Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 listopada 2014

...polityczna kuchnia polska na brukselskich salonach...

... czyli "Goldwasser" pod rybkę, tatara z łososia i marynowane śledzie...

"...It certainly looks impressive. Salmon tartare, burbot roulade and pickled herring, a Polish speciality, are already on the table. This, I later realise, is just the warm-up."...

...prezentuje na stronie "The Financial Timesa" w dziale "Life and Arts - Lunch with the FT *" pan Henry Foy...

źródło: "The Financial Times" - "Lunch with the FT: Donald Tusk" by Henry Foy

...preferencje kulinarne nowego przewodniczącego Rady Zjednoczonej Europy, pana Donalda Tuska...

...zmierzając do będącego nieuniknioną konsekwencją takiego jadłospisu finału..

"...I think (mówi Donald Tusk) we are close to this moment, that Russia is not our strategic partner. Russia is our strategic problem...." - źródło j.w.

...czego w żaden sposób nie tłumaczy, nie wyjaśnia ani nie usprawiedliwia okoliczność...

"... There is time for one more shot of Goldwasser..." - źródło j.w.

...tak sądzę z całą stanowczością znając się nie tyle na polityce (...), co akurat bez wątpienia na mocy sprawczej wszelkiego rodzaju trunków to i owszem...

:-(


* "This column is a weekly interview in the Life & Arts section with leading cultural and business figures."
źródło: "FT - Lunch with the FT"


środa, 16 lipca 2014

...swego czasu...

...pozwoliłem sobie napisać w drażliwym dla wielu temacie "eating disorders"...

"...Potem przyszły nowe czasy, a ja z przyzwyczajenia kontynuowałem swoje, kulinarne peregrynacje pogrążając się coraz bardziej w niepojętej dla mnie i nie służącej najlepiej biesiadowaniu melancholii do czasu, kiedy to ktoś znajomy nie zaprosił mnie w swojej snobistycznej rozrzutności na obiad do modnej w tamtym czasie, sopockiej garkuchni dla nadwiślańskich nowobogackich, z którego godnymi zapamiętania okazały się być tylko faktycznie doskonałe cygara no i nigdy nie sprawiające zawodu trunki, co ostatecznie wyzwoliło mnie z będących torturą w nowej rzeczywistości nawyków ku zadowoleniu moich, ziemskich, domowych Aniołów nie wspominając o żołądku..." - źródło: "Siano, czyli znowu ktoś chce mnie uczyć:"

...dopełnione sytuacyjnym tekstem z tego roku...

"...tym razem nie doskonałe cygara... a wart odnotowania - bez cienia wątpliwości pięciogwiazdkowy - "deser", który pozostanie w mojej wdzięcznej pamięci ...po wizycie w pewnym publicznym przybytku branży turystyczno gastronomicznej z aspiracjami do kontynuacji jakości i tradycji (...), której nie tyle z powodów towarzyskich, co rodzinnych w żaden sposób nie mogłem pominąć..." - źródło: "...tym razem nie doskonałe cygara..."


collage by T.L.


...w żadnym razie by sprawić komuś przykrość, a jak zawsze tylko sobie a Muzom... 

"We Francji weszła dziś w życie ustawa zobowiązująca restauracje do informowania, które z serwowanych dań są naprawdę przygotowywane na miejscu, a nie pochodzą z dostaw hurtowych..."

źródło: "Gazeta pl"

...pozostawiając rozstrzyganie - nie tylko kulinarnych - fundamentalnych kwestii sposobów krojenia papryki dosłownie i w przenośni współczesnym autorytetom...

Bloggers' Rights


środa, 10 kwietnia 2013

Siano, czyli znowu ktoś chce mnie uczyć:

Tym razem przyjemności z korzystania z życia, czyli w temacie jedzenia w programie pana Tomasza Lisa pan Wojciech Modest Amaro, a że jedzenie, to dla mnie - odkąd pamiętam - rzecz ważna, nadstawiłem ucha nie zważając zbytnio na źródło emisji i…

źródło: "na:temat"

…no cóż szanowny panie Amaro, poza wiekiem dzieli nas w tym temacie coś istotniejszego:

Pan pracował przez dwadzieścia lat w kuchni na swój sukces...

...ja przesiedziałem przy restauracyjnych stolikach z grubsza licząc tak gdzieś z czterdzieści, i nie były to tylko stoliki w przysłowiowych dla pana pokolenia barach mlecznych PRLu, choć i w nich wypijałem nie raz poranny kefirek przedniej jakości, wspominając je dziś z rozrzewnieniem, jak i inne „lokale gastronomiczne” – tak to się bowiem wtedy nazywało – z istotnym dopełnieniem „użyteczności publicznej”, dlatego ważnym, że chodziło się tam wtedy po to, by zaspokoić wszelakie potrzeby ciała (…), a i ducha też.

I akurat dla mnie ich użyteczny urok zawierał się między innymi w tym, że w każdej z nich mogłem zamawiać taką choćby polędwicę na „sto różnych sposobów” zależnie od dnia i nastroju począwszy od fanaberycznego, surowego dosłownie kawałka mięsa, po dobrze wysmażony befsztyk (…) nie wprawiając tym w zakłopotanie ani kelnera, ani tym bardziej szefa kuchni, przeciwnie – dodam marginalnie w odnotowaniu historycznym – w tamtych czasach ktoś zamawiający obiad a la carte nie był dla kelnera „gościem”, a tylko „konsumentem”, o czym dowiedziałem się przypadkiem spotykając po latach na molo starego kelnera z sopockiego „Grand Hotelu”, przez którego miałem przyjemność przez lata być wielokrotnie obsługiwanym ku obopólnej satysfakcji, jak się podczas tej rozmowy kazało.

Potem przyszły nowe czasy, a ja z przyzwyczajenia kontynuowałem swoje, kulinarne peregrynacje pogrążając się coraz bardziej w niepojętej dla mnie i nie służącej najlepiej biesiadowaniu melancholii do czasu, kiedy to ktoś znajomy nie zaprosił mnie w swojej snobistycznej rozrzutności na obiad do modnej w tamtym czasie, sopockiej garkuchni dla nadwiślańskich nowobogackich, z którego godnymi zapamiętania okazały się być tylko faktycznie doskonałe cygara no i nigdy nie sprawiające zawodu trunki, co ostatecznie wyzwoliło mnie z będących torturą w nowej rzeczywistości nawyków ku zadowoleniu moich, ziemskich, domowych Aniołów nie wspominając o żołądku.

Od tamtej chwili minęło już dobrych kilkanaście lat w błogim szczęściu sakramentalnego pytania zadawanego co noc na dobranoc:

- Aniołku, a co to tam jutro będzie na obiadek ?

źródło: własne T.L.

Nic bowiem po „świątyniach kulinarnej sztuki” w których nie potrafią na życzenie przyrządzić jak należy „sztuki mięs” szanowny panie Amaro, co piszę w marginalnym zażenowaniu faktem, że najbliższym miejscem, gdzie można dziś zjeść publicznie rzetelnego schabowego jest Toronto, albo nowojorski Greenpoint jak kto woli, nie wspominając o tuku bez którego czasami każda kolejna pięćdziesiątka czystej przypomina randkę w ciemno z cerowaną dziewicą na wydaniu.

Co nie znaczy, że nie życzę panu powodzenia, wręcz przeciwnie, wbrew pozorom doceniam pana twórcze osiągnięcia, o czym zaświadczyć może moja deklaracja, że sam chciałbym zobaczyć moment, w którym to pan poseł Niesiołowski w towarzystwie partyjnych kolegów zajada w pana atelier siano za jedyne 240 złotych od osoby:

źródło: "Wojciech Bońkowski na:temat"

A że nie piszę przy tej okazji o pani Gessler, która też tam była i coś mówiła ?

Nie piszę, bo za każdym razem, kiedy tylko Ją widzę, to patrzę i patrzę niczego nie słysząc...

źródło: "Gazeta pl"

...na podobieństwo tokującego głuszca w wirtualnym zatraceniu poety barowego...

źródło: "Daniel Raszke Preparowanie zwierząt"