Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asma al-Assad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asma al-Assad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 sierpnia 2013

T.L. photography workshop - photojournalism without Photoshop:

"...You would never guess, from the pictures, that Syria is in the midst of a civil war that has killed 100,000 people..." - pisze Caitlin Dewey na stronie "The Washington Post"...

źródło: "The Washington Post"

...inspirując mnie tym do do niespiesznej peregrynacji przestrzeni warsztatowych dywagacji w wirtualnym monologu...

źródło: "Google Images - Michelle", "Google Images - Asma", collage by T.L.

...o niezmienności istoty zapisanego aparatem zdarzenia...

 źródło j.w.

...w każdej, etycznie dopuszczalnej kontekstowo jego warsztatowej interpretacji przeprowadzonej z dochowaniem zasady nie sięgania po wtyczki "Photoshopa".

niedziela, 28 kwietnia 2013

Damski bokser wagi muszej z politycznej drużyny U.S...

...Abdulrahman al-Rashed, "General Manager of Al Arabiya News Channel" i "internationally acclaimed journalist" przypomina na stronie swojej gazetki, że to nikt inny, jak amerykański "Vogue" zdemaskował Asmę al-Assad, która postrzegana była jako jedna z najbardziej szanowanych kobiet świata, a okazała się w szokującym odkryciu faktycznie być żoną swojego męża, Bashara Al-Assada, który porównywany jest w tym artykule do pana Kim Jong-un...

"... Vogue magazine fell for this misleading image when it chose his wife Asma as one of the most respectable women, until the magazine discovered the shocking facts that she is only a deceptive dictator's wife..."


źródło: "Al Arabya"

...na co ja powodowany alergiczną nietolerancją mieszania prywatnego życia polityków z ich działalnością publiczną w polemicznej prezentacji tej dolegliwości od ręki napiszę, że jeśli już - w konwencji Abdulrahmana al-Rasheda - to życzył bym sobie zasłużyć na porównanie własnie z Basharem al-Assadem, bo na pewno nie - broń Boże - z Obamą, Cameronem, czy też z Hollande z tej prostej przyczyny, że ten pierwszy w sposób oczywisty jest politykiem skutecznym, czego w żadnym razie nie można powiedzieć o pozostałych z dyskretnym pominięciem wartościowania walorów ich towarzyszek życia, za wyjątkiem prezentacji tego, co na to zasługuje:

źródło: "Corbis Media Desk Blog"

Z dopełnieniem cytatem...

"...W przeciwieństwie do aż nazbyt licznych "pierwszych dam" euroatlantyckiej proweniencji, które jeśli nie dopiero w pierwszym pokoleniu "posługują się przy stole nożem i widelcem", to i nadspodziewanie często trafiły na salony wprost z wybiegów, na których prezentowały swoje walory na podobieństwo rolniczych pokazów trzody..."

źródło: "rem. w konwencji “Newsweek Magazine"

...nawiązującym do informacji...

"... He (Abdulrahman al-Rashed) lived for a time in London and was educated in the United States...." (źródło: "FRONTLINE")

...wyjaśniającej wiele, ale na pewno nie usprawiedliwiającej niczego, nie zasługując przy tym nawet na pogardę, bowiem - jak mawiają: "Psy szczekają, karawana idzie dalej."

:-(

środa, 24 października 2012

Jeśli pytają, wypada odpowiedzieć:

„…Given that the the CIA station chief in Libya determined within 24 hours of the attack that it was the work of terrorists, the question has arisen about why the White House continued claiming that the video was to blame…” 

źródło: "USA Today"

Powodowany strachem i w panice, w tym momencie bowiem zainteresowani już wiedzieli, byli pewni, że cały, taki śliczny plan, to jedna wielka klapa, jeśli nie wręcz klęska i z dwojga złego atak rozwścieczonego jakimś, głupim filmikiem (według wersji oficjalnej) tłumu wydawał się lepszym rozwiązaniem od newsów obwieszczających wyborcom amerykańskim na kilkadziesiąt dni przed wyborami, że to jacyś terroryści islamscy w Libii zaatakowali ambasadę U.S. zastrzelili agentów z którymi mieli swoje rozrachunki i doprowadzili do śmierci ambasadora ( tu na marginesie można się pokusić o stwierdzenie, że najprawdopodobniej przypadkiem ), terroryści, których już tam nie powinno być, bo przecież tyran Kadafi został zaszlachtowany i „zwyciężyła wola ludu, czyli demokracja”.

I tak można by było pisać jeszcze przez kilka akapitów, pytanie tylko po co ?

Nie ma żadnego znaczenia, kto zostanie prezydentem U.S.A. i wbrew potocznym wyobrażeniom nie zmieni to biegu historii, dziejących się już zdarzeń, do tego z przyjemnością patrzę i na panią Michelle i panią Romney, więc w czym rzecz?

Jeśli pytają, to wypada odpowiedzieć.

********
pobrane z Google+ Profile T.L.

" Secretary of State Hillary Clinton said on Wednesday that Syria could take advantage of a political vacuum in Lebanon..."

To już nie polityka, a jakaś obsesja...

Fakt, pani Asma al-Assad jest śliczna, ale żeby z tego powodu podpalać cały, Bliski Wschód, to już lekka przesada... jak na współczesne czasy.

I już nawet nie pytam, ile to będzie kosztować amerykańskiego podatnika.

I dalej:

„…and she urged Lebanese politicians to form a government free of "proxies and agents for outside forces...”

Budujące ? Nie do końca:

Od Libii, poprzez Syrię do tej deklaracji to ładne kilkadziesiąt tysięcy trupów, a to raptem werbalna deklaracja tylko...

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

A mogło być tak pięknie:

Nie ma nic za darmo szanowny panie Recep Tayyip Erdoğan, a już na pewno trzeba zapłacić – i to słono – za to, by być amerykańską cheerleaderką na międzynarodowej arenie zmagań politycznych, ale nie ma co dzielić włosa na czworo: to pana wybór, choć wyznam, że odrobinę zaskakujący...

źródło: "Digital Journal"

...taki wytrawny polityk i sam się wyautował ?

Cóż, nie pierwszy i na pewno nie ostatni to raz, kiedy to niezaleczone kompleksy i uścisk dłoni Sekretarza Stanu US nie jednego sprowadziły już na polityczne manowce.

A mogło być tak pięknie:

źródło: "Google+ Recept Tayyip Erdogan Profile"

:-(

niedziela, 12 sierpnia 2012

Porozmawiajmy o kobietach:

I'm hetero!Amerykańskich, Michelle, Hillary i Joan Juliet Buck, choć tu mam mały, faktograficzny problem: nie mogę bowiem w żadnym razie napisać, że to pani Michelle (prezydent) wysłała na ulice Damaszku syryjskie dzieci.

Z czego z drugiej strony cieszę się, bo pierwsza dama Ameryki, to 100% kobieta, matka i troskliwa żona, której przyszło stawić czoła nie byle komu, jak tylko krypto partii amerykańskich homoseksualistów będących dziś faktyczną, czwartą władzą w US – jeśli nie drugą, a nawet pierwszą, bowiem tylko ktoś sprawny intelektualnie inaczej mógł wpaść na tak diaboliczny pomysł, jak ten, realizowany teraz na Bliskim Wschodzie, gdzie już raz, dawno temu, w XII wieku, wysłano na wojnę dzieci zamiast armii z oczywistym skutkiem.


źródła: "The Telegraph" i "Seraphic Secret"
Może to i staromodne, ale mieszanie do polityki żon, dzieci i powinowatych polityków uważam za niegodne, dopatrując się w tym, może i nie zawsze zasadnie, zupełnie innych motywacji od tych, głoszonych publicznie.

********

Wszystkie wojny i konflikty zbrojne są w istocie swojej tragiczne, ale w tym, syryjskim, jest coś szczególnie perwersyjno dewiacyjnego: oczywista prowokacja i kłamstwo ukoronowane prymitywnymi manipulacjami medialnymi, które ostatecznie obaliły filary społeczeństwa obywatelskiego, za jakie słusznie jeszcze „do wczoraj” należało uznawać i Reutersa i AP i gazety codzienne, tygodniki i miesięczniki nie wspominając o telewizji, w ślad za którymi poszedł i prowincjonalny półświatek pokracznego hedonizmu amerykańskiego, który, korzystając niejako z okazji, „odstrzelił” towarzysko Bogu ducha winną, jakąś J.J Buck z sobie tylko znanych powodów, bo chyba nie powodowany genetycznym antysemityzmem ?

Choć kto ich tam do końca wie...
żródło: "The Salt Lake Tribune"


poniedziałek, 30 lipca 2012

rem. w konwencji “Newsweek Magazine":

“…Surely Mrs. Assad, wherever she is, must sometimes gaze at the pictures of Muammar Gaddafi as he was dragged, bloody and disheveled, from a drainpipe, and find herself just a little out of her “comfort zone.”

źródło: "The Daily Beast"

Co można i należy skomentować tylko tak:

“Psy szczekają, karawana idzie dalej”.

- à propos psów i żon polityków z pierwszych stron gazet, to w tej konwencji wypada odnotować, że pani Asma prezentuje rasę i klasę z odpowiednim do pełnionej funkcji rodowodem, w którym nie bez znaczenia jest okoliczność, że turkusami i brylantami "bawiła się" już zapewne w kołysce.

źródło: "Corbis Media Desk Blog"

W przeciwieństwie do aż nazbyt licznych "pierwszych dam" euroatlantyckiej proweniencji, które jeśli nie dopiero w pierwszym pokoleniu "posługują się przy stole nożem i widelcem", to i nadspodziewanie często trafiły na salony wprost z wybiegów, na których prezentowały swoje walory na podobieństwo rolniczych pokazów trzody.

I była by to ich prywatna sprawa nie godna odnotowania, gdyby nie to, że odnoszę nieodparte wrażenie, jakby coś z tych zaszłości było potem czytelne w sposobie sprawowania władzy przez ich partnerów, a już szczególnie w aktualnie odgrywanym epizodzie syryjskim, nie wspominając o przekazie medialnym w tej sprawie, przypominającym do złudzenie amatorsike próby "zaklinania deszczu" przez domorosłych szamanów dla zmylenia przeciwnika i Pana Boga poprzebieranych w garnitury od Armaniego.

Co w żaden sposób nie zmieni powszechnie już znanego faktu oczywistej współpracy europejskich stolic dyplomatycznych i Washingtonu nie z kim innym, jak z Al-Kaidą, Bractwem Muzułmańskim i pomniejszymi, terrorystycznymi organizacjami świata muzułmańskiego, nie wspominając o pospolitych bandach awanturników politycznych dosłownie rabujących i mordujących obywateli Syrii z błogosławieństwem UN.

Cóż, w polityce jest trochę tak, jak w życiu prywatnym:

Każdy wybiera sobie towarzystwo, jakie uznaje za odpowiednie i w którym dobrze się czuje.