Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bandar bin Sultan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bandar bin Sultan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 września 2014

...na pewno brzmi nieźle dla amerykańskiego establishmentu...

...i zaatlantyckiego sektora zbrojeniowego gospodarki...

"...the former Australian Army chief Peter Leahy recently called this “the early stages of a war which is likely to last for the rest of the century. We must be ready to protect ourselves and, where necessary, act preemptively to neutralize the evident threat. Get ready for a long war...”

źródło: "The Washington Post" by Michael Gerson

...ale można sądzić, że pewnie już mniej dla jego europejskiego odpowiednika nie wspominając...

...o czymś, co zdaje się kompetentnie zwane jest "utratą inicjatywy operacyjnej i strategicznej" już raz w tym regionie przez U.S.A. i ich sojuszników z NATO...

...i jak uczy historia wojen wszelakich raz utracona, nie wróży najlepiej na przyszłość...

...bo nie wspomnę dla zachowania powagi przez wzgląd na okoliczności w próbie jej ratowania o...

"Middle Eastern governments formally signed on to Barack Obama’s war coalition against the Islamic State (Isis) on Thursday..."

źródło: "The Guardian"

...tym bardziej, że rządy Egiptu, Iraku, Jordanii, Libanu, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów i Kataru to jedno...

"...A day after Obama told the US public that the latest war in the skies above Iraq will soon cross the border into Syria, he received a major diplomatic boost from the leaders of Egypt, Iraq, Jordan, Lebanon and the Gulf Cooperation Council - an alliance of the Sunni Arab Gulf nations, including Saudi Arabia, Qatar and the United Arab Emirates – who pledged to “stand united” against “the so-called Islamic State in Iraq and the Levant...” - źródło j.w.

...a obywatele tych państw po szczególnie libijskich, syryjskich i egipskich doświadczeniach "Arabskiej Wiosny", to dziś już zupełnie inna "bajka" (...)...

źródło: "Tu potrzebny lekarz, nie dyplomata:" by T.L.

...stanowiąc tym bez wątpienia prawdopodobnie przesadzającą "o wszystkim" komplikację w z gruntu poronionej probie po raz koleiny przejęcia tam przez w pierwszym rzędzie Amerykanów kontroli nad biegiem zdarzeń...

...cokolwiek te odwołania i taka, a nie inna ich barowa interpretacja w tej sytuacji może znaczyć...


sobota, 12 kwietnia 2014

Czytam ci ja...

..."krakowiaczek jeden" stosownie do weekendowej pory tekst nie kogo innego, jak intrygującej swoją egzotyczną kobiecością pani Rachel Shabi...

 źródło: "gulfnews com"

...pozwalając sobie może i niestosownie, ale moim zdaniem zasadnie, na usunięcie z oryginału cytowanej fotografii nadmiaru zieleni (...)...

...zasmucony przy tym faktem przynależności jeśli nie dosłownie metrykalnej, to geograficznie bez wątpienia, do nielubianej szczególnie przez panią Rachel aszkenazyjskiej diaspory intelektu w pocieszającym przekonaniu, że jakoś to mimo wszystko przeżyję...

...nie po raz pierwszy zresztą, a czy ostatni, to czas pokaże...

"Battling perceptions: Minorities in the Arab world
We must move away from the overriding narrative that 'sectarianism' is the natural state of the Arab world..."


źródło: "Al Jazeera"

...i dalej...

"...This is still at play today as modern-day tyrants prey on ethnic and religious differences, privileging one section of the population and setting it against the other. This sectarian style and rhetoric is of course invoked by Syrian President Bashar al-Assad - but also put to use by US-backed Iraqi Prime Minister Nouri al-Maliki, whose government is routinely accused of using anti-terror laws to target the Sunni population..."

...w zadziwieniu wymienieniem przez autorkę "Not the Enemy: Israel's Jews from Arab Lands" w tym kontekście jednym ciągiem Syrii Bashara al-Assada obok Iraku Nori al- Maliki...

...a jednak z pominięciem Arabii Saudyjskiej pod rządami rodziny Saudów utrzymującej się dziś przy władzy już tylko dzięki terrorowi wahhabickich (klasycznie sekciarskich) bojówek i militarno politycznym gwarancjom Stanów Zjednoczonych Ameryki ...

źródło: "Blogger T.L. - "Tu potrzebny lekarz, nie dyplomata:" post datowany na lipiec 2012 roku

...z Izraelem w tle na miarę nie inaczej, jak jakiejś koszmarnej "Grupy Laokoona"...

źródło: "Google Images"

...w żadnym razie niegodnej prezentacji w jakimkolwiek, renomowanym, europejskim muzeum...

- jeśli już koniecznie, to nie gdzie indziej, jak w witrynie "Fine Art America" lub podobnej -

źródło: "fineartamerica com"

...piszę sobie a Muzom w wirtualnym monologu zerkając przy tym co i rusz na leżący obok klawiatury telefon (...)...

...którego nazwy pozwolę sobie nie wymienić, nie jest to bowiem tekst przez kogokolwiek sponsorowany...

...za to bez wątpienia pewnie w niezamierzony sposób - a jednak - nobilitowany własnie (11 kwietnia)  przez autorów "The Monkey Cage" opinią...

"...“Blogs have now become the personal archives of individuals. It is a common practice now that an individual would set up a blog in order to keep track of his writing elsewhere,” says one blogger. The firepower the blog maintained has in effect become a secondhand library. Just as vinyl records are still listened to, and considered better than the digital format, they exist without having a real impact on the music industry. In effect ,blogs are the vinyl records of the Internet..." - źródło: "The Monkey Cage"

...w konfrontacji z postem prowincjonalnego poety barowego datowanym na październik 2010 roku...

"...Klasycznym tego przykładem jest syndrom CD:

Realizował z nadmiarem wszelkie, progowe, teoretyczne parametry audio, ale już po kilku miesiącach(!) funkcjonowania tej technologii na rynku, rasowi audiofile zdefiniowali jej ułomności i , jak zawsze (kable, zakres przenoszonych częstotliwości przez wzmacniacz, pasmo odtwarzane przez kolumny, zmora Dolby…), uznano ich znowu za nieuleczalnych oszołomów.

Minęło sporo latek i dziś nikt poważny nie kwestionuje już tamtych ocen, a w wysokiej klasy odtwarzaczach płyt kompaktowych montowane są generatory traconych w cyfrowym zapisie składowych dźwięku..."

piątek, 26 lipca 2013

pani Linda S. Heard pyta...

"Yousef Qaradawi once a respected Islamic cleric who lives in Qatar, says "Kill anyone who objects to President Morsi's return". Is this Islam??"

...na swoim, facebookowym profilu...

źródło: "Facebook"

Na co ja odpowiadam:

Oczywiście, że to nie jest Islam...

...a na równi z nim uświęcone prawo do samostanowienia narodu egipskiego, który dokonał wyboru w demokratycznej[!] procedurze. 

...czego akurat dorabiająca na swoją, kairską rezydenturę publikacjami na stronach saudyjskiego "Arab News" nie musi rozumieć, ale przyjąć do wiadomości to powinna, jeśli chce być czytana i poważana przez "...among many sections of Saudi society, including nationals and foreign residents, and from various socio-economic levels — guest workers to company CEOs..." (źródło: "Arab News" - abaut us):

"SYRIA’S devastation is yet another example of the evils of foreign interference in a nation’s internal affairs. A popular “Arab Spring” uprising morphed into a bloody civil war due to Bashar Assad’s arrogance..." 

źródło: "Arab News"

...bowiem jeśli już faktycznie przyjdzie komuś do głowy, by uznać pana Bashara al-Assada za aroganta, to wydaje się zasadne tylko za aroganta sytuacyjnego, odpłacającego "pięknym za nadobne"...


źródło: "Salem News" z linkowaniem do postu zatytułowanego "Hosanna&alejhem weał bnejhem:"

"...Saudi commentators say Bandar was the one behind the decision to give money to the Syrian rebels, and even to buy weapons for them. They say the Saudi demand that Assad step down is part of Bandar's strategy, which guides the kingdom far more than the positions of the 88-year-old king, whose health is failing.

The Saudi policy on Syria is being closely coordinated with the United States; both countries (like Israel ) want to separate Iran from its most important Arab base and slow the weapons flow to Hezbollah..."
(źródło j.n. - Jul. 25, 2012)


źródło: "Haaretz"

Coś przeoczyłem wielce szanowna pani Lindo S. Heard ?

Z grubsza rzecz ujmując jeśli już coś, to tylko parę marginalnych drobiazgów...

...tak sobie myślę w to piątkowe przedpołudnie przy porannym kubku kawy w wirtualnym monologu prowincjonalnego poety barowego błądzącego już myślami wokół nieprzewidywalnych zdarzeń pierwszego popołudnia, wieczoru i nocy nadchodzącego weekendu...


...w pewności nadrzędności racji zawartych w słowach Johna Donne przestrzegającego przed tym, by nie pytać, komu bije dzwon, bowiem on zawsze bije pytającemu:

“And therefore never send to know for whom the bell tolls; It tolls for thee”

czwartek, 2 sierpnia 2012

Hosanna&alejhem weał bnejhem:

Książę Bandar bin Sultan będzie ojcem (a może nawet matką ?) syryjskiej demokracji.
źródło: "Salem News"

Co znaczy, że jak zawsze, tak i tym razem chłoptasie z Yale nie zawiedli.

Choć wypada przy tej okazji przyznać: akurat ja nie przepadam za tym rodzajem dowcipu środowiskowego, co o tyle godne jest odnotowania, że nie jestem w tym osamotniony.

Jakie to ma znaczenie ?

Pozornie nie ma żadnego, ale należy w tych okolicznościach odnotować starą prawdę:

Pozory mylą:
źródło: "Yahoo! News"

"It's a shame that the gay community that asks for tolerance is so intolerant of other opinions," Josh Walker said as he ate lunch. "It's nice to have a company that stands by its morals." (and more)

źródło: "RedBubble"

Co czyni zasadnym raczej nie marginalne w tych okolicznościach stwierdzenie:

Polityka przypomina do złudzenia ogrodnictwo:

Jeśli już przesadzać, to należy wiedzieć co i kiedy nie zapominając przy tym jak.

środa, 25 lipca 2012

Tu potrzebny lekarz, nie dyplomata:

Istnieją granice przyzwoitości, które już na samym początku „Arabskiej Wiosny” po prostu zostały zignorowane, istnieją również granice poprawności, na które nikt z euroatlantyckich polityków biorących czynny udział w tej tragikomicznej imprezce nie zważa, ale publiczne przekraczanie granic zdrowego rozsądku bez rozróżniania faktów od rojeń, jak to ma miejsce w przypadku pani Hillary Clinton, budzi zdziwienie i zaniepokojenie nie losem Syrii, a Stanów Zjednoczonych Ameryki, bowiem jeśli druga osoba w państwie po prezydencie swoimi wystąpieniami zaświadcza, że w sposób oczywisty znajduje się prawdopodobne w chronicznym stanie demencji poklimakteryjnej, to nie syryjscy Alawici powinni się tym martwić, nie prezydent Bashar al-Assad, a Mormoni z Utah i kalifornijscy surferzy, o czym zaświadcza oczywista zasadnośc tego wpisu w nawiązaniu do linkowanej publikacji Reutersa:
źródło" "Reuters"

Opozycja bowiem, szanowna pani Clinton, to Centralny Rząd Tybetański i Dalajlama, pani Aung San Suu Kyi, kurdyjscy przywódcy i inni, im podobni, a nie generał Manaf Tlass i cała, magmatyczna reszta krążąca wokół niego w parysko londyńskich, politycznych spelunkach, z której nikt nie jest w stanie skleić struktur zdolnych do organizacji post alawickiego państwa.

Nikt, nawet sam Pan Bóg, kimkolwiek On jest, a cóż dopiero washingtonska administracja i jej europejscy satelici wspierani przez trzeciorzędnych aktorów teatralnej trupy U.N.

Co, mam nadzieję, w obiektywnym osądzie uzasadnia ekstrawagancję tytułu:

Tu potrzebny lekarz, nie dyplomata.”
***

11:10 CEST:

Jednak „chłoptasie z Yale” nie zawiedli, a ja już myślałem, że wojna etniczna w Syrii umknęła ich uwadze w zamieszaniu przygotowań do parady w San Diego:

źródło; "Haaretz"

Co w żaden sposób nie przybliża końca rozwiązania syryjskiego problemu ( jeśli nie wręcz go komplikuje i oddala), ale za to wyjaśnia znakomicie źródła niezwyczajnej intratności zawodu psychoanalityka w U.S.

LOL