Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tuaregs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tuaregs. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 września 2014

...różnica pomiędzy ekspresją a przesadą...

...zawiera się między innymi i w tym, że ta pierwsza uplastycznia obraz, natomiast ta druga deformuje, jak ma to miejsce w prezentacji piórem pani Minnii Salami skądinąd ciekawego tematu...

"...In fact, the EU was set up in the first place to protect colonial interests. Rather than to prevent wars, as is widely believed, the idea of an European Union emerged after European powers being humiliatingly sidelined by the US and Russia following the Suez Canal crisis. The EU’s founders knew that Europe had to unite in order to remain relevant. The only thing they lacked was resources, which Africa, or rather "Eurafrica", had plenty of..." - źrodło j.n. "Al Jazeera", "The EU's 'Eurafrica' roots"

...prezentacji dopełnionej tu akurat sytuacyjnym zbiegiem okoliczności artykułem pana Pape Samba Kane...

źródło: "Al Jazeera" - "Mali: The forgotten war", "The EU's 'Eurafrica' roots"

...w którym autor nie tylko pyta pisząc między innymi...

"...As Mali fell into a media blackout, France announced it was reorganising its military presence into "Operation Barkhane". No one seems to be asking why the French are still there, how long they will stay and more importantly - doesn't their intervention constitute a form of neo-imperialism?.."

...ale i odpowiada sam sobie nie bez racji...

"...Just after "mission accomplished" was announced on "Operation Serval", Holland took a trip into the region, getting reassuring support from heads of state for his anti-terrorism campaign. The "terrorist threat" is a great opportunity for France to put its hands on West Africa again militarily, politically and, even economically. The US, of course, is in with the French, supporting them and even lending another friendly drone operation from Niger's capital.

As France is expanding its military control of the region, there are few who are objecting or ringing an alarm bell warning that the colonial "master" has come back."


...w przeoczeniu, że dziś obecność armii francuskiej w byłych koloniach Francji znajduje swoje uzasadnienie w zaproszeniu jej przez rządy poszczególnych państw...

"...In July, France signed a new defence agreement with Mali, which would allow it to maintain a considerable military presence in the country. The agreement's eleven pages of mostly general statements say that French military troops and civil servants will be allowed to stay in Mali, build military bases, operate, if needed, with Malian troops, etc., for the next five years. The five years term, as written in the document, is renewable.

With this agreement Mali has started to reverse the decolonialisation project of its first president Modibo Keïta, who made sure the last French soldier departed his country in 1961. Keita was a firm nationalist and while almost all the newly independent West African countries at that time signed defence pacts with their former "master", he only consented to an agreement on economic and cultural cooperation with France. Keita didn't allow French military bases or troops on Malian soil..."
 - źrodło j.w. "Al Jazeera" - "Mali: The forgotten war"

...w złudnej nadziei powtarzalności czasów kolonialnej stabilizacji, ładu i poczuciu bezpieczeństwa...

...nie wspominając o zachowaniu współcześnie niczym nie zagrożonej władzy...

...piszę sobie a Muzom pomijając fragmenty, które treścią w wirtualnym monologu nie tylko należny uznać za pobożne życzenia, ale nawet między bajki można włożyć...

"...Yet, the barriers for an equal partnership between the EU and African nations are not insurmountable..." - źródło j.w. "The EU's 'Eurafrica' roots"

...i to nawet nie dlatego, że...

"...Nor is this to suggest that African nations are not complicit in sub-imperialist agendas..." - źródło j.w.

...a powodów w stosowności nie tylko poprawności politycznej należnych przemilczenia...

:-(

poniedziałek, 21 lipca 2014

...to oczywiste, że nie jestem ekspertem...

...oczywiste przynajmniej dla mnie...

...czy to będzie Libia, Syria, Izrael, Iran, Afganistan, Ukraina...

...albo procedury obowiązujące w komunikacji lotniczej, o której wiedzę czerpię nie inaczej, jak miliony mnie podobnych z hollywoodzkich produkcji...

...w pewności, że akurat samoloty nie latają "sobie a Muzom", tylko ktoś (kontroler), albo coś (radiolatarnie to się chyba nazywa) prowadzi pilota do celu...

...o czym zaświadcza historia lotów MH17 nad Ukrainą, która za sprawą jednego polecenia mogła by wyglądać zupełnie inaczej...

źródło: "flightradar24" - "MH17 flight history: 2014-07-19"

...trudno bowiem uznać za poważny - nawet w moim, barowym postrzeganiu świata i dziejących się na nim zdarzeń - argument, że ktoś z kimś  wyznaczył nie tylko granice horyzontalne tego zbrojnego konfliktu, ale i też jego wertykalną przestrzeń (ponoć zagrożony był poziom do 6 tysięcy metrów, a wyżej już nie)...

...kto z kim ? - nie pytam, tak jak i nie zapytają już ofiary tych ustaleń...

...ale wydaje się, że chociaż ich bliscy powinni...

...nie inaczej, jak tylko dla spokoju ducha i czystego sumienia...

...tym bardziej, że - jak pisze pani Applebaum na stronie "The Washington Post" - tym razem większość brutalnie pozbawionych życia, to nie syryjscy Alawici, czy saharyjscy Tuaregowie, nie wspominając o bezimiennych, czarnoskórych Libijczykach z Towerga...

źródło: "Humanitarne liczenie trupów:" - post by T.L. datowany na październik 2012 roku

...a Europejczycy...

"...If it has done nothing else, the crash of Flight 17 has just put an end to the “it’s not a real war” fairy tale, both for the Russians and for the West. Tragically, this unconventional non-war war just killed 298 people, mostly Europeans..."

niedziela, 3 listopada 2013

...na wojnie nie tylko saper myli się raz:

"...We are also for dialogue. Apart from autonomy and independence, everything is negotiable within the republic," he said.(President - Mali - Ibrahim Boubacar Keita)...
źródło: "Al Jazeera"

...w kontynuacji agencyjnego przekazu:

"Arab fighters in northern Mali say they are willing to fight to the death for independence of the region, what they call Azawad (...)"...

źródło: "Al Jazeera"

..."Mohamed Vall sends this exclusive report from northern Mali." - i żyje.

Ghislaine Dupont wespół z Claude Verlon też tam byli...

źródło: "The Washington Post"

...ale są martwi do końca pewnie wierząc w swoje kompetencje i kompetencje politycznych elit Francji z panem François Hollande i Laurent Fabius na czele ...


...w zapomnieniu, że na wojnie nie tylko saper myli się raz...

...dopełnione wcale nie marginalną uwagą w tym kontekście, że po pobieżnym przeglądzie materiałów video pana Mohamed Vall wypada odnotować bez zbędnej w tych okolicznościach legitymacji wojskowego analityka któregokolwiek sztabu generalnego państwa zrzeszonego w NATO, że...

...nadspodziewanie szybko na Saharze pojawiły się dosłownie znikąd jakieś islamskie "dywizje syberyjskie Stalina" w znakomitej kondycji psychicznej i stosownym do ich możliwości uzbrojeniem zważywszy na okoliczność publicznego już odnotowania na swoim koncie przez pana Hollande w imieniu Francji militarno politycznego powodzenia policyjnej eskapady w Mali spod szyldu sikającego kota ("Opération Serval"), nie wspominając o sztandarze z dewizą "Liberté, Égalité, Fraternité..." z dyskretnym przemilczeniem "...ou la Mort" w jej oryginalnym brzmieniu...

...cokolwiek to by dziś nie znaczyło dla obywateli V Republiki.

:-(

sobota, 6 kwietnia 2013

Przecież to niedorzeczne panie Fabius:

„…"When the time comes every group, the MNLA as much as any other armed group, will have to accept being confined (to cantonments) and giving up its arms," Fabius told a press conference…” 

źródło: "France 24"

I to z każdego, możliwego punktu oglądu pana zapowiedzi żądania bowiem w tej sytuacji tam i teraz, a i "jutro" też, bezbronni Tuaredzy to martwi Tuaredzy co oczywiście może dla tych czy owych nie jest żadnym problemem ale w końcu dobrze by było gdyby koalicjanci spod szyldu Demona kracji zauważyli, że to nie tylko już Paryż, Londyn, czy też Washington, ani oni wszyscy razem wzięci, stanowią dziś o losach poszczególnych państw na świecie, czego oczywistym i niepodważalnym dowodem powinny być dla nich w tym regionie konsekwencje „Arabskiej Wiosny” jakże dalekie przecież od ich zamiarów.

Tak sądzę w weekendowym, wirtualnym monologu rozświetlonym tym razem malutką iskierką nadziei tlącą się jeszcze zbyt nieśmiało, jak na moje wyobrażenia i oczekiwania w agencyjnych komentarzach do budzących grozę wypowiedzi pozbawionych krzty zdrowego rozsądku polityków:

"...The French may have liberated northern Mali from jihadist control, but it's still a very divided, multi-ethnic country," said FRANCE 24's international affairs editor Leela Jacinto..." (źródło j.w.)

I dalej:

"We're already seen cases of a backlash against the Tuareg community because many Malians blame the Tuareg and the group MNLA in particular for sparking the crisis by declaring the independence of the north, which of course slipped into jihadist control."  (źródło j.w.)

... w ich obywatelskim wyborze:

Fakt, tu pani Huddleston ma rację…

„…That’s been going on for 50-60 years; they told the French they didn’t want to be a part of Mali and the French ignored them and made the boundaries the way they made them…” 

źródło: "Middle East Voices"

…z tym, że nie bardzo rozumiem, dlaczego…

„…Now, the Tuareg and their separatist desires are also a problem…”

…jeśli spełnienie ich oczekiwań jest oczywistym, fundamentalnym warunkiem do jakiejkolwiek stabilizacji w tym regionie, o czym każdy, ktokolwiek by to nie był, sprawujący władzę w Bamako wie i gdyby faktycznie mógł, to już dawno ten problem był by rozwiązany ku obopólnemu zadowoleniu Tuaregów i czarnych Malijczyków z południa, ale…

… jak pani Huddleston powinna z kolei dobrze wiedzieć, to nie politycy z Bamako mogli kiedykolwiek o tym decydować, co stało się tym razem między innymi powodem mojego, weekendowego rozbawienia w zaczytaniu tekstem…

„…Huddleston: Sooner or later Algeria will have to do what it takes. Algeria is responsible in that al-Qaida in the Islamic Maghreb…”

…czego istotę pominę milczeniem korzystając nadal – mimo upływu lat – z każdej, nadarzającej się okazji ku temu, by cieszyć się urokiem posiadania wspólnej, „słodkiej tajemnicy” tym razem z jakże uroczą panią, byłą ambasador USA w Mali...

źródło: "onet wiadomości"

...z mała, finalną uwagą, że Algieria nie ma tu żadnych, wiążących ją zobowiązań względem polityki uprawianej w tym regionie przez Francję i resztę państw wspólnoty euroatlantyckiej, pomijając przy tym dyplomatyczną niestosowność publicznego przypisywania jej jakichkolwiek związków z Al-Qaedą, a przez to czynienia z niej choćby tylko medialnie pośrednio współwinną konsekwencji "Arabskiej Wiosny", dziesiątków tysięcy jej libijskich i syryjskich ofar w połączeniu z kompletną destabilizacją regionu na wiele, wiele lat od wybrzeży Oceanu Atlantyckiego po Morze Czarne...

...to bowiem odnotowane już na wieki na kartach Historii pisanej z dużej litery autorskie dzieło nie kogo innego, jak prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Barack Hussein Obamy II, pani Hillary Clinton, Davida Camerona, Nicolasa Sarkozy i François Hollande pozostawiające otwartą odpowiedz na pytanie na ile "skórka warta za wyprawkę" podatnikom - w pierwszym rzędzie - USA, Wielkiej Brytanii i Francji w ich obywatelskim wyborze.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Malijski post w niezobowiązującej konwencji "Stowarzyszenia Poetów Barowych":

"...We have reached our objectives,” President François Hollande of France said in a television interview last week, pledging that a withdrawal of French troops will begin at the end of April..."


źródło: "The New York Times"

Z tym, że to nie tak do końca decyduje tam i teraz o wszystkim pan Hollande, jak się wydaje co poniektórym przy rue du Faubourg Saint Honoré 55 i jemu samemu,

"Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz" - pisał w "Słówkach" Tadeusz Boy-Żeleński, co tym razem sygnalizują na swój sposób też i inni, oceniając w miarę trzeźwo sytuację słowami pana Scotta Sayare na stronach "The New York Times"

"...But the elections will be contingent upon the security conditions in the country, and many analysts and diplomats are doubtful that they will be held as scheduled..."

...inspirując mnie do odnotowania odautorskiej interpretacji zdarzeń w niezobowiązującej konwencji "Stowarzyszenia Poetów Barowych":

Nie wiem, jak przywódcy The National Movement for the Liberation of Azawad Tuaregów, ale nowe, enigmatyczne, postbinladenowskie "CEO" w liczbie mnogiej al-Qaedy nie bezzasadnie może być zainteresowane zatrzymaniem francuskiego kontyngentu interwencyjnego w Mali jak najdłużej, do czego wystarczy przeprowadzany od czasu do czasu atak kilku, kilkunastu jihadystów na ten, czy inny prowincjonalny ośrodek administracyjny północnych terytoriów zniechęcając tym z czasem tanio i skutecznie nie tylko francuską opinię publiczną do bezrozumnego służenia euroatlantyckiemu obłędowi Demona kracji z opłakanymi skutkami dla pana François Hollande i reszty politycznych elit tej części świata.

źródło: "Siasatema com"

Ano pożyjemy, zobaczymy w zasmuceniu przekonaniem, że czegokolwiek już by nie zrobił  w tej sytuacji prezydent Francji, nie będzie to powodem do dumy i chwały pana François Hollande.

Szkoda.
:-(

(linked to "Koniec mitu szlachetnej demokracji")

poniedziałek, 18 marca 2013

...o godności człowieka nie stanowią bowiem żadne prawa, a jego postępki.

”… “No matter what we look like, where we come from, or who we are, we are all equally entitled to our human rights and dignity.”… 

źródło: "The Washington Post"

Pięknie, ale co w takim razie z Basharem al-Assadem i jego współplemieńcami, tysiącami wymordowanych przez wojska NATO Libijczykami, co z zabijanymi przez amerykańskie drony afgańskimi wieśniakami, Tuaregami ginacymi pod bombami zrzucanymi z bezpiecznej wysokości przez francuskich „podniebnych rycerzy” w służbie Demona kracji… - zapytam.

Czyżby ich śmierć miała by być swoistą rekompensatą wyrzutów sumienia jej sprawców za prawa przyznawane homoseksualistom ?

Każda interpretacja jest współcześnie zasadna, każda racja...

...bowiem to już nie Bóg – kimkolwiek On jest – i nie Rozum stanowią o świecie, a gawiedź wrzucająca głosy do urny wyborczej…

…gawiedź, której wystarczy do szczęścia widok krocza Madonny na scenie i ślina idola na twarzy w pozorze dosmaczone nic nie znaczącymi słowami dla zniewolonych dusz w rodzaju "human rights" albo "dignity"...

...o godności człowieka nie stanowią bowiem żadne prawa, a jego postępki.

Tak sądzę w nieustającym, wirtualnym monologu.

czwartek, 21 lutego 2013

Wbrew czytelnym intencjom samego Pana Boga:

Byłoby może i nawet na swój sposób zabawne, gdyby nie było tragiczne...

"...The United States, which halted direct support for the Malian military after last year's coup, could eventually resume aid if planned national elections in July fully restore democracy to the West African country..."

źródło: "Reuters"

...żal tylko, że w tym kabaretowym przedstawieniu mają też swój udział żołnierze polscy i to wbrew czytelnym intencjom samego Pana Boga - kimkolwiek On jest:

"...Mali's army has received foreign training before - several battalions that fled before the rebels last year were trained by the U.S. military and the leader of the March 22 coup, Captain Amadou Sanogo, attended training courses in the United States.

Dembele said U.S. training failed to forge cohesion among Malian units and he hoped the EU training would achieve this..."

poniedziałek, 18 lutego 2013

Z obywatelskiego obowiązku…

…żeby tym razem wszystko było od samego początku jasne:

Wbrew twierdzeniu pana ministra Tomasza Siemoniaka...

 źródło: "Gazeta Prawna pl"


...nie jest to dobra decyzja i to z wielu powodów (…), a nasza tam obecność nie tyle jest konsekwencją polityczną, co oczywistego braku kompetencji MSZ w pierwszym rzędzie i całej reszty w drugim pomijając przy tym taki choćby „drobiazg”, że faktycznie konflikt malijski, to nic innego, jak wprost pochodna dążeń wolnościowych Tuaregów, które próbuje się zohydzić obywatelom euroatlantyckiego landu opakowaniem zagrożenia terrorystycznego i obroną integralności terytorialnej postkolonialnego tworu, jakim jest Mali wymachując przy tym spranym już doszczętnie sztandarem współczesnego Demona kracji.

Tu pozwolę sobie przypomnieć panu ministrowi Obrony może nie nazbyt stosownie, że na sztandarach wiszących nie tylko w Muzeum Wojska Polskiego wypisane jest dużymi literami „ Za Naszą Wolność i Waszą”, co może dla niego i jego kolegów z towarzystwa wzajemnej i nieustającej adoracji z ulicy Wiejskiej i okolic nic nie znaczy, ale dla wielu, tu, nad Wisłą dzięki Bogu - kimkolwiek On jest - jeszcze tak i to więcej niżby się niejednemu mogło z pozoru wydawać...

...co zobowiązuje do odnotowania, że szkoląc afrykańskich oprawców Tuaregów nikt nie będzie miał do końca czystego sumienia nie wspominając o prawie do miana bohatera.

piątek, 15 lutego 2013

Saharyjska fatamorgana:

"...The Tuareg tribes that overran Mali's military with the help of Arab extremist groups aligned with al-Qaeda have long held slaves and many of the captives are from families that have been enslaved for generations.."

źródło: "USA Today"


(źródło: "The Atlantic")
Faktycznie, a i z definicji w całej jednego i drugiego wieloznaczności różnica socjologiczna pomiędzy klasycznym niewolnictwem (niewolnica Isaura) a zależnością społeczno ekonomiczną (bohater reportażu pani Gillis) jest taka sama, jak różnica pomiędzy małżeństwem homoseksualnym a heteroseksualnym, co pozwala w wirtualnym monologu z panią Clare Morgana Gillis stwierdzić, że opisywany przez nią „slaver” Mohammed Yattara z Mali nie różni się praktycznie współcześnie niczym od przysłowiowego „servanta” z przymusu ekonomicznego, J. Smitha znad Potomac River, albo Jana Kowalskiego znad Wisły.

A jeśli się już czymś różni, to tym, że John i Jan nie znają swojego „dnia ani godziny” (pani Morgana też) i w każdej chwili mogą znaleźć się w dosłownym rynsztoku społecznie zmarginalizowani, co w żadnym razie nie grozi Mohammedowi, jego dzieciom i wnukom nie wspominając już o takich subtelnościach ustrojowo cywilizacyjnych, jak ta, że można być „freelance reporter”, co brzmi ślicznie, jeśli się ma mniej niż trzydzieści lat będąc jednocześnie „slaver reporter”, co już nie jest takie atrakcyjne, jeśli się ma więcej, jak czterdzieści lat, o czym wiedzą dobrze redaktorzy i właściciele opiniotwórczych gazet i agencji informacyjnych euroatlantyckiej przestrzeni cywilizacyjnej (...)…

Tu dodam z myślą o mniej zorientowanych w temacie, że akurat wspólnota kulturowa Tuaregów nie jest współcześnie klasyfikowana ani akademicko, ani też kompetentnie publicystycznie jako godny odnotowania przykład społeczności funkcjonującej w oparciu o system niewolnictwa w przeciwieństwie do wielu państw, których przedstawiciele zasiadają w świetle medialnych jupiterów na Sali Zgromadzenia Ogólnego U.N. w uznaniu ich sytuacyjnej użyteczności, o czym może nie wiedzieć moja urocza skądinąd sąsiadka, pani Joanna, ale osoba publikująca na stronach „USA Today” to raczej powinna.

Tak sądzę w swoim starczym, naiwnym idealizmie nie tyle martwiąc się o Tuaregów, co o obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki powodowany franciszkańską miłością do naszych braci mniejszych.

środa, 6 lutego 2013

Premedytacja, czy ignorancja ?

W nieustającej wędrówce po wirtualnych manowcach śladami uwspółcześnionego Aswerusa natrafiłem na nadwiślański portal polityki międzynarodowej z deklaratywnymi aspiracjami między innymi do analizy aktualnej sytuacji na świecie, a w nim na artykuł pani Sylwii Larson w interesującym mnie ostatnio temacie przyczyn nagłej i niespodziewanej interwencji wojskowej Francji w Mali, który pozwoliłem sobie przeczytać od przysłowiowej deski do deski nie pomijając nawet zamieszczonych pod nim komentarzy, tym bardziej, że co poniektóre z nich zostały opatrzone odpowiedzią autorki, studentki stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Łódzkim, prawnika z wykształcenia, historyka z zamiłowania, interesującej się postacią Aleksandra Wielkiego i historią starożytnego Rzymu, której zainteresowania naukowe dotyczą prawa morza, piractwa i terroryzmu morskiego oraz stosunków międzynarodowych w Rogu Afryki.

źródło: "Polityka Globalna pl"

…to chyba wszystko…” kończy jedną z nich autorka, co mnie w niestosownym odruchu skłoniło do napisania, że jeśli już, to tyle, co nic w treści, za to ogrom pogardy dla tamtejszej nacji Tuaregów wyrażonej przez przemilczenie wręcz niewyobrażalny.

 źródło: "Polityka Globalna pl"

Premedytacja, czy ignorancja ?

I tu zgodnie z praktykowanym obyczajem powinienem napisać, że odpowiedz na to pytanie pozostawiam zainteresowanym, ale tym razem nie napiszę, przywołując za to w zamian przypisywane królowi Poniatowskiemu powiedzonko: „Szkoda czasu i atłasu…” nie bez odrobiny zasmucenia, ale jak zawsze z nadzieją, że kolejne kliknięcie mile mnie zaskoczy, nie wspominając o tym, że powinno zawstydzić i skłonić do milczenia.

(linked to)

wtorek, 22 stycznia 2013

"Caudillo Hollande" - fakt czy nieporozumienie?

Francja jakoś historycznie nie ma szczęścia do Afryki, a już szczególnie do Afryki Północnej i Tuaregów, których formalnie (i tylko tak, co należy podkreślić) zniewoliła właściwie dopiero w początkach XX wieku, choć geograficznie ich ojczyzna, Sahara, leży tuż za przysłowiową, francuską miedzą.

źródło: "Perfil com"

Zło wróżebnie przegrał w Egipcie Napoleon Bonaparte u progu swojego błyskotliwej kariery, a i generał De Gaulle nie wyszedł politycznie najlepiej, stawiając na złą kartę w Algierii, chociaż przecież jeden i drugi, to politycy i przywódcy nieprzeciętnej miary, przy których stawianie pana Hollande zakrawa wręcz na niestosowny żart, ale… z urzędu jest zasadne na nieszczęście dla obywateli Francji i radości homoseksualnej międzynarodówki, bowiem François Gérard Georges Nicolas, to prezydent Republiki i wódz naczelny jej armii, a to akurat na tyle dużo, by można było by pokusić się o próbę wdrapania się na karty francuskiej historii pisanej z dużej litery, czego właśnie świadkami jesteśmy otwierając coraz szerzej oczy ze zdumienia:

” It took France the better part of a year to craft a UN-backed plan for dealing with the Islamist takeover of Northern Mali that would avoid a French military intervention.

It took only a few hours to turn that project on its head.

The lightening deployment of French troops to stop an unexpected Islamist offensive left UN diplomats scrambling for answers and analysts scratching their heads…”


I dalej…

"The Algerians were saying it was possible to negotiate with them… so it was a shock to Algiers that Ansar Dine was part of the offensive."

źródło: "BBC News"

…dopełnione…

“…But Egypt, a regional powerhouse currently under the grip of Islamists, warmed that breaking the ranks with the global community could turn the vast arid zone of Sub Shara Africa into a new Afghanistan

“We do not accept at all the military intervention in Mali because that will fuel conflict in the region,” President Mohamed Mursi said Monday…” 

źródło: "Al Arabiya News"

…czyni z Francji François Hollande wręcz politycznego pariasa euroatlantyckiego landu, a i globalnej wioski też.

I nie jest w tych okolicznościach żadnym pocieszeniem świadomość, że to nie pierwszy raz w dziejach świata chore ambicje jednostki strącały w przepaść niebytu całe narody, bowiem wiedza to jedno, a emocje to zupełnie coś innego.

:-(

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Agence France Presse w służbie Republiki:

"We urge the Malian authorities, as well as the French and (West African) soldiers/authorities to do their utmost to ensure the protection of all civilians," the New York-based group said in a statement….” 

żródło: "Reuters" via "The Huffington Post"

…to, że malijscy żołnierze mordują Tuaregów na podobieństwo zbrodni ludobójstwa w Srebrnicy, tylko tu nie pod sztandarami UN i na oczach holenderskich żołnierzy United Nations Protection Force, a pod ochroną armii francuskiej i zapewne za jej cichym przyzwoleniem, to przecież już oczywiste, ale nie tak bardzo, że przy milczeniu Agence France Presse:

źrodło: "Google News search AFP Mali news" - 21 Jan. 2013 13:50 CET

Cóż, widać "służba nie drużba" - jak powiadają nad Wisłą, tym bardziej pewnie chwalebna, że w imię demokracji i Republiki...

(linked to)

Saharyjska fatamorgana, czyli mirage.fr...

Już pierwsze zdanie rozważań pana Raffaello Pantucci...

  „At this still inconclusive stage it is difficult to know exactly what the aim of the groups involved in the attack on the gas installation in Algeria was…”


źródło: "CNN"

...wydaje się być zasadną przesłanką do skreślenia kilku zdań wirtualnego monologu poety barowego z członkiem szacownego forum Królewskiego Instytutu zajmującego się problemami obrony i bezpieczeństwa, bowiem skromnym zdaniem piszącego te słowa, dziś już wiadomo na tyle dużo, by pokusić się o sformułowanie choćby wstępnej, roboczej charakterystyki tego incydentu w zasadzie bez możliwości popełnienia kardynalnego błędu:

1. atak nie ma nic wspólnego z Jihadem i al-Qaeda (…) 
- co wręcz prosi się o przywołanie jako punktu odniesienia pojęcia komunizmu i światowej walki klas zawracając w sobie poza etosem komunistycznych partii Europy również śmierć włoskiego premiera Aldo Moro, niemieckie Czerwone Brygady, maoistowską rewolucję kulturalną, zbrodnie Czerwonych Khmerów, rządy komunistów w Korei Północnej, Świetlisty Szlak i co tam jeszcze przyjdzie komu do głowy...

2. jego celem na pewno nie było wymuszenie jakiegokolwiek okupu (…)

3. wojskowa interwencja Francji w Mali jest sama w sobie na tyle medialnie spektakularna, że nie trzeba na nią zwracać dodatkowo w jakikolwiek sposób uwagi opinii światowej

4. kto odniósł natychmiastowe i jakie profity z tej tragedii nie jest żadnym sekretem wymagającym zaangażowania kadry analityków brytyjskiego MI6 do ich zdefiniowania, wystarczy czytać bieżące doniesienia światowych agencji prasowych…

…i to w zasadzie z grubsza wszystko pomijając intrygujący mnie akurat szczegół braku w doniesieniach medialnych z Mali choćby szczątkowej informacji o cywilach i ich dzieciach z tamtejszych miasteczek i wsi bombardowanych z takim zapałem i ponoć efektywnie przez francuskie lotnictwo...

źródło: "na:temat"

...do czego widać przywykłem czytając od miesięcy wszelkiego rodzaju raporty z Syrii, wiem bowiem skądinąd, że Sahara, to pustynia, ale na pewno nie bezludna, a tacy choćby Tuaredzy, to nie duchy i fatamorgana, a ludzie z krwi i kości.

żródło: "WP pl"

sobota, 19 stycznia 2013

Koniec mitu szlachetnej demokracji:

“…Pragmatism suddenly took priority over law…”

źródło: own T.L. ©

Co nie zaskakuje i nie dziwi specjalnie autora tych tekstów, ale pewnie nie jednego obywatela Francji, Brytyjczyka i Amerykanina z Five Avenue to może tak, ale…

…don't worry my friend, nie ma bowiem tego złego, co by na dobre nie wyszło:

Od dziś możesz chodzić po promenadach Paryża wzorem swoich dziadków i pradziadków z dumnie uniesioną do góry głową pana życia i śmierci Tuaregów i innych plemion Maghrebu nie wspominając syryjskich Alawitów i Algierczyków, o których losie prędzej, czy też później zadecyduje przecież ostatecznie nie kto inny, jak właśnie ty bagnetami Legii Cudzoziemskiej wespół z pustynnymi watażkami, bandami najemników i w ostateczności z samym diabłem al-Kaidy też w uświęconym celu przywrócenia należnego miejsca ojczyźnie Marianne i Dantona w globalnej wiosce, bowiem...

“François Hollande has reaffirmed France's commitment to have a special role in defense of human rights. At the same time, France's "subjective" interests cannot be overlooked -- especially when the French "post-colonial paradox" comes into play…”


źródło: "CNN"

...bez trywialnego zważania na niestosowne drobiazgi:

"...Amnesty International has documented the indiscriminate bombing of civilians, the collective punishment of the Tuareg ethnic group, which is associated with the rebellion, and even the singling out for punishment of light-skinned people who look like they might be Tuareg. France must take steps to ensure that the perpetrators of such crimes are removed from Mali’s military and are not allowed to fight alongside its troops..."

źródło: "The Boston Globe"

(...)

...A teraz, jeśli mieszkasz w Paryżu albo okolicy, naciśnij  „Esc”, zakończ połączenie z Internetem i wyjdź na ulicę, gdzie - jeśli akurat przypadkiem nie jesteś naćpany - zobaczysz to:

źródło: own T.L.

...co i ja widzę oczami poety barowego w twórczym uniesieniu.

:-(
(linked to)

poniedziałek, 2 lipca 2012

O braku wyobraźni:

Problem w tym, że i nad Potomac River, nad Tamizą, Sekwaną, w Strasburgu i Brukseli nikt poważnie nie przyjmuje do wiadomości przewidywalności nadchodzących zdarzeń zawartych w deklaracji fundamentalistów z Timbuktu:

„Hamaha said he didn't care about the impact that their actions will have on tourism. "We are against tourism. They foster debauchery," he said.”

Bowiem żaden euroatlantycki polityk nie wyobraża sobie, nie śni w najkoszmarniejszych snach, że dla prawowiernego Taurega, Libijczyka, Egipcjanina, Syryjczyka, członków królewskiej rodziny Saudów i pozostałych wyznawców Allacha jest pewnie istotą mniej godną od psa, o czym wymienieni nabrali przekonania czy to studiując na elitarnych uczelniach euroatlantyckiego landu, czy to oglądając na środku Sahary wiadomości CNN, Fox News i pozostałych kanałów dostępnych satelitarnie. LOL

(pobrane z Google+ T.L. page)



środa, 20 czerwca 2012

Jeśli tak, to dlaczego panie Fabius ?

Odnoszę wrażenie, że po ostatnich wystąpieniach pana Laurenta Fabiusa i Davida Camerona przyszła pora na zwrócenie uwagi obydwóm Jasiom globalnej polityki na co najmniej dyplomatyczną niestosowność zachowań jednego i drugiego pomijając milczeniem przez sympatię do narodów, których są reprezentantami, wątpliwy stan ich umysłów znajdujący swój wyraz w permanentnych omamach rzekomych trapiących jednego i drugiego podczas ich rozmów czy to z panem Ławrowem, czy też panem Putinem.

I nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem powszechność tej przypadłości wśród pokolenia europejskich polityków formacji „bunga-bunga” zważywszy na fakt, że nawoływanie do wojny to nie to samo, co igraszki z nieletnimi prostytutkami wszelkiej maści w świetle medialnych jupiterów i obiektywów aparatów fotograficznych prasowych podglądaczy.

Przyjmijcie zatem panowie w dobrze pojętym interesie własnym i żywotnym interesie narodów, którym nieszczęśliwym zrządzeniem losu przewodzicie do wiadomości, że euroatlantycki burdel ekonomiczno polityczny kończy się dziś akurat w tym przypadku na zachodniej granicy Syrii wypełniając pustkę po tym rozczarowaniu odbudową choćby Libii po porażającym wręcz zniszczeniu tego kraju, ktorego jesteście bezpośrednimi sprawcami wespół z nie najzdolniejszym – wbrew pozorom - uczniem iluzjonisty Davida Copperfielda.

A jak już pokryją się tam nigdy nieprzekwitającym kwieciem bezkresne gaje daktylowe i Trypolis będzie rozbrzmiewał od rana do wieczora radosnym zawołaniem „Hosanna!”, to reszta przyjdzie sama i to nie tylko w Syrii, ale i w Bangladeszu, a może – kto to wie - i dalej też.

Możecie być tego pewni.

p.s.
Swoją drogą dziwny ten współczesny, francuski socjalizm:

Gdzie nie spojrzysz, jego polityczni reprezentanci nawołują jak, nie przymierzając, jakaś skrajnie prawicowa, katakumbowa organizacja jeśli nie do otwartej wojny, to choćby interwencji zbrojnej i żeby było śmieszniej, to bez ładu i składu, bowiem nie potrafię zrozumieć, jak można za jednym zamachem wysyłać wojska do Syrii i do Mali, co pozwala sądzić, że pewnie bez odpalenia jointa nie da rady tego pojąć, no bo jakże to tak:

Syryjscy rebelianci są cacy, a saharyjscy Tuaredzy be ?

Jeśli tak, to dlaczego panie Fabius ? - pytam pozostając przy tradycyjnej secie pod małosolnego.

(Google+ T.L. page)