środa, 5 czerwca 2013

W wirtualnym monologu z tekstem sygnowanym przez "Foreign Policy":

"...That's what makes Turkey so interesting -- that because of its unique position on the map it will always be an entity unto itself."

źródło: "Foreign Policy"

To raz, a dwa idące w parze z pierwszym, to jej historia i korzenie, bowiem - jak słusznie zauważa pan Elias Groll "...Turkey isn't an Arab country..." pomijając jednak to, że jest z urodzenia islamska, z tym że dla Arabów własnie wywodzi się z nieprawego łoża, co jest źródłem i praprzyczyną jej (Turcji) problemów z Recep Tayyip Erdoğanem i jego z nią.

Problemów, które faktycznie nie są ani "turecką", ani "arabską", ani jakakolwiek inną "wiosną", a tylko naturalną kontynuacją dziejów narodu podwójnie zmarginalizowanego, bo i przez Europę mimo wysiłków Atatürka i dziedziców jego idei, i przez świat arabski mimo usilnych starań Erdoğana, który wywodząc się z nizin społecznych Stambułu niczego nie zawdzięcza świeckiej, demokratycznej Turcji, a wszystko Islamowi (łącznie z wyborem na premiera - oczywiście z pominięciem samej procedury wyboru).

Niuanse z arsenału medialnej manipulacji socjotechnicznej zawarte w tekście pana Grolla pomijam, bo są zgrabne, a takie zawsze sobie cenię bez względu na okoliczności z małą uwagą, że pan Recept jest niczym innym, jak czystej wody dyktatorem (...Erdogan is no dictator...), bo na takiego został uformowany (...), o czym przyjdzie przekonać się zainteresowanym może już niedługo, albo trochę później, ale na pewno, jeśli jeszcze co mniej bystrzejsi nie zorientowali się na dniach, z kim faktycznie mieli i mają "przyjemność", jeśli przyjąć, że towarzystwo politycznego monstrum, które nie cofnie się przed najohydniejszą zbrodnią (...) w drodze do celu można nazwać "przyjemnością".