Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sopot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sopot. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 kwietnia 2016

...pewnie już w końcu powinienem napisać...

...w prezentacji „T.L. photography workshop”…

coś w temacie deklaracji programowej zgodnie z nową tradycją...

"Spacerkiem po (sopockim) molo" by T.L. - camera Lumix FZ8

...ale nie napiszę - programowo...

...cokolwiek to znaczy (a znaczy, nawiasem tylko dodam nieustająco sobie a Muzom)...

poniedziałek, 28 marca 2016

…nowo tradycyjny śmigus dyngus, czyli…

...zamiast kubła czystej wody nieustająco zawartość szamba z Wielkanocnymi Życzeniami od reprezentantów nadwiślańskich elit...


…odnotowuję stosownie do treści... 

...czytając na klozecie papierowe wydanie „Gazety Trójmiasto”…

„W kraju powstaje dyktatura, a naszym obowiązkiem jest stawić jej opór…”

źródło: "Magazyn Trójmiasto Wyborcza" (wydanie papierowe datowane na 25 marca 2016 roku)

...w wersji cyfrowej poprzedzone zapisem "Prezydent Sopotu: Z przerażeniem patrzę, jak politycy PiS oczekują, że organy ścigania zajmą się ich przeciwnikami" z dnia 24 marca sygnowanym jak w jednym, tak i drugim przypadku przez pana Krzysztofa Katkę...


...co powodowany Wielkanocno franciszkańska miłością do naszych braci mniejszych skwituję nie inaczej, jak tylko tak pewnym przypomnieniem...

źródło własne z "teczki" oznaczonej etykietą "Fundacja Maciuś"

...przypomnieniem w żadnym razie do kogokolwiek adresowanym w wirtualnym monologu bądź co bądź snutym jeszcze drugiego dnia Świąt...

:-(

czwartek, 3 marca 2016

...z cyklu "© Joanna Z."...

...Sopot w obiektywie Joanny Z. - T.L. photography workshop...

"Przystań II" © Joanna Z. (camera: Panasonic "Lumix" DMC-FZ8 )


środa, 26 listopada 2014

T.L. photography workshop - w kontynuacji...

...przeglądu zdjęć Joanny Z...

"Sopot molo" © by Joanna Z.

...w żadnym razie nie spełniających norm jakościowych fotografii profesjonalnej, a i pewnie oczekiwań jurorów konkursu "The Sony World Photography Awards" również...

...ale dla mnie wartych zainteresowania poprzez zapis w potoczności fotograficznej pozornie jeśli nie nieuchwytnego, to zbyt często jak na moje gusta współcześnie pomijanego...

...światła...

niedziela, 23 listopada 2014

niedziela, 22 czerwca 2014

...tym razem nie doskonałe cygara...

...a wart odnotowania - bez cienia wątpliwości pięciogwiazdkowy - "deser", który pozostanie w mojej wdzięcznej pamięci...

"Fête de la Musique Sopot 2014" collage © by T.L.

...po wizycie w pewnym publicznym przybytku branży turystyczno gastronomicznej z aspiracjami do kontynuacji jakości i tradycji (...), której  nie tyle z powodów towarzyskich, co rodzinnych w żaden sposób nie mogłem pominąć...

...zapisuję powodowany niczym więcej, jak tylko pamiętnikarską rzetelnością w nawiązaniu do treści datowanej na kwiecień 2013 roku... 

"...z przyzwyczajenia kontynuowałem swoje, kulinarne peregrynacje pogrążając się coraz bardziej w niepojętej dla mnie i nie służącej najlepiej biesiadowaniu melancholii do czasu, kiedy to ktoś znajomy nie zaprosił mnie w swojej snobistycznej rozrzutności na obiad do modnej w tamtym czasie, sopockiej garkuchni dla nadwiślańskich nowobogackich, z którego godnymi zapamiętania okazały się być tylko faktycznie doskonałe cygara no i nigdy nie sprawiające zawodu trunki, co ostatecznie wyzwoliło mnie z będących torturą w nowej rzeczywistości nawyków..."


...w niezmienności prezentowanego w nim poglądu...

:-(

niedziela, 18 maja 2014

"Dobrze urodzony" z cyklu "Confessions"...

...a mimo to z wyboru...

"Dobrze urodzony" - collage by T.L. z postu "...od cytatów z nadwiślańskiego PM Donalda Tuska..."

...niezrzeszony...

...co należy uznać - jak powiadają - za wyznanie "szczere aż do bólu"...

...w jego weekendowej stosowności...

...od cytatów z nadwiślańskiego PM Donalda Tuska...

"...- Narody, które nie czczą swoich bohaterów; narody, które wyrzekają się pamięci o swojej heroicznej przeszłości, nie zasługują na wolność i prędzej czy później ją tracą..."

źródło: "Interia PL"

...zdecydowanie wolę w chwilach nie tylko od święta, ale zagubienia i zwątpienia również, szukać drogowskazów i pocieszenia wśród autorytetów za życia chodzących "w swoich garniturach"...

"Tak często słyszymy zdanie: „Piękną i zaszczytną rzeczą jest umrzeć za Ojczyznę”. Jednakże trudniej jest niekiedy żyć dla Ojczyzny. Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata." - źródło: "Wikipedia"

...cokolwiek to znaczy...

"...Tu winien jestem zainteresowanym kilka słów wyjaśnienia: 

Powyższe – i podobne teksty traktujące o nadwiślańskiej współczesności – piszę z racji przywileju wieku, a w tym, konkretnym przypadku, jako polski ateista wychowany na kazaniach i homiliach ś.p. kardynała Wyszyńskiego, który w moim przypadku okazał się być może i mało skutecznym misjonarzem, ale nauczył mnie szacunku i poważania odmienności światopoglądowej głoszonej słowem i pismem "z ambony", co nie znaczy, że oczekuję, by współcześni byli od Niego „lepsi”, ale na pewno nie powinni być „gorsi”..."


źródło: "Blogger T.L."

...przez pamięć milionów nie dość, że skazanych dziś na zapomnienie...

"Sopot 1945-1965, od 1956 roku[!] ul. Bohaterów Monte Cassino, przedtem Rokossowskiego i Morska (Seestraße)" - collage by T.L. (Google Images)

...to jeszcze do tego nieustannie hańbionych pogardą przez współczesnych budowniczych ruin dosłownie...

źródło: "Gazeta pl Trójmiasto"

...i nie tak do końca w przenośni, jakby można było sobie życzyć...

źródło: "Blogger T.L."

...piszę sobie a Muzom z racji obywatelsko uogólnionych i lokalnie uprawomocnionych...

collage by T.L. - źródło: "Sopociacy pl" (którego nie jestem członkiem z wyboru mimo, że "dobrze urodzony")
 i archiwum autora

...w wirtualnym monologu prowincjonalnego poety barowego na marginesie rocznicowych obchodów może i wygranej bitwy...

...ale zdecydowanie przegranej wojny...

:-(

środa, 10 kwietnia 2013

Siano, czyli znowu ktoś chce mnie uczyć:

Tym razem przyjemności z korzystania z życia, czyli w temacie jedzenia w programie pana Tomasza Lisa pan Wojciech Modest Amaro, a że jedzenie, to dla mnie - odkąd pamiętam - rzecz ważna, nadstawiłem ucha nie zważając zbytnio na źródło emisji i…

źródło: "na:temat"

…no cóż szanowny panie Amaro, poza wiekiem dzieli nas w tym temacie coś istotniejszego:

Pan pracował przez dwadzieścia lat w kuchni na swój sukces...

...ja przesiedziałem przy restauracyjnych stolikach z grubsza licząc tak gdzieś z czterdzieści, i nie były to tylko stoliki w przysłowiowych dla pana pokolenia barach mlecznych PRLu, choć i w nich wypijałem nie raz poranny kefirek przedniej jakości, wspominając je dziś z rozrzewnieniem, jak i inne „lokale gastronomiczne” – tak to się bowiem wtedy nazywało – z istotnym dopełnieniem „użyteczności publicznej”, dlatego ważnym, że chodziło się tam wtedy po to, by zaspokoić wszelakie potrzeby ciała (…), a i ducha też.

I akurat dla mnie ich użyteczny urok zawierał się między innymi w tym, że w każdej z nich mogłem zamawiać taką choćby polędwicę na „sto różnych sposobów” zależnie od dnia i nastroju począwszy od fanaberycznego, surowego dosłownie kawałka mięsa, po dobrze wysmażony befsztyk (…) nie wprawiając tym w zakłopotanie ani kelnera, ani tym bardziej szefa kuchni, przeciwnie – dodam marginalnie w odnotowaniu historycznym – w tamtych czasach ktoś zamawiający obiad a la carte nie był dla kelnera „gościem”, a tylko „konsumentem”, o czym dowiedziałem się przypadkiem spotykając po latach na molo starego kelnera z sopockiego „Grand Hotelu”, przez którego miałem przyjemność przez lata być wielokrotnie obsługiwanym ku obopólnej satysfakcji, jak się podczas tej rozmowy kazało.

Potem przyszły nowe czasy, a ja z przyzwyczajenia kontynuowałem swoje, kulinarne peregrynacje pogrążając się coraz bardziej w niepojętej dla mnie i nie służącej najlepiej biesiadowaniu melancholii do czasu, kiedy to ktoś znajomy nie zaprosił mnie w swojej snobistycznej rozrzutności na obiad do modnej w tamtym czasie, sopockiej garkuchni dla nadwiślańskich nowobogackich, z którego godnymi zapamiętania okazały się być tylko faktycznie doskonałe cygara no i nigdy nie sprawiające zawodu trunki, co ostatecznie wyzwoliło mnie z będących torturą w nowej rzeczywistości nawyków ku zadowoleniu moich, ziemskich, domowych Aniołów nie wspominając o żołądku.

Od tamtej chwili minęło już dobrych kilkanaście lat w błogim szczęściu sakramentalnego pytania zadawanego co noc na dobranoc:

- Aniołku, a co to tam jutro będzie na obiadek ?

źródło: własne T.L.

Nic bowiem po „świątyniach kulinarnej sztuki” w których nie potrafią na życzenie przyrządzić jak należy „sztuki mięs” szanowny panie Amaro, co piszę w marginalnym zażenowaniu faktem, że najbliższym miejscem, gdzie można dziś zjeść publicznie rzetelnego schabowego jest Toronto, albo nowojorski Greenpoint jak kto woli, nie wspominając o tuku bez którego czasami każda kolejna pięćdziesiątka czystej przypomina randkę w ciemno z cerowaną dziewicą na wydaniu.

Co nie znaczy, że nie życzę panu powodzenia, wręcz przeciwnie, wbrew pozorom doceniam pana twórcze osiągnięcia, o czym zaświadczyć może moja deklaracja, że sam chciałbym zobaczyć moment, w którym to pan poseł Niesiołowski w towarzystwie partyjnych kolegów zajada w pana atelier siano za jedyne 240 złotych od osoby:

źródło: "Wojciech Bońkowski na:temat"

A że nie piszę przy tej okazji o pani Gessler, która też tam była i coś mówiła ?

Nie piszę, bo za każdym razem, kiedy tylko Ją widzę, to patrzę i patrzę niczego nie słysząc...

źródło: "Gazeta pl"

...na podobieństwo tokującego głuszca w wirtualnym zatraceniu poety barowego...

źródło: "Daniel Raszke Preparowanie zwierząt"