Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beniamin Netanyahu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beniamin Netanyahu. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 maja 2015

...w weekendowej kontynuacji odpowiedzi na pytanie...

"...Is anti-Zionism a new form of anti-Semitism?.."


...cytując panią Siobhán O'Grady...

"...Shaked will continue advocating for “building a Jewish state at the expense of building a democracy.”...

źródło: "Foreign Policy" - "The New Face of Israel’s Hard Right" by Siobhán O'Grady

...można po raz kolejny odnotować krótko i węzłowato...

...tak...

...pomijając milczeniem przy tej akurat okazji kuriozum stawiania ponad Państwem pisanym z dużej litery formy sprawowania w nim władzy (demokracja)...

...dodając marginalnie sobie a Muzom w przypomnieniu zapomnianą prawdę, że nawet okryty złą sławą komunizm zadowalał się niczym ponad...

...jak tylko doktryną internacjonalizmu (...)...

...w należytym rozróżnieniu tego, co boskie (uniwersalne), od tego, co świeckie...

niedziela, 19 kwietnia 2015

...jeśli w 2013 roku pisałem...

...przy innej nieco okazji, lecz uogólnioną istotą tożsamej z dzisiejszą...

"...w uproszczeniu sprowadzonych do pojęcia "...an issue of face and respect..." determinującego od tysiącleci współistnienie jednostek, rodzin, wspólnot regionalnych i w końcu państw bez względu na ich ustrój dziś i w przeszłości tej części świata (Dalekiego Wschodu)..."

źródło własne T.L.

...to w żadnym razie nie pisałem tak powodowany niestosownym sytuacyjnie idealizmem, a tylko - fakt, że uproszczonym publicystycznie - wnioskowaniem wywiedzionym jak i z zapisów historycznych sięgających wielu tysięcy lat wstecz, tak i samych nauk Konfucjusza w tej kwestii opisanych istotą pojęcia "shu" (między innymi dającym się streścić powiedzeniem "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe") idącym bez wątpienia w parze z sentencją Mistrza...

"Kto kieruje [tao] państwem, które ma tysiąc wozów bojowych, ten winien z szacunkiem wypełniać swoje powinności i być godnym zaufania [sin], zachować umiar i miłość ludzi..." - źródło: "Dialogi Konfucjańskie"

...a już na pewno pisałem (wypada przyznać) nie przewidując kuriozum próby wymuszenia na Japonii przez Chiny wespół z Ameryką i Europą niewczesnej pokuty w świetle medialnych jupiterów za grzechy z przeszłości rozliczone już raz przecież przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu (The International Military Tribunal for the Far East) w roku 1945...

...na - wydawało by się - tyle skutecznie, na ile za skuteczny politycznie uznany został przez możnych tego świata proces zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze...

...zhańbionych zbrodnią zaplanowanego ludobójstwa...

...którego jakby się nie chciało, to nie da się przypisać ówczesnym teoretykom i praktykom japońskiego militaryzmu imperialnego...

...winnych popełnienia grzechów będących współcześnie codzienną praktyką uprawianą z umocowań racji ideologicznych (ociekające krwią setek tysięcy niewinnych od Libii po Ukrainę wartości demokratyczne) jak i gospodarczych (tragedia egzystencjalna obywateli państw Afryki złożonych na całopalnym ołtarzu demona wolnorynkowego neoliberalizmu )...

"...Japan and the US are also divergent on historical issues. Abe's address to the US Congress has drawn wide attention. Civic organizations in both countries have strongly demanded Abe make positive gestures about Japan's wartime history. Another US ally, South Korea, is closely following Abe's speech and the US reaction, and Germany and other EU countries intend to assess what effects German Chancellor Angela Merkel's diplomatic nudge urging Japan to confront its wartime conduct has made. With so many eyes on him, Abe can hardly muddle through the speech..."

źródło: "Global Times" - "Disputes shadow Abe’s upcoming US tour" by Lü Yaodong

...co wydaje się o tyle niepraktycznie ryzykowne, że pan Shinzo Abe może pójść śladem Izraela i jego P.M. pana Beniamina Netanyahu, by uniknąć sprowadzenia Narodu pisanego z dużej litery na manowce (...)...

...nie przesądzając oczywiście tym ostatecznie o przyszłym biegu zdarzeń w tym regionie...

...ale na pewno je znaczono dolegliwie dla Chin (nie wspominając o U.S.) komplikując...

...cokolwiek to może znaczyć w weekendowym monologu prowincjusza snutym niezobowiązująco jak zawsze tylko sobie a Muzom przy kontuarze baru (...)....

:-(

środa, 30 lipca 2014

...dziś to już nie euroatlantyckie elity rozstrzygają o czymkolwiek...

...w tej akurat materii...

źródło: "The Monkey Cage", "Foreign Affairs" i "The Washington Post" - collage by T.L.

...a narody Izraela i Rosji poprzez bezprzykładne w dziejach najnowszych poparcie działań swoich przywódców...

...odnotowuję na marginesie...

"...These are only a few of the new areas for exciting political science research that seem likely to emerge – I’m sure there are many more, and that those political scientists more embedded within either the Israeli or Palestinian discourse on the conflict would pose completely different questions. New methodologies are also opening up opportunities. The Israeli-Palestinian arena is likely to remain a fertile domain for the experimental methods that are all the rage today, for analysis of the vast new sources of rich data to be found on social media, and perhaps even for considerations of international law and ethics..." - źródło j.w. "The Monkey Cage"

...działań prowadzonych do tego niejako w imieniu i interesie nie tylko własnym, ale...

...paradoksalnie również samych Palestyńczyków i Ukraińców (...)...

"... Hopefully you’ll be seeing some of these questions addressed here on the Monkey Cage, and if you happen to be a political scientist working on any of these topics, you know where to find us!" - źródło j.w. "The Monkey Cage"

...zdaniem prowincjonalnego poety barowego sobie a Muzom...


czwartek, 11 kwietnia 2013

Post w porannej niechęci do nieustannego dzielenia tego samego włosa na czworo:

„…The Muslim Brotherhood's rhetoric will forever sound acrimonious to Israeli ears, but given these two axes, Israel should know where its common interests lie…” 

źródło: "Al-Monitor"

Jeśli ktoś chciałby znaleźć odpowiedz na pytanie, gdzie należy szukać przyczyn nieustającego misterium tragedii narodowych, to powiem, że nie gdzie indziej, jak właśnie w pojęciu „definiowania interesów politycznych”, które z natury swojej i okoliczności ich podejmowania zawsze i wszędzie – poza nielicznymi wyjątkami w przeszłości i dziś - są definicjami doraźnymi i jak by tego było nie dość, to podejmowanymi w personalnym interesie nielicznych w końcu zawsze grup będących w trakcie ich ustanawiania u władzy, co jest szczególnym mankamentem ustrojów zwanych umownie „demokratycznymi” z ich procedurą kilkuletniej kadencyjności przedstawicielskiej, co zresztą w przeszłości zostało zauważone przez naszych antenatów i odnotowane w nadrzędności porządku doktrynalnego państwa nad sposobami rozwiązywania bieżących problemów.

Dlatego w tym wirtualnym monologu pozwolę sobie w swojej amatorskiej arogancji na marginesie cytowanego tekst autorstwa pana Alon Ben Davida na zakwestionowania prezentowanych w nim racji, żaden bowiem alians w ponad frakcyjnym uogólnieniu czy to z Sunnitami, czy też Szyitami nie leży w długofalowym interesie państwa Dzieci Izraela, nie rozwiązując przy tym faktycznie i skutecznie żadnego z problemów bieżących.

Na czym tym razem poprzestanę powodowany poranną niechęcią do nieustannego dzielenia tego samego włosa na czworo.

środa, 3 kwietnia 2013

„American Thinker”…

…co nie tylko w wolnym tłumaczeniu poety barowego, ale też w każdym innym możliwym znaczy „amerykański myśliciel”, czyli zgrabniej „mędrzec” z oboczną refleksją w wirtualnym monologu:

Pan Steven Simpson widać słyszał o „puszce Pandory”, co po plus minus trzystu latach bujnego rozkwitu amerykańskiej cywilizacji jest dowodem na to, że jej rozwój i dojrzewanie przebiega w miarę normalnie…

"...Yet the apology may have only opened up a Pandora's Box for Israel, ominously endangering her security, and showing how Israel's vigilance has declined over the decades..."

źródło: "American Thinker"

…w związku z czym można sądzić, że po kolejnych trzystu potomek pana Simpsona pozna faktyczną jej zawartość znajdując na dnie nic innego, jak Nadzieję (Hope), która wbrew potocznej opinii nie tylko „jest matką głupich”, ale również – a może przede wszystkim - bezcennym darem Niebios zmieniającym losy ludzi, narodów i całych kontynentów w parze z Wiarą wyprowadzając w przeszłości już nie jednego polityka z mrocznego labiryntu zwodniczych spekulacji na prostą drogę wiodącą do celu – w tym przypadku przywrócenia właściwych proporcji znaczeń w tej części świata.

(linked to "Pan Netanyahu vs. pan Erdoğan w nowej partii szachów:")

poniedziałek, 25 marca 2013

Pan Netanyahu vs. pan Erdoğan w nowej partii szachów:

"...These claims bring to mind the Hezbollah and Hamas leaders because the Turkish leaders’ words created a perception not exactly in line with reality..."

źródło: "The Jerusalem Post"

Jeśli spojrzeć na to poprzez agencyjne nagłówki, to pan Herb Keinon zasadnie wyraża swoje wątpliwości, ale patrząc na ten incydent znad kontuaru baru oczami poety możliwą wydaje się inna interpretacja:

Pan Erdoğan zaczął ostatnio tracić niespodziewanie gwałtownie dla siebie samego i dla euroatlantyckich polityków grunt pod politycznymi nogami, a tak się jakoś składa, że nie wyobrażają oni sobie życia bez niego pełni nieustającej, wbrew faktom, wiary w turecko erdoganową fatamorganę.

Natomiast dziś bez odpowiedzi w przestrzeni publicznej pozostaje pytanie, czy z kolei pan Beniamin Netanyahu wliczył w rachunek takie, a nie inne zachowania Recep Tayyipa Erdogana wiele przy tym ryzykując nie tyle interesem Izraela, co swoim własnym.

...It was clear from the beginning that Erdogan and Davutoglu would claim this as a major victory.

What is less immediately clear is why Israel has not filled the airwaves with its own interpretation of the apology..."

I tu jestem skłonny zaryzykować twierdzenie, że tak, bowiem dysponując oczywistą przewagą intelektualną nad miłośnikiem poezji Ziyi Gökalpa w tej partii bliskowschodnich szachów jest wręcz skazany na sukces, a że - jak nawet każde dziecko już przecież wie - szachy, to gra kameralna, to tym bardziej wręcz nie wypada po każdym ruchu wydawać zaraz komunikatu prasowego...

"...Robert Danin, a former diplomat and an expert at the Council on Foreign Relations, said Netanyahu's apology was a gesture of goodwill toward Obama as well as Turkey. "I think the Israelis wanted to have the president leave with a tangible diplomatic achievement, and that was it," he said..." 

źródło: "Los Angeles Times"

...zatem wypada już tylko napisać: cierpliwości... - zaryzykuję tym razem publicznie - w dalszym ciągu życząc i jednemu, i drugiemu powodzenia, bowiem każdego z nich z osobna w kategoriach politycznych cenię po równo, choć z różnych powodów i w innych konstelacjach.

(linked to)

piątek, 22 marca 2013

W marginalnym odnotowaniu szczerze życzę powodzenia:

„…In Israel, there are no illusions as to relations with Turkey…” 

źródło: "Haaretz"

Z czym należy się tylko zgodzić w marginalnym odnotowaniu.

Marginalnym ?

Ano właśnie, bowiem dziś już ani Izrael, ani Turcja - a precyzyjniej to pan Netanyahu i pan Erdoğan - ani jedno i drugie razem wzięte nie mają istotnego wpływu na bieg zdarzeń na Bliskim Wschodzie.

Mogą najwyżej ratować, co jeszcze dosłownie, a i w przenośni nie spłonęło, i to tym razem wyczerpuje konwencję wolontariatu publicystycznego w tym temacie pozostawiając już tylko miejsce na napisane od serca:

Szczerze życzę powodzenia.

(linked to)

poniedziałek, 18 lutego 2013

Aż się prosi by napisać...

...i co pan na to panie Benie White, ale napiszę nie inaczej, jak właśnie tak: "Benie White" w przekonaniu, że Bóg - kimkolwiek On jest - szczególną miłością darzy zniewolonych i to nawet tych, zniewolonych koniecznością spłaty kolejnych rat kredytu, choć w tej kwestii nie do końca się z Nim zgadzam, co mam nadzieję, i mnie zostanie wybaczone.

"...The comparison of Cameron's rhetoric on India and Britain's newest EU partners reveals how, on the surface at least, racism is so often influenced by economics..."

źródło: "The Guardian"

Dlatego już tylko dla porządku w kontynuacji wirtualnego monologu o "rasizmie i hipokryzji" odnotowuję:

Czyżby pan PM David Cameron był jednym i drugim ?

Moim zdaniem nie, natomiast zdaniem absolwentów Cambridge University pewnie tak...

...ale współcześnie i tego tak do końca nie można być pewnym, bowiem prawdopodobnie i oni według tylko sobie znanych kryteriów rozróżniają pana Camerona od pana Beniamina Netanyahu, a żeby było kompetentniej, to jestem gotów nawet o to się założyć nie ryzykując wiele sądząc po tym, co piszą i sygnują własnymi nazwiskami.

piątek, 11 stycznia 2013

"I Have a Dream":

Fakt:

"...Of the five Israeli leaders examined [Rabin, Peres, Netanyahu, Barak, Sharon], Netanyahu’s policies with regards to the prevention and deterrence of terrorism...were the most effective..." 

źródło: "The Jerusalem Post"

W przeciwieństwie do snu Martina Luthera Kinga, który przepoczwarzył się po latach w nic więcej, jak tylko rojenia na jawie, co mimo najlepszych chęci trudno uznać za fakt, fakt polityczny, obywatelski, społeczny w końcu w jego państwowo twórczo konstruktywnym znaczeniu, bowiem czymże innym jest stawianie lęku (pana Obamy i Jego zespołu) przed homoseksualistami ponad darem Ducha Świętego Bojaźni Bożej ? - odniesienie do incydentu z pastorem Louie Giglio:

źródło: "The New York Times"

Rojeniem właśnie, koszmarem czyniącym sny, marzenia, myśli, słowa i śmierć pastora M.L.Kinga nic nie znaczącym fragmentem wodewilowej tragifarsy odgrywanej współcześnie nad Potomac River:


sobota, 22 grudnia 2012

...jak uczy Historia:

"..."I don't care what the United Nations says," Netanyahu declared..."

źródło: "Press TV"

Świadomy pozornej niestosowności wypowiedzi pana premiera Beniamina Netanyahu w konfrontacji z współcześnie obowiązującymi standardami intelektualnymi poprawności Demona kracji na politycznych salonach znad Potomac River, Tamizy i Sekwany z nie do końca jasnym rodowodem niejako z obowiązku dochowania spójności narracyjnej publikowanych w temacie wpisów odnotuję swoją ocenę jej wagi i jakości: 

Właśnie tak, a nie inaczej wyobrażam sobie stosowną do okoliczności wypowiedz Męża Stanu pisanego z dużej litery w przekonaniu równym pewności jej aprobaty także przez obywateli Izraela pozbawionymi dziś już w sposób oczywisty jakichkolwiek innych możliwości wyboru, co o tyle jest racjonalne, na ile można i należy przyjąć praktycznie do wiadomości, że nie tylko bieguny gospodarcze współczesnego świata uległy radykalnemu przesunięciu, ale i definicja dopuszczalnych sposobów obrony żywotnych interesów politycznych poszczególnych państw, w tym w szczególny sposób właśnie Izraela również.

I tylko wypada wyrazić ubolewanie, że polityczne elity USA, Wielkiej Brytanii, Francji i ich pomniejszych satelitów niepomne nauk historii Ligi Narodów zmierzają równie ochoczo i beztrosko jak ona nad skraj przepaści w złudnym przekonaniu, że nic dwa razy się nie zdarza z odautorskim uzupełnieniem  że z dosłownym powtórzeniem, to i owszem, ale w skutkach to już zdecydowanie tak - jak uczy Historia.

czwartek, 20 grudnia 2012

...before it is too late:

"…For the first time al Qaeda is within striking distance of Israel,.." 

źródło: "The Daily Beast" by Dov Waxman

Co, zdaniem prowincjonalnego poety barowego, okaże się z czasem kłopotliwe nie tyle dla Izraela, a dla al-Qeda właśnie przy spełnieniu warunku nadrzędności idei państwa Israel nad kuriozum współczesnego neoliberalizmu demokratycznego z amerykańskim rodowodem (choć po prawdzie należało by zgodnie z faktami napisać „z hollywoodzkim rodowodem”)...

 źródło: "Reuters"

...dlatego nie o tym będzie, a o tym, że przesądzona już obecność al-Qaeda w Syrii (…), przybliża ją również w oczywisty sposób do granic Europy, a szczególnie Francji , Wielkiej Brytanii, Niemiec, Italii i pozostałych państw tego kontynentu zamieszkiwanych przez wielomilionowe społeczności muzułmańskie z potencjalnymi konsekwencjami tego faktu determinowanymi wyborem natury zachowań elit politycznych zadeklarowanymi już przecież uznaniem politycznego partnerstwa organizacji Hamas ku uciesze przywódców światowego Jihadu.

Wypada bowiem dziś brać pod uwagę w optymistycznym wariancie współudział choćby przedstawicieli terrorystów świętej wojny w sprawowaniu władzy po (jeszcze nie dokonanym skutecznie i ostatecznie) odsunięciu od władzy Bashara al-Assad i partii BASS.

Optymistycznym, co nie znaczy, że faktycznym zważywszy na precedens Palestyny i sprawującej tam niepodzielne rządy organizacji spod znaku Hamas z woli ludu i aprobacie politycznych pomyleńców znad Potomac River, Tamizy i Sekwany, czyli demokratycznego wyboru na podobieństwo historycznego prawzoru dojścia do władzy Hitlera w 1933 roku.

Demokracja to bowiem w teorii i dobrej praktyce nie Demon kracji, a już na pewno nie Demon kompletnie zidiociały. 

Tak sądzę w oczekiwaniu przewidywalnych zdarzeń z braku ciekawszych zajęć bez ochoty nawet do podjęcia wirtualnego monologu[!] z panem Peterem Beinart i jego pracą pod  maistreamowym współcześnie w amerykanskiej przestrzeni informacyjnej tytułem "The Crisis of Zionism", wystarczy bowiem sama zajawka, by sobie to darować:

"Israel's next great crisis may come not with the Palestinians or Iran but with young American Jews

A dramatic shift is taking place in Israel and America. In Israel, the deepening occupation of the West Bank is putting Israeli democracy at risk. In the United States, the refusal of major Jewish organizations to defend democracy in the Jewish state is alienating many young liberal Jews from Zionism itself. In the next generation, the liberal Zionist dream—the dream of a state that safeguards the Jewish people and cherishes democratic ideals—may die.

In The Crisis of Zionism, Peter Beinart lays out in chilling detail the looming danger to Israeli democracy and the American Jewish establishment's refusal to confront it. And he offers a fascinating, groundbreaking portrait of the two leaders at the center of the crisis: Barack Obama, America's first "Jewish president," a man steeped in the liberalism he learned from his many Jewish friends and mentors in Chicago; and Benjamin Netanyahu, the Israeli prime minister who considers liberalism the Jewish people's special curse. These two men embody fundamentally different visions not just of American and Israeli national interests but of the mission of the Jewish people itself.

Beinart concludes with provocative proposals for how the relationship between American Jews and Israel must change, and with an eloquent and moving appeal for American Jews to defend the dream of a democratic Jewish state before it is too late." żrodło: "Amazon Book Descryption"

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Believe me Beniamin:

Gdyby pani Golda Meir żyła, to – jeśli uznała by to za zgodne z interesem Izraela – zrównała by z ziemią irańskie instalacje nuklearne, o czym po fakcie dopiero pisały by gazety całego świata, a nie odwrotnie szanowny panie Beniaminie Netanyahu, co jest zasadną przesłanką do wyrażonych w poprzednim wpisie, moich wątpliwościach odnośnie kompetencji współczesnych elit politycznych Izraela.
źródło: "NBC News"
W związku z czym pozwolę sobie na osobistą uwagę:

Jak sobie sami nie pomożecie, to nikt Wam nie pomoże; believe me Beniamin.

Tu na marginesie:

żródło: "Reuters"
Tą akurat kwestię przemyślał bym jeszcze raz będąc na pana miejscu, co piszę dziękując Bogu, kimkolwiek On jest, że na nim nie jestem.