Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama administration. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obama administration. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2014

"US' political high priests..." pisze w tytule pan Marwan Bishara...

...kontynuując nie tyle w racji, co pewnie wbrew intencjom samego piszącego nie inaczej, jak tylko w pobożnym życzeniu...

"Why do mainstream pundits, who are generally wrong on US foreign policy, continue to pontificate?"

źródło: "Al Jazeera"

...już dziś bez znaczenia dla kogokolwiek poza samymi zainteresowanymi, bowiem współcześnie akademicki intelekt znad "Potomac River" może być tylko obiektem badań co najwyżej jakiegoś politologicznego "patologa" hobbysty...

...i to zdaniem nie tylko prowincjonalnego poety barowego...

"The Obama administration’s FY15 budget request to Congress includes a 13.5 percent cut to the Fulbright Program totaling $30.5 million. As in the case of congressional attempts to cut funding for political science research via the National Science Foundation, these cuts could soon mean that many fewer scholars of international relations and comparative politics will be able to undertake research abroad, thus contributing to a decline in the quality and quantity of scholarship decision makers and the administration depend on to develop United States foreign policy. I (Laura) have asked several former Fulbright Scholars to share their experiences about how the Fulbright program contributes to political scientists’ roles in building knowledge and scholarship about the world. Today, Jarrod Hayes of Georgia Tech guest posts."

źródło: "The Monkey Cage"

...czemu trudno się dziwić po zapoznaniu się choćby z treścią...

źródło: "Academia edu"

...w pełnym uznaniu dla zdumiewająco zadziwiającej kompetencji administracji pana Obamy w tej kwestii...

...piszę jak zawsze tylko w wirtualnym monologu sobie a Muzom nie mogąc powstrzymać się przed kolejnym cytatem z pana Jarrod Hayesa...

"...I speak on the subject as more than just a disinterested observer. Two years ago I received a Fulbright Award to travel with a small group of American colleagues to Europe in an effort to understand the social glue that binds Europeans together. I cannot say we figured out the answers to all the questions we were asking, but I can say that I came back with ideas that continue to push forward my research and inform my teaching. Specifically, I have developed insights on the role of neoliberal economic norms in shaping European Union policy on integration, particularly the reliance of European elites on economic processes as a basis for building a European community..." - źródło: j.w. "The Monkey Cage"

...w niedoprecyzowanym nawiązaniu do konstatacji pana Marwan Bishara zawartej w ostatnich, dwóch zdaniach jego tekstu...

"...Only the popularisation and democratisation of the debate over foreign policy beyond its east coast self-absorbed elites and beltway cynics could make a difference. The process has started, but it has some way to go." - źródło: j.w. "Al Jazeera"

...która mogła by być mottem tego monologu, gdybym uważał za stosowne wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej...

...mimo obecności w mojej ojczyźnie żołnierzy US Army i samolotów USAF na jej niebie...

:-(

poniedziałek, 11 marca 2013

O szansie na sukces:

"...To British frustration, their claim to sovereignty over the islands has failed to win American backing under the Obama administration just as it did under the Reagan administration at the time of the war in 1982. With an eye to the strong support Argentina has won for its claim among Latin American states, the United States has urged London and Buenos Aires to reach a negotiated settlement, a position American officials said was quietly reiterated last month when Secretary of State John Kerry, on his first trip abroad in the post, met Mr. Cameron.

Argentina has other powerful diplomatic cards to play, including the backing of China and Russia, who have joined Argentina in rejecting the right to self-determination by the Falklanders, seeing it as a possible precedent for separatist groups in their own territories..."

źródło: "The New York Times"

W narracyjnie pozytywnym uproszczeniu druga kadencja prezydentury daje niepowtarzalną szansę przejścia do Historii pisanej z dużej litery na trojaki sposób:

Kontynuatora, twórcy lub wizjonera i to ostatnie jest pewnie przeznaczone panu Obamie (…), co w żadnym razie nie nie powinno być dla niego zmartwieniem.

Przeciwnie, było by to ślicznym dopełnieniem i tak już oczywistej historyczności jego politycznej kariery .

niedziela, 10 marca 2013

God Save the America !..

God Save Mr. John Kerry !
God Save the World !

"...The job would place her at the nexus of foreign-policy decision making and allow her to rival the influence of Secretary of State John F. Kerry in shaping the president’s foreign policy..."

źródło: "The Washington Post"

A już miałem nadzieję...

(linked to "The reference entry for Mrs.Susan Rice:")

sobota, 9 marca 2013

"...But please, Mr. President — for the good of America...

...let the UN stay plastered..."


źródło: "New York Post"

Mnie to akurat bawi, choć pewnie nie powinno, ale jak tu nie docenić balu na "Titanicu" płynącym do tego ku przeznaczeniu pod flagą U.N. ?..

Poeta przecież jestem i do tego barowy, czego nigdy nie ukrywałem przed Bogiem - kimkolwiek On jest - ani przed ludźmi, kimkolwiek by nie byli...

piątek, 11 stycznia 2013

"I Have a Dream":

Fakt:

"...Of the five Israeli leaders examined [Rabin, Peres, Netanyahu, Barak, Sharon], Netanyahu’s policies with regards to the prevention and deterrence of terrorism...were the most effective..." 

źródło: "The Jerusalem Post"

W przeciwieństwie do snu Martina Luthera Kinga, który przepoczwarzył się po latach w nic więcej, jak tylko rojenia na jawie, co mimo najlepszych chęci trudno uznać za fakt, fakt polityczny, obywatelski, społeczny w końcu w jego państwowo twórczo konstruktywnym znaczeniu, bowiem czymże innym jest stawianie lęku (pana Obamy i Jego zespołu) przed homoseksualistami ponad darem Ducha Świętego Bojaźni Bożej ? - odniesienie do incydentu z pastorem Louie Giglio:

źródło: "The New York Times"

Rojeniem właśnie, koszmarem czyniącym sny, marzenia, myśli, słowa i śmierć pastora M.L.Kinga nic nie znaczącym fragmentem wodewilowej tragifarsy odgrywanej współcześnie nad Potomac River:


środa, 12 września 2012

O względności miary "a small and savage group":

Nie darzę pana Mitta Romneya szczególną sympatią, tak jak i nie przepadam za każdym innym, sekciarskim radykalizmem spowitym półmrokiem niedopowiedzeń, ale co racja, to racja bez wnikania w jej sytuacyjne, faktyczne intencje:

 „…"I'm outraged by the attacks on American diplomatic missions in Libya and Egypt and by the death of an American consulate worker in Benghazi," he said. "It's disgraceful that the Obama administration's first response was not to condemn attacks on our diplomatic missions, but to sympathize with those who waged the attacks…"

źródło: "abc News"

Dalej w cytowanym przekazie niejako w opozycji do wypowiedzi pana Mitta Romneya i przekonaniu o politycznej słuszności nadrzędności dobrego samopoczucia Muzułmanów nad zdrowiem i życiem Amerykanów pani Hillary Clinton powiada:

“…U.S. ambassador to Libya Christopher Stevens was killed by a "small and savage group" of Libyan militants who stormed the U.S. consulate in Benghazi, Secretary of State Hillary Clinton said today…”

I też ma rację, z tym, że już nie tak szczególnie odkrywczą i nie do końca poprawną, bowiem mordercami w tej, czy innej społeczności zazwyczaj są nieliczni, którzy jednak bez poparcia innych współplemieńców nie mogli by skutecznie funkcjonować, choć akurat w przypadku świata muzułmańskiego zasadnym wydaje się być pytanie, co to znaczy dla społeczności liczącej na całym świecie ~1,5 miliarda współwyznawców „nieliczni” i „a small and savage group” też.

Na to pytanie odpowie samo Życie w nadchodzących dniach, tygodniach, miesiącach i latach dopowiadając dalszy ciąg zdarzeń dziejących się już dziś w Afganistanie, Iraku, Syrii, Pakistanie Egipcie i Libii, co piszę z nadzieją w sercu, że nie będzie okazji, by uzupełnic tą listę o Francję i Wielką Brytanię albo jakiś inny, bogu ducha winny, europejski kraj.