Pokazywanie postów oznaczonych etykietą U.S. Secretary of State. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą U.S. Secretary of State. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 kwietnia 2013

Krótka lista priorytetów U.S. Secretary of State:

"Secretary of State John Kerry said on Wednesday that Tamerlan Tsarnaev returned from a six-month stay in Russia last year “with a willingness to kill people...”

źródło: "The Boston Globe"

I dalej:

“...We just had a young person who went to Russia, Chechnya, who blew people up in Boston,” Kerry said. “So he didn’t stay where he went, but he learned something where he went and he came back with a willingness to kill people...” (źródło j.w.)

Instytucjonalny reprezentant państwa pretendującego do bycia światowym mocarstwem, jakim jest niewątpliwie Sekretarz Stanu U.S. John Kerry, może kreować jego wizerunek na różne sposoby, ale na pewno nie powinien być w swoich opiniach megalomańsko śmieszny, że przez wzgląd na wrodzoną delikatność nie napiszę (...) zazdroszcząc innym ich umiejętności do wyrażania opinii w rygorze publicystycznej powściągliwości (tu pan Steven Plaut):

źródło: "Frontpage Mag"

Tym bardziej, że priorytetowa, "krótka lista" wrogów euroatlantyckiego Demona kracji nie jest dla nikogo żadną tajemnicą, choć nie trzeba być zaraz poetą barowym, by przewidzieć wynik zmagań pomiędzy Chinami, Rosją, Izraelem i panią Angelą Merkel z jednej strony, a Stanami Ameryki Północnej w parze z "al-Qaedą" i jej bękartami z drugiej...

...tak sobie myślę w wirtualnym monologu w sprowokowanej sytuacyjnie konfrontacji kompetencyjnej przy porannym kubku kawy pomiędzy prowincjonalnym poetą barowym a Sekretarzem Stanu U.S. pozostawiając jej ostateczne rozstrzygnięcie czasowi.
:-(

sobota, 2 marca 2013

Powodzenia Mr. Kerry !

Bez poprawnego zdefiniowania źródeł inspiracji, zamiarów i celu do którego dąży nieugięcie od lat miłośnik poezji Ziyi Gökalpa, pan Recep Tayyip Erdoğan jakiekolwiek działania wspólnoty europejskiej, NATO i Stanów Zjednoczonych Ameryki w tym regionie są niczym innym, jak tylko stratą czasu, autorytetu i pieniędzy przypominając w skutkach przysłowiowe "błądzenie zagubionych we mgle":


"...The fleet was carrying aid to the area, which is under a naval blockade. Israeli troops were attacked with guns, knives and clubs when they boarded the ships after having given repeated warnings, the Israeli ministry of foreign affairs said..."

I dalej:

"Additionally one of the weapons used was grabbed from an IDF soldier. The demonstrators had clearly prepared their weapons in advance for this specific purpose..."

źródło: "The Guardian" May 2010

...w kontynuacji zdarzeń dnia dzisiejszego:

"...Turkey, which shares a more-than-500-mile border with Syria, has been a major patron of the Syrian rebellion..."

źrodło: "Los Angeles Times"

"...Kerry said that despite the comments, he was hopeful Turkey and Israel could eventually find a way to restore their previously close relations..."

źródło: "The Washington Post"

...bowiem "z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz" jak pisał mistrz T. Boy-Żeleński...

Co pozwalam sobie odnotować powodowany tym razem niczym innym, jak tylko wdzięcznością za, zdawało by się już zapomniane, uczucie politycznej sympatii, jaką wzbudził w moim sercu i umyśle Sekretarz Stanu U.S. pan John Kerry.  

- Powodzenia Mr. Kerry !

środa, 27 lutego 2013

"The former KGB spy" vs. „stupid John”:

Miałem zamiar napisać coś innego, ale przypadkiem i obocznie, choć w gruncie rzeczy cały czas w temacie, pojawił się taki oto wątek:

źrodło: "Reuters"

Skłaniając mnie do sytuacyjnej refleksji: 

Skoro szacowna niegdyś agencja „Reuters” uważa za stosowne pisać o aktualnie sprawującym urząd prezydenta Rosji, panu Putinie „…The former KGB spy…”, i to w trakcie trwających właśnie, ważnych dla Stanów Zjednoczonych Ameryki (bo przecież nie dla Rosji) spotkań i rozmów...

źródło: "The Washington Times"

...to ja nie tyle z miłości do niego (pana Putina), ale w odruchu publicystycznej przyzwoitości czuję się upoważniony od dziś pisać o Sekretarzu Stanu U.S.A. panu Johnie Kerry per „stupid John”, a może nawet "Jack", tym bardziej, że jest to bliższe prawdy i precyzyjniejsze faktograficznie od zwrotu użytego w przekazie „Reutersa” z Moskwy by Alexei Anishchuk…

Co piszę w przeświadczeniu, że nie zawsze słowa są zwierciadłem myśli bywając w pewnych okolicznościach niczym więcej, jak tylko narzędziem (w jakimkolwiek przekazie medialnym, a już na pewno agencyjnym są tylko tym) użytym mniej, lub bardziej wprawnie z pożytkiem lub szkodą dla zainteresowanych, tym bardziej dziś niestosownie, że w trakcie prezentacji postrzegania polityki zagranicznej przez nową ekipę pana prezydenta Obamy z godnymi odnotowania zawartych w niej akcentami...

źródło: "Polskie Radio pl"

...choć może i należało by napisać, że wręcz jej znaczącego przeorientowania z wielce prawdopodobnym w tych nowych okolicznościach pożytkiem dla Stanów Zjednoczonych Ameryki i reszty świata:

"...“We can’t dictate to the world, but we must engage with the world,” he said. “That engagement in the world should be done wisely. And the resources that we employ on behalf of our country and our allies should always be applied wisely.”

źródło: "The Washington Post"

That philosophy led Hagel to become close with President Obama when they served in the Senate, despite their party differences. Although Obama redoubled U.S. involvement in the war in Afghanistan, he has been reluctant to intervene militarily in Syria, Libya and other hot spots..."


niedziela, 3 lutego 2013

O poezji barowej w praktyce:

Panu Johnowi Kerry w drobnym upominku z okazji objęcia przez niego obowiązków Sekretarza Stanu U.S.A...

...„The Revolutionary People's Liberation Party-Front (DHKP-C), a Turkey-based radical Marxist-Leninist group, claimed responsibility for the suicide bombing at the U.S. Embassy and identified the bomber as Ecevit Sanli.”

źródło: "Daily News"

Proste i wyjaśnia wszystko ?

Ano nie tak do końca, bowiem dopełniane dziejącym się w tym samym czasie tylko pozornie marginalnym zdarzeniem nie tyle, że pozwala, ale wręcz zobowiązuje do weryfikacji oceny sytuacyjnej… 

źródło: "STARS AND STRIPES"

…w każdym razie na pewno jest to standardowa procedura praktykowana w takich – i podobnych – sytuacjach przez poetów barowych, co nie znaczy żeby zaraz pracownicy amerykańskiego Departamentu Stanu pisali wiersze, ale rzetelne syntezy to by chyba mogli (...)...

...tak myślę w swoim, mimo upływu lat nieprzemijającym, dziecięcym idealizmie z wiarą w lepszy świat.

(linked to)

niedziela, 2 grudnia 2012

To już nie problem państwa Izrael:

“U.S. Secretary of State Hillary Clinton warned on Friday that without progress toward peace, Israel will be forced to choose between "preserving democracy and the Jewish identity of the state." 

źródło: "Haaretz"

Co wydaje się być zadziwiającą figurą retoryczną w ustach amerykańskiej Sekretarz Stanu, wypisz, wymaluj, tożsamą z demagogiczną odmianą pojęcia internacjonalizmu komunistycznego, zdefiniowanego nie w fundamentalnych pracach tytanów intelektu, nawet nie w redakcji moskiewskiej "Prawdy" czasów stalinowskiej smuty, a wprost w hollywoodzkich scenariuszach filmów klasy B.

A jakiż to może być wybór: państwo czy demokracja nie wspominając o tym, kto tu kogo i czego chce uczyć ? - ja się pytam, odpowiadając z konieczności sam sobie w wirtualnym monologu:

Tu nie ma wyboru - bez dzielenia włosa absurdu definicji "współczesnego państwa demokratycznego" na czworo, demokracji, której jest więcej w instytucji afgańskiej Loja Dżirga niż w brytyjskim parlamencie, nie wspominając o amerykańskim kabarecie Demona kracji.

I jak by tego było mało, to czytamy dalej:

„…She explained that she thought "that even if you cannot reach complete agreement, it's in Israel's interest to try. It gives Israel a moral high ground that I want Israel to occupy. That's what I want Israel to occupy." – powiedziała pani Clinton. 

No tak, może na Yale tego nie wykładają, o tym nie mówią, nie wiem, ale ja wiem i napiszę  w przypomnieniu:

Izrael, Żydzi już raz byli na Mount Evereście moralności, płacąc za ten luksus milionami całopalnych ofiar, i Bogu – kimkolwiek On jest – a i przyzwoitym ludziom to starczy. Kolej na innych - inna sprawa, że im niespieszno, a i widać nie za bardzo po drodze w tą stronę, ale...

...to już nie problem państwa Izrael, to nie problem Żydów.

sobota, 24 listopada 2012

The reference entry for Mrs.Susan Rice:

Sekretarzowanie pani Hillary Clinton można uznać za śmieszne z umowną stosownością użycia tego przymiotnika w odniesieniu do sposobu uprawiania polityki przez mocarstwa.

Natomiast teraz zanosi się na to, że będzie i śmieszno, i straszno.

„…"She's got a sort of a cowboy-ish attitude," one Western diplomat said. "She has a tendency to treat other countries as mere (U.S.) subsidiaries."


źródło: "Reuters"

Tak sądzę, ale na szczęście to już dziś tylko wewnętrzna sprawa Stanów Zjednoczonych Ameryki, którą zainteresowani będą mogli śledzić z pilotem w ręku na podobieństwo kolejnej produkcji made in Hollywood w obowiązującej tam już od lat niezmiennej konwencji błyskotliwego Afro Amerykanina błyszczącego w dwójnasób na tle swojego, zidiociałego, białego, ekranowego partnera.

Jednak nie to jest powodem mojego zainteresowania tym doniesieniem agencyjnym, a inne treści w nim zawarte:

„…Then came the battle for control of Libya in early 2011…”

I dalej:

“…The British and French were dumbstruck (…) Within 36 hours of the resolution passing on March 17, 2011, "the French were bombing Gaddafi's forces as they prepared to attack Benghazi," said one senior Western diplomat involved in the negotiations. "The Americans pushed the process well beyond what we thought we could achieve in the council, and it succeeded…"

Co pozwala zapisać na polityczne konto przyszłej, choć niedoszłej jeszcze, amerykańskiej Sekretarz Stanu, pani Susan Rice współudział sprawczy w wymordowaniu ~50 tysięcy Libijczyków w interesie światowego Jihadu.

Fakt: referencja godna tego stanowiska.

czwartek, 15 listopada 2012

Czarno widzę w Białym Domu:

„…Sens. Lindsey Graham, R-S.C., and John McCain, R-Ariz., told ABC's Jon Karl Wednesday that they would oppose Obama's hypothetical nomination of Rice to Secretary of State, with Graham saying he didn't "trust her…" 

źródło: "abc News"

Żeby to była kwestia zaufania, nie było by przysłowiowej sprawy, ale nie jest:

Stanowisko, pozycja, znaczenie w końcu Sekretarza Stanu U.S.A. to przede wszystkim lojalność względem narodu i państwa, a nie osoby prezydenta bez względu na to, kim on by nie był, co w normalnej sytuacji jest i powinno być tożsame, ale dziś ten warunek nad Potomac River nie jest spełniony:

Kolejna kadencja Baracka Obamy, to kontynuacja jego izolacji z wyboru i okoliczności, ucieczka przed rzeczywistością w krainę rojeń o swoich szczególnych właściwościach z chybionymi odwołaniami do mirażu nic nie znaczącego (...) elektoratu:

„…President Obama responded to this opposition Wednesday at his first press conference since taking reelection, defending the U.N. ambassador.

"She made an appearance at the request of the White House in which she gave her best understanding of the intelligence that had been provided to her," Obama said. "If Sen. McCain and Sen. Graham and others want to go after somebody, they should go after me."


:-(

Tu wypada dodać, że zapis jest w oczywisty sposób moją, subiektywną opinią umocowaną zasadnie w przestrzeni obywatelskiej tylko tym, że na terytorium państwa, którego jestem obywatelem, stacjonują żołnierze armii Stanów Zjednoczonych Ameryki.

(linked to "Co faktycznie powiedziała Susan Rice?")

sobota, 27 października 2012

Bez zbędnych pytań:

„U.S. Secretary of State Hillary Clinton is denying that an alleged Facebook post is “hard evidence” for who was responsible for last month’s attack in Benghazi, Libya, that killed four Americans…” 

źródło: "Mashable US & World"

Może to z mojej strony i przesada, ale widok amerykańskiej pani Sekretarz Stanu, uroczej skądinąd wielbicielki picia piwa „z gwinta” (dla jasności: sam tylko tak piję piwo), Hillary Clinton, kwestionującej fakty potwierdzone nie tylko wpisami na Facebooku, ale i agenturalnie też, decydowanie i nieustająco mnie zadziwia.

Tym bardziej, że wirtualna, powszechnie dostępna dokumentacja „spontanicznych” protestów islamskiej społeczności rozwścieczonej jakimś filmikiem podejrzanego pochodzenia jest jednoznaczna:

Żadne one spontaniczne, a znakomicie zorganizowane i kontrolowane, czego koronnym dowodem jest atak na ambasadę w Kairze, oczywisty przecież w swoim przebiegu dla każdego, i to nawet bez konieczności odbycia przedtem specjalistycznego kursu analityka w Langley.

A i inne też, choć może nie tak spektakularnie czytelnie piszące, jak tamta, historię, ale na pewno zupełnie inną od tej, pisanej przez panią Hillary w Washingtonie.

Co odnotowuję sobie a Muzom w nieustającym, wirtualnym monologu bez stawiania zbędnych pytań, odpowiedz na nie jest już bowiem znana.