Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The White House. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The White House. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 czerwca 2014

...w wywiadzie udzielonym "Deutsche Welle"...

...pan prof. dr. Dieter Bingen, dyrektor "Deutsches Polen-Institut" w Darmstadt mówi *...

"...Jeśli chodzi o Rosję, to w tamtym kierunku chętnie wskazuje się palcem. Z drugiej strony nie wykluczam, że z zewnątrz, z zagranicy, także z Rosji, coś takiego byłoby możliwe. W każdym razie, można spekulować, jaki interes ma w ogóle Rosja w Europe Środkowej..."

źródło: "Gazeta pl Wiadomości"

...w dyplomatyczniej poprawności...

...która - dzięki Bogu kimkolwiek On jest - nie obowiązuje prowincjonalnego poety barowego w jego wirtualnych monologach natury nie tylko egzystencjalnej, ale i fenomenologicznej też (może i nawet przede wszystkim w nich)...

...dlatego pozwolę sobie uzupełnić komentarz pana profesora wskazaniem wprost z imienia i nazwiska również na Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, gdzie może i nie koniecznie zaraz sam lokator "The White House", ale kręgi (...) reprezentowane mniej lub bardziej jednoznacznie przez senatora McCain'a, są łatwiejsze w definicji interesu od rosyjskiej enigmy w tej kwestii...

źródło: "Z cyklu "Kto pyta, nie błądzi"..." by T.L.

...dlatego - jeśli przyjąć w dobrej wierze - że za tą prowokacją nie stoi żadna z istniejącej na pospolitej scenie politycznej partia...

...to w tej sytuacji wręcz pożądanym było by, by opozycja ograniczyła swoje reakcje na zdarzenie do więcej niż zwyczajowego minimum (...)...

...tak sądzę...

...nie inaczej, jak w wirtualnym monologu sobie a Muzom...

* ...i dalej...

DW (Deutsche Welle): Bardzo silnie zaakcentował Pan kwestię zaufania. Przecież nie tylko w polityce ważna jest zasada: kto sobie nie ufa, nie jest ostatecznie zdolny do podejmowania decyzji. Przecież, jak sam Pan powiedział, muszą istnieć miejsca, w których politycy mogliby swobodnie rozmawiać, wymieniać opinie. Wiemy przecież z doświadczeń demokracji europejskich, że objęcie tajemnicą pewnych informacji przynosi polityczne korzyści, zaś niedyskrecja jest niedocenianym zagrożeniem.

DB
 (Dieter Bingen): Absolutnie tak. Niedyskrecja, brak przestrzeni zaufania są zagrożeniami, ponieważ wtedy rozmowy mogą się odbywać tylko publicznie, bo wypracowywanie decyzji i wymiana poglądów w ogóle nie są możliwe. Od kilku lat prowadzimy dyskusję w związku z działalnością NSA i demaskatorem Edwardem Snowdenem, w której chwali się upublicznienie wszystkich akt służb wywiadowczych jako miernika demokracji i otwartości społeczeństw, co na pewno się nie stanie. Jeśli wszystko będzie upubliczniane, pozbawimy się wartości demokratycznych, praw do decydowania o naszej przestrzeni prywatnej, Wtedy będziemy żyć w realiach orwellowskiego roku "1984" do trzeciej potęgi, bo już nie będzie, jak u Orwella jednego Wielkiego Brata, lecz będą oni operowali globalnie...."

źródło: "Deutsche Welle"

sobota, 7 czerwca 2014

...post kalendarzowo stosownie weekendowy...

...przy porannym kubku kawy kropelką "Baileys'a" doprawionym:

"...John Adams* once wrote that “there never was a democracy yet that did not commit suicide..." - pisze pani Applebaum w odnotowaniu powrotu na polityczną scenę Europy partii skrajnie prawicowych...

źródło: "The Washington Post"

...cytując złowieszczo nie kogo innego, jak pierwszego lokatora "The White House" (lokatora, nie prezydenta, którym był oczywiście George Washington) o którym ówczesna plotka głosiła, że...

...ma zamiar koronować się na króla Stanów Zjednoczonych Ameryki (...)...

:-)

* drugi w kolejności prezydent U.S.

czwartek, 24 kwietnia 2014

..."according to the rules..." domykam wątek...

...cytatem z archiwum prowincjonalnych poetów barowych wziętym...

"…nie wiem, nie rozstrzygam czy Milton Friedman z premedytacją, czy może z intelektualnego zaniedbania nie zauważył zmiany pokoleniowej elit w Ameryce i jej pochodnych na świecie, adresując (nie pierwszej świeżości zresztą) koncepcję monetaryzmu nie pokoleniu wyrosłemu z ziarna „Mayflower”, nie elitom Bostonu i Filadelfii, nie pokoleniu budowniczych zapory „Hoovera” w końcu, a zdeprawowanemu poprawnością polityczną motłochowi, nuworyszom i hollywoodzkim trefnisiom nie do końca zdającym sobie sprawę z faktu i konsekwencji rzeczywistego kształtu Ziemi…

…tu czuję się zobowiązany wyjaśnić Pampersom nie obznajmionym z ekonomicznym abecadłem i ideologicznymi meandrami, że dziś nieodparty urok tej idei polega na zwolnieniu sprawujących władzę z obowiązku myślenia, obowiązku podejmowania decyzji (…) i w końcu odpowiedzialności za cokolwiek poza zobowiązaniem względem partyjnych kolesi i rodziny utrzymania się przy władzy…

źródło: "Bloger T.L." - dodane dziś do oryginalnej treści przez T.L.

…czego oczywistą konsekwencją jest pozbawienie i Ciebie, i mnie, was młodych i nas starych atrybutu obywatelskości, odarcie z godności, uprzedmiotowienie, zdegradowanie do roli towaru uczestniczącego w grze rynkowej na równi z węglem, zbożem, T-shirtami made in China, metalami szlachetnymi i odpadami wtórnymi…"

źródło: "Wordpress" - available only to members, post datowany na marzec 2011 roku

...powodowany niczym innym, jak tylko narracyjną rzetelnością...

"......zawsze jednak w przekonaniu i intencji, że Amerykanie zasługują na coś więcej, nie tylko na to, by być lupanarem globalnej wioski...

...z wszystkimi takiego stanu rzeczy konsekwencjami dla nich samych...

...i dla świata...

...co do reszty istoty tego przekazu, to już tylko czas pokaże, czy demokracja - nie tylko amerykańska - jest na tyle silna, by "cofnąć bieg zdarzeń" zabójczych dla niej...

...zdarzeń, wydaje się, nieodwracalnych."

źródło: "Blogger T.L."

...mając ku temu okazję...

"...“So we’ll leave it to others to comment on Mr. Bieber’s case, but we’re glad you care about immigration issues. Because our current system is broken. Too many employers game the system by hiring undocumented workers, and 11 million people are living in the shadows,” wrote the White House in a statement on its Web site last week.

(...)

According to the rules, “the White House may decline to address certain procurement, law enforcement, adjudicatory, or similar matters properly within the jurisdiction of federal departments or agencies, federal courts, or state and local government in its response to a petition.”

źródło: "The Washington Post"

:-(


środa, 23 października 2013

A jednak mordują*...

...tylko mniej i zgodnie z prawem:

źródło: "Gazeta Wyborcza PL"

...informowały wczoraj media prezentując ostatni raport "Amnesty International" sformułowany w oparciu o wyniki dochodzenia przeprowadzonego przez "Human Right Watch" na terenie Jemenu i Pakistanu równolegle do śledztwa "Rady Praw Człowieka ONZ"...

źródło: "Gazeta Wyborcza PL"

...na co "The White House" według agencji informacyjnych dziś odpowiada...

źródło: "dziennik pl"

...potwierdzając, że morduje, ale mniej i do tego zgodnie z prawem...

"Bezzałogowe samoloty, którymi Ameryka poluje na terrorystów, atakują zgodnie z prawem - uważa Biały Dom. Władze USA twierdzą, że liczba ofiar wśd (wśród) cywilów, podawana przez obrońców praw człowieka jest zawyżona..." - źródło: j.w.

"White House defends legality of drone attacks US says it "strongly disagrees" with Amnesty International and Human Rights Watch about legality of drone attacks..."

źródło: "Al Jazeera"

...co czyni zasadną każdą niestosowność w innej sytuacji w sposób oczywisty niedopuszczalną...

źrodło: "Google Images" - collage by T.L.

...odnotowuję w nieustającym, wirtualnym monologu sobie a Muzom powodowany w pełni już dojrzałym świadkowaniem poczynaniom administracji waszyngtońskiej  od czasów wojny wietnamskiej nie tyle, co z wyboru, a nie dających  uniknąć się okoliczności...

...w nieprzemijającej po dzień dzisiejszy, dziecięcej fascynacji generałem  McArthurem i Jego działaniami nie tylko w Japonii, ale i Korei lat 1950-51 ubiegłego wieku też...

...który wydaje się dziś być mniej rzeczywistym od króla Arthura wraz z rycerzami Okrągłego Stołu.

:-(

* " Murder is the unlawful killing, with malice aforethought, of another human, and generally this premeditated state of mind distinguishes murder from other forms of unlawful homicide (such as manslaughter)...

...The Unlawful (killing) – This distinguishes murder from killings that are done within the boundaries of law, such as an execution, justified self-defense, or the killing of enemy soldiers during a war..." - źródło  "Wikipedia"

sobota, 15 czerwca 2013

Weekendowa "Big LOL Prize" wędruje za Ocean...

...choć sama wiadomość pochodzi z Czwartku 13 Czerwca, to przez wzgląd na jej wyjątkowo zabawną treść nawet jak na możliwości waszyngtońskich komików postanowiłem ją sobie odnotować właśnie w weekend:

"...Creating even a limited buffer zone that Syrian airplanes cannot enter will be expensive, costing an estimated $50 million a day. Still, officials say that a full no-fly zone covering all of Syria would cost far more money..."

...i puenta:

"...Officials said the U.S. hopes the operation would be conducted with other allies, who could help pay for the cost of a no-fly zone."

źródło: "The Wall Street Journal

Należy tylko żałować, że tą odsłonę syryjskiego spektaklu trefnisie z "The White House" rozpoczęli od opowiedzenia starego, kiepskiego, znanego już z irackej tragikomedii dowcipu o broni chemicznej, co w sumie sprawia, że widz wychodzi z przedstawienia rozczarowany, nie wspominając o niesmaku:

"President Barack Obama authorized his administration to provide arms to rebels fighting Syrian President Bashar al-Assad, officials said Thursday, a major policy shift after the White House said it had confirmed that Damascus used chemical weapons in the country's civil war..." - źródło: "The Wall Street Journal"

:-(

środa, 24 października 2012

Jeśli pytają, wypada odpowiedzieć:

„…Given that the the CIA station chief in Libya determined within 24 hours of the attack that it was the work of terrorists, the question has arisen about why the White House continued claiming that the video was to blame…” 

źródło: "USA Today"

Powodowany strachem i w panice, w tym momencie bowiem zainteresowani już wiedzieli, byli pewni, że cały, taki śliczny plan, to jedna wielka klapa, jeśli nie wręcz klęska i z dwojga złego atak rozwścieczonego jakimś, głupim filmikiem (według wersji oficjalnej) tłumu wydawał się lepszym rozwiązaniem od newsów obwieszczających wyborcom amerykańskim na kilkadziesiąt dni przed wyborami, że to jacyś terroryści islamscy w Libii zaatakowali ambasadę U.S. zastrzelili agentów z którymi mieli swoje rozrachunki i doprowadzili do śmierci ambasadora ( tu na marginesie można się pokusić o stwierdzenie, że najprawdopodobniej przypadkiem ), terroryści, których już tam nie powinno być, bo przecież tyran Kadafi został zaszlachtowany i „zwyciężyła wola ludu, czyli demokracja”.

I tak można by było pisać jeszcze przez kilka akapitów, pytanie tylko po co ?

Nie ma żadnego znaczenia, kto zostanie prezydentem U.S.A. i wbrew potocznym wyobrażeniom nie zmieni to biegu historii, dziejących się już zdarzeń, do tego z przyjemnością patrzę i na panią Michelle i panią Romney, więc w czym rzecz?

Jeśli pytają, to wypada odpowiedzieć.

********
pobrane z Google+ Profile T.L.

" Secretary of State Hillary Clinton said on Wednesday that Syria could take advantage of a political vacuum in Lebanon..."

To już nie polityka, a jakaś obsesja...

Fakt, pani Asma al-Assad jest śliczna, ale żeby z tego powodu podpalać cały, Bliski Wschód, to już lekka przesada... jak na współczesne czasy.

I już nawet nie pytam, ile to będzie kosztować amerykańskiego podatnika.

I dalej:

„…and she urged Lebanese politicians to form a government free of "proxies and agents for outside forces...”

Budujące ? Nie do końca:

Od Libii, poprzez Syrię do tej deklaracji to ładne kilkadziesiąt tysięcy trupów, a to raptem werbalna deklaracja tylko...

czwartek, 11 października 2012

...ten nieszczęsny Obama:

„…and why his White House ( and he, as late as Sept. 25 in his United Nations address) continued to fabricate a tale in which a protest over an anti-Muslim film resulted in the deaths of the four Americans? Why does the State Department say it didn’t tie the attacks to the film?...”

źródło: "The Washington Post"

A cóż z tym wszystkim ma wspólnego ten nieszczęsny Obama ?

Przecież – jak tu i tam mówią nad ranem przy kontuarach barów – o „Libijskiej Wiośnie” facet dowiedział się od Michelle, która o tym usłyszała któregoś dnia rano w "CNN", a może w "Fox News" – na jedno wychodzi.

I czy Amerykanie wybiorą w nadchodzących wyborach Romneya, albo ponownie Obamę, to i tak niczego to nie zmieni, bowiem ostatnim prezydentem, który jeszcze mniej więcej wiedział o co tu w końcu chodzi, to był chyba Nixon.

No, może chwilami jeszcze Clinton. „Bill” oczywiście, nie Hillary.

Ale czy to można i należy wierzyć w to, co piszą poeci barowi ?

A propos poetów:

Jeśli już, to pewnie pani Jennifer Rubin miała na myśli piosenkę zespołu „Abba” tytułując swój wpis.

Tak sądzę, a jeśli jest jednak innaczej, to: I'm so sorry Jennifer, I'm sorry.

środa, 26 września 2012

Kolejne dwa wpisy z profilu wzięte:

Wpis I:

"Chrześcijanin ?

Też byłem (jestem ?) święcie przekonany, że Barack Hussein Obama II to Muzułmanin , no i na pewno nie „biały” – Panie wybacz, że zgrzeszyłem , pisząc to bluźnierstwo, ale jak tu dziś do diaska pisać o kolorach, jeśli czarny, to poprawnie „biały”, a „biały”, to z kolei obowiązkowo „głupi” – jak to pokazują bez żadnego umiaru i opamiętania od wielu już lat na filmach produkowanych w kolebce amerykańskiej cywilizacji, czyli Hollywood ?


Nie wiem."

źródło: "Gazeta pl"

Wpis II:

"“For better or for worse, all right, we have a black Muslim in the White House, okay?”

O.K. !

...no i to publicystycznie urocze "...is not actually Muslim..." - cymesik."


źródło: "The Washington Post"
:-)


środa, 15 sierpnia 2012

Wpis semantycznie uogólniony:

“…Hummoud also said that the FSA lacks a central leadership and is not in control of all the fighting units on the ground…”

źródło: "Al-Jazeera"
Co po kilkunastu już miesiącach zaangażowania w sprawę i UN, i The White House, CIA, NATO, Arab League, osobiście pana Recep Tayyip Erdoğana, Hillary Clinton i Al-Qaedy upoważnia do publicznego oskarżenia wymienionych o popełnienie z premedytacją i w zmowie bezprzykładnej zbrodni politycznej, której ofiarą jest tym razem Syria – państwo od dziesiątków lat funkcjonujące w międzynarodowej przestrzeni na – wydawało by się - równych prawach z Francją, Wielką Brytanią, Kanadą, USA.

Prawem, którego fundamentem jest nienaruszalność instytucji Państwa, Jego autorytetu i powagi bez względu na odmienności polityczne, ideologiczne i kulturowe i to nie dlatego, że tak wypada, a po prostu w swoim własnym, dobrze pojętym interesie (vide tylko pozornie nie mające związku z Syrią i Libią wydarzenia na francuskiej prowincji).

Jeśli bowiem można bezkarnie w obecności kamer zaszlachtować w rynsztoku Kadafiego i uznać publicznie Bashara Al-Assada za zbrodniarza wojennego w wojnie, którą samemu się sprowokowało, to równie dobrze można spalić Louvre albo Buckingham Palace – też pokażą te obrazki w CNN i Fox News opatrzone socjologicznie poprawnym komentarzem, żaden przecież problem znaleść dziś politycznego publicystę, eksperta, a nawet profesora, który to zgrabnie uzasadni odniesieniami do Rewolucji Francuskiej
.
*****

Coda zdecydowanie nie muzyczna, ale wręcz idealnie z wywodem współbrzmiaca:

źródło: "Business Insider"

środa, 8 sierpnia 2012

Dwie kwestie w manierze poemów barowych, czyli Sunnita w Białym Domu:

(Na marginesie syryjskiego dramatu)

Kwestia pierwsza:

Prezydent Obama, czy też Barack Hussein Obama II ?
Moim, skromnym zdaniem, zgodnie z tradycją i dobrym obyczajem, to prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki jest Barack Hussein Obama II, a nie jakiś Obama, który sam w sobie do złudzenia przypomina nie używany już zapewne sytuacyjnie na terenie US zwrot „boy”.

Kwestia druga:
Czy prezydent Barack Hussein Obama II jest w jakiejś części swojej osobowości Sunnitą ?

Photograph of Barack Obama, Sr.
with his mother, Akumu
źródło: "Wikipedia"
Oczywiście że tak:

Jego ojcem jest przecież Barack Hussein Obama, Sr. wywodzący się z etnicznej grupy  Lou, która w swojej muzułmańskiej części jest właśnie sunnicka (druga część to chrześcijanie).

Do tego, mimo zmienności zdarzeń losowych jednego i drugiego, tak ojciec, jak i syn zachowali nie bez przyczyny przecież człon „Hussein” w imieniu i nazwisku.

Dlatego w tym kontekście faktyczna współpraca Washingtonu z Al-Qaedą w zniszczeniu alawickiej Syrii jest tak skończenie naturalna, jak naturalna jest podświadoma sympatia niewierzącego i niepraktykującego - a niech by nawet i przechrzty - Żyda do narodu i państwa Izrael.

Jeśli bowiem nie, to jak ten wręcz galaktyczny absurd inaczej wytłumaczyć ?

**********
Thursday 09:25 CEST:
źródło: "Press Core"

Ile w tej, przywołanej wyżej, dosłowności racji ?

Cóż… Faktycznie w jakimś stopniu Al-Qaeda to „dziecko” CIA, a że niewydarzone?

Mnie to specjalnie nie dziwi:
Zważywszy na obowiązujące w tej instytucji preferencje seksualne nie może być przecież inaczej. W końcu akt prokreacji to nie to samo, co mieszanie nasienia z nawozem na bezkresnych równinach stanu Iowa.
:-(

wtorek, 31 lipca 2012

O pustynnej róży:

Gdzie Syria, a gdzie U.S.?

Gdzie Damaszek, a gdzie Washington ?

Ale pozostawmy na boku rozważania geograficzne.

źródło: "Foreign Policy"
Wymienianie jednym tchem zamachów z lat 40. 50 i 60. ubiegłego wieku, jakie miały miejsce w Syrii, a pomijanie milczeniem kolejnych 50 lat stabilizacji jest niczym innym, jak żenująco tandetną manipulacją adresowaną właściwie nie wiadomo do kogo poza chyba tylko autorem tekstu i pewnie lokatorami Białego Domu, bo już na pewno nawet nie do fanów hip hopu z Bronxu.

Co w połączeniu z błędną interpretacją istoty „Arabskiej Wiosny” czyni administrację amerykańską i jej europejskich partnerów wręcz pośmiewiskiem reszty Świata.

Koniec państw świeckich powstałych na zachodnio europejskim i amerykańskim fundamencie ideowym na Bliskim Wschodzie jest następstwem rozczarowania i obiektywnej oceny bezwartościowości euroatlantyckiej ofert cywilizacyjnej, a nie jakiejś wydumanej konfrontacji w tym regionie pomiędzy – w uproszczeniu – NATO, a Rosją i Chinami razem wziętych, lub z każdym z nich z osobna, ta bowiem rozgrywana jest w zupełnie innej przestrzeni i to już dziś zdecydowanie jednostronnie.

I jeśli jest tu czego żałować, to właśnie Syrii pod rządami partii BAAS i Bashara al-Assada, która do złudzenia przypominała nic innego, jak właśnie dziką, pustynną różę pewnie i nie do końca podobną swoim kuzynkom z angielskich oranżerii, ale różę równie piękną, jeśli nie piękniejszą zważywszy na klimat i warunki w jakich wyrosła.

Bo na pewno nie Stanów Zjednoczonych Ameryki, polityków brytyjskich, czy też elit politycznych Francji, co konstatuję mimo wszystko z przykrością, choć bez rozczarowania, za to z nutką nostalgii to na pewno.

sobota, 28 lipca 2012

The Syrian last episode: Interpretacje w stylu dowolnym.


„…The following is from a leaked intelligence document describing a previous Western terrorist intervention in Syria just in case any reader is so naive as to think that “our government would never do that.
źródło: "Foreign Policy Jurnal"

“In order to facilitate the action of liberative (sic) forces, …a special effort should be made to eliminate certain key individuals … [to] be accomplished early in the course of the uprising and intervention.…
“Once a political decision has been reached to proceed with internal disturbances in Syria, CIA is prepared, and SIS (MI6) will attempt to mount minor sabotage and coup de main (sic) incidents within Syria, working through contacts with individuals.… Incidents should not be concentrated in Damascus.…”

źródło: "Foreign Policy Jurnal"

Jakikolwiek komentarz zbędny. Linkowanie dostępne w indeksie "Google"
(13:50 CEST) i cytowane tylko przez wzgląd na jego amerykanskie źródło, jak i swoistą poetykę nie pozbawioną szczypty politycznej pikanterii, cokolwiek to w tej sytuacji i kontekstach znaczy.

źródło: "news google"
Swoją drogą czyż rzeczywistość nie kreuje obrazów godnych pędzla mistrza Dali, Goi a może i Boscha:
Krwawa łaźnia Aleppo w cieniu znicza olimpijskiego, paradujący na otwarciu igrzysk reprezentanci Palestyny – państwa, którego formalnie przecież właściwie nie ma i jednoczesna odmowa przez IOC należytego uczczenia mijającej właśnie 40 rocznicy mordu na olimpiadzie w Monachium dokonanego nie przez kogoś innego, jak przez Palestyńczyków, próba – pewnie w końcu skuteczna - wymuszenia na wspólnocie międzynarodowej przez Arabie Saudyjską zmiany zasad i reguł gry i co tam jeszcze ?
Starczy na dziś.
:-(