Ale niewczesne żarty na bok:
źródło: "The Wall Street Journal - Europe"
Wewnątrzpartyjny "problem" CDU to dziś kwestia marginalna, Niemcy bowiem w wymiarze narodowym stają przed wyborem istotniejszym, bo determinującym ich los w nadchodzących latach, jeśli nie dekadach, wyborem pomiędzy suwerennością a opacznie definiowaną demokracją dziś w Europie przez polityczne elity Francji i Wielkiej Brytanii utożsamianej z jej amerykańskim modelem w dziwacznym zapomnieniu, kto tu faktycznie powinien być uczniem, a kto nauczycielem.
Pod przywołanym artykułem zamieszczonym w witrynie "The Wall Street Journal" autorstwa Harriet Torry i Williama Boston czytelnik podpisujący się jako „Doug Cannon” zamieścił znamienny komentarz:
„This is what happens when you elect an unknown East German, brought up in communist system with no history of opposition to authoritarianism, to the post of great authority.”
Co jest skończenie oczywistą prawdą:
Żeby Barack Hussein Obama II, Mit Romney czy też Todd Akin mógł uchodzić za wielki autorytet świata polityki, to w Niemczech kanclerzem powinien zostać ktoś co najmniej podobny prezydentowi Francois Hollande i premierowi Davidowi Cameron.
I tylko dziekować Bogu – kimkolwiek On jest – że jeszcze tym razem dokonać wyboru będą mogli sami Niemcy, a nie politycy i stratedzy znad Potomac River jak to ma właśnie miejsce w Syrii.
(linked to)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Todd Akin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Todd Akin. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
wtorek, 21 sierpnia 2012
Red line daltonisty:
“President
Barack Obama has declared the threat of chemical or biological warfare in Syria
a “red line” for the United States, outlining for the first time the point at
which his administration could feel forced to intervene militarily in the Arab
country’s increasingly messy conflict…”
źródło: "The Washington Post"
źródło: "The Washington Post"
Co warte jest odnotowania tylko przez wzgląd na tryb
warunkowo przypuszczający deklaracji bez dochodzenia z jakich to właściwie przesłanek
formalnych prezydent US składa publicznie takie oświadczenie i do kogo jest ono
adresowane, bo na pewno nie do Alawitów, którzy walczą o życie i nie do al-Qeady,
która prowadzi świętą wojnę, nie wspominając o niekontrolowanych przez nikogo
bandach politycznych awanturników mordujących wszystkich pod sztandarem the Free
Syrian Army jak popadło w nadziei wsparcia ich poczynań przez amerykańskich kongresmenów
– jak by nie patrzyć – współbraci środowiskowych kandydata na urząd, Todda
Akina, co w sposób oczywisty czyni oczekiwania skundlonych psów wojny nie tak znowu
bezpodstawnymi, bowiem można przyjąć za pewnik, że większość elit politycznych
sprawujących władzę w US nie odróżnia Syrii od Serbii, Sri Lanki, Syjamu,
Sierra Leone i Singapuru, co niewątpliwie czyni ich decyzyjność na pewno
mobilną, ale w oczywisty sposób nieskuteczną – vide Irak, Afganistan i dziś
Syria właśnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

