Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben White. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben White. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2013

Aż się prosi by napisać...

...i co pan na to panie Benie White, ale napiszę nie inaczej, jak właśnie tak: "Benie White" w przekonaniu, że Bóg - kimkolwiek On jest - szczególną miłością darzy zniewolonych i to nawet tych, zniewolonych koniecznością spłaty kolejnych rat kredytu, choć w tej kwestii nie do końca się z Nim zgadzam, co mam nadzieję, i mnie zostanie wybaczone.

"...The comparison of Cameron's rhetoric on India and Britain's newest EU partners reveals how, on the surface at least, racism is so often influenced by economics..."

źródło: "The Guardian"

Dlatego już tylko dla porządku w kontynuacji wirtualnego monologu o "rasizmie i hipokryzji" odnotowuję:

Czyżby pan PM David Cameron był jednym i drugim ?

Moim zdaniem nie, natomiast zdaniem absolwentów Cambridge University pewnie tak...

...ale współcześnie i tego tak do końca nie można być pewnym, bowiem prawdopodobnie i oni według tylko sobie znanych kryteriów rozróżniają pana Camerona od pana Beniamina Netanyahu, a żeby było kompetentniej, to jestem gotów nawet o to się założyć nie ryzykując wiele sądząc po tym, co piszą i sygnują własnymi nazwiskami.

niedziela, 17 lutego 2013

W (po) weekendowym oszołomieniu:

W moim nieprzemijającym mimo upływu lat naiwnym idealizmie trudno jest pogodzić się nie tyle z poglądami pana Bena White, a z tym, że głosi je absolwent szacownego Cambridge University, co nie znaczy zaraz, że jestem rasistą uznającym dyplomantów tego i innych uniwersytetów za „rasę”, tak jak nie jest nią jakikolwiek Palestyńczyk, a i naród Izraela też (…).

źródło: "Al Jazeera"

Podążając bowiem tropem frazeologii publicystycznej pana White w sposób oczywisty można by było uznać ostatnie działania Stanów Zjednoczonych Ameryki w Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii, a już na pewno te, w Mali (tu akurat Francuzi przy wsparciu U.N.) za nic innego, jak tylko rasistowskie pogromy nie mające nic wspólnego z ucywilizowaną koegzystencją kultur, religii i wspólnot państwowych.

Tak sądzę w po weekendowym oszołomieniu nie mając już najmniejszej ochoty na nawet monologiczny dyskurs z jakimkolwiek współcześnie wykształconym nie tylko freelancerem, ale i pozostałymi wyznawcami zdrowego tryby życia też w przekonaniu, że to nic innego, jak intelektualne trupy na podobieństwo zombie, tylko zdecydowanie mniej użyteczne, o czym przyjdzie im się przekonać w perspektywie kilku kolejnych dziesiątków lat.