Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joel Quarrington. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joel Quarrington. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 listopada 2014

...wirtualnym przypadkiem czytając akurat tą, a nie inną stronę...

..."...as one of major young masters on his instrument..."

źródło: "Szymon Marciniak" (strona osobista młodego wirtuoza)

"Szymon Marciniak jest dziś uznawany za jednego z najwybitniejszych solistów-wirtuozów kontrabasu na świecie..."

źródło j.w. w polskojęzycznej wersji

...znajduję szczyptę obiektywnej prawdy...

...która za sprawą nie inaczej, jak pana Marciniaka właśnie okazuje się, że wbrew potocznym wyobrażeniom i opiniom o niej, jednak istnieje...

...i to nawet w swojej najszlachetniejszej, bo ponadpokoleniowej odmianie, o czym zaświadcza poniżej przywołany cytat...

"...“What I most admire in his (Joela Quarringtona) playing is his sweet tone, beautiful phrasing, and incredible musicality, qualities that came through in his recital,” says his fellow virtuoso, the Polish bassist Szymon Marciniak..."

źródło: "Strings" - "Poetry in Bass Clef" by Inge Kjemtrup

...pod którym podpisał bym się bez chwili wahania o każdej porze dnia i nocy w dzień powszedni i od święta mając ku temu okazję...

...odnotowuję jak zawsze tylko sobie a Muzom w wirtualnym monologu prowincjusza sięgając przy tym do wpisu zatytułowanego "Nie tylko o Sonacie Op.19 Rachmaninowa:" ...

...wpisu datowanego na październik 2012 roku...

środa, 31 października 2012

Nie tylko o Sonacie Op.19 Rachmaninowa:

(archiwalne zapiski z lutego 2011 roku:)

Przywołane niedawno wyznanie Adolfa Eichmanna – to poczynione na jego procesie w Izraelu – znaczy jednak dla mnie zupełnie coś innego, niż, okazuje się, dla współczesnych miłośników komiksu.

Nie oznacza to, że mają oni zaraz czytać Joyce’a ( “Ulissesa” sam na pewno (?) nie doczytałem do końca ), albo słuchać Rachmaninowa, którego tak ślicznie zagrał dzisiaj na antenie Dwójki pan Bauer z godnym zapamiętania towarzyszeniem – Panie wybacz! –nie dosłyszałem z kim, czego żałuję…

…nakłaniając mnie do kontynuacji przyjemności po zamilknięciu radia odsłuchaniem tej samej „Sonaty…” w wykonaniu Hiroshi Ikematsu z równie mistrzowskim akompaniamentem Dido Keuninga,

potem Catalina Rotaru z Andrew Campbellem,

i na koniec – ale to już tylko na życzenie Puszka – Hansa Roelofsena z Muza Rubackyte przy fortepianie.

Marząc przy tym ostatnim o możliwości wysłuchania kiedyś tego utworu w wykonaniu Joela Quarringtona, co piszę w niepewności czy już go nagrał…

………………………………………………………………………

Nie bez przyczyny w przeszłości procesy literackie odnosiły się bezpośrednio do faktu („Sprawa Dantona” Dagny Przybyszewskiej) lub uogólnienia („Proces” Franza Kafki).

Nie bez przyczyny też minione talenty literackie przywiązywały wagę do szczegółu, pozwalając sobie niezmiernie rzadko nawet na uprawdopodobnione dowolności, uznając deformacje (…) za co najmniej niestosowne, jeśli nie wręcz dyletanckie…

…dlatego „Vorleser” Bernharda Schlinka i najnowsze dzieło Andrzeja Barta w przypływie weekendowej przychylności uznaję tylko za trafione produkty rynkowe, nie mające jednak nic wspólnego z literaturą, poza tym, że sygnowane są tym brandem…

…literaturą godną półki mojej, podręcznej biblioteczki.

Jedna i druga poprzez mroczne dwuznaczności w odniesieniu do miejsca i czasu,

bowiem budzi mój niepokój i nie bezzasadne podejrzenia niemiecka analfabetka służąca w SS idąca pod rękę z sędzią, prokuratorem, adwokatem i publicznością w jednej osobie autora wyimaginowanego procesu Chaima Rumkowskiego.

Pozornie tylko od siebie odległymi, bo spójnymi zamierzonym, lub przypadkowym przesłaniem zdecydowanie różnym od finału „Nędzników”.

Trzeba nie lada pióra, bym rozważył możliwość rezygnacji z mojego postrzegania Demona, ale nawet i ono nie przekonało by mnie, że był on (jest) analfabetą.

Tak jak i uważam za zbyt łatwe pisanie o Tewje Bielskim, Chaimie Rumkowskim, żydowskich kapo i policjantach z Jüdischer Ordnungsdienst, Szeryńskim i innych, martwych pośród żywych.

I jeśli kiedyś napiszę więcej, niż kilka zdań poza blogiem, to na pewno nie będzie o nich.

Co znaczy, że muzyka zdecydowanie łagodzi obyczaje, w przeciwieństwie do słowa pisanego.

……………………………………………………………………………………

28 lutego:

…że panowie to kontrabasiści, a nie wiolonczeliści?

A jakie to ma znaczenie, pisałem o „Sonacie…” Rachmaninowa.

Co znaczy, że kontynuacja tego wątku była by niczym innym, jak niestosownym (zbędnym) dyskursem z mistrzem Bauerem o czasie i przestrzeni muzycznej, w której to epokę wiolonczeli ja przypisuję Pablo Casalsowi, a pan Bauer XXI wiecznej współczesności.

I nie o racje tu chodzi, a fakty:

Trzech mistrzów kontrabasu vs jedno wiolonczelowe wykonanie wybornej jakości, jakiego miałem przyjemność wysłuchać ostatnimi czasy do końca.

Przy okazji, z pamiętnikarskiej rzetelności odnotowuję:

Pierwszy wykonał i nagrał „Sonatę…” na kontrabasie pan profesor Hans Roelofsen (nagranie z sierpnia 1988 roku…), drugim był mistrz Catalin Rotaru (nagranie z czerwca-lipca 2006 roku…) i w końcu mój ulubieniec, mistrz Hiroshi Ikematsu (nagrane w styczniu 2008 roku…).

Niezbędne uzupełnienie:

Wszyscy trzej panowie są profesorami, mistrzami, wirtuozami (…).

I wyżej zaprezentowane rozróżnienie jest niczym innym, jak tylko moim, subiektywnym „rankingiem” wykonania konkretnego utworu.