Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AP. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 stycznia 2013

...isn’t America’s fault:

Można by było się z tym zgodzić pod warunkiem, że administracja prezydenta Obamy, pani Clinton, CIA, AP, The Washington Post, Reuters CNN i Marie Colvin, to nie są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, ale:

źródło: "The Washington Post"

...jednak są.

Reszta treści opinii autorstwa pana Aarona Davida Millera to w najlepszym razie przysłowiowa "musztarda po obiedzie"...w najlepszym razie.

:-(

piątek, 7 września 2012

Drobiazg z rodzaju tych, co potrafią zmienić Świat:

Do znudzenia w wirtualnym monologu:

Poprawny, obiektywny przekaz powinien brzmieć „syryjscy Sunnici”, a nie „Syryjczycy”, bowiem po tylu już miesiącach trwania tej tragedii to informacyjne zafałszowanie rzeczywistości sugeruje w sposób aż nadto oczywisty, że Basharowi al-Assad pomaga sam Pan Bóg, kimkolwiek On jest, przy wsparciu niepoliczalnych zastępów Archaniołów, a z Nim i Nimi – jak powszechnie wiadomo – żartów nie ma, co wypadało by w końcu wziąć pod uwagę w kalkulacjach politycznych snutych nad Potomac River, Tamizą i Sekwaną.

Tak sądzę.

(Autorem wątpliwej jakości przekazu jest pan Lorin Hinnant via AP) - powyżej przytoczony tekst pobrano z Profilu T.L. Google+

I dalej w kontynuacji:

źródło: "Associated Press via Yahoo! News"

Jeśli ktoś zainteresowany poświeci chwilę czasu na zamianę w linkowanym artykule „Syryjczyków” na „syryjskich Sunnitów”, a „opozycję” na „sunnicką opozycję” i przeczyta tekst jeszcze raz od początku do końca, to będzie w końcu wiedział, o czym z takim samozaparciem od wielu tygodni piszę, co o tyle wydaje się być istotnym, że zaraz obok jakże łatwo trafić na informacje o „tureckich Kurdach”, a nie „Turkach”, „terrorystach Hamasu”, a nie”Palestyńczykach” itd., itp.

Drobiazg ?

Może i tak, ale z rodzaju tych, co potrafią nieodwracalnie zmienić Świat.


piątek, 24 sierpnia 2012

Tyle, co nic:

Gdybym coś takiego usłyszał, to bym nie uwierzył, ale przeczytałem:

“…Tice had entered the country through a rebel-held area and was there without a visa, as is typical of many foreign journalists covering the conflict…”

 I jakby tego nie było dość, to dalej jest tak:

 "His work is protected by international law, which guarantees the right to seek and receive information," the statement said. "As a journalist, he is a civilian and must be protected from harm."

Co można już tylko uznać za przysłowiowy szczyt szczytów głupoty wymieszanej z irytującym bełkotem nieustających odwołań do międzynarodowego prawa, którego ani US, ani Francja i Wielka Brytania, Narody Zjednoczone i nawet Czerwony Krzyż [!] w konflikcie syryjskim od początku nie przestrzegają, pogrążeni w neoimperialnym postrzeganiu Bliskiego Wschodu i okolic (a i reszty Świata też).

 
źródło: "The Washington Post"

Tylko że dziś wszyscy oni, razem wzięci, nie są już żadnym mocarstwem, a tylko zlepkiem państw na podobieństwo jakiegoś geriatrycznego towarzystwa wzajemnej adoracji pogrążonego w iluzorycznym błogostanie starczej demencji.

“…French Defense Minister Jean-Yves Le Drian urged the international community to consider backing a no-fly zone over parts of Syria, but cautioned that closing the Arab nation's entire air space would be tantamount to "going to war" and require a willing international coalition that does not yet exist…”

Komentarz ? A cóż tu można napisać poza społecznosciowym “LOL”?

Albo tu:

"We have long expressed concern about the safety for journalists in Syria, and note that freedom of movement throughout the country for journalists is one of the 6 points in the Annan Plan endorsed by the United Nations Security Council," she said in a statement. " We strongly urge all sides to ensure the safety of journalists in Syria."


Cóż dziś znaczy “dziennikarz” i „informacja” po kilkunastu miesiącach publikowania przez Reutersa, AP i inne agencje półprawd i wręcz oczywistych kłamstw, cóż on znaczy na terytorium trawionej pożarem religijnej, międzyplemiennej wojny Syrii ?

źródło: "Chron com"- obraz tragedii syryjskiej wykreowany przez światowe agencje informacyjne na użytek amerykańskich reklamodawców i gospodyn domowych obrażający w swoim zakłamaniu Pana Boga – kimkolwiek On jest - i ofiary tej wojny.

Jeśli któryś z nich obdarzony jest szczególną łaską boską, to znaczy „tyle, co nic”. Inni natomiast są już tylko „wysłannikami samego Szatana”, ucieleśnieniem zła, źródłem łez pogrążonych w bezgranicznej rozpaczy z oczywistymi tego stanu rzeczy konsekwencjami.


 

niedziela, 12 sierpnia 2012

Porozmawiajmy o kobietach:

I'm hetero!Amerykańskich, Michelle, Hillary i Joan Juliet Buck, choć tu mam mały, faktograficzny problem: nie mogę bowiem w żadnym razie napisać, że to pani Michelle (prezydent) wysłała na ulice Damaszku syryjskie dzieci.

Z czego z drugiej strony cieszę się, bo pierwsza dama Ameryki, to 100% kobieta, matka i troskliwa żona, której przyszło stawić czoła nie byle komu, jak tylko krypto partii amerykańskich homoseksualistów będących dziś faktyczną, czwartą władzą w US – jeśli nie drugą, a nawet pierwszą, bowiem tylko ktoś sprawny intelektualnie inaczej mógł wpaść na tak diaboliczny pomysł, jak ten, realizowany teraz na Bliskim Wschodzie, gdzie już raz, dawno temu, w XII wieku, wysłano na wojnę dzieci zamiast armii z oczywistym skutkiem.


źródła: "The Telegraph" i "Seraphic Secret"
Może to i staromodne, ale mieszanie do polityki żon, dzieci i powinowatych polityków uważam za niegodne, dopatrując się w tym, może i nie zawsze zasadnie, zupełnie innych motywacji od tych, głoszonych publicznie.

********

Wszystkie wojny i konflikty zbrojne są w istocie swojej tragiczne, ale w tym, syryjskim, jest coś szczególnie perwersyjno dewiacyjnego: oczywista prowokacja i kłamstwo ukoronowane prymitywnymi manipulacjami medialnymi, które ostatecznie obaliły filary społeczeństwa obywatelskiego, za jakie słusznie jeszcze „do wczoraj” należało uznawać i Reutersa i AP i gazety codzienne, tygodniki i miesięczniki nie wspominając o telewizji, w ślad za którymi poszedł i prowincjonalny półświatek pokracznego hedonizmu amerykańskiego, który, korzystając niejako z okazji, „odstrzelił” towarzysko Bogu ducha winną, jakąś J.J Buck z sobie tylko znanych powodów, bo chyba nie powodowany genetycznym antysemityzmem ?

Choć kto ich tam do końca wie...
żródło: "The Salt Lake Tribune"


niedziela, 29 lipca 2012

Co mnie martwi i niepokoi:

Rozpocznę od cytatu:

„…To sort out fact from fiction inside Syria is daunting as media are limited and opposition spokesmen have been repeatedly caught lying about events. In one recent instance, a UK journalist claimed he was deliberately led into a potential death trap by rebel opposition forces to score propaganda against the Damascus regime. The UK Channel 4 News's chief correspondent, Alex Thomson, told AP that Syrian rebels set him up to die in no man's land near the Lebanese border, saying they wanted to use his death at the hands of government forces to score propaganda points. And in one brazen example of political manipulation, BBC was recently caught publishing a photograph it claimed was of a massacre at Al-Houla on 25 May 2012, in which 108 persons are known to have died including 49 children. It turned out the picture had been taken by Italian photo journalist, Marco Di Lauro in Iraq in 2003…”

źródło: "Axis of Logic"

I dalej snując wątek:

Pogrzeb politycznego truchła U.S. w skali globalnej przyjąłem stosownie do okoliczności:

Jako coś nieuniknionego, przez co żal i smutek nie jest zbyt dolegliwy i nie wymaga wizyt u psychoanalityka.

Inna sprawa z nagłą i niespodziewaną śmiercią autorytetu AP, BBC, Reuters’a i od nich zależnych gazet codziennych, nie wspominając o całej reszcie:

Tu żal serce ściska i płakać się chce:

Dorobek wielu pokoleń dziennikarzy, reporterów, fotografów i korespondentów został w mgnieniu oka roztrwoniony w myśl przykazania zawartego w nowym dekalogu współczesnego świata, jakim jest22 Rules of Marketing zapisanych w zastępstwie Pana Boga przez Al. Ries’a i Jack’a Trout’a:

„lepiej być pierwszym niż lepszym”„it’s better to be first than it is to be better”

źródło: "news google"

W sposób oczywisty owocuje to tym, że w internetowych indeksach obok do niedawna jeszcze niepodważalnych autorytetów opiniotwórczych pojawiają się linki do innych źródeł.

Z czego – wydawało by się – powinienem się cieszyć a co mnie jednak skończenie martwi i niepokoi bowiem - nie daj Panie Boże - link do moich wpisów zaraz obok linkowania artykułu zamieszczonego w (...) nie najlepiej by dziś wróżył temu ostatniemu a przecież nie o to chodzi by pozbawiać ludzi pracy, a o to by nauczyć ich rzetelnie pracować, przypomnieć o czymś takim, jak "etos", "powinność", "odpowiedzialność" i w końcu szacunek do samego siebie.

To prawda: dobrze jest mieć na stare lata na koncie w banku milion $ ale okazuje się, że równie dobrze – jeśli nie lepiej – jest mieć czyste sumienie.

Fakt, pierwsze pozbawia trosk doczesnych ale drugie jest również wartością nie do pogardzenia: pozwala z otuchą patrzyć w przyszłość.