Pokazywanie postów oznaczonych etykietą arab spring. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą arab spring. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 września 2014

..."...coś tu nie styka..." w zacytowaniu mojej znajomej Małolaty...

..."The tragedy of the Arab world is that people seem to be stuck between nationalistic and religious fascism." (Tragedią  świata arabskiego jest to, że ludzie zdają się tkwić między nacjonalistycznym i religijnym faszyzmem. w swobodnej translacji T.L.) - pisze w podtytule swojego artykułu pan Sharif Nashashibi...

źródło: "Al Jazeera"

...co skłoniło mnie przy poniedziałku (...) do odnotowania w wirtualnym monologu sobie a Muzom, że jeśli już, to...

...tragedię świata arabskiego można - i należy - zdefiniować faktem zastąpienia przez jego elity intelektualne tradycyjnej galabij skrojonym na euroatlantycką modłę gdzieś w zakamarkach tego, lub owego suku ancugiem...

...który z daleka może i mniej wprawnemu obserwatorowi przypomina oryginał (...), ale z bliska okazuje się być niczym innym, jak tylko lepszej lub gorszej jakości podróbą...

...którą jeszcze do niedawna można było szpanować na zrujnowanych ulicach Bejrutu, Kabulu, Bagdadu, Trypolisu i Damaszku...

...do niedawna - ale już nie dziś - bowiem jak mówi moja małoletnia znajoma...

"...coś tu nie styka..."

...jeśli zorganizowane wyjście stu, czy też nawet dwustu tysięcy na ulice libijskiej, syryjskiej, czy też ukraińskiej stolicy przesądza o losie milionów...

...a wyjście na ulice Paryża dziesiątków setek tysięcy Francuzów nie przesądza o czymkolwiek...

źródło: "W obywatelskiej powinności..." by T.L.

:-(

sobota, 19 stycznia 2013

Pani Hillary Clinton założyła okulary...

...i zobaczyła zupełnie inny świat od tego, jaki do tej pory oglądała oczami wyobraźni:


“…In Washington yesterday Hillary Clinton, the secretary of state, said the US was ready to increase its role. “It is absolutely essential that we broaden and deepen our counterterror co-operation . . . with Algeria and all counterterror efforts in the region,” Mrs Clinton said. “I made clear that we stand ready to further enhance counterterror support . . . ”

źródło: "Financial Times"

Co należy odnotować z kronikarskiego obowiązku nie bez odrobiny żalu, że nie zostało to powiedziane choćby przed zamordowaniem tego nieszczęśnika Kadafiego, a już na pewno przed obłąkańczym i wołającym dziś już wprost o przysłowiowa pomstę do Nieba atakiem na Syrię i jej prezydenta, Bashara al-Assada, że nie wspomnę o minionych dziesiątkach lat intensywnej i jakże owocnej pracy kolejnych amerykańskich i europejskich rządów, które za pieniądze ufającym im podatników zbudowały to monstrum chaosu i politycznej niedorzeczności:

źródło: own T.L. (historia terroryzmu od 1987 roku)

"...To the dismay of the US, junior Malian officers trained as part of $620m pan-Sahelian counter-terrorism initiative launched in 2002 to help four semi-desert states resist Islamic militancy took part in a coup in March last year. Others among them defected to the Tuareg revolt that eventually led to a coalition of Islamist militias, allied with Algerian militants from al-Qaeda in the Islamic Maghreb, capturing the northern two-thirds of Mali.

Potentially, these US-trained officers are now using US counter-insurgency knowhow against France’s intervention force.

“It is a great failure,” says Dr Berny Sèbe, an expert in Franco-African relations at the University of Birmingham..."
(źródło: "Financial Times")

Co piszę w bezkrytycznym przekonaniu o szczerych chęciach pani Clinton, jednak bez wiary w praktyczne możliwości przełożenia ich przez nią na skuteczne działanie w tej materii i to z różnych powodów, nawet tych, wydawało by się pewnie nad Tamizą, Sekwaną i Potomac River bez znaczenia:

"What's worse then being kidnapped by al-Qaida?
Answer: being rescued by the Algerian army." 
(źródło: "The Guardian" via "T.L. Blogger")

*******
Tylko pozornie ten tekst przypomina wpis poprzedni, a jeśli już, to jest jego kontynuacją nie tyle w oczywistej kwestii islamskiego terroryzmu, co Algierii i - pośrednio - Syrii (...).

wtorek, 31 lipca 2012

O pustynnej róży:

Gdzie Syria, a gdzie U.S.?

Gdzie Damaszek, a gdzie Washington ?

Ale pozostawmy na boku rozważania geograficzne.

źródło: "Foreign Policy"
Wymienianie jednym tchem zamachów z lat 40. 50 i 60. ubiegłego wieku, jakie miały miejsce w Syrii, a pomijanie milczeniem kolejnych 50 lat stabilizacji jest niczym innym, jak żenująco tandetną manipulacją adresowaną właściwie nie wiadomo do kogo poza chyba tylko autorem tekstu i pewnie lokatorami Białego Domu, bo już na pewno nawet nie do fanów hip hopu z Bronxu.

Co w połączeniu z błędną interpretacją istoty „Arabskiej Wiosny” czyni administrację amerykańską i jej europejskich partnerów wręcz pośmiewiskiem reszty Świata.

Koniec państw świeckich powstałych na zachodnio europejskim i amerykańskim fundamencie ideowym na Bliskim Wschodzie jest następstwem rozczarowania i obiektywnej oceny bezwartościowości euroatlantyckiej ofert cywilizacyjnej, a nie jakiejś wydumanej konfrontacji w tym regionie pomiędzy – w uproszczeniu – NATO, a Rosją i Chinami razem wziętych, lub z każdym z nich z osobna, ta bowiem rozgrywana jest w zupełnie innej przestrzeni i to już dziś zdecydowanie jednostronnie.

I jeśli jest tu czego żałować, to właśnie Syrii pod rządami partii BAAS i Bashara al-Assada, która do złudzenia przypominała nic innego, jak właśnie dziką, pustynną różę pewnie i nie do końca podobną swoim kuzynkom z angielskich oranżerii, ale różę równie piękną, jeśli nie piękniejszą zważywszy na klimat i warunki w jakich wyrosła.

Bo na pewno nie Stanów Zjednoczonych Ameryki, polityków brytyjskich, czy też elit politycznych Francji, co konstatuję mimo wszystko z przykrością, choć bez rozczarowania, za to z nutką nostalgii to na pewno.

sobota, 21 lipca 2012

~ one swallow doesn't make a summer...

Jedna jaskółka nie czyni wiosny (arabskiej w Turcji):


źródło: "BloombergBusinessweek"

- Przecież tam jest już demokracja! – zawoła bystry czytelnik amerykańskich gazet.

I tu wypada odpowiedzieć:

To zależy od punktu widzenia:

Według pani Hillary Clinton, premiera Camerona i prezydenta Hollande’a jest, ale już inaczej Turcję postrzegają choćby tacy Kurdowie, a i jak by tak wstał z grobu pan Mustafa Kemal Atatürk, to też nie wiadomo do końca, co by powiedział, że nie wspomnę o paru innych jeszcze z tamtego i tego świata.

Tak czy siak, zgodnie z przewidywaniami miłośników poezji barowej, jako jeden z pierwszych za syryjską imprezkę polityczny rachunek zaczyna płaci pan Recep Tayyip Erdoğan, bowiem nie wystarczy być tylko miłośnikiem poezji – trzeba jeszcze wiedzieć będąc premierem, które wiersze czytać:

źródło: "Herald Sun"

czwartek, 19 lipca 2012

Jeśli już, to tylko z sentymentu:

Nie tak do końca marginalne cytaty z wirtualu:

“…However, the answer might be more simple: attributing the Arab Spring events to American conspiracies…”

“…"Russia doesn't need Arab gas. It has no global companies like 'Shell,' it has no global aspirations…”

„…and if we ruin the existing international law that prohibits intervention we'll live in a different world. To militarize these scenes is very dangerous."
- źródło cytatów: "Haaretz"

Co wypadało by uzupełnić drobną uwagą w stylistyce poemów barowych:

© by T.L.

Euroatlantycka wspólnota nie jest już od jakiegoś czasu centralnym punktem odniesienia dla szczególnie istotnych, polityczno gospodarczych decyzji Rosji - co, wydaje się, umknęło uwadze elit formacji "bunga-bunga" Europy i Stanow Zjednoczonych Ameryki - i jeśli Moskwa czasami uczyni jeszcze jakiś gest w tym względzie, to raczej z sentymentu, a nie konieczności.

I może właśnie dlatego warto by było nad każdym z nich pochylić się z należytą uwagą.


********************************


01:30 PM (CEST):

… and goodbye Africa:

BEIJING (AP) — Chinese President Hu Jintao on Thursday pledged African governments $20 billion in credit over the next three years and called for more China-Africa coordination in international affairs to defend against the "bullying" of richer powers…”

„"China and Africa should increase coordination and cooperation in international affairs," Hu said. "We should oppose the practices of the big bullying the small, the strong domineering over the weak and the rich oppressing the poor."

wtorek, 17 lipca 2012

Wpis tylko dla dorosłych:

Uwaga ! Wpis zawiera szczególnie niepoprawne politycznie treści !

Dwa cytaty z artukułu opublikowanego przez "The Telegraph" autorstwa Petera Fostera:

“...The Telegraph understands that the Syrian Support Group (SSG), the political wing of the Free Syrian Army (FSA), recently presented American officials with a document requesting (...).They also asked for $6m to pay rebel fighters as they battle the regime...”

Którego treść nie wymaga komentarza, zawiera się bowiem w klasycznej formule postrzegania USA przez postronnych poprzez zielone okulary.

źródło: "The Telegraph"

Natomiast drugi...

“...Jonathan Schanzer, vice president of the Foundation for Defense of Democracies think-tank in Washington (…): The reality is that the US appears to have no coherent foreign policy since the Arab Spring. It is not clear why we helped topple Gaddafi and we let Mubarak fall but we let Assad stay in power…”

...wypada, wręcz należy w końcu skomentować tak:

Jesteś pan w błędzie panie Schanzer i to grubym:

Polityka amerykańskiego prezydenta jest tu akurat koherentna pewnie dlatego, że pan Obama w przeciwieństwie do pana i pani Hillary Clinton z oczywistych powodów musiał się bardziej przykładać do nauki i stąd wie, że Morze Południowochińskie, tak jak i Morze Czarne, że nie wspomnę o Kaspijskim jest na tyle międzynarodowe, na ile za takie uznają je Chiny (pierwsze), albo Rosja (dwa pozostałe).

Podobnie z Arabami:

Każdy ma swojego, Izrael też, wiec gdzie pan tu widzisz jakiś problem, szanowny panie Schancer ?

czwartek, 12 lipca 2012

Liczą sie fakty, nie intencje:

“…Most of Assad's political and military establishment are members of the minority Alawite sect, an offshoot of Shi'ite Islam. The revolt and the fighters behind it as mostly Sunni Muslims, as are Tlas and Fares…”

Niby drobiazg, jednak to doprecyzowanie redakcyjne stanowi zasadną przesłankę do zmiany optyki medialnego postrzegania syryjskiego konfliktu, który w tym kontekście w sposób oczywisty na pewno nie jest „Arabską Wiosną” zmierzającą w intencji do ustanowienia w biorących w niej udział państwach systemu demokratycznego sprawowania władzy, tylko jest odwieczną „Wojną Religijną” - może na podobieństwo tej, XVII-wiecznej wojny trzydziestoletniej, toczonej w Europie pomiędzy protestantami a katolikami – wypowiedzianą przez ortodoksyjną większość sunnicką reszcie islamskiego świata.

Piszę „medialnego”, nie mam bowiem złudzeń, że cokolwiek jest w stanie wybudzić euroatlantycki establishment polityczny z apostolskiego nawiedzenia przymusu głoszenia „dobrej nowiny” graala demokracji bez względu na koszty tej, żałosnej sytuacyjnie krucjaty.

"…Although Ambassador Fares is not a member of Assad's inner circle, he's a respected Sunni figure, and such a courageous act could help sway other Sunni elites to follow in his footsteps," said one U.S. official, speaking on condition of anonymity…”

Krucjaty zapewne będącej również w jakimś stopniu naturalnym, mentalnym mechanizmem obronnym, swoistą rekompensatą psychologiczną niewydolnych intelektualnie w konfrontacji z kataklizmem gospodarczym dziejącym się dziś w Europie i za Atlantykiem.

Rekompensatą zawartą w przesłaniu próbującym powiedzieć rządzonym (a może i sobie też): popatrzcie, inni też chcą żeby u nich było tak, jak jest u nas.



***************************************


w uzupełnieniu (08:50 PM CEST):

co, mając ku temu okazję, należy uzupełnić informacją agencyjną – jakże znamienną politycznie – o pierwszej wizycie zagranicznej prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego nie gdzie indziej, jak w Arabii Saudyjskiej i do tego nie w Rijadzie, a w Jeddah:

„…In his first official foreign visit since his election in June, Mursi, who belonged to Egypt's influential Muslim Brotherhood movement which had long had strained ties with Saudi Arabia, arrived in Jeddah late on Wednesday…”

I dalej:

"By choosing the kingdom for his first visit abroad, ... Mursi recognizes that the two countries are the pillars of Arab national security," the deputy editor of Saudi Arabia's al-Riyadh newspaper, Yousuf Al Kuwailet, wrote in a column..."

Że o reszcie nie wspomnę, bo i po co ? Jaki koń jest przecież każdy widzi, choć w tym przypadku to akurat nie każdy, i żeby było zabawniej, to nie jestem tak do końca pewien, czy należy pisać: a szkoda.

środa, 11 lipca 2012

Pytanie retoryczne:

Problem z tego rodzaju analizami polega na tym, że są one formułowane z amerykańskiej lub europejskiej perspektywy  praktykowanego obyczaju politycznego:

Przegrany w wyborach zasiada w parlamentarnych ławach opozycji i cierpliwie czeka następnej okazji, co nijak się ma do rzeczywistości „Arabskiej Wiosny”, bowiem nikt z jej uczestników nie jest faktycznie zainteresowany implementacją sytemu euroatlantyckiego w skali makro i mikroregionalnej z oczywistego powodu jego schyłkowości dopełnionej absolutną bezużytecznością w tej części świata, co tylko pozornie wygląda na produkt nadzwyczaj przejrzałego, starczego umysłu, faktycznie zostało bowiem sformułowane w oparciu o nowo tradycyjną, akademicką metodę „ja to widzę, czuję i wiem – ta cywilizacja (w oryginale „społeczeństwo”) jest w chaosie mentalnym

Było, minęło – można się pokusić o taką konstatację i będzie ona ze wszech miar poprawna, choć z punktu widzenia elit Europy i Ameryki Północnej niedopuszczalna.

Ale kogo to obchodzi poza zainteresowanymi ? – zapytam retorycznie.