Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fortress Israel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fortress Israel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lipca 2014

...nic ponad, jak tylko...

..."uczył Marcin Marcina..." pomyślałem...

" A top Pentagon intelligence official warned on Saturday that the destruction of Hamas would only lead to something more dangerous taking its place, as he offered a grim portrait of a period of enduring regional conflict..."

źródło: "Reuters" via "Yahoo! News"

...tym bardziej, że gdzie indziej zaraz znajduję...

..."Securing our facilities and ensuring the safety of our personnel are top department priorities, and we did not make this decision lightly," Harf said..."

źródło: "Al Jazeera"

...dla zachowania spokoju ducha przeglądając przy tym zapisy monologów w tym i obocznych jemu tematach...

"...Jeśli Izrael istnieje tylko i wyłącznie dzięki wsparciu moralnym i technologicznym U.S. - jak pan pisze - to może jeszcze nie pora, by „pakować manatki”, ale na pewno nie ma co liczyć w pokoleniowej perspektywie czasu na spokojne i bezpieczne życie w tym kraju, bowiem takie osądy sytuacyjne wyrażane publicznie „czarno na białym” są niczym innym, jak tylko potwierdzeniem poprawności postrzegania Izraela przez świat arabski.

Sądzę również może i nawet trochę na wyrost, a jednak, że w istocie nie takie były też intencje pokolenia pana Dawida Ben Guriona, które nienaruszalne fundamenty państwa Izrael dostrzegało ( w moim odczuciu poety barowego) raczej w intelekcie Narodu, a nie jego sojuszach i to do tego sojuszach nie do końca poprawnie zdefiniowanych, bowiem o ile już wiem na ile – pana zdaniem – Izrael jest zależny od Stanów Zjednoczonych Ameryki, to nie przypominam sobie, by w oficjalnym, a i potocznym dyskursie obu stron istniała świadomość „wzajemności” cokolwiek by to nie znaczyło dla samej Ameryki i jej pozycji na międzynarodowej arenie również, czego znakomitym przykładem mogą być (i powinne być) zdarzenia niedawno minione, jak i te, bieżące.

Kropka." - źródło: "Don't panic Ben"

collage by T.L. z postów oznaczonych etykietą "Israel" lub "Izrael" jak kto woli

...snutych sobie a Muzom w wirtualnych monologach prowincjonalnego poety barowego nie inaczej, jak w przekonaniu oczywistej wyższości medialnego posądzenia o filosemityzm nad uznaniem kogokolwiek za poprawnego politycznie idiotę*...

"...If Hamas were destroyed and gone, we would probably end up with something much worse. The region would end up with something much worse," Flynn said at the Aspen Security Forum in Colorado.

"A worse threat that would come into the sort of ecosystem there … something like ISIS," he added, referring to the Islamic State, which last month declared an "Islamic caliphate" in territory it controls in Iraq and Syria..."
 - źródło j.w.: "Reuters" via "Yahoo! News"

:-(

niedziela, 7 października 2012

Wpis stosownie do miejsca prywatny na marginesie recenzji „ Fortress Israel…”:

„…Today, Israel is increasingly alone on the world stage….”

źródło: "The Washington Post"

I to, ta drobna, zupełnie zbędna uwaga w treści recenzji książki przecież, traktującej do tego o przeszłości, a zamieszczona nie gdzie indziej, jak w „The Washington Post”, przez jej autora, Daniela Bymana, nic więcej, jak tylko właśnie ona powinna być drogowskazem dla Dzieci Izraela i ich przywódców na kolejne lata i dziesięciolecia. 

Co piszę z nadzieją, że jeśli kolejny raz Pan – kimkolwiek On jest - pozwoli żołnierzowi armii pod sztandarem Gwiazdy Dawida stanąć nad brzegami Kanału Sueskiego, to zostanie on tam na dłużej, tłumiąc tym w zarodku preteksty do wytykania przez postronnych braku konsekwencji i skuteczności w działaniu polityczno militarnym elit żydowskiego państwa.

Co piszę – wbrew pozorom – nie jako fanatyczny filosemita, a jako kompletnie rozczarowany do niedawna jeszcze w duchu i z deklaracji obywatel świata pełen nadziei i wiary w kompetencje i szlachetne intencje każdego, wybranego przez współobywateli na prezydenta, czy też premiera i tu, nad Wisłą, i nad Sekwaną, Tamizą, czy Potomac River.

Co piszę w końcu sobie a Muzom w wirtualnym monologu z odrobiną nadziei pewnie jednak też, że nakłonię może przypadkiem tym pisaniem jakąś Siuśmajtkę, czy Pampersa do chwili refleksji nad różnicą pomiędzy francuskimi encyklopedystami, a współczesnymi wikipedystami, jak i faktem, że teatr Shakespeare’a w przeszłości był widowiskiem równie pospolitym, popularnym, oglądanym przez pospólstwo, dworzan i królów, jak dziś „Dr. House”, spektakle „Madonny” i publiczne wystąpienia Barack Husseina Obamy II, Davida Camerona, Recep Tayyip Erdoğana i im podobnym, niewydarzonym żonglerom losami milionów pragnących przecież tak niewiele:

...in a series of "My Private Space" without aspirations to participate at "The World Press Photo ..."