"Pejzaż (nad) morski" (sopockie molo) by T.L. - camera Lumix FZ8
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sopot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sopot. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 21 kwietnia 2016
wtorek, 19 kwietnia 2016
...pewnie już w końcu powinienem napisać...
...w prezentacji „T.L. photography workshop”…
coś w temacie deklaracji programowej zgodnie z nową tradycją...
coś w temacie deklaracji programowej zgodnie z nową tradycją...
"Spacerkiem po (sopockim) molo" by T.L. - camera Lumix FZ8
...ale nie napiszę - programowo...
...cokolwiek to znaczy (a znaczy, nawiasem tylko dodam nieustająco sobie a Muzom)...
poniedziałek, 28 marca 2016
…nowo tradycyjny śmigus dyngus, czyli…
...zamiast kubła czystej wody nieustająco zawartość szamba z Wielkanocnymi Życzeniami od reprezentantów nadwiślańskich elit...
źródło własne: "…jeśli Wy obywatelko Ochojska…"
...czytając na klozecie papierowe wydanie „Gazety Trójmiasto”…
„W kraju powstaje dyktatura, a naszym obowiązkiem jest stawić jej opór…”
„W kraju powstaje dyktatura, a naszym obowiązkiem jest stawić jej opór…”
źródło: "Magazyn Trójmiasto Wyborcza" (wydanie papierowe datowane na 25 marca 2016 roku)
...w wersji cyfrowej poprzedzone zapisem "Prezydent Sopotu: Z przerażeniem patrzę, jak politycy PiS oczekują, że organy ścigania zajmą się ich przeciwnikami" z dnia 24 marca sygnowanym jak w jednym, tak i drugim przypadku przez pana Krzysztofa Katkę...
źródło: "trójmiasto wyborcza pl"
...co powodowany Wielkanocno franciszkańska miłością do naszych braci mniejszych skwituję nie inaczej, jak tylko tak pewnym przypomnieniem...
źródło własne z "teczki" oznaczonej etykietą "Fundacja Maciuś"
...przypomnieniem w żadnym razie do kogokolwiek adresowanym w wirtualnym monologu bądź co bądź snutym jeszcze drugiego dnia Świąt...
:-(
czwartek, 3 marca 2016
...z cyklu "© Joanna Z."...
...Sopot w obiektywie Joanny Z. - T.L. photography workshop...
"Przystań II" © Joanna Z. (camera: Panasonic "Lumix" DMC-FZ8 )
piątek, 26 lutego 2016
środa, 1 kwietnia 2015
...z cyklu "© Joanna Z." - T.L. photography workshop...
...tym razem o fotograficznej narracji...
"Spacer" (Sopot, molo) © Joanna Z.
...w kontynuacji tematu "Dwie Gracje by T.L."...
środa, 26 listopada 2014
T.L. photography workshop - w kontynuacji...
...przeglądu zdjęć Joanny Z...
...ale dla mnie wartych zainteresowania poprzez zapis w potoczności fotograficznej pozornie jeśli nie nieuchwytnego, to zbyt często jak na moje gusta współcześnie pomijanego...
"Sopot molo" © by Joanna Z.
...w żadnym razie nie spełniających norm jakościowych fotografii profesjonalnej, a i pewnie oczekiwań jurorów konkursu "The Sony World Photography Awards" również...
...światła...
niedziela, 23 listopada 2014
T.L. photography workshop - Sopot w fotografii Joanny Z.
"Sopot - przystań" © by Joanna Z. (proofreading and digital darkroom by T.L.)
"Sopot - przystań II" © by Joanna Z. (Lumix DMC-FZ8)
niedziela, 22 czerwca 2014
...tym razem nie doskonałe cygara...
...a wart odnotowania - bez cienia wątpliwości pięciogwiazdkowy - "deser", który pozostanie w mojej wdzięcznej pamięci...
...w niezmienności prezentowanego w nim poglądu...
"Fête de la Musique Sopot 2014" collage © by T.L.
...po wizycie w pewnym publicznym przybytku branży turystyczno gastronomicznej z aspiracjami do kontynuacji jakości i tradycji (...), której nie tyle z powodów towarzyskich, co rodzinnych w żaden sposób nie mogłem pominąć...
...zapisuję powodowany niczym więcej, jak tylko pamiętnikarską rzetelnością w nawiązaniu do treści datowanej na kwiecień 2013 roku...
"...z przyzwyczajenia kontynuowałem swoje, kulinarne peregrynacje pogrążając się coraz bardziej w niepojętej dla mnie i nie służącej najlepiej biesiadowaniu melancholii do czasu, kiedy to ktoś znajomy nie zaprosił mnie w swojej snobistycznej rozrzutności na obiad do modnej w tamtym czasie, sopockiej garkuchni dla nadwiślańskich nowobogackich, z którego godnymi zapamiętania okazały się być tylko faktycznie doskonałe cygara no i nigdy nie sprawiające zawodu trunki, co ostatecznie wyzwoliło mnie z będących torturą w nowej rzeczywistości nawyków..."
źródło: "Siano, czyli znowu ktoś chce mnie uczyć:"
:-(
niedziela, 18 maja 2014
"Dobrze urodzony" z cyklu "Confessions"...
...a mimo to z wyboru...
"Dobrze urodzony" - collage by T.L. z postu "...od cytatów z nadwiślańskiego PM Donalda Tuska..."
...niezrzeszony...
...co należy uznać - jak powiadają - za wyznanie "szczere aż do bólu"...
...w jego weekendowej stosowności...
...w jego weekendowej stosowności...
...od cytatów z nadwiślańskiego PM Donalda Tuska...
"...- Narody, które nie czczą swoich bohaterów; narody, które wyrzekają się pamięci o swojej heroicznej przeszłości, nie zasługują na wolność i prędzej czy później ją tracą..."
źródło: "Interia PL"
...zdecydowanie wolę w chwilach nie tylko od święta, ale zagubienia i zwątpienia również, szukać drogowskazów i pocieszenia wśród autorytetów za życia chodzących "w swoich garniturach"...
"Tak często słyszymy zdanie: „Piękną i zaszczytną rzeczą jest umrzeć za Ojczyznę”. Jednakże trudniej jest niekiedy żyć dla Ojczyzny. Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata." - źródło: "Wikipedia"
...cokolwiek to znaczy...
"...Tu winien jestem zainteresowanym kilka słów wyjaśnienia:
Powyższe – i podobne teksty traktujące o nadwiślańskiej współczesności – piszę z racji przywileju wieku, a w tym, konkretnym przypadku, jako polski ateista wychowany na kazaniach i homiliach ś.p. kardynała Wyszyńskiego, który w moim przypadku okazał się być może i mało skutecznym misjonarzem, ale nauczył mnie szacunku i poważania odmienności światopoglądowej głoszonej słowem i pismem "z ambony", co nie znaczy, że oczekuję, by współcześni byli od Niego „lepsi”, ale na pewno nie powinni być „gorsi”..."
źródło: "Blogger T.L."
...przez pamięć milionów nie dość, że skazanych dziś na zapomnienie...
"Sopot 1945-1965, od 1956 roku[!] ul. Bohaterów Monte Cassino, przedtem Rokossowskiego i Morska (Seestraße)" - collage by T.L. (Google Images)
...to jeszcze do tego nieustannie hańbionych pogardą przez współczesnych budowniczych ruin dosłownie...
źródło: "Gazeta pl Trójmiasto"
...i nie tak do końca w przenośni, jakby można było sobie życzyć...
źródło: "Blogger T.L."
...piszę sobie a Muzom z racji obywatelsko uogólnionych i lokalnie uprawomocnionych...
collage by T.L. - źródło: "Sopociacy pl" (którego nie jestem członkiem z wyboru mimo, że "dobrze urodzony")
i archiwum autora
i archiwum autora
...w wirtualnym monologu prowincjonalnego poety barowego na marginesie rocznicowych obchodów może i wygranej bitwy...
...ale zdecydowanie przegranej wojny...
:-(
środa, 10 kwietnia 2013
Siano, czyli znowu ktoś chce mnie uczyć:
Tym razem przyjemności z korzystania z życia, czyli w temacie jedzenia w programie pana Tomasza Lisa pan Wojciech Modest Amaro, a że jedzenie, to dla mnie - odkąd pamiętam - rzecz ważna, nadstawiłem ucha nie zważając zbytnio na źródło emisji i…
źródło: "na:temat"
…no cóż szanowny panie Amaro, poza wiekiem dzieli nas w tym temacie coś istotniejszego:
Pan pracował przez dwadzieścia lat w kuchni na swój sukces...
...ja przesiedziałem przy restauracyjnych stolikach z grubsza licząc tak gdzieś z czterdzieści, i nie były to tylko stoliki w przysłowiowych dla pana pokolenia barach mlecznych PRLu, choć i w nich wypijałem nie raz poranny kefirek przedniej jakości, wspominając je dziś z rozrzewnieniem, jak i inne „lokale gastronomiczne” – tak to się bowiem wtedy nazywało – z istotnym dopełnieniem „użyteczności publicznej”, dlatego ważnym, że chodziło się tam wtedy po to, by zaspokoić wszelakie potrzeby ciała (…), a i ducha też.
I akurat dla mnie ich użyteczny urok zawierał się między innymi w tym, że w każdej z nich mogłem zamawiać taką choćby polędwicę na „sto różnych sposobów” zależnie od dnia i nastroju począwszy od fanaberycznego, surowego dosłownie kawałka mięsa, po dobrze wysmażony befsztyk (…) nie wprawiając tym w zakłopotanie ani kelnera, ani tym bardziej szefa kuchni, przeciwnie – dodam marginalnie w odnotowaniu historycznym – w tamtych czasach ktoś zamawiający obiad a la carte nie był dla kelnera „gościem”, a tylko „konsumentem”, o czym dowiedziałem się przypadkiem spotykając po latach na molo starego kelnera z sopockiego „Grand Hotelu”, przez którego miałem przyjemność przez lata być wielokrotnie obsługiwanym ku obopólnej satysfakcji, jak się podczas tej rozmowy kazało.
Potem przyszły nowe czasy, a ja z przyzwyczajenia kontynuowałem swoje, kulinarne peregrynacje pogrążając się coraz bardziej w niepojętej dla mnie i nie służącej najlepiej biesiadowaniu melancholii do czasu, kiedy to ktoś znajomy nie zaprosił mnie w swojej snobistycznej rozrzutności na obiad do modnej w tamtym czasie, sopockiej garkuchni dla nadwiślańskich nowobogackich, z którego godnymi zapamiętania okazały się być tylko faktycznie doskonałe cygara no i nigdy nie sprawiające zawodu trunki, co ostatecznie wyzwoliło mnie z będących torturą w nowej rzeczywistości nawyków ku zadowoleniu moich, ziemskich, domowych Aniołów nie wspominając o żołądku.
- Aniołku, a co to tam jutro będzie na obiadek ?
źródło: własne T.L.
Nic bowiem po „świątyniach kulinarnej sztuki” w których nie potrafią na życzenie przyrządzić jak należy „sztuki mięs” szanowny panie Amaro, co piszę w marginalnym zażenowaniu faktem, że najbliższym miejscem, gdzie można dziś zjeść publicznie rzetelnego schabowego jest Toronto, albo nowojorski Greenpoint jak kto woli, nie wspominając o tuku bez którego czasami każda kolejna pięćdziesiątka czystej przypomina randkę w ciemno z cerowaną dziewicą na wydaniu.
Co nie znaczy, że nie życzę panu powodzenia, wręcz przeciwnie, wbrew pozorom doceniam pana twórcze osiągnięcia, o czym zaświadczyć może moja deklaracja, że sam chciałbym zobaczyć moment, w którym to pan poseł Niesiołowski w towarzystwie partyjnych kolegów zajada w pana atelier siano za jedyne 240 złotych od osoby:
źródło: "Wojciech Bońkowski na:temat"
A że nie piszę przy tej okazji o pani Gessler, która też tam była i coś mówiła ?
Nie piszę, bo za każdym razem, kiedy tylko Ją widzę, to patrzę i patrzę niczego nie słysząc...
źródło: "Gazeta pl"
...na podobieństwo tokującego głuszca w wirtualnym zatraceniu poety barowego...
źródło: "Daniel Raszke Preparowanie zwierząt"
źródło: "na:temat"
…no cóż szanowny panie Amaro, poza wiekiem dzieli nas w tym temacie coś istotniejszego:
Pan pracował przez dwadzieścia lat w kuchni na swój sukces...
...ja przesiedziałem przy restauracyjnych stolikach z grubsza licząc tak gdzieś z czterdzieści, i nie były to tylko stoliki w przysłowiowych dla pana pokolenia barach mlecznych PRLu, choć i w nich wypijałem nie raz poranny kefirek przedniej jakości, wspominając je dziś z rozrzewnieniem, jak i inne „lokale gastronomiczne” – tak to się bowiem wtedy nazywało – z istotnym dopełnieniem „użyteczności publicznej”, dlatego ważnym, że chodziło się tam wtedy po to, by zaspokoić wszelakie potrzeby ciała (…), a i ducha też.
I akurat dla mnie ich użyteczny urok zawierał się między innymi w tym, że w każdej z nich mogłem zamawiać taką choćby polędwicę na „sto różnych sposobów” zależnie od dnia i nastroju począwszy od fanaberycznego, surowego dosłownie kawałka mięsa, po dobrze wysmażony befsztyk (…) nie wprawiając tym w zakłopotanie ani kelnera, ani tym bardziej szefa kuchni, przeciwnie – dodam marginalnie w odnotowaniu historycznym – w tamtych czasach ktoś zamawiający obiad a la carte nie był dla kelnera „gościem”, a tylko „konsumentem”, o czym dowiedziałem się przypadkiem spotykając po latach na molo starego kelnera z sopockiego „Grand Hotelu”, przez którego miałem przyjemność przez lata być wielokrotnie obsługiwanym ku obopólnej satysfakcji, jak się podczas tej rozmowy kazało.
Potem przyszły nowe czasy, a ja z przyzwyczajenia kontynuowałem swoje, kulinarne peregrynacje pogrążając się coraz bardziej w niepojętej dla mnie i nie służącej najlepiej biesiadowaniu melancholii do czasu, kiedy to ktoś znajomy nie zaprosił mnie w swojej snobistycznej rozrzutności na obiad do modnej w tamtym czasie, sopockiej garkuchni dla nadwiślańskich nowobogackich, z którego godnymi zapamiętania okazały się być tylko faktycznie doskonałe cygara no i nigdy nie sprawiające zawodu trunki, co ostatecznie wyzwoliło mnie z będących torturą w nowej rzeczywistości nawyków ku zadowoleniu moich, ziemskich, domowych Aniołów nie wspominając o żołądku.
Od tamtej chwili minęło już dobrych kilkanaście lat w błogim szczęściu sakramentalnego pytania zadawanego co noc na dobranoc:
- Aniołku, a co to tam jutro będzie na obiadek ?
źródło: własne T.L.
Nic bowiem po „świątyniach kulinarnej sztuki” w których nie potrafią na życzenie przyrządzić jak należy „sztuki mięs” szanowny panie Amaro, co piszę w marginalnym zażenowaniu faktem, że najbliższym miejscem, gdzie można dziś zjeść publicznie rzetelnego schabowego jest Toronto, albo nowojorski Greenpoint jak kto woli, nie wspominając o tuku bez którego czasami każda kolejna pięćdziesiątka czystej przypomina randkę w ciemno z cerowaną dziewicą na wydaniu.
Co nie znaczy, że nie życzę panu powodzenia, wręcz przeciwnie, wbrew pozorom doceniam pana twórcze osiągnięcia, o czym zaświadczyć może moja deklaracja, że sam chciałbym zobaczyć moment, w którym to pan poseł Niesiołowski w towarzystwie partyjnych kolegów zajada w pana atelier siano za jedyne 240 złotych od osoby:
źródło: "Wojciech Bońkowski na:temat"
A że nie piszę przy tej okazji o pani Gessler, która też tam była i coś mówiła ?
Nie piszę, bo za każdym razem, kiedy tylko Ją widzę, to patrzę i patrzę niczego nie słysząc...
źródło: "Gazeta pl"
...na podobieństwo tokującego głuszca w wirtualnym zatraceniu poety barowego...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























