Pokazywanie postów oznaczonych etykietą U.S. Politics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą U.S. Politics. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 sierpnia 2013

T.L. photography workshop - photojournalism without Photoshop:

"...You would never guess, from the pictures, that Syria is in the midst of a civil war that has killed 100,000 people..." - pisze Caitlin Dewey na stronie "The Washington Post"...

źródło: "The Washington Post"

...inspirując mnie tym do do niespiesznej peregrynacji przestrzeni warsztatowych dywagacji w wirtualnym monologu...

źródło: "Google Images - Michelle", "Google Images - Asma", collage by T.L.

...o niezmienności istoty zapisanego aparatem zdarzenia...

 źródło j.w.

...w każdej, etycznie dopuszczalnej kontekstowo jego warsztatowej interpretacji przeprowadzonej z dochowaniem zasady nie sięgania po wtyczki "Photoshopa".

niedziela, 14 kwietnia 2013

...w poszukiwaniu kropli sensu w oceanie nonsensu...

"Moscow will vote against an “obviously biased” new UN draft resolution on Syria, the Russian Foreign Ministry says..."

źródło: "Press TV"

I dalej...

"...According to the foreign ministry’s Saturday statement, the document to be put to vote at the UN General Assembly is “full of conflicting terms...” 

...czemu nawet przy bezmiarze dobrej woli wręcz niemożliwym jest zaprzeczyć...

"...On Monday, the al-Qaeda-inspired Islamic State of Iraq network officially announced its allegiance with Syria's foreign-backed and terrorist al-Nusra Front to play an even greater role in the Syrian conflict. 

While al-Qaeda-linked groups have been listed as terrorist entities subject to sanctions by the United Nations, militants in Syria, including those belonging to the al-Nusra Front, have been receiving all forms of support from the West..."

... uprawdopodobniając tym - zdawało by się sięgające zenitu absurdu - weekendowo barowe poszukiwania choćby tylko pozoru odrobiny sensu w oceanie bezsensu...

źródło: "this blog" - post z Sierpnia 2012 roku

poniedziałek, 11 marca 2013

O szansie na sukces:

"...To British frustration, their claim to sovereignty over the islands has failed to win American backing under the Obama administration just as it did under the Reagan administration at the time of the war in 1982. With an eye to the strong support Argentina has won for its claim among Latin American states, the United States has urged London and Buenos Aires to reach a negotiated settlement, a position American officials said was quietly reiterated last month when Secretary of State John Kerry, on his first trip abroad in the post, met Mr. Cameron.

Argentina has other powerful diplomatic cards to play, including the backing of China and Russia, who have joined Argentina in rejecting the right to self-determination by the Falklanders, seeing it as a possible precedent for separatist groups in their own territories..."

źródło: "The New York Times"

W narracyjnie pozytywnym uproszczeniu druga kadencja prezydentury daje niepowtarzalną szansę przejścia do Historii pisanej z dużej litery na trojaki sposób:

Kontynuatora, twórcy lub wizjonera i to ostatnie jest pewnie przeznaczone panu Obamie (…), co w żadnym razie nie nie powinno być dla niego zmartwieniem.

Przeciwnie, było by to ślicznym dopełnieniem i tak już oczywistej historyczności jego politycznej kariery .

niedziela, 10 marca 2013

Post w konwencji literackiej:

Wypada, a i pewnie wręcz należy odnotować, że wcale nie najgorszy poeta z pana Hamida Karzaia: śmiało podąża na arabsko islamski Parnas śladem prekursora Bashara al-Assada...

"...Earlier Sunday, President Karzai accused the Taliban of being "at the service of America" by using attacks like the ones on Saturday to frighten Afghans into wanting foreign forces to remain in Afghanistan beyond the 2014 deadline..."

źródło: "Voice of America"

...żałować tylko można, że Mrs. Susan Rice za tego rodzaju poetyką pewnie nie przepada, czemu trudno się dziwić, bowiem za czasów jej pobytu na Stanford University i w Oxfordzkim New College ten rodzaj ekspresji wypowiedzi nie był znany, przez co nie był również wykładany, a cóż dopiero praktykowany.

Nie znaczy to zaraz, że uważam ją za polityka konserwatywnego - jeśli już, to za niezbyt zorientowanego w najnowszych trendach tego rodzaju światowej twórczości, co na pewno nie ma akurat już dziś żadnego znaczenia dla jej arabsko islamskich autorów, ale dla amerykańskich koneserów i kolekcjonerów jakieś może mieć...

...choćby takie, że ktoś ich ubiegnie w patronowaniu tej nowince z praktycznymi konsekwencjami takiego biegu zdarzeń w przyszłości.

Napisałem "w przyszłości" ?

Pewnie w weekendowym uniesieniu, starając się nie widzieć, nie słyszeć i nie powiedzieć  że to już faktycznie "musztarda po obiedzie", "obiedzie" na który gospodarze na pewno nie zapraszali postronnych, choć tym ostatnim tak się wydaje.

piątek, 15 lutego 2013

A może wystrzelają się sami ?

…w kontynuacji poprzedniego wpisu:

O ile mniejszych ? – ktoś zapyta.

Na co odpowiem, że o całe tysiąclecia istnienia cywilizacji Azji, Europy i Afryki:

„…The final point I'd add is that the U.S. is the only nation on earth capable of conducting such a campaign, and if we do discontinue it, for all the valid and compelling reasons you and others have been developing, no one else will step in to contain these movements. That, too, needs to be considered.”

źródło: "The Atlantic"

A może w tym obłędzie wystrzelają się sami ?

Okazuje się, że wszystko po tamtej stronie Atlantyku jest możliwe i jeśli nawet nie pewne, to prawdopodobne:

"...With regard to drone strikes, I don't even think the issue is that drones are being used. The main issue is that American citizens can be killed without due process by the executive branch with no oversight. THAT is the issue. We can debate all day whether some guy "deserved" to be killed. But the arbitrary nature of these drone strikes, combined with the invasion of civil liberties in the first paragraph, is potentially quite scary and Orwellian..." (źródło: j.w. komentarze)

Choć przyznam, że byłoby trochę szkoda, znam bowiem kilku przyzwoitych Amerykanów, co piszę w zasmuceniu (historycznej) przewidywalności losów narodów kształtujących swoją politykę zagraniczną nie zdroworozsądkowo, a w poczuciu misji...

piątek, 8 lutego 2013

"Pedalskie gadanie"...

...czyli wpis o skutkach społecznej akceptacji mieszania nasienia z odchodami:

Już sam fakt, że tego rodzaju rozważania pojawiły się nie tyle, że w przestrzeni publicznej, ale nawet tylko gabinetowej przybierając w końcu rzeczywistą i funkcjonującą w praktyce postać wojskowej doktryny, eliminuje (powinno) Stany Zjednoczone Ameryki z rodziny wspólnot cywilizacyjnych i kulturowych świata, a już na pewno je marginalizuje:

źródło: "The Washington Post"

Co w mniejszym, lub większym stopniu było do przewidzenia z - okazuje się -  jednak płonną nadzieją na opamiętanie, bowiem usankcjonowanie w przestrzeni obywatelskiej tak zwanego potocznie „pedalskiego gadania”*, to droga jednokierunkowa i to nawet nie prowadząca na manowce, a wprost w przepaść.

źródło: "net"

Mniej zorientowanym w temacie wyjaśniam, że konfidencjonalna do tej pory doktryna użycia dronów zezwala na skrytobójczy mord każdego, opisanego tylko współrzędnymi geograficznymi ( Ciebie, mnie, premiera Donalda Tuska, prezesa Kaczyńskiego, pana Putina, a i prezydenta Hollande też...) bez wyjątku na tym, bożym świecie, kto przez anonimowego urzędnika CIA, Pentagonu i innej, podobnej instytucji USA zostanie uznany za zagrażającego bezpieczeństwu Ameryki i pewnie nigdy nie została by upubliczniona, gdyby nie próba objęcia nią również obywateli tego kraju:

"...The killing of a U.S. citizen without external review simply on the basis of the judgment of “an informed, high-level official” in the security bureaucracy is a chilling expansion of executive branch power over the very lives of our own citizens..." źródło: "The Washington Post"

(linked to)

* zdaje się, że pierwszy raz pozwoliłem sobie na przywołanie cytatem oczywistego wulgaryzmu, ale bywają sytuacje w których ich zwięzłość i jednoznaczność sytuacyjna wydaje się nie do zastąpienia, a już na pewno nie przez omówienie zawarte w kilku zdaniowym akapicie.

czwartek, 7 lutego 2013

Wojna, czy tylko (nie)zwyczajne zabijanie ?

Na stronie „The Washington Post” znalazłem ciekawy artykuł pani Susan Brooks Thistlethwaite treścią próbujący odpowiedzieć na to pytanie, z którego zacytuję tym razem tylko opis skutków działania dronów wraz z oczywistymi ich politycznymi konsekwencjami:

„…A Pakistani tribal elder, Malik Faridullah, described the result of the so-called “precision bombing.” “There were no bodies, only body parts — hands, legs and eyes scattered around. I could not recognize anyone. People carried away the body parts in shopping bags and clothing or with bits of wood, whatever they could find…” 

źródło: "The Washington Post"

I dalej…

“…Should we then be surprised when tribal leaders in this part of Pakistan vow “revenge” against the United States? “We are a people who wait 100 years to exact revenge. We never forgive our enemy,” some of the elders said in a statement. How much is the accelerating failure of our foreign policy goals in Pakistan, a nuclear-armed state increasingly at odds with the US, the product of such drone attacks? And how little we may understand of the long-term sabotage of our capacity to re-build this relationship in the future…”

…powstrzymując się jednak od twórczego rozwinięcia komentarza za sprawą notatki prasowej znalezionej w witrynie „Press Trust of India”… 

źródło: "Press Trust of India"

…która w swojej jednoznaczności w moim przekonaniu zastępuje znakomicie każdy inny, jaki chciałem i mógłbym napisać w tej materii nie przekraczając przy tym wyznaczonych konwencją granic poprawności przekazu informacji, jej interpretacji i zasadności publikacji.

Nie pozostaje zatem tym razem nic innego, jak pozostawić czytelnika sam na sam z rzeczywistością wcale nie wirtualną:

"... the leaked confidential Justice Department memo on the U.S. drone strike policy that lays out the case for the constitutionality of targeting Americans abroad for execution by drones. The memo makes explicit reference to the “four fundamental law of war principles…necessity, distinction, proportionality, and humanity (the avoidance of unnecessary suffering).

These four principles named in the memo are based on the “Christian Just War doctrine” originally developed by Saints Ambrose and Augustine, and later refined by Thomas Aquinas. Just War doctrine sought a middle way on the use of force by the state between the pacifism of the early Christian church on the one hand, the idea of “Holy War” or crusade on the other. It authorizes the use of force by the state but only within these principles..."  (źródło: "The Washington Post")

Amen.

czwartek, 31 stycznia 2013

...na pewno bym o tym nie pisał:

Na swojej stronie „STARS AND STRIPES” opublikował wczoraj artykuł sygnowany przez Margaret Carlson – „Bloomber News”…

źródło: "STARS AND STRIPES"

…gdzie między innymi czytamy:

„…Air Force Chief of Staff Mark Welsh was testifying before Congress about the “appalling” number of sexual assaults last year, which he called a “cancer” on the military. Overall, between 20 percent and 40 percent of servicewomen are victims of rape or attempted rape in their careers. The Pentagon says there are two to three sexual assaults for every 1,000 active-duty soldiers…” - czego istota z pominięciem szczegółów w wolnym tłumaczeniu znaczy, że 20 do 40 % w swojej, wojskowej karierze służących dziś w drugiej linii żołnierek była ofiarą przemocy seksualnej ze strony towarzyszy broni.

I dalej:

“…Aside from the sexual violence, there is an epidemic of unintended pregnancies. In 2008, more than 10 percent of women in the military had unintended pregnancies, a percentage far higher than in the general population…”

…z pominięciem:

“…Welsh testified about episodes at Lackland Air Force Base in San Antonio, where instructors took advantage of as many as 59 recruits. The Tailhook scandal, in which dozens of women were assaulted, happened in one night. This happened over many months. Only a few of the victims reported what happened at the time…”

…przez wzgląd na oczywistą przewidywalność tych incydentów w przeszłości - zdaniem piszącego te słowa - incydentów banalnych i właściwie nie wartych wzmianki w porównaniu do tych w przyszłości, dziejących się na pierwszej linii pola walki.

I proszę tylko bez zbędnych i niestosownych zdziwień i wątpliwości, bowiem to powinno być już w końcu oczywiste, że w neoliberalnej gospodarce wolnorynkowej nie ma nic za darmo, a już na pewno nie będzie tym towarem licencyjne równouprawnienie do zabijania pod sztandarami U.S. Army gdzieś w bliżej niedookreślonej przestrzeni dżungli, jakiejś sawanny, a może lodów Arktyki  bez wdawania się w szczegóły tej zapłaty i jej nieuniknionych, społecznych konsekwencji.

Społecznych, a nie indywidualnych ?

Ano własnie, gdyby to był bowiem tylko problem jakiejś jednej, czy drugiej idiotki patriotki ukształtowanej na hollywoodzkim śnie, tej ostatnimi laty pokracznej wizji Stanów Zjednoczonych Ameryki i reszty Świata, patriotki noszącej do tego w zakamarkach podświadomości skrajnie perwersyjne pragnienia, to kto, jak kto, ale ja na pewno bym o tym nie pisał, i to nie dlatego, że nie należy, ale z braku już czasu na zajmowanie się nieistotnymi drobiazgami, wbrew bowiem pozorom jestem znacząco zainteresowany pomyślnością USA odnosząc przy tym czasami wrażenie jakby nawet bardziej od nie jednego, prominentnego rezydenta na Kapitolu i The White House w swoim starczym przekonaniu o znaczeniu zdroworozsądkowej równowagi w życiu narodów i ich obywateli, wolność bowiem i prawa obywatelskie, to nic innego, jak codzienny znój samoograniczeń, w żadnym razie nie nieustające bachanalia i hedonistyczna kraina wiecznej szczęśliwości.

Jestem tego pewien.

:-(

piątek, 25 stycznia 2013

Kilka słów w temacie "Pregnancy on the front line":

“Uncle Sam has, at last, officially acknowledged reality.

When Defense Secretary Leon E. Panetta on Thursday lifted the ban on women serving in combat units, he was just affirming what already happens, many veterans and their families said…”


źródło: "The Buffalo News"

Co cytuję w oczekiwaniu na oficjalne potwierdzenie niejawnych pogłosek sugerujących powołanie przez administrację pana prezydenta Barack Husseina Obamy II nowego departamentu w ramach struktur Pentagonu ogarniającego swoimi kompetencjami całokształt nowej sytuacji wymagającej ogromu pracy począwszy od przeredagowania regulaminów (choćby istotna kwestia przez wzgląd na mobilność operacyjną task force wypinania dolnych części ciała w trakcie działań bojowych) z logiczną tego konsekwencją ustanowienia jakiegoś referatu sprawującego pieczę nad "Pregnancy on the front line"...

źródło: "Women at war blog"

...czego może jeszcze nie należy opatrywać gryfem "Pilne" zważywszy na raptem tylko 133 takie przypadki, jakie miały miejsce w Afganistanie i Iraku w latach 2003-2009 ( "In May 2009 The Daily Star on Sunday published an article explaining the 133 service women were sent home from Iraq and Afghanistan between 2003 and Febuary 2009."... ), ale przy znaczącej statystycznie obecności żołnierek w oddziałach bojowych raczej nie do uniknięcia z przesłanek efektywności liniowej, a i humanitarnych również.

Pomyślałem przy tej okazji w twórczym uniesieniu, czy nie warto od razu za jednym zamachem pójść o krok dalej organizując przyfrontowe żłobki i przedszkola nadążając za współczesnymi trendami obowiązującymi pośród potencjalnych przeciwników U.S. Army...

źródło: "The Epoch Times"

...przez wzgląd na lata jej obecności choćby w takim Afganistanie, dziś bowiem nie wygląda to nad Potomac River najlepiej...

źródło: "JM Cremp's Adventure for Boys Blog"

...co można i należy uznać tylko za niezamierzone przeoczenie strategów z Pentagonu nie doceniających istniejącego już przecież i gotowego do zagospodarowania względnie małym kosztem potencjał subkultury "military brat"...

źródło: "Wikipedia"

...z odwołaniem do istniejących precedensów euroatlantyckiej cywilizacji uznającej współcześnie już nawet tylko pięcioletnie dzieci za profesjonalistów...

źródło: "Mail Online"


źródło: "Mail Online"

Żart ? Jeśli na to wygląda w postronnym czytaniu, to przepraszam. W zamiarze bowiem miał to być wpis co najmniej kompetentnie opiniotwórczo syntetyczny i godny szpalty niejednego, szacownego dziennika lub jego internetowej witryny.

niedziela, 20 stycznia 2013

...pomiędzy policjantem a złodziejem:

To prawda:

źródło: "Linked in - Michael Moritz"

“With humility we can say that, thanks to the generations who came before us, our country is the greatest that has ever existed. Our ancestors freed themselves from a colonial yoke, weathered a civil war, abolished slavery, helped achieve victory in two world wars, developed technological and engineering marvels and cherished the privilege of freedom of speech and civil liberties.”

Natomiast kolejny akapit zainspirował mnie do napisania kilku zdań w tej materii:

People around the world look at us and say the twentieth century was the time of the American Empire. Yet every great Empire eventually has crumbled. Our job is to make sure that the United States is the first country of the modern era to prosper for several centuries and – my friends – that means together we have much work to do.

Chcąc bowiem doprecyzować miarę czasów nowożytnych w odniesieniu do dzisiejszych Stanów Zjednoczonych Ameryki ja za ich początek uważam na swój, prywatny użytek załamanie się systemu „Bretton Woods” za sprawą USA właśnie w 1971 roku, już wtedy bankruta wymachującego mocarstwowym pistoletem przed wierzycielami (...).

Czego daleką pochodną jest niewątpliwie komentarz Chuck W. a szczególnie zawarty w min cytat w brzmieniu: "When the people fear their government, there is tyranny; when the government fears the people, there is liberty.", który odruchowo uzupełniłem odautorskim dopiskiem:

...a kiedy ludzie nie boją się rządu i rząd nie boi się ludzi, to wtedy jest demokracja i to ta, pisana z dużej litery...

  źródło: "Linked in - Michael Moritz"

...nie pozostawiająca żadnych wątpliwości zdroworozsądkowemu wyborowi pomiędzy policjantem a złodziejem:

“The Algerians are a very proud nation. It is a police state….The one thing they were worried about is that something like this would get away from them. … (...),” Mr. Rogers said..."

źródło: "The Wall Street Journal"

piątek, 11 stycznia 2013

"I Have a Dream":

Fakt:

"...Of the five Israeli leaders examined [Rabin, Peres, Netanyahu, Barak, Sharon], Netanyahu’s policies with regards to the prevention and deterrence of terrorism...were the most effective..." 

źródło: "The Jerusalem Post"

W przeciwieństwie do snu Martina Luthera Kinga, który przepoczwarzył się po latach w nic więcej, jak tylko rojenia na jawie, co mimo najlepszych chęci trudno uznać za fakt, fakt polityczny, obywatelski, społeczny w końcu w jego państwowo twórczo konstruktywnym znaczeniu, bowiem czymże innym jest stawianie lęku (pana Obamy i Jego zespołu) przed homoseksualistami ponad darem Ducha Świętego Bojaźni Bożej ? - odniesienie do incydentu z pastorem Louie Giglio:

źródło: "The New York Times"

Rojeniem właśnie, koszmarem czyniącym sny, marzenia, myśli, słowa i śmierć pastora M.L.Kinga nic nie znaczącym fragmentem wodewilowej tragifarsy odgrywanej współcześnie nad Potomac River:


środa, 9 stycznia 2013

Pan Barack Hussein Obama II nie jest zadowolony:

„…That is in America’s interests…” – co proszę przyjąć w końcu do wiadomości w dobrze pojętym interesie własnym i narodu, który panu zaufał, szanowny panie PM Davidzie Cameron, bo w tej tragifarsie, to robi pan tylko za statystę na równi - nie przymierzając - z Basharem al-Assadem, Alawitami i resztą członków społeczności państwa syryjskiego, z czym akurat nie pozostaje nic innego, jak tylko się zgodzić:

źrodło: "The Independent"

I pewnie zdarzenie aż się prosi o „Big LOL Prize”, ale poczekajmy – lada moment, lada chwila powinno być jeszcze "zabawniej"...

Tak sądzę.

Wbrew kanonicznej zasadzie politycznej skuteczności:

„Syrians believe that 40 years of Assad family rule is "too long", the international mediator for Syria said in an interview…”, co w moim przekonaniu wymaga następującego sprostowania w uproszczonym brzmieniu: “Syryjscy Sunnici…”

źrodło: "Reuters"

...na uogólnione podobieństwo irlandzkich katolików z Belfastu, którzy znoszą brytyjskie panowanie już kilkaset lat, że nie wspomnę o Baskach, królewskiej rodzinie Saudów sprawujących nieprzerwanie rządy współcześnie od ~120 już lat, i tak dalej, i tym podobne, tym bardziej, że przy zachowaniu odrobiny choćby obiektywizmu, w żadnym razie nie można porównać Syrii do Kuby, gdzie pod bokiem USA i UN rządy sprawuje Fidel Castro i dosłownie jego rodzina nieprzerwanie od 1959 roku z błogosławieństwem nie kogo innego, jak Dwight Davidda Eisenhowera, 34 prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki…

A że partia BASS i Bashar al-Assad nie dostąpili tego z istoty i w konsekwencjach wątpliwego zaszczytu, to już zupełnie inna historia, choć na pewno żaden, na tyle ważki powód, by w fałszywym (sztucznym, zakłamanym) świetle medialnych jupiterów ponawiać kolejne, nieudolne próby ostatecznego dorżnięcia tego państwa  na ołtarzu euroatlantyckiego Demona kracji w wołający o pomstę do Nieba sposób zdecydowanie sprzeczny z historycznie kanoniczną zasadą politycznej skuteczności, nie wspominając o poprawności.

Tak sądzę i tym razem dodam, że jestem również tego pewien w przewidywaniu nieuniknionego koszmaru konsekwencji tej zbrodni dla jej bezpośrednich i pośrednich sprawców nie wspominając o Bogu ducha winnych narodach Francji, Wielkiej Brytanii i US (...).

czwartek, 3 stycznia 2013

Who lost Syria? ...don't blame the U.S...

...czyli  niezamierzony wpis w kontynuacji zawstydzającego widowiska:

źródło: "Newsday"

Co, powodowany franciszkańską miłością do naszych braci mniejszych, zrekapituluję tym razem tak: 

…wiemy już, wiemy… don't cry my boy, wszyscy wiemy jak trudne miałeś dzieciństwo i jak bardzo się starasz. Nie musisz się tłumaczyć. Jakoś to się ułoży, jakoś będzie…

...popatrz: znowu zabiliśmy jakiegoś Taliba:

źródło: "The Guardian"

...jutro na pewno zabijemy następnego, więc uśmiechnij się, uśmiechnij Hussein, świat nie jest taki zły, jak to się poniektórym wydaje.

niedziela, 25 listopada 2012

“State of War”, czyli "Lord of the Flies":

Prolog do drugiej części hollywoodzkiej epopei "Historia Barack Hussein Obamy II - Chata Wuja Toma nad Potomac River":

„…a bunch of old white guys standing in the way of the ascension of a young, talented, guilty-of-nothing ­African-American woman…” pisze John Heilemann na stronach “New York Magazine” w artykule zatytułowanym “State of War”.

źródło: "New York Magazine"

Wojny, którą zgodnie z obowiązującą współcześnie normą pisanych w Hollywood scenariuszy wygra oczywiście młoda Afro-Amerykanka, ponad przeciętnie utalentowana kobieta z nieuniknionym po tym wszystkim napisem: „The End”.

I tym razem nie ma innej opcji, takie są bowiem reguły tej zabawy.

:-(

piątek, 2 listopada 2012

Demon kracji zmienia Świat:

„US Looks for New Civilian Leadership in Syrian Opposition”:


źródło: "Voice of America News via You Tube"

Tak jednoznaczne zaprezentowanie w świetle medialnych jupiterów roli Stanów Zjednoczonych Ameryki w syryjskiej zbrodni przeraża i zdumiewa, ale ma też swoją dobrą stronę, jeśli w ogóle wypada w tej sytuacji o takiej mówić:

źródło: "The New York Times"

Przed Bogiem, Historią i społecznością międzynarodową, a na pewno tą, islamską, usprawiedliwi uzasadnione w tej sytuacji użycie wszelkich, dostępnych, militarnych środków znajdujących się w arsenale syryjskiej armii w chwili pojawienia się tam wojsk NATO, lub w powietrzu samolotów tej organizacji, bowiem to już w sposób oczywisty nie żadna „rewolucja”, a podła i haniebna agresja.

Wojna w wymiarze międzynarodowym i plemiennym, której sprawców znamy z imienia i nazwiska:

Barack Hussesin Obama II i Hillary Clinton w pierwszym rzędzie, reprezentujący Stany Zjednoczone Ameryki Północnej w doborowym towarzystwie bandytów politycznych wszelkiej maści, nie wspominając o  całej reszcie.

To tak obrzydliwe, że aż sobie pomyślałem, czy aby tajemnicze źródło nadwiślańskich hien cmentarnych nie nazywa się przypadkiem „Departament Stanu U.S.A.”, który na podobieństwo fundamentalistów islamskich - okazuje się - nie uprawia już dziś niczego, co można by było nazwać polityką, a działa w poczuciu misji Demona kracji właśnie równie bezwzględnie i bezprawnie, jak i tamci.

Nieprawdopodobne i bez sensu ?

Jeśli już, to nie tak do końca, jakby się wydawało, ale to już inna historia, inne opowiadanie.

:-(

sobota, 27 października 2012

Bez zbędnych pytań:

„U.S. Secretary of State Hillary Clinton is denying that an alleged Facebook post is “hard evidence” for who was responsible for last month’s attack in Benghazi, Libya, that killed four Americans…” 

źródło: "Mashable US & World"

Może to z mojej strony i przesada, ale widok amerykańskiej pani Sekretarz Stanu, uroczej skądinąd wielbicielki picia piwa „z gwinta” (dla jasności: sam tylko tak piję piwo), Hillary Clinton, kwestionującej fakty potwierdzone nie tylko wpisami na Facebooku, ale i agenturalnie też, decydowanie i nieustająco mnie zadziwia.

Tym bardziej, że wirtualna, powszechnie dostępna dokumentacja „spontanicznych” protestów islamskiej społeczności rozwścieczonej jakimś filmikiem podejrzanego pochodzenia jest jednoznaczna:

Żadne one spontaniczne, a znakomicie zorganizowane i kontrolowane, czego koronnym dowodem jest atak na ambasadę w Kairze, oczywisty przecież w swoim przebiegu dla każdego, i to nawet bez konieczności odbycia przedtem specjalistycznego kursu analityka w Langley.

A i inne też, choć może nie tak spektakularnie czytelnie piszące, jak tamta, historię, ale na pewno zupełnie inną od tej, pisanej przez panią Hillary w Washingtonie.

Co odnotowuję sobie a Muzom w nieustającym, wirtualnym monologu bez stawiania zbędnych pytań, odpowiedz na nie jest już bowiem znana.

środa, 24 października 2012

Jeśli pytają, wypada odpowiedzieć:

„…Given that the the CIA station chief in Libya determined within 24 hours of the attack that it was the work of terrorists, the question has arisen about why the White House continued claiming that the video was to blame…” 

źródło: "USA Today"

Powodowany strachem i w panice, w tym momencie bowiem zainteresowani już wiedzieli, byli pewni, że cały, taki śliczny plan, to jedna wielka klapa, jeśli nie wręcz klęska i z dwojga złego atak rozwścieczonego jakimś, głupim filmikiem (według wersji oficjalnej) tłumu wydawał się lepszym rozwiązaniem od newsów obwieszczających wyborcom amerykańskim na kilkadziesiąt dni przed wyborami, że to jacyś terroryści islamscy w Libii zaatakowali ambasadę U.S. zastrzelili agentów z którymi mieli swoje rozrachunki i doprowadzili do śmierci ambasadora ( tu na marginesie można się pokusić o stwierdzenie, że najprawdopodobniej przypadkiem ), terroryści, których już tam nie powinno być, bo przecież tyran Kadafi został zaszlachtowany i „zwyciężyła wola ludu, czyli demokracja”.

I tak można by było pisać jeszcze przez kilka akapitów, pytanie tylko po co ?

Nie ma żadnego znaczenia, kto zostanie prezydentem U.S.A. i wbrew potocznym wyobrażeniom nie zmieni to biegu historii, dziejących się już zdarzeń, do tego z przyjemnością patrzę i na panią Michelle i panią Romney, więc w czym rzecz?

Jeśli pytają, to wypada odpowiedzieć.

********
pobrane z Google+ Profile T.L.

" Secretary of State Hillary Clinton said on Wednesday that Syria could take advantage of a political vacuum in Lebanon..."

To już nie polityka, a jakaś obsesja...

Fakt, pani Asma al-Assad jest śliczna, ale żeby z tego powodu podpalać cały, Bliski Wschód, to już lekka przesada... jak na współczesne czasy.

I już nawet nie pytam, ile to będzie kosztować amerykańskiego podatnika.

I dalej:

„…and she urged Lebanese politicians to form a government free of "proxies and agents for outside forces...”

Budujące ? Nie do końca:

Od Libii, poprzez Syrię do tej deklaracji to ładne kilkadziesiąt tysięcy trupów, a to raptem werbalna deklaracja tylko...

czwartek, 4 października 2012

...co piszę z nadzieją:

Z przykrością należy stwierdzić, że ta skończenie poprawna politycznie para, pan Barack Hussein Obama II i pani Hillary Diane Rodham Clinton sprowadziła autorytet Stanów Zjednoczonych Ameryki do poziomu kiepskiego żartu kabaretowego, jeśli nie wręcz do rynsztoka:

źródło: "The Washington Post"

źródło: "The Washington Post"

Co piszę z nadzieją - lecz bez zbytniego przekonania - że już tylko może być lepiej, a w każdym razie powinno być.
:-(

środa, 3 października 2012

T.L. na stronie Google+ napisał:

„…Initially, officials said the attack was a spontaneous outburst from protests surrounding an anti-Islamic film…”

źródło: "National Journal"

A nie lepiej (i taniej) powiedzieć wprost i od razu, że była to rozpaczliwa, wręcz dziecięco głupia i naiwna, próba ratowania przed Kongresem U.S. i narodem amerykańskim wizerunku tego, tak umiłowanego zastępczo przez panią Hillary Clinton potworka dwojga imion „Arabskiej Wiosny” zdyskredytowanego i tak już przecież doszczętnie wydarzeniami w Syrii i znaczacym współuczestnictwem w niej wszelkiej maści ekstremy islamskiej ściganej po świecie z urzędu i nakazu przez instytucje U.S. do tego powołane ?

Pewnie lepiej, ale trudniej, no i zdecydowanie niepoprawne politycznie, cokolwiek ten wręcz wulgaryzm pojęciowy dziś jeszcze znaczy.

(pobrano z Google+ T.L. Page)