Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Washington Post. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Washington Post. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 kwietnia 2014

"The Washington Post" donosi z Syrii...

...tekstem sygnowanym Graeme Reid (Graeme Reid is director of the lesbian, gay, bisexual and transgender rights program at Human Rights Watch. - źródło j.n.) co następuje...

"...In Syria’s savage war, it seems incongruous to single out the experiences of one group. Yet many gay men there face a double threat: They’re being persecuted by the Syrian army and by militant groups while their families often reject them, or worse..."

źródło: "The Washington Post"

...opatrując powyższe stosownym publicystycznie objaśnieniem, jak przystało na wymóg dobrej praktyki obiektywizmu przekazu...

"...Of course, the war did not bring homophobia to Syria. Gay men there have long been the target of “honor killings,” as they are considered a disgrace to their families. Others have been imprisoned on the basis of Article 520 of the country’s 1949 penal code, which calls for a three-year sentence for “carnal knowledge against the order of nature.” The war has, however, intensified the surveillance, entrapment and public exposure of gay men..."

...prezentującym amerykańskim podatnikom istotę polityki Stanów Zjednoczonych Ameryki w jej wymiarze międzynarodowym od Afganistanu i Libii...

"...Lebanon represents hope for the resettlement of the most vulnerable Syrian refugees. The ordeal for gay men, though, doesn’t necessarily end at the Lebanese border..." - źródło j.w.

...po Ukrainę...

...co wypada odnotować z całą powagą w wirtualnym monologu prowincjonalnego poety barowego należną "The Washington Post" i jego zespołowi redakcyjnemu bez niestosownych fenomenologicznie niedomówień...

...a tym bardziej przemilczeń...

piątek, 23 listopada 2012

Czy istnieją granice ekspresji wolności wypowiedzi ?

Wczoraj „The Huffington Post” piórem pani Applebaum, dziś CNN…

„Wypasione Cipy”, bo tak to się chyba tłumaczy (?) funkcjonują w przestrzeni medialnej od wielu miesięcy na równi z wyborami prezydenckimi w USA, polityczną zbrodnią państw UE i Ameryki w Syrii, kryzysem budżetowym Zjednoczonej Europy, konfliktem izraelsko palestyńskim…

żródło: "CNN"

„...Tolokonnikova and Alyokhina are expected to try to take their case to the European Court of Human Rights.” – pisze the CNN Wire Staff, co mnie skłoniło do refleksji nad definicją człowieczeństwa z przywołaniem wyimaginowanego obrazu Amerykanina wypróżniającego się na podołku monumentu Abrahama Lincolna w świetle reporterskich jupiterów.

Żaden jeszcze o tym nie pomyślał, czy może wie, że istnieją jednak jakieś granice obywatelskiej ekspresji wolności wypowiedzi ? – pytam retorycznie w wirtualnym monologu bez fatygowania kogokolwiek do odpowiedzi, a już na pewno nikogo znad Potomac River pogrążony w oczekiwaniu na wieści o zakłóceniach cyklu menstruacyjnego skazanych w barbarzyński sposób przez rosyjskiego tyrana.

Może napisze o tym "The Washington Post", albo "The New York Times" ?

wtorek, 25 września 2012

Dlaczego piszę ?

Świat nie przepada za Stanami Zjednoczonymi Ameryki nie dlatego, że świat jest „głupi”, a dlatego, że nie ma już dziś za czym.

Przykład pierwszy z brzegu:

Stosunkowo niedawno, bo w 2008 roku, a dokładnie na początku grudnia tegoż właśnie roku, opiniotwórczy przecież niejako z tradycji, i już tylko współcześnie z aspiracji, „The Washington Post” artykułem pani Anne Applebaum wyśmiewał się, jeśli nie wręcz szydził, z wizyty pana prezydenta Miedwiediewa w Wenezueli opisując reprezentowaną przez niego Rosję, jako nic nie znaczący kraj z pretensjami do odgrywania roli mocarstwa:

źródło: "The Washington Post"

”… But the Russian political system -- based on crony capitalism, democratic rituals without democracy itself, heavy media controls, omnipresent criminality -- isn't of interest to anyone, and the Russians have trouble creating an empire around it…”

Dziś, po czterech latach od daty ukazania sie cytowanego artykułu, to nie rosyjskich ambasadorów mordują na świecie i to nie tylko już amerykańskie lotniskowce pływają po Morzu Południowo Chińskim, a mimo to amerykańscy eksperci nadal są sceptyczni, choć może już nie tak rozbawieni, jak jeszcze niedawno pani Applebaum:

źródło: "New York Times"

Dlatego wolę czytać to, co sam napiszę (lub napiszą inni poeci barowi) powodowany nie tyle wewnętrznym przymusem, czy też potrzebą dzielenia się z kimkolwiek czymkolwiek, a tylko chęcią stworzenia na własny użytek pewnego, w miarę stabilnego punktu odniesienia, a niech by i nawet w przestrzeni wirtualnej, jeśli już nie mogę liczyć ani na „Reutersa”, ani na „The Associated Press”, „The Washington Post”, „CNN” i „FoxNews” nie wspominając o pozostałych.  

źródło: "Wordpress Lu blog" (available only to members) wpis z 4 grudnia 2008 roku

Tym bardziej, że nie oczekuję od nich nadzwyczajnej błyskotliwości pozwalającej - na przykład - pisać im o istocie przebiegu „Arabskiej Wiosny” i wyznaczonej w niej przez nowe pokolenie przywódców „światowego jihadu” do odegrania roli państw euroatlantyckiego przymierza, a tylko codziennej rzetelności, której oczywisty brak stał się szczególnie widoczny w ich relacjach choćby z przebiegu syryjskiej tragedii i jest kontynuowany nadal dzień po dniu w sprawach niezmiernie ważnych nie tylko dla obywateli U.S. ale Europy też.

piątek, 10 sierpnia 2012

"The Factor Cheker" na aucie:

Z nadzieją w sercu przeczytałem o istnieniu „The Fact Checker" losowo wybierając pierwszy z brzegu artykuł:

 źródło: "The Washington Post"

W którym znalazłem taki oto fragment odredakcyjny:
 “…The criticism has gained particular resonance because Hollande is on vacation in a luxurious government mansion on the Riviera…”

Co według moich standardów dyskwalifikuje i “The Fact Cheker “i “The Washington Post” raz na zawsze w kategorii dziennikarskiej obiektywności.

I to nawet nie za próbę manipulacji, a za próbę tandetnej manipulacji kontekstowej, godnej pierwszego z brzegu brukowca z czasów mojej młodości, pozostawiając bez odpowiedzi pytanie gdzie powinien spędzać wakacje prezydent Francji, co uzupełnię stwierdzeniem:

To przecież oczywiste, że na pewno nie w przytułku Armii Zbawienia.