Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gay marriage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gay marriage. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 maja 2013

Dominique Venner in memoriam...

źródło: "Eurocontinentalism Journal"

"PARIS - An 78-year-old French far-right activist committed suicide at the altar of the Notre Dame cathedral on Tuesday by shooting himself in the mouth, three days after a law legalising same-sex marriage came into effect." (źródło: "Toronto Sun")

sobota, 18 maja 2013

"Lord of the Flies" François Hollande oznajmił:

"...He said: "I have taken [the decision]; now it is time to respect the law of the Republic."

źródło: "BBC News"

...obwieszczając tym "Urbi et Orbi" w swoim zawstydzającym poetę barowego infantylizmie "Władcy Much" wolę politycznego aroganta...

...i jak by tego było nie dość, to nie stawiając przy tym w oczywisty sposób przysłowiowej "kropki nad i", bowiem żadne prawo stanowione nie zawiera w sobie mocy władnej z chwilą jego ustanowienia, by heteroseksualna wspólnota uznała homoseksualne i lesbijskie związki małżeńskie za równorzędne swoim, a przecież w sercach i umysłach emocjonalnie i seksualnie sprawnych inaczej w istocie o to właśnie chodzi:

Chcą być poważani faktycznie, a nie formalnie i mają w tych oczekiwaniach rację, bowiem cóż z tego, że pierwszy Afroamerykanin, Barack Hussein Obama II został zgodnie z prawem i oczekiwaniami swojego elektoratu prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki ?..

Ano nic: Jest i nic poza tym, choć na pewno myślał przysięgając na dwie Biblie, że będzie inaczej:

"...Kolejna kadencja Baracka Obamy, to kontynuacja jego izolacji z wyboru i okoliczności, ucieczka przed rzeczywistością w krainę rojeń o swoich szczególnych właściwościach z chybionymi odwołaniami do mirażu nic nie znaczącego (...) elektoratu..." (źródło: "Czarno widzę w Białym Domu")


środa, 24 kwietnia 2013

From Boston to Damascus up to Afghanistan via Dallas, czyli wpis w kontynuacji...

"As the FBI reels from its bungled Boston bombing case, where the suspects turned out to have been contacted and perhaps monitored (even directed) by the FBI up to 2 years prior to the attacks, the Chicago Tribune has now reported of yet another bizarre FBI entrapment case hyped as a "foiled" would-be terrorist..."

źródło: "Press TV"

"...That the FBI is arresting entrapped patsies attempting to join al-Nusra in a conflict intentionally perpetuated by the West, while the US State Department and Pentagon openly provide real material aid to the very same foreign terrorists, illustrates the unhinged nature of American domestic and foreign policy. It also depicts a nation out of control, orchestrating an increasingly complex and dangerous militant threat that is creating and inspiring real human suffering, from Boston to Damascus." (źródło j.w.)

I żeby było jasne:

Każdy, kolejny post z tożsamą treścią publikuję w zasmuceniu i zawstydzeniu stojąc nad grobem nie tyle swoim, bo to przecież naturalna, nieunikniona kolej rzeczy, a nad narami, na których leży konające w konwulsjach dzieło dziesiątków, jeśli nie setek albo i więcej pokoleń zwane potocznie kręgiem euroatlantyckiej cywilizacji nie znajdując, mimo nieustających zachęt, pocieszenia w tym, że to ponoć nie pogrzeb, a wesele jednopłciowej pary połączonej sakramentem małżeńskim...

źródło: "The Independent"
:-(


czwartek, 11 kwietnia 2013

... z pominięciem zbędnie nazbyt ekspresyjnego tytułu:

Powtarzane w nieskończoność w pozorze obyczajowego dialogu słowo "homofob" poczytuję już dziś sobie za publiczne naruszenie mojej obywatelskiej godności w przekonaniu, że tak samo niebezpodstawnie odbierane jest przez miliony innych, wśród których każdy, na sobie dostępny sposób, ten sprzeciw wyraża:

Jeden pisząc, inny manifestując na ulicach, a jeszcze inny walący rozbestwionego uzurpacyjnie geja na odlew po pysku, dlatego z zażenowaniem, a jednak stwierdzam; nie potrafię już dziś współczuć tym osobnikom nawet w sytuacjach dla nich skrajnych...

"Wilfred de Bruijn's face is bloated, seeped in blood, his bruised right eye shut tight, his tooth broken -- the victim of a brutal attack in Paris while he was "walking arm in arm" with his boyfriend..."

źródło: "Global Post"

...rozgrzeszony przed Bogiem - kimkolwiek On jest - i Historią pisaną z dużej litery oczywistością faktów:

"…oto społeczność widząc istotne dla niej komplikacje powodowane nieuregulowaną kwestią majątkową związków homoseksualnych, postanowiła w tej materii zrównać prawa dewiantów z prawami reszty obywateli, co zostało skrupulatnie wykorzystane przez onych w bezpardonowej manipulacji mentalnej, skutkującej w końcu absurdalnymi sytuacjami..." (źródło: "Wordpress" post z Lutego 2009 roku)

Faktów zobowiązujących w końcu do wskazywania palcem w konwencji poetyki barowej znanych od dawna zainteresowanym faktycznych sprawców tej zbędnej konfrontacji, której finał będzie w nieunikniony sposób bolesny dla obu stron bez rozsądzania, która z nich bardziej ucierpi, czemu niech posłuży przywołanie cytatem tekstu z Lipca 2010 roku w jego oryginalnym brzmieniu z pominięciem zbędnie nazbyt ekspresyjnego tytułu:

(...)

"Można oczywiście przyjąć za zbieg okoliczności fakt utraty pozycji niekwestionowanego lidera w świecie przez USA z kreowanym od lat wizerunkiem w szeroko pojmowanych mediach inteligentnego przywódcy Murzyna w konfrontacji z gamoniowatym Białasem, z czym się zapewne zgodzą spece od marketingu „Max Factora”, „Amwaya” i reszty stada wolnorynkowych szakali śniących o odkryciu kolejnej „Terra Incognita”, albo – jeszcze lepiej – jakiejś „Terra nullius” jaką jest – moim zdaniem – dla nich homoseksualny półświatek i co faktycznie znajduje potwierdzenie w różnego rodzaju badaniach rynku, jego potencjału i perspektyw, z tym że…

Naturalna skłonność dewiantów do życia na ponad przeciętnej stopie mogła być dotychczas efektywnie realizowana na bazie swoistego modusu ustanowionego tysiącami lat praktyki podporządkowanej nadrzędnemu celowi bezpieczeństwa rodziny, plemienia, narodu, w końcu państwa.

Społeczeństwa przez wieki starały się nie zauważać aż nazbyt oczywistej „korporacyjności” środowiska, ceniąc sobie bardziej w ostatecznym rozrachunku wysokiej jakości wartość dodaną, jaką homoseksualiści wnosili do wspólnego domu…

Inaczej rzeczy będą się miały w czasach cywilizacyjnej konfrontacji, czego skromnym przykładem jest historyjka opowiedziana w poprzednim wpisie, w której to godna wyeksponowania jest reakcja możnych tego świata
(w USA[!] dopisek T.L.), którzy na stopie towarzyskiej okazali ofierze wiele serca, lecz w przestrzeni wpływów i możliwości nie kiwnęli nawet małym palcem, dlatego łatwo można przewidzieć skutki tego, w dosłownym sensie, samobójczego w swojej istocie czynu, jakim jest próba wymuszenia społecznej afirmacji homoseksualizmu i innych seksualnych dewiacji, bowiem biedny i pozbawiony wpływów pedał, to tylko żałosna parówa lub popapraniec kręcący się w okolicy miejskich szaletów…" (źródło "Wordpress")

Z niezbędnym dopowiedzeniem nie do zakwestionowania przez nikogo okoliczności polaryzacji samego środowiska seksualnie sprawnych inaczej, gdzie z jednej strony dziś mamy tradycyjnie godnych szacunku i uznania homoseksualistów dalekich od upubliczniania swojej intymnej strony życia, a drugiej rozwydrzoną watahę ciot w mainstreamowej poprawności politycznej gejami zwanych, którym złudnie wydaje się że chronieni paragrafem ustawy i konstytucyjnym zapisem będą mogli bezkarnie hasać z gołymi tyłkami po promenadach europejskich stolic, igrać z sakramentem małżeństwa organizować wykłady na uniwersytetach i uczyć dzieci w szkołach splugawionych duchową deprawacją nowych treści zawartych w przyświecającej dziesiątkom minionych pokoleń dewizie "Liberté, égalité, fraternité" ("...And the sheer scale of opposition in a country governed by the motto "freedom, equality, fraternity" has surprised more than one..." - źródło: "Global Post"), w imię której tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy, albo i miliony złożyło na ołtarzu europejskich ojczyzn własne życie.

I oczywiście będą mogli, ale z nieprzemijającym aż do znudzenia poczuciem narażania na szwank swojej cielesności - oby tylko jej, czego im z dwojga złego możliwego życzę, co należało brać pod uwagę wypowiadając obywatelom Europy bezpardonową, cywilizacyjno obyczajową wojnę.

post scriptum:

"...Elizabeth Ronzier, head of SOS homophobie, said there had been a 30 percent rise in reports of homophobic and transphobic assaults last year compared to 2011, with a marked surge when debate began in the autumn.

"And in the two months to the end of February this year, we received the same amount of testimonies that we would normally get over a period of six months," she said..." (źródło: "Global Post")

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Czytane na klozecie:

Praktykując tą fizjologiczną czynność regularnie od dziesiątków lat mogę dziś autorytatywnie stwierdzić, że trudno jest podczas wypróżniania pisać, nawet poemy barowe, ale czytać można, wręcz należy, jeśli ktoś poszukuje subtelnej przyjemności z jakichś powodów nie zdefiniowanej jeszcze akademicko w żadnej dysertacji doktoranckiej, czy też w jakikolwiek inny sposób, choć znam takich, którzy łączą ten nawyk z prowadzoną intensywnie przed laty akcją walki z analfabetyzmem antenatów współcześnie nam panujących, nadwiślańskich elit, co czasami okazuje się prawdopodobnie możliwe:

„…Gra idzie o zmianę mentalności naszego społeczeństwa (...) to przebiega powoli, krok po kroku, ale na szczęście jest coraz lepiej. Ja postaram się przekonać swojego ojca. Niech inni przekonują w swoich rodzinach…”* – mówi euro poseł, Jarosław Wałęsa, a ja się pytam do czego ?

Bo na pewno nie do tego, co jest oczywiste:

„…czyli możliwości, która daje parom homoseksualnym prawa podobne jak w małżeństwie, np. dziedziczenie czy status osoby bliskiej na wypadek choroby czy pobytu partnera w szpitalu…”* 

…jak w małżeństwie…” proszę bardzo, jak najbardziej, w końcu brawo, ale na pewno nie „…w małżeńskim sakramencie…”, szkole i przedszkolu, co piszę bez wewnętrznego przymusu przypominania komukolwiek o niezbędności funkcjonowania konfucjańskiej zasady odpowiednich nazw w życiu społecznym, politycznym, a i kodeksowym też, bowiem dla kogoś, kto chce mnie do czegoś przekonać powinno to być oczywiste, choć niekoniecznie zaraz i z wymogiem rozeznania, kto to taki, ten Konfucjusz, bowiem wiem skądinąd, że ten wyuzdany wręcz, hedonistyczny luksus intelektualny nie jest dziś już dostępny nawet pierwszym z dziesięciu najbogatszych Polaków z listy "Forbesa"**, a cóż dopiero europosłowi z jego w tym porównaniu jakże skromnym uposażeniem.

* w nawiązaniu do artykułu z "Gazety Trójmiasto" datowanej na 5 Kwietnia 2013 roku "Wałęsa: Smutny nie jestem, rozumiem wszystko, co się dzieje" skąd pochodzą przywołane cytaty.
** licentia poetica (...)

wtorek, 2 kwietnia 2013

...“on the wrong side of history”...

„As the Supreme Court weighed arguments over California’s Proposition 8 and the federal Defense of Marriage Act last week, the cultural and political momentum in favor of same-sex civil marriage was extraordinary. One after another, prominent Democrats who had been reluctant to endorse same-sex civil marriage switched their positions, recognizing that they were in grave danger of being “on the wrong side of history” (a phrase we’re hearing a lot lately). Some of the reversals have been surprising only because they’ve come so late, as in the case of Hillary Clinton. Others, like Senators Jon Tester and Kay Hagan, were surprising because they represent states, Montana and North Carolina, where same-sex unions aren’t recognized…” 

źrodło: "Reuters"

I dalej…

“…Assuming the Supreme Court doesn’t decide to invalidate the laws of the 37 states that limit civil marriage to opposite-sex couples, 31 of which have constitutional amendments to that effect, this debate will go on for many years…”

…poprzestając na tym, by nie zostać posądzonym o nadużycie prawa do cytatu, choć opinia pana Reihan Salam'a sygnowana przez agencję "Reuters" jest warta każdego nadużycia:

“…A number of conservatives, myself included, have argued that the right needs to shift from opposing same-sex civil marriage to focusing on the broader erosion of marriage, particularly among working- and middle-class Americans. Over the past half-century the share of 18- to 29-year-olds who are married has fallen from 60 percent to 20 percent. This wouldn’t be much of a problem if young adults were delaying child-rearing until after marriage, as is true among college-educated Americans. But the out-of-wedlock birthrate now stands at 41 percent…”

Domknięte odautorskim suplementem T.L. przypominającym zagubionym w medialnej fatamorganie politycznej poprawności, mgle mainstreamu i wyścigu "do koryta", że Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, to nie cały świat, jak jest w tytule.

Dziś bowiem na innych kontynentach już mało kogo obchodzą zdarzenia znad Potomac River w słusznym przekonaniu, że każde z nich z osobna i wszystkie razem w kupie wzięte nie są warte przysłowiowego „funta kłaków”, co odnotowuję już nawet nie w wirtualnym monologu, a tylko z pamiętnikarskiej rzetelności, jednak nie bez nutki żalu - tak sądzę - również wartego odnotowania.

(linked to "W wirtualnej "przyjemności" z dwiema naraz:")

W wirtualnej "przyjemności" z dwiema naraz:

„…Agnieszka Holland: Normalność to pojęcie względne…” 

źródło: "Newsweek pl" z 15 Lutego 2013 roku

Z czym należy tylko się zgodzić…

…ale zaraz dalej w jednym ciągu, to już jest od razu „pod homoseksualną mentalnie górkę”:

„…Kasia Adamik: Człowiek ma wrażenie, że żyje sobie normalnie w normalnym kraju, ale nagle się okazuje, że normalność znaczy dla posła Hofmana zupełnie coś innego niż dla nas…”

No i co z tego, i gdzie tu problem ? – zapytam – przecież to pojęcie względne, jak trafnie rozstrzyga pani Holland, czyli nie ustalone, a już na pewno nie obowiązujące i zobowiązujące, dlatego nie bardzo rozumiem, dlaczego zaraz dalej w tekście po pośle Hofmanie również kilkuset naukowców z Poznania dla których nienormalny jest na przykład homoseksualizm według Holland pozbawionych jest rozumu i szacunku do drugiego człowieka i to nie z przesłanki względności pojęcia normalności, a ze strachu i to do tego atawistycznego.

I tak dalej, i tym podobne w pomieszaniu z poplątaniem przez bite pięć wirtualnych stron rozmowy sygnowanej przez "Newsweek pl" będącej niczym innym, jak wręcz podręcznikowym przykładem definicji przysłowiowego „pedalskiego gadania”, czyli homoseksualnych bredni w nieustającej, rozbestwionej brakiem jednoznacznie i ostatecznie wytyczonych granic obyczajowej agresji…

„…Ten strach jest irracjonalny, a wynika z uparcie powtarzanej od lat przez różne prawicowe gremia tezy, że jeżeli damy homoseksualistom palec, to oni będą chcieli rękę…”

„…Kasia Adamik: Mam wielu przyjaciół, którzy podpisali PACS (obowiązująca już w praktyce ustawa o związkach partnerskich), bo z różnych względów nie chcieli zawrzeć małżeństwa. Nikt się temu nie dziwił, nikt nie kwestionował ich prawa do takiej decyzji. 

Teraz z kolei trwa we Francji debata na temat małżeństw homoseksualnych, której towarzyszą ogromne emocje…” (…) „…a spór dotyczy nie samego małżeństwa, lecz prawa do adopcji…”

…do ostatniej kropki:

„…Drzewo życia wydaje różne owoce i te owoce mają prawo dojrzewać. (mówi Agnieszka Holland)

Kasia Adamik: Dokładnie tak.”

Za co tylko dziękować Bogu – kimkolwiek On jest – bowiem jak już każde dziecko w przedszkolu wie, chore i robaczywe spadają same długo przed czasem sacrum Święta Plonów, co już tylko wypada uzupełnić graficzną prezentacją skali "odpadów" w ujęciu statystycznym w nawiązaniu do mantry pani Agnieszki Holland w tej kwestii: "...na całym niemal świecie..." - w domyśle poza Polską:

szacunkowa wielkość populacji GLBT w skali świata wliczając w to - bez urazy - homoseksualnych Innuitów,  Aborygenów i członków plemion dorzecza Amazonki (~4% z 7 miliardów)


szacunkowa wielkość populacji GLBT w skali EU, USA (~4% z +- 818 milionów)


szacunkowa wielkość ludność w skali świata żyjącej w państwach, w których obowiązuje jakiekolwiek prawo sankcjonujące społeczno kulturową użyteczność wspólnoty GLBT w przestrzeni obywatelskiej     (853 miliony w EU, USA i Kanadzie vs. 7 miliardów)

źródło wszystkich trzech własne T.L. bez aspiracji do statystycznej precyzji, tym bardziej, że milion w tą, czy tamtą stronę nie zmienia w sposób znaczący optycznego wrażenia

(linked to "Isabel Gómez pyta, ja odpowiadam:")

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Isabel Gómez pyta, ja odpowiadam:

"...Ile jeszcze lat musi upłynąć, by fanatycy przyjęli do wiadomości, że my, geje i lesbijki, mamy dzieci..." - pyta Isabel Gómez, rzeczniczka hiszpańskiej federacji gejów, lesbijek i transseksualistów.

źródło: "Gazeta Wyborcza pl"

Co najmniej tysiąc jeśli nie więcej - odpowiadam, i to pod warunkiem, że "milcząca większość" wytrwa tak długo w zakłamanym osłupieniu rezygnacji z własnych przekonań...

"...Gdyby 75 proc. Hiszpanów, którzy mienią się katolikami, postępowało zgodnie ze swoimi przekonaniami, takie ustawy [jak o małżeństwach homoseksualnych] nigdy nie zostałyby uchwalone - stwierdził Fernández Diaz..."

...w co należy wątpić z oczywistej przesłanki wrodzonej "wady genetycznej" dziedziczonej po polityczno administracyjnej procedurze sakralizacji homoseksualnej odmienności stanowiącej niejako z urzędu o jej nieuchronności (inevitable), ale w żadnym przypadku o jej trwałości...

“...I believe that marriage should be between a man and a woman,” he said, UPI quoted. “I still hold to the traditional definition of marriage.” (mówi Sen. Jeff Flake)

źródło: "The Washington Times"

...a jeśli już, to własnie jako naturalny zamiennik homoseksualisty za Żyda, czego - jak uczy Historia pisana z dużej litery - nie wypada i nie należy nikomu życzyć, nawet tym, seksualnie sprawnym inaczej w swoim rozbestwieniu próbującymi przebudować fundamenty Prawa Naturalnego chybionym w tym przypadku narzędziem prawa stanowionego.

"...Mr. Stephanopoulos asked Cardinal Dolan what he could say to gay men and lesbians who felt excluded from the church.

“Well, the first thing I’d say to them is: ‘I love you, too. And God loves you. And you are made in God’s image and likeness. And — and we — we want your happiness. But — and you’re entitled to friendship,’ ” Cardinal Dolan said. “But we also know that God has told us that the way to happiness, that — especially when it comes to sexual love — that is intended only for a man and woman in marriage, where children can come about naturally.”

He gave a similar answer on “Face the Nation” when Mr. Schieffer questioned him about whether the church would embrace more liberal teachings as public opinion shifts..."
(źródło: "The New York Times")

poniedziałek, 25 marca 2013

W obywatelskiej powinności…

…wykazania niestosowności zachowań pospolitych neo elit uformowanych z odpadów po bywszym PRLu odnotowuję zdarzenie mające miejsce wczoraj w Paryżu poprzestając tylko na przywołaniu wiadomości agencyjnej PAP w tej kwestii…

źródło: "PAP via WP PL"

...w przekazie informującym o oczywistym w tej sytuacji żądaniu obywateli Republiki konieczności przeprowadzenia referendum przesadzającym na tym etapie "o wszystkim"...

"...Uczestnicy protestu chcą przeprowadzenia referendum..."

...z pominięciem pewnie i wartych odnotowania w dialogu towarzyszących manifestacji haseł...

"Francois (Hollande), nie chcemy twojego prawa"

"Nie dla gejstremizmu"


...i w końcu...

"Chcemy pracy a nie małżeństw homoseksualnych". (wszystkie cytaty źródło j.w.)

...w braku wartego zachodu partnera do jego prowadzenia, bowiem kto, jak kto, ale na pewno ani pani Agnieszka Holland, ani Monika Olejnik, ani ta ładniejsza niż mądrzejsza pani redaktor z telewizji, ani nikt inny szermujący tandetą hasła "narodowej homofobii", " pokoleniowego konserwatyzmu", "społecznego zacofania" i co tam jeszcze komu do głowy przyjdzie w neo liberalno demokratycznym oszołomieniu w swoim gejowskim ekstremizmie właśnie zmusza zainteresowanych do co najwyżej monologu przed lustrem, albo w wirtualu, monologu jednak nie tak bezsensownego, jakby się to pozornie zdawać mogło co poniektórym, choćby przez wzgląd na to, że...

... młyny historii mielą powoli, ale skutecznie, a może nawet przez to "powoli" bardziej skutecznie niżby społeczność LGBT i powodowane przez nią współcześnie problemy na to zasługiwały... 

...o czym należy wspomnieć a niechby i nawet tylko w wirtualnym monologu dla spokoju sumienia bez zbędnego przywoływania zdarzeń mających miejsce w akcie drugim tej tragifarsy, akcie odgrywanym już za Atlantykiem, a i nie tylko tam...

...A że nie pisze o tym "The Washington Post", AP i inni ?..

...będąc redaktorem jednego z nich też bym nie pisał w pewności, że przysłowiowe szydło i tak "samo wyjdzie z worka" pozwalając opiniotwórczym publicystom jeszcze raz zarobić na tym samym, o co w gruncie rzeczy głównie chodzi jak i w tym, tak i w każdym innym przypadku.

środa, 6 marca 2013

...tak sobie pomyślałem od rana:

"... he now earns his money from the international lecture circuit, talking about democracy and the fight against communism. But with his comments on gays making headlines around the world, the Polish press has speculated that invitations to speak may soon dry up..."

źródło: "CNN"

...a co wtedy, jeśli nie - nie wspominając o tym, że pan Lech Wałęsa zacznie zarabiać więcej ?..

...to akurat ja, w przeciwieństwie do wielu, nie będę musiał dzięki Bogu niczego  zmieniać:

źródło: własne © T.L.

I napiszę po chwili zastanowienia, że nie jest to właściwie w istocie żadna deklaracja światopoglądowa, a nic innego, jak odruchowo odnotowany przykład poprawnego zarządzania politycznymi emocjami w tym przypadku zwany potocznie "konserwatyzmem obyczajowym" może i niezbyt stosowny w konwencji dyplomatycznej, ale jako osobisty zapisek na prywatnym blogu to i owszem.

Tak sądzę, a czy słusznie ?

Ano pożyjemy, zobaczymy...

wtorek, 5 marca 2013

...i wyszła z tego laurka:

Rożnica pomiędzy obiektywnym, agencyjnym odnotowaniem zdarzenia, a jego skomentowaniem nie wspominając o wyrażeniu odautorskiej opinii jest mniej więcej taka, jak różnica pomiędzy dziewicą, a cerowaną dziewicą:

To dwa zupełnie inne światy, inna jakość i zawartość, dlatego napiszę, że "konia z rzędem temu", kto zlinkuje artykuł renomowanego tytułu prasowego ( z wyłączeniem oczywiście nadwiślańskich ) z treścią potępiającą pana Lecha Wałęsę lub wyrażającą jakakolwiek inną odredakcyjną notę w tej sprawie, bowiem mnie nawet po kilku godzinach szperania w virtualu nie udało się coś takiego, a mogę chyba napisać, że potrafię to robić...

źrodło: "The Washington Post"

...za to przeglądając dobrych kilkanaście tytułów odniosłem może i błędne wrażenie, ale na pewno nieodparte, że jeśli już były ukryte gdzieś w podtekście jakieś emocje, to była to skrywana profesjonalnie - okazuje się tam, na zachód od Odry nieprzemijająca - admiracja bezkompromisowej postawy pana Lecha Wałęsy i podziw dla jego odwagi ostentacyjnego żeglowania pod wiatr poprawności politycznej zgodnie z przekonaniami, co pozwala zamknąć w końcu ostatecznie ten wątek i pójść spać z czystym sumieniem:

"...In some ways the uproar says as much about Poland today as it does about Walesa..."


Czy pan Donald Tusk wie, kogo przepraszał:

"...W ocenie Agnieszki Holland, gdyby podobne słowa padły z ust polityka we Francji, USA czy Wielkiej Brytanii, oznaczałoby to koniec jego kariery. - Jako człowiek zaufania publicznego byłby całkowicie skończony - powiedziała. - Bo tam szanuje się człowieka i jego prawa - podkreśliła Holland..."

źródło: "Gazeta pl"

Na co ja jednym kliknięciem przywołuję news z 4 Marca 2013 roku:

"German chancellor Angela Merkel is not endorsing an expansion of gay rights, even though members of her Christian Democratic party are..."

źródło: "Advocate com"

Co w wolnym tłumaczeniu poety barowego zawiera mniej więcej taki przekaz:

Kanclerz Niemiec, pani Angela Merkel nie popiera rozszerzania praw należnych homoseksualistom, choć wśród członków jej partii, Chrześcijańskich Demokratów, idea ta nie jest obca.

I idąc za ciosem, nie znaczy to wcale, że to co bardziej wykształceni członkowie tej partii uznają wsobne dymanka za "ósmy cud świata" i jedynie słuszną drogę prowadzącą do rozwiązania faktycznych problemow trapiących współcześnie euroatlantycką wspólnotę, a chodzi tylko o próbę - jak zawsze i wszędzie w tej konstelacji - pozbycia się nocnych koszmarów trapiących każdego polityka "chodzącego w gronostajach" z demokratycznego wyboru:

"...were hoping to broaden the party's base among more liberal voters..."

Morał z tego taki, że poprawne wychowanie i dobre praktyki współżycia obywatelskiego nie pozwalają autorowi tego tekstu nazwać A. Holland kłamcą i tandetnym manipulatorem w jedynie słusznej sprawie jej rodzinnego interesu, choć przesłanki są ku temu wręcz podręcznikowo oczywiste, bowiem - jak powiadają - "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci", co nie znaczy, że zwalnia mnie to również z obywatelskiego obowiązku wyrażenia publicznie wątpliwości, czy pan PM Pospolitej, Donald Tusk wiedział i wie dziś, kogo przepraszał.

niedziela, 3 marca 2013

Trzymam pana posła za atrybuty:

"...Nie zasługuję na to, żeby siedzieć za jakimkolwiek murem lub w ostatnim rzędzie i mam nadzieję, że tego panu dowiodę - mówi Robert Biedroń."

źródło: "Wprost"

Takiej deklaracji nie wypada i nie należy pominąć milczeniem, dlatego trzymam pana posła Roberta Biedronia za jego homoseksualne atrybuty wiedząc skądinąd, że słowo dane przez geja jakiemuś hetero programowo w tej społeczności nic nie znaczy i do niczego nie zobowiązuje…

sobota, 2 marca 2013

Z cyklu "Confessions": (Adult content ! - wpis zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych !)

Nie jestem religijny, o czym mogą zaświadczyć księgi i prowadzone na bieżąco „kapowniki” parafialne.

Nie jestem też konserwatywny, o czym z kolei świadczy mój życiorys spisany w pamięci przyjaciół, znajomych, współpracowników i archiwach służb wszelakich liczony już w dziesiątkach dziesięcioleci.

Jestem za to na pewno racjonalnie praktyczny emocjonalnie w podziwie i szacunku dla nie mającego początku i (dotychczas wydawało się) końca rytualnego tańca Życia pisanego z dużej litery, w którego to nieustającym wirowaniu trud mieszania nasienia z odchodami na łonie Matki Ziemi przynosi Nadzieję i radość plonu…

źródło: "Muzeum Szreniawa pl"

…w przeciwieństwie do oczywistego bezsensu jałowych zachowań szukających szczęścia i uświęcenia nie w Prawie Naturalnym, a pokracznie hedonistycznym, wręcz żałośnie śmiesznym prawie człowieczym:

Adult content ! - wpis zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych !
źródło: "Sex Hound links"
:-(

czwartek, 28 lutego 2013

Czyżby homoseksualna "al-Qaeda" nad Wisłą ?

Panu prezydentowi RP dedykuję, premierowi Donaldowi Tuskowi, senatorom, posłom na Sejm, a i reprezentantom czwartej władzy też:

Przy bliższym oglądzie euroatlantyckiego problemu numer jeden, jakim jest współcześnie społeczność LGBT i jej totalna wojna wypowiedziana fundamentom cywilizacyjnym wspólnoty można odnieść wrażenie, że to jakaś seksualna "al-Qaeda" - niepoliczalna, nieuchwytna i tak jak oryginał bezwzględnie okrutna w swojej oczywistej mniejszości angażując tą bezwzględnością i brakiem wszelkich zahamowań w dążeniu do celu niewspółmierne do skali i wagi problemu zasoby ludzkie i materialne poszczególnych państw:


źródło: "T.L. w oparciu o domniemane dane polskiej społeczności seksualnie sprawnych inaczej ~5,19%"

Niezbędne doprecyzowanie prezentacji:

Z oczywistego powodu wrażliwości danych wszystkie badania statystyczne dotyczące tej populacji (poza ukierunkowanymi badaniami Gallupa metodą częściową przeprowadzonymi na terenie U.S.A. i w podsumowaniu wyrażonymi wartością statystyczną równą 3,4% ogółu obywateli tego państwa)... 

źródło: "Gallup"

...są opisywane wielkością przybliżoną wynoszącą w Polsce ~2 000 000 osób tych seksualnych preferencji.

źródło: "Gazeta Wyborcza pl"

W przeciwieństwie do prezentowanych niżej, które są w tym kontekście niczym innym w swojej jednoznaczności i dosłowności, jak hańbą elit sprawujących władzę w Pospolitej...

źródło: "Stefczyk info"
źródło: "T.L. w oparciu o dane GUS"
źródło: "T.L. w oparciu o dane GUS"

...uzasadniając tym dostatecznie treści zawarte w tytule.


wtorek, 26 lutego 2013

Krótki wykład o społeczeństwie…

…napisany potoczną polszczyzną bez aspiracji do wypełnienia treścią normy akademickiej debaty:

źródło: "PAP via WP pl"

Społeczność to konglomerat: obok „kurwy i złodzieja” funkcjonuje w niej „święty Franciszek” , w tłumie nierozpoznawalny, „skończony idiota” siedzi na ławce w publicznym parku obok „geniusza”, który za ileś tam lat zostanie może nawet wyróżniony nagrodą Nobla…

…i przez to wszyscy oni w nieskodyfikowanej normie anonimowości społecznej rezygnują dobrowolnie i z części swojego „ kurewstwa”, a i „świętości” też, co jest niczym innym właśnie, jak fundamentalnym warunkiem determinującym znośne dla ogółu warunki społecznego przetrwania.

Oczywistym przez to się staje, że jakiekolwiek od tego odstępstwo jest praktycznie egzystencjalnie nie do przyjęcia i to nie dlatego, że jest to technicznie niemożliwe, a dlatego, że po prostu jakakolwiek ingerencja w ten twór skopiowany dosłownie z nieba przez naszych protoplastów z chwilą ich zejścia z drzewa na wzór i podobieństwo ładu kosmicznego czyni go bezużytecznym, przez co ani „kurwa, ani „święty” i „geniusz” pospołu z "idiotą" też nie jest w stanie przetrwać do „kolejnego wschodu słońca”.

W tej chwili pewnie niejeden homoseksualny racjonalizator powie:

- Sprawdzam ! – na co ja:

- Proszę bardzo, ale po męsku, na własne ryzyko i odpowiedzialność bez strojenia się przy tym w cudze "piórka" autorytetu i chodzącej z nim w parze racji - w tym przypadku szacownego Uniwersytetu Gdańskiego…

czwartek, 21 lutego 2013

Od powagi do śmieszności tylko krok:

No to niech wylecą, co im tylko na dobre wyjdzie:

źródło: "Gazeta Prawna"

I nie napiszę, że tak sądzę - jestem tego pewien, co można, a i pewnie należy uzupełnić napisanym niech by nawet ad hoc komentarzem:

Wolny wybór panie premierze, jeśli bliższa panu skazana na nieuchronną klęskę homoseksualna współczesność politycznej poprawności od narodowej tradycji i obyczaju, to wolna droga, ustanawiaj pan prawo jakie tylko chcesz, prawo, które bez obecności w sercach i umysłach obywateli jest tyle warte, co nic, o czym przyjdzie się panu przekonać jak nie zaraz „jutro”, to w swoim czasie na pewno, wbrew bowiem potocznej opinii medialnych oszołomów wszelkiej maści nie jest pan żadną polityczne znaczącą personą, jak to się i panu zapewne wydaje, a poprawnie skatalogowanym i opisanym przedmiotem politycznej rzeczywistości (protokolarna kurtuazja to w żadnym razie jeszcze lub już nie polityczna podmiotowość) funkcjonującym gdzieś na krańcach Europy za sprawą nie tyle świadomego, obywatelskiego wyboru, a tylko przypadkowych okoliczności, czego w żadnym razie nie zmieni "całowanie" urojonych, nic nie znaczących "autorytetów" (...), ani cała reszta pana poczynań, Demonem kracji jest dziś bowiem  na pewno pan Hollande i jeszcze paru znad Tamizy i Potomac River, ale pan nim w żadnym razie nie jest, choć tak bardzo chciałby pan nim być - jak widać...

I dalej:
źródło T.L.

Co z mocy prawa zobowiązuje wszystkich w Pospolitej do zwracania się do pana per "panie premierze", ale w żadnym razie nie uposaża pana w moralny mandat upoważniający do (nawet tylko ustawowego) ustanawiania fundamentalnych zmian cywilizacyjnych z oczywistego powodu nieprzewidywalności ich konsekwencji możliwych do zdefiniowania nie wcześniej, jak w drugim, trzecim pokoleniu optymistycznie szacując, czyli perspektywie co najmniej kilkudziesięciu lat...

...i tak dalej, i tym podobne w żadnym razie nie homofobicznie, a tylko praktycznie:

"...O ile przyjmowanie od liderów cywilizacji nowych technologii i innych zdobyczy techniki może i powinno odbywać się jak najprędzej i w jak najszerszym zakresie, o tyle przy przejmowaniu wzorców i norm kulturowych i obyczajowych trzeba zachować umiar, namysł. Trzeba w każdym przypadku zastanowić się, czy to co „importujemy”, nie jest gorsze od tego, co od dawna posiadamy, co jest rodzime..." - mówi w wywiadzie z panem Romualdem Karysiem pan prof. dr. hab. Stanisław Mika, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego próbując odpowiedzieć na pytanie "Czy jesteśmy papugą narodów" (2003 rok)...

(linked to w kontynuacji)

wtorek, 12 lutego 2013

Cyrk i kabaret to jedno, parlament i rząd to drugie:

...o czym piszę li tylko w wirtualnym monologu bez aspiracji do opiniotwórczej prezentacji zdarzeń mających miejsce w świecie realnym:

„…If you want racism to be consigned to the dustbin of history, the very notion of race needs to be eradicated…” – pisze pod przywołanym artykułem w komentarzu “intentsandpurposes”...

źródło: "The Guardian"

...i słusznie, bowiem homo sapiens (sapiens) to nie koń ani pies, a już na pewno nie w rozważaniach o odmiennościach kulturowych zawartych jeśli już, to w uogólnionej tożsamości w parze z świadomością społeczna, nie potocznym rozumieniu pojęcia rasy.

Tożsamością w sposób oczywisty odmienną już pomiędzy Bawarczykiem a Bretończykiem, Czechem i Słowakiem, Grekiem i Brytyjczykiem nie wspominając o Nigeryjczyku i Francuzie, Turku i Szwedzie, Libijczyku i Szwajcarze, ale "rasowo" precyzyjnie rozróżnionymi od świata zwierzęcego jednoznacznymi dla nich wszystkich pojęciami matki, ojca, rodziny, wspólnoty narodowej w końcu opisanej granicami państwa (...) w żadnym razie w prapoczątkach nie definiowanych prawem i konstytucją, a świadomością tożsamości wspólnotowej właśnie.

Co czyni zdecydowanie chybionymi, jeśli nie wręcz niebezpiecznymi wszelkie manipulacje w tej materii w przekonaniu nadprzyrodzonych możliwości woli politycznej (z pominięciem nie do końca chwalebnych źródeł intencyjnych tej woli i jakości intelektualnej jej egzekutorów) nad tożsamościowym "zapisem genetycznym", czego znakomitym przykładem może być historia Dzieci Izraela przez setki lat stabilnymi "fenotypicznie", dziś jednak, po doświadczeniu Holokaustu jakże innymi z nieoszacowaną stratą dla bezpośrednich i pośrednich sprawców tej nieprzewidywalne gwałtownej i skutecznej praktycznie ewolucji adaptacyjnej.

Dla mniej zorientowanych w temacie przywołuję linki do archiwalnych treści prezentujących istotę zamiarów euroatlantyckich elit politycznych, linki jednoznacznie uzasadniające postawienie znaku zapytania nad stanem ich umysłów i zdolności przywódczych:


źródło: "Fronda pl" wrzesień 2012 rok


źródło: "tvn24" styczeń 2011 rok


źródło: "The Freedom Association"  

źródło: "Gazeta pl"

Co po raz kolejny pozwala zaprezentować nieprzemijającą wartość starego nad "nowym" w konfucjańskiej zasadzie odpowiednich (dobrych) nazw, bowiem szlachetność i społeczna użyteczność humanizacji sytuacji instytucjonalno prawnej inaczej sprawnej seksualnie wspólnoty jest ze wszech miar godna XXI wieku i obywatelskiego uznania, jednak na pewno nie poprzez pojecie "małżeństwa", a tylko (i aż) "związku partnerskiego".

Proste ?

Jak przysłowiowy drut, ale widać nie dla tych, którzy współcześnie mylą cyrk i kabaret z parlamentem i sprawowaniem rządów śniąc nieprzerwanie o politycznej karierze na miarę Jasia Fasoli albo Madonny z domu Ciccone.