan's two other widely read English-language newspapers – it is popular among its readers. It is published from Pakistan's major cities, including its metropolis. It has been continuously published ever since it was started in 1988." - Wikipedia)
Powiedzmy, że to w kategoriach poezji barowej prawda:
W takim razie, jeśli nawet kiedyś tą grę rozpoczęło trzech graczy, to dziś już zostało tylko dwóch.
Gramy dalej (?):
źródło: "NYT & IHT Global Eition"
I wychodzi na to, że tak, czy siak w tej wyliczance wygrywa „Al-Qaeda” ujęta tym razem w cudzysłów, a dlaczego, to już temat na inne opowiadanie.
W zabawie przedszkolaków przegrywający daje fant.
W tej, uprawianej przez dorosłych też i tak, jak wiem, co do zaoferowania mają jeszcze US (Syria, Talibowie, w koncu pewnie i Pakistan - vide los "naszego, egipskiego sojusznika pana Hosni Mubarak"), tak na pytanie, czym zapłaci Izrael, wołał bym nie odpowiadać, niech już lepiej za mnie odpowie samo Życie, nadchodzące dni, tygodnie, miesiące i lata.
źródło: "Wikipedia"
„In fact, there are quite a few analysts and writers who consider 9/11 terror attacks were planned by Mossad and the CIA to justify invasion of Afghanistan and Iraq. Many believe that Israeli agents had made inroads in Al Qaeda who influenced the decisions by Al Qaeda such as hijacking of the planes and crashing with the twin-tower without realizing the consequence. Of course, the fallout of 9/11 events has created insurmountable problems for the Muslims the world over.”
źródło: "Pakistan Observer" ("Although not in the league of Dawn or The News International - Pakistan's two other widely read English-language newspapers – it is popular among its readers. It is published from Pakistan's major cities, including its metropolis. It has been continuously published ever since it was started in 1988." - Wikipedia)
Powiedzmy, że to w kategoriach poezji barowej prawda:
W takim razie, jeśli nawet kiedyś tą grę rozpoczęło trzech graczy, to dziś już zostało tylko dwóch.
Gramy dalej (?):
źródło: "NYT & IHT Global Eition"
I wychodzi na to, że tak, czy siak w tej wyliczance wygrywa „Al-Qaeda” ujęta tym razem w cudzysłów, a dlaczego, to już temat na inne opowiadanie.
W zabawie przedszkolaków przegrywający daje fant.
W tej, uprawianej przez dorosłych też i tak, jak wiem, co do zaoferowania mają jeszcze US (Syria, Talibowie, w koncu pewnie i Pakistan - vide los "naszego, egipskiego sojusznika pana Hosni Mubarak"), tak na pytanie, czym zapłaci Izrael, wołał bym nie odpowiadać, niech już lepiej za mnie odpowie samo Życie, nadchodzące dni, tygodnie, miesiące i lata.
:-(
T.L. at room for debate:
źrodło: "The New York Times - Room for Debate"
W kategorii pobożnych życzeń izraelskich i żydowskich publicystów to prawda, faktycznie jednak dziś już, z boku wygląda na to, że podtatusiały, amerykański, polityczny lowelas zerka na boki w złudnej nadziei powtarzalności uroków swojej pierwszej na Bliskim Wschodzie miłości.
źródło: "Euroislam pl"
W kategorii pobożnych życzeń izraelskich i żydowskich publicystów to prawda, faktycznie jednak dziś już, z boku wygląda na to, że podtatusiały, amerykański, polityczny lowelas zerka na boki w złudnej nadziei powtarzalności uroków swojej pierwszej na Bliskim Wschodzie miłości.
źródło: "Euroislam pl"
wtorek, 21 sierpnia 2012
Red line daltonisty:
“President
Barack Obama has declared the threat of chemical or biological warfare in Syria
a “red line” for the United States, outlining for the first time the point at
which his administration could feel forced to intervene militarily in the Arab
country’s increasingly messy conflict…”
źródło: "The Washington Post"
źródło: "The Washington Post"
Co warte jest odnotowania tylko przez wzgląd na tryb
warunkowo przypuszczający deklaracji bez dochodzenia z jakich to właściwie przesłanek
formalnych prezydent US składa publicznie takie oświadczenie i do kogo jest ono
adresowane, bo na pewno nie do Alawitów, którzy walczą o życie i nie do al-Qeady,
która prowadzi świętą wojnę, nie wspominając o niekontrolowanych przez nikogo
bandach politycznych awanturników mordujących wszystkich pod sztandarem the Free
Syrian Army jak popadło w nadziei wsparcia ich poczynań przez amerykańskich kongresmenów
– jak by nie patrzyć – współbraci środowiskowych kandydata na urząd, Todda
Akina, co w sposób oczywisty czyni oczekiwania skundlonych psów wojny nie tak znowu
bezpodstawnymi, bowiem można przyjąć za pewnik, że większość elit politycznych
sprawujących władzę w US nie odróżnia Syrii od Serbii, Sri Lanki, Syjamu,
Sierra Leone i Singapuru, co niewątpliwie czyni ich decyzyjność na pewno
mobilną, ale w oczywisty sposób nieskuteczną – vide Irak, Afganistan i dziś
Syria właśnie.
niedziela, 19 sierpnia 2012
The Faces of American Examiners:
Sahit Muja, NY Economy and Politics Examiner :
...Assad will fall very soon!. I strongly support President Obama's decision and congratulate Saudi Arabia, Qatar,Turkey, France and UK for providing support to Free Syrian Army...”
źródło: "Examiner"
“…The war
drums that beat in Iran are for the destruction of Israel. Israel can do
whatever it wants to do. It does not need permission from U.S or anyone to
defend itself from anyone wanting to do harm… “
źródło: "Wikipedia"
...Assad will fall very soon!. I strongly support President Obama's decision and congratulate Saudi Arabia, Qatar,Turkey, France and UK for providing support to Free Syrian Army...”
“…Erm, I'd suggest removing that personal attack before you get banned completely. The new "references" fall into three categories: (1) Google and Yahoo searches (not a reference), (2) Articles which do not mention the subject of the entry, and (3) Hilarious user-generated content masquerading as news (From "India News": "Mr Sahit Muja is a very wealthy and powerful Albanian nationalist in the USA.", "Mr Sahit Muja is very well educated and extremely smart.", "Mr Muja is self made millionaire." (uh, didn't you say "billionaire" the first time?)... etc. The last sentence of the article is "In 1992 Mr".... that's it, that how it ends). In short, an incredibly lazy and cynical attempt at self promotion for a non-notable subject, Hairhorn (talk) 16:09, 1 August 2009 (UTC)…”
I to by było na tyle w kwesti współczesnych, amerykańskich autorytetów, autorytetów mocarstwa próbującego usilnie ukształtować oblicze Świata na
swoje podobieństwo.
źródło: "Wikipedia"
******
piątek, 17 sierpnia 2012
Jak będzie brzmiało po angielsku „die Endlösung der Judenfrage”?
"At its general council meeting in Ottawa last Wednesday, the left-wing United Church of Canada demonstrated once again why predictions of its eventual disappearance are not to be dismissed. Instead of focusing on spiritual issues, as one would expect a church body to do, the council used its national assembly as a platform to engage in the decidedly less friendly religious activity of Israel bashing..."

Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy próba ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej rękoma muzułmańskich oprawców opłacanych z kasy UE, US i Kanady w końcu się uda, ale z obywatelskiego obowiązku odnotowuję na współczesnych „kamiennych tablicach” Globalnej Sieci fakt jego istnienia aktualnie już w fazie zaawansowanej realizacji, co pozwoli nie tylko Panu Bogu – kimkolwiek On jest – odpłacić winnym tej hańby „pięknym za nadobne”, nie sądzę bowiem żeby nawet jarmarczny demagog z Teheranu liczył na powtórkę z Umszlag Placu, a jeśli tak jest, to najprawdopodobniej spotka go największe w życiu rozczarowanie, a wraz z nim jego braci w mahometańskiej wierze, którzy jeszcze za życia poznają smak owoców drzewa Az-Zakkum.
Today top stories of US:
I marginalia:
Co uzupełnione napisanymi
7 lat temu [!], nic nie znaczącymi – zdaniem amerykańskich urzędników –
notatkami studenta the National War College w Washingtonie, egipskiego generała
Sedky Sobhi nie wróży najlepiej…
Izraelowi.
“…I
recommend that the permanent withdrawal of United States military forces from
the Middle East and the Gulf should be a goal of U.S. strategy in this region,”
he wrote, adding that the United States should pursue its objectives through
“socioeconomic means and the impartial application of international law.”
Tekst wart jest odnotowania z jednego, za to niezmiernie
istotnego powodu:
Jednoznacznej bezkompromisowości przekazu, co w sposób znakomity
charakteryzuje postawę i światopogląd pokolenia przejmującego władzę – w tym
przypadku – na Bliskim Wschodzie, a które ja, na swój własny użytek, nazywam
postbinladenowskim przywództwem światowego dżihadu może nie do końca zasadnie,
ale na pewno spójnie.
niedziela, 12 sierpnia 2012
A kogo to dziś obchodzi ?
“…Although Israeli leaders haven’t explicitly threatened to attack, they have been saying for years that they would not tolerate a nuclear Iran, and “all options are on the table.” The U.S. has a similar policy…”
Problem w tym, że dziś już mało kogo obchodzi co będą tolerować, a czego nie i US, i Izrael.
Szczególnie od granic Bliskiego Wschodu nad brzegami Morza Śródziemnego po granice Indii i dalej, aż do Cieśninę Beringa, żadna bowiem, dostępna dla nich opcja nie rozwiązuje problemów jak jednych, tak i drugich.
Cóż z tego, że Izrael uderzy prewencyjnie w Irańskie instalacje nuklearne, albo że Amerykanom uda się w końcu pozbyć skutecznie Bashara al-Assada, jego żony i dzieci, a może i nawet kuzynów?
Pozostaną przecież Alawici, a jeśli nie oni, to inni wyznawcy Allacha.
A może ucierpi na tym Rosja ? Destabilizacja Bliskiego Wschodu osłabi Chiny?
Nie wykluczone, że takie brednie śnią się na jawie strategom Pentagonu wierzącym w pełną kontrolę nad dronami i innymi gadżetami wiszącymi na orbicie okołoziemskiej zapominającymi przy tym, że wiara to i owszem, ponoć czyni cuda, ale sama w sobie nie wygrała jeszcze żadnej bitwy, ani nawet małej potyczki gdzieś na bezdrożach Afganistanu (nawet Napoleona zaprowadziła na wyspę Św. Heleny) pomagając tylko czasami co poniektórym samobójcom przenieść się do raju w towarzystwie niewiernych, ale nawet i w tym przypadku zawsze pewniej, jak można fanatyka zdetonować zdalnie.
Tu warto, a może nawet i należy przypomnieć, że Izrael powstał bez pytania kogokolwiek o zgodę, a nawet jak i pytano, to tej zgody nie było i jego przetrwanie zależy dziś tylko od woli i możliwości jego obywateli, a nie jakiegoś, mitycznego szeryfa z Dzikiego Zachodu, który okazał się być na dodatek nie tym, za kogo się podawał:
Problem w tym, że dziś już mało kogo obchodzi co będą tolerować, a czego nie i US, i Izrael.
Szczególnie od granic Bliskiego Wschodu nad brzegami Morza Śródziemnego po granice Indii i dalej, aż do Cieśninę Beringa, żadna bowiem, dostępna dla nich opcja nie rozwiązuje problemów jak jednych, tak i drugich.
Cóż z tego, że Izrael uderzy prewencyjnie w Irańskie instalacje nuklearne, albo że Amerykanom uda się w końcu pozbyć skutecznie Bashara al-Assada, jego żony i dzieci, a może i nawet kuzynów?
Pozostaną przecież Alawici, a jeśli nie oni, to inni wyznawcy Allacha.
A może ucierpi na tym Rosja ? Destabilizacja Bliskiego Wschodu osłabi Chiny?
Nie wykluczone, że takie brednie śnią się na jawie strategom Pentagonu wierzącym w pełną kontrolę nad dronami i innymi gadżetami wiszącymi na orbicie okołoziemskiej zapominającymi przy tym, że wiara to i owszem, ponoć czyni cuda, ale sama w sobie nie wygrała jeszcze żadnej bitwy, ani nawet małej potyczki gdzieś na bezdrożach Afganistanu (nawet Napoleona zaprowadziła na wyspę Św. Heleny) pomagając tylko czasami co poniektórym samobójcom przenieść się do raju w towarzystwie niewiernych, ale nawet i w tym przypadku zawsze pewniej, jak można fanatyka zdetonować zdalnie.
Tu warto, a może nawet i należy przypomnieć, że Izrael powstał bez pytania kogokolwiek o zgodę, a nawet jak i pytano, to tej zgody nie było i jego przetrwanie zależy dziś tylko od woli i możliwości jego obywateli, a nie jakiegoś, mitycznego szeryfa z Dzikiego Zachodu, który okazał się być na dodatek nie tym, za kogo się podawał:
piątek, 10 sierpnia 2012
Marzyciele znad Potomac River:
„…The United States remains the world’s foremost military power…”źródło: "The Dartmouth"
Czy aby na pewno ?
Abstrahując od arsenału nuklearnego, na posiadanie którego i tak już od dawna US nie posiada monopolu, to czy znajdzie się ktoś, kto z całą stanowczością stwierdzi, że w regularnym, konwencjonalnym konflikcie z Rosją, czy też Chinami US Army skazana jest na sukces ?
Nawet dziś, od zaraz, z całą przewagą technologiczną, jaką chwilowo dysponuje jeszcze Washington ?
Otóż może i przesadą było by jednoznacznie przesądzić ostateczny wynik takiej konfrontacji bez jej praktycznej weryfikacji, ale również przesadą jest – jeśli nie wręcz karygodnym błędem - opieranie na tym, wątpliwym przekonaniu, doktryny politycznej Stanów Zjednoczonych Ameryki w wymiarze globalnym.
I przez delikatność tylko nie wspomnę, że od zakończenia II Wojny Światowej na konto sukcesów militarnych tej mitologicznej już dziś potęgi można zaliczyć tylko agresję na Grenadę i interwencję w Panamie, co moim, skromnym zdaniem jest aż wręcz śmiesznie mało w relacji do kosztów ponoszonych rokrocznie przez podatnika amerykańskiego w tej kategorii wydatków.
I to by było na tyle na marginesie medialnych rojeń o wszechmocy seksualnie sprawnych inaczej znad Potomac River.
źródło: "Max's Dad"
Nie pozostaje nic innego, jak tylko:
Do zobaczenia w "Syrian Nightclub" !
Wątpiącym w poprawność interpretacji dedykuję:
Do zobaczenia w "Syrian Nightclub" !
********
Wątpiącym w poprawność interpretacji dedykuję:
„…So far this year, 27 coalition troops have been killed in 20 such attacks, according to an Associated Press tally. That compares with 11 fatal attacks and 20 deaths the previous year. In 2007 and 2008 there was a combined total of four attacks and four deaths...”
********
źródło: "abc News"
"...and three special forces soldiers were gunned down by an Afghan commander who had won their trust and invited them to dinner..."
********
Saturday:źródło: "Reuters"
I to nie są już zamachy terrorystyczne, a wręcz rytualne szlachtowanie tych nieszczęsnych żołnierzy idących na rzeż z niemym pytaniem w oczach:
Dlaczego? Za co ? O co tu w końcu chodzi ?
Pytanie, na które nie znajdą odpowiedzi na łamach „The Washington Post” i komentarzach „CNN”.
Pytanie, na które powinni sobie sami odpowiedzieć.
środa, 8 sierpnia 2012
Dwie kwestie w manierze poemów barowych, czyli Sunnita w Białym Domu:
(Na marginesie syryjskiego dramatu)
Kwestia pierwsza:
Oczywiście że tak:
Jego ojcem jest przecież Barack Hussein Obama, Sr. wywodzący się z etnicznej grupy Lou, która w swojej muzułmańskiej części jest właśnie sunnicka (druga część to chrześcijanie).
Do tego, mimo zmienności zdarzeń losowych jednego i drugiego, tak ojciec, jak i syn zachowali nie bez przyczyny przecież człon „Hussein” w imieniu i nazwisku.
Dlatego w tym kontekście faktyczna współpraca Washingtonu z Al-Qaedą w zniszczeniu alawickiej Syrii jest tak skończenie naturalna, jak naturalna jest podświadoma sympatia niewierzącego i niepraktykującego - a niech by nawet i przechrzty - Żyda do narodu i państwa Izrael.
Kwestia pierwsza:
Prezydent Obama, czy też Barack Hussein Obama II ?
Moim, skromnym
zdaniem, zgodnie z tradycją i dobrym obyczajem, to prezydentem Stanów
Zjednoczonych Ameryki jest Barack Hussein Obama II, a nie jakiś Obama, który sam
w sobie do złudzenia przypomina nie używany już zapewne sytuacyjnie na terenie
US zwrot „boy”.
Kwestia druga:
Czy prezydent Barack
Hussein Obama II jest w jakiejś części swojej osobowości Sunnitą ?
![]() |
Photograph of Barack Obama, Sr.
with his mother, Akumu
źródło: "Wikipedia"
|
Jego ojcem jest przecież Barack Hussein Obama, Sr. wywodzący się z etnicznej grupy Lou, która w swojej muzułmańskiej części jest właśnie sunnicka (druga część to chrześcijanie).
Do tego, mimo zmienności zdarzeń losowych jednego i drugiego, tak ojciec, jak i syn zachowali nie bez przyczyny przecież człon „Hussein” w imieniu i nazwisku.
Dlatego w tym kontekście faktyczna współpraca Washingtonu z Al-Qaedą w zniszczeniu alawickiej Syrii jest tak skończenie naturalna, jak naturalna jest podświadoma sympatia niewierzącego i niepraktykującego - a niech by nawet i przechrzty - Żyda do narodu i państwa Izrael.
Jeśli bowiem nie, to
jak ten wręcz galaktyczny absurd inaczej wytłumaczyć ?
**********
Thursday 09:25 CEST:
źródło: "Press Core"
Ile w tej, przywołanej wyżej, dosłowności racji ?
Cóż… Faktycznie w jakimś stopniu Al-Qaeda to „dziecko” CIA, a że niewydarzone?
Ile w tej, przywołanej wyżej, dosłowności racji ?
Cóż… Faktycznie w jakimś stopniu Al-Qaeda to „dziecko” CIA, a że niewydarzone?
Mnie to specjalnie nie dziwi:
Zważywszy na obowiązujące w tej instytucji preferencje
seksualne nie może być przecież inaczej. W końcu akt prokreacji to nie to samo,
co mieszanie nasienia z nawozem na bezkresnych równinach stanu Iowa.
:-(
czwartek, 2 sierpnia 2012
Pytanie barowe, czyli "zaklinanie deszczu":
źródło: "SunSentinel"
Po przeczytaniu czego postawiłem na kontuarze baru proste i pozornie tylko z racji moich preferencji seksualnych, stronnicze (nieobiektywne) pytanie:
Czy współczesne Stany Zjednoczone Ameryki skutecznie mogą być gwarantem istnienia Izraela ?
źródło: "Wordpress Blog" AUTOR NIE MOŻE OSOBIŚCIE ZWERYFIKOWAĆ AUTENTYCZNOŚCI INFORMACJI POLEGAJĄC NA MIARODAJNOŚCI INDEKSU „GOOGLE”.
Na co odpowiedz jest prosta:
Nie, bowiem "sekrety" pani Hillary Clinton to na pewno nie jej prywatna sprawa, reprezentuje ona na politycznej scenie świata Stany Zjednoczone Ameryki, które w kontekście gwarancji dla Izraela powinne budzić respekt, szacunek przez wzgląd na ich potęgę „ducha i ciała”, strach w końcu, a nie rozśmieszać paradami armii amerykańskiej w San Diego i obecnością - nie mającej odwagi przyznać się do tego publicznie - na stanowisku Sekretarza Stanu US "krypto lesbijki" zagrażającej swoją labilnością emocjonalną nie tylko bezpieczeństwu ( a autorytetowi to na pewno) Ameryki, ale i Świata, w końcu bowiem cóż to za sekret jeśli jest znany od lat powszechnie w gabinetach przywódców Rosji, Chin, Egiptu, Turcji, Syrii, Iranu, a i Talibom też. Zatem jedynie, na co faktycznie dziś i w niedalekiej przyszłości je (US) stać, to utrzymywanie (i to też nie w nieskończoność) statusu państwa Izrael jako swego rodzaju skansenu „Masada” pogrążonego w morzu szyickiej (muzułmańskiej) nienawiści.
Nie, to nie pomyłka, tu bowiem bez znaczenia jest przynależność wyznaniowa (sekciarska):
Izrael to kolejny, a w zasadzie finalny cel „Arabskiej Wiosny”, szczególnie dla skompromitowanej już doszczętnie, bo publicznie, współpracą z CIA i Mossadem przy wyrzynaniu syryjskich Alawitów dynastii Saudów.
I ten kuriozalny alians zawiązany w celu demontażu Syrii niczego nie zmieni, o czym piszę nie rozstrzygając o jego istnieniu, a jeśli tak, to jest niczym innym, jak tworem intelektu seksualnie sprawnych inaczej, co z istoty determinuje jego skuteczność i praktyczność.
Po przeczytaniu czego postawiłem na kontuarze baru proste i pozornie tylko z racji moich preferencji seksualnych, stronnicze (nieobiektywne) pytanie:
Czy współczesne Stany Zjednoczone Ameryki skutecznie mogą być gwarantem istnienia Izraela ?
źródło: "Wordpress Blog" AUTOR NIE MOŻE OSOBIŚCIE ZWERYFIKOWAĆ AUTENTYCZNOŚCI INFORMACJI POLEGAJĄC NA MIARODAJNOŚCI INDEKSU „GOOGLE”.
Na co odpowiedz jest prosta:
Nie, bowiem "sekrety" pani Hillary Clinton to na pewno nie jej prywatna sprawa, reprezentuje ona na politycznej scenie świata Stany Zjednoczone Ameryki, które w kontekście gwarancji dla Izraela powinne budzić respekt, szacunek przez wzgląd na ich potęgę „ducha i ciała”, strach w końcu, a nie rozśmieszać paradami armii amerykańskiej w San Diego i obecnością - nie mającej odwagi przyznać się do tego publicznie - na stanowisku Sekretarza Stanu US "krypto lesbijki" zagrażającej swoją labilnością emocjonalną nie tylko bezpieczeństwu ( a autorytetowi to na pewno) Ameryki, ale i Świata, w końcu bowiem cóż to za sekret jeśli jest znany od lat powszechnie w gabinetach przywódców Rosji, Chin, Egiptu, Turcji, Syrii, Iranu, a i Talibom też. Zatem jedynie, na co faktycznie dziś i w niedalekiej przyszłości je (US) stać, to utrzymywanie (i to też nie w nieskończoność) statusu państwa Izrael jako swego rodzaju skansenu „Masada” pogrążonego w morzu szyickiej (muzułmańskiej) nienawiści.
Nie, to nie pomyłka, tu bowiem bez znaczenia jest przynależność wyznaniowa (sekciarska):
Izrael to kolejny, a w zasadzie finalny cel „Arabskiej Wiosny”, szczególnie dla skompromitowanej już doszczętnie, bo publicznie, współpracą z CIA i Mossadem przy wyrzynaniu syryjskich Alawitów dynastii Saudów.
I ten kuriozalny alians zawiązany w celu demontażu Syrii niczego nie zmieni, o czym piszę nie rozstrzygając o jego istnieniu, a jeśli tak, to jest niczym innym, jak tworem intelektu seksualnie sprawnych inaczej, co z istoty determinuje jego skuteczność i praktyczność.
Jeśli uda się im zniszczyć Izrael, to przetrwają.
Jeśli nie, to stracą wszystko.
Barowe rojenia?
Dziś jeszcze tak, ale czy jutro, to czas pokaże.
W końcu to chyba lepiej, jeśli myli się jakiś, prowincjonalny poeta barowy, niż mylić by się miał Prezydent i Sekretarz Stanu US, czy też premier Izraela, co jest niczym więcej, jak swego rodzaju próbą "zaklinania deszczu" przez domorosłego szamana raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem czynioną nie tyle przez sympatię dla którejś ze stron, ile dla spokoju sumienia i braku lęku przed nieuniknionym stawiennictwem na Sądzie Ostatecznym.
Z drugiej jednak strony, to czy nie pisano już w 2007 roku na amerykańskich blogach:
„…The idea of "revolutionary lesbianism" is somewhat frightening, however.”Jeśli nie, to stracą wszystko.
Barowe rojenia?
Dziś jeszcze tak, ale czy jutro, to czas pokaże.
W końcu to chyba lepiej, jeśli myli się jakiś, prowincjonalny poeta barowy, niż mylić by się miał Prezydent i Sekretarz Stanu US, czy też premier Izraela, co jest niczym więcej, jak swego rodzaju próbą "zaklinania deszczu" przez domorosłego szamana raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem czynioną nie tyle przez sympatię dla którejś ze stron, ile dla spokoju sumienia i braku lęku przed nieuniknionym stawiennictwem na Sądzie Ostatecznym.
Z drugiej jednak strony, to czy nie pisano już w 2007 roku na amerykańskich blogach:
wtorek, 31 lipca 2012
O pustynnej róży:
Gdzie Syria, a gdzie U.S.?
Gdzie Damaszek, a gdzie Washington ?
Ale pozostawmy na boku rozważania geograficzne.
Wymienianie jednym tchem zamachów z lat 40. 50 i 60. ubiegłego wieku, jakie miały miejsce w Syrii, a pomijanie milczeniem kolejnych 50 lat stabilizacji jest niczym innym, jak żenująco tandetną manipulacją adresowaną właściwie nie wiadomo do kogo poza chyba tylko autorem tekstu i pewnie lokatorami Białego Domu, bo już na pewno nawet nie do fanów hip hopu z Bronxu.
Co w połączeniu z błędną interpretacją istoty „Arabskiej Wiosny” czyni administrację amerykańską i jej europejskich partnerów wręcz pośmiewiskiem reszty Świata.
Koniec państw świeckich powstałych na zachodnio europejskim i amerykańskim fundamencie ideowym na Bliskim Wschodzie jest następstwem rozczarowania i obiektywnej oceny bezwartościowości euroatlantyckiej ofert cywilizacyjnej, a nie jakiejś wydumanej konfrontacji w tym regionie pomiędzy – w uproszczeniu – NATO, a Rosją i Chinami razem wziętych, lub z każdym z nich z osobna, ta bowiem rozgrywana jest w zupełnie innej przestrzeni i to już dziś zdecydowanie jednostronnie.
I jeśli jest tu czego żałować, to właśnie Syrii pod rządami partii BAAS i Bashara al-Assada, która do złudzenia przypominała nic innego, jak właśnie dziką, pustynną różę pewnie i nie do końca podobną swoim kuzynkom z angielskich oranżerii, ale różę równie piękną, jeśli nie piękniejszą zważywszy na klimat i warunki w jakich wyrosła.
Bo na pewno nie Stanów Zjednoczonych Ameryki, polityków brytyjskich, czy też elit politycznych Francji, co konstatuję mimo wszystko z przykrością, choć bez rozczarowania, za to z nutką nostalgii to na pewno.
Gdzie Damaszek, a gdzie Washington ?
Ale pozostawmy na boku rozważania geograficzne.
Co w połączeniu z błędną interpretacją istoty „Arabskiej Wiosny” czyni administrację amerykańską i jej europejskich partnerów wręcz pośmiewiskiem reszty Świata.
Koniec państw świeckich powstałych na zachodnio europejskim i amerykańskim fundamencie ideowym na Bliskim Wschodzie jest następstwem rozczarowania i obiektywnej oceny bezwartościowości euroatlantyckiej ofert cywilizacyjnej, a nie jakiejś wydumanej konfrontacji w tym regionie pomiędzy – w uproszczeniu – NATO, a Rosją i Chinami razem wziętych, lub z każdym z nich z osobna, ta bowiem rozgrywana jest w zupełnie innej przestrzeni i to już dziś zdecydowanie jednostronnie.
I jeśli jest tu czego żałować, to właśnie Syrii pod rządami partii BAAS i Bashara al-Assada, która do złudzenia przypominała nic innego, jak właśnie dziką, pustynną różę pewnie i nie do końca podobną swoim kuzynkom z angielskich oranżerii, ale różę równie piękną, jeśli nie piękniejszą zważywszy na klimat i warunki w jakich wyrosła.
Bo na pewno nie Stanów Zjednoczonych Ameryki, polityków brytyjskich, czy też elit politycznych Francji, co konstatuję mimo wszystko z przykrością, choć bez rozczarowania, za to z nutką nostalgii to na pewno.
Wszystko na sprzedaż ?
Według zapisów zawartych w konwencjach haskich i genewskich zdjęcie przedstawia nie kogo innego, jak politycznego, pospolitego najemnika, bandytę strzelającego do żołnierzy regularnej armii próbujących przywrócić konstytucyjny ład i porządek w państwie, a nie „A Free Syrian Army fighter…”:
źródło: "Edition CNN"
Co całą, swoją instytucjonalną powagą sygnuje CNN na firmowej Web page:
Drobiazg ?
Dla jednych zapewne tak, dla innych nie, co w przypadku Syrii nie ma już większego znaczenia, ale na przykład przy takich, hipotetycznych negocjacjach w sprawie międzynarodowych szlaków na Morzu Południowo Chińskim ( South China Sea ) stanowi już o wszystkim.
Dziś to nie prezydent Bashar al-Assad stoi przed jakimkolwiek wyborem, a Stany Zjednoczone Ameryki i ich europejscy partnerzy w obłąkańczym tańcu nad przepaścią i to oni, nikt inny, powinni sobie odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie w ich interesie leży dopuszczenie do obrotu handlowego państw traktowanych jako towar na neoliberalnym rynku na równi z domami towarowymi, biurowcami, fabrykami makaronów i płatków śniadaniowych.
źródło: "Edition CNN"
Co całą, swoją instytucjonalną powagą sygnuje CNN na firmowej Web page:
Drobiazg ?
Dla jednych zapewne tak, dla innych nie, co w przypadku Syrii nie ma już większego znaczenia, ale na przykład przy takich, hipotetycznych negocjacjach w sprawie międzynarodowych szlaków na Morzu Południowo Chińskim ( South China Sea ) stanowi już o wszystkim.
Dziś to nie prezydent Bashar al-Assad stoi przed jakimkolwiek wyborem, a Stany Zjednoczone Ameryki i ich europejscy partnerzy w obłąkańczym tańcu nad przepaścią i to oni, nikt inny, powinni sobie odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie w ich interesie leży dopuszczenie do obrotu handlowego państw traktowanych jako towar na neoliberalnym rynku na równi z domami towarowymi, biurowcami, fabrykami makaronów i płatków śniadaniowych.
A przez wzgląd na stan ich finansów, to nawet powinni
zastanowić się dwa razy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































