o zmierzchu nad barem
Stokrotka rozkwita tysiącem płatków przecudnych. Martwe oczy pochylonych nad kieliszkami powracają z zaświatów zwabione obietnicą zmartwychwstania…
Pięknotko Stokrotko
stuknij obcasikiem, zaśpiewaj,
niech znikną mary,
pora na czary,
zaśpiewaj…
Stokrotka w pąsach cała
tupnęła nóżką, zaśpiewała:
mój słodki,
nie odchodź,
nie zostawiaj samej,
obejmij, przytul i ruszajmy w taniec
ostatni…
Tańczy,
tańczyli, Mojry przygrywały,
ona śpiewała,
śpiewając i tańcząc umierała…
...i tak co noc, co ranek,
śpiew, taniec, śmierć i kochanek… ( z cyklu "Poemy barowe" wersja z czerwca 2012 r. tu publikowana z dedykacją dla Joanny )