Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louie Giglio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louie Giglio. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2013

Rozbestwiony homoseksualizm vs. "konserwatywny" pastor:

„…Louie Giglio has dedicated years of his life to ending human trafficking, which was why he got invited in the first place. But he also believes (or at least, he has not recanted) some things that sound frankly extremely backward and awful and harmful. Why should we have to listen to a prayer from him? Are there not thousands of other people of faith who do not hold these unpleasant notions? Why should the president have to share the stage with a bigot? Why should he be given a forum to be heard, even if what he had to say was unlikely to be a rousing, vitriolic denunciation and more likely to be a brief prayer?..” 

źródło: "The Washington Post"

A choćby dlatego, że każdy prezydent, a już szczególnie prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, z urzędu niejako jest „ojcem narodu kochającym wszystkie swoje dzieci”.

I nawet wtedy, kiedy nie wszystkie kocha tak samo, co nie jest jakimś szczególnym przypadkiem w życiu rodzin globalnej wioski, to na pewno nie manifestuje (nie powinien okazywać) tego publicznie, nie wspominając już o tym, że statystyki opisują to tak zdumiewająco ostentacyjnie kochane przez pana prezydenta Barack Husseina Obamę II „dziecko” raptem 4% amerykańskiej wspólnoty aktywnych w akcie wyborczym gayów, lesbijek i biseksualistów, czego nie zmienia w istotny sposób nawet szacunkowe 20% tej populacji seksualnie i obywatelsko sprawnych inaczej…

„…In the United States, according to exit polling on 2008 Election Day for the 2008 Presidential elections, 4% of electorates self-identified as gay, lesbian, or bisexual, the same percentage as in 2004." According to the 2000 United States Census there were about 601,209 same-sex unmarried partner households…” (źródło: "Wikipedia")

…i wypada już tylko pozostawić czytelnikom rozstrzygnięcie kwestii dziś - okazuje się - fundamentalnej dla amerykańskiej demokracji, kto z tej pary jest jej faktycznym wrogiem:

Rozbestwiony homoseksualizm, czy "konserwatywny" pastor.

(linked to)

piątek, 11 stycznia 2013

"I Have a Dream":

Fakt:

"...Of the five Israeli leaders examined [Rabin, Peres, Netanyahu, Barak, Sharon], Netanyahu’s policies with regards to the prevention and deterrence of terrorism...were the most effective..." 

źródło: "The Jerusalem Post"

W przeciwieństwie do snu Martina Luthera Kinga, który przepoczwarzył się po latach w nic więcej, jak tylko rojenia na jawie, co mimo najlepszych chęci trudno uznać za fakt, fakt polityczny, obywatelski, społeczny w końcu w jego państwowo twórczo konstruktywnym znaczeniu, bowiem czymże innym jest stawianie lęku (pana Obamy i Jego zespołu) przed homoseksualistami ponad darem Ducha Świętego Bojaźni Bożej ? - odniesienie do incydentu z pastorem Louie Giglio:

źródło: "The New York Times"

Rojeniem właśnie, koszmarem czyniącym sny, marzenia, myśli, słowa i śmierć pastora M.L.Kinga nic nie znaczącym fragmentem wodewilowej tragifarsy odgrywanej współcześnie nad Potomac River:


czwartek, 10 stycznia 2013

The logic of events:

„President Barack Obama is putting a symbolic twist on a time-honored tradition, taking the oath of office for his second term with his hand placed not on a single Bible but on two – one owned by Martin Luther King Jr. and one by Abraham Lincoln…” 

źródło: "The Huffington Post"

W tej sytuacji logika zdarzeń, konsekwencja działań, a i sądzę, że poprawność polityczna również nakazuje wprost uzupełnienie tej kolekcji Koranem, tym bardziej, że istnieje precedens pana kongresmena Keith Ellisona.

Takie odnoszę z dystansu wrażenie, ale tu akurat nie upieram się przy swojej racji, traktując zdarzenie w kategoriach amerykańskiego folkloru i euroatlantyckiej, nowej tradycji politycznego kabaretu:

źrodło: "The New York Times"

Dwie Biblie zamiast pastora Louie Giglio i wszystko jasne, ale czy dla Pana Boga też ?

Pożyjemy, zobaczymy...

(linked to)