wtorek, 3 listopada 2026

jeśli czytam...

Abstract

This essay examines the relationship between legal proceedings, public communication, and the political construction of meaning. Using the Prosecutor General's Office announcement concerning the initiation of an investigation into events at Poland's Constitutional Tribunal as a case study, it argues that institutional communications may do more than merely describe events. They can also provide interpretive frames that shape public perception long before responsibility is established by competent authorities.

The text explores how preliminary descriptions of contested events can contribute to the creation of durable political labels and public identities, echoing Gombrowicz's concept of the "gęba" (the social mask imposed upon an individual by others). Particular attention is paid to the asymmetry between legal uncertainty and narrative certainty, as well as to the role of media actors in amplifying institutional framings.

Rather than addressing the factual guilt or innocence of any participant, the essay focuses on a broader question: how democratic societies increasingly struggle over the power to define events before the relevant legal processes have run their course. In this perspective, the central issue is not the incident itself, but the contest over its first authoritative interpretation.
____________________________________________

"Jak wynika z komunikatu opublikowanego na stronie Prokuratury Krajowej, śledztwo wszczęto również w zakresie "usiłowania wywarcia przemocą i groźbą bezprawną wpływu na czynności urzędowe Trybunału Konstytucyjnego".

Postępowanie "dotyczy zdarzenia, do którego doszło w nocy z 30 na 31 października 2026 r. na terenie siedziby Trybunału Konstytucyjnego"." 

Prok. Adamiak podała, że wedle wstępnych ustaleń "kilka osób, działając wspólnie i w porozumieniu, naparło z impetem na sędziów Annę Korwin-Piotrowską i Krystiana Markiewicza, a następnie siłą odepchnęło ich od wejścia do budynku Trybunału, naruszając ich nietykalność cielesną". Potem osoby te – podała rzeczniczka prasowa PG – "wdarły się do wnętrza budynku z zamiarem wywarcia przemocą i groźbą bezprawną wpływu na czynności urzędowe" Trybunału.

Śledztwo zostało wszczęte z urzędu, po analizie przekazów medialnych, w tym nagrań dokumentujących zdarzenie, oraz notatek urzędowych sporządzonych przez funkcjonariuszy publicznych" – dodała prok. Adamiak."

...to [...]

AI:

Nie wykluczałbym politycznego wykorzystania takiego scenariusza, ale muszę Panu powiedzieć coś istotnego: samo wszczęcie śledztwa, nawet dotyczącego podejrzenia czynnej napaści z udziałem prezydenta, nie może doprowadzić do odsunięcia Karola Nawrockiego od sprawowania urzędu.

I właśnie tutaj znajduje się istotny punkt konstytucyjny.

W polskim prawie nie istnieje mechanizm, według którego prezydent traci możliwość wykonywania obowiązków tylko dlatego, że prokuratura prowadzi postępowanie dotyczące zdarzenia z jego udziałem.

Nie ma też zasady, że samo postawienie mu zarzutów automatycznie zawiesza go w urzędowaniu.

Natomiast druga część Pańskiego pytania jest znacznie ciekawsza. Tutaj odpowiedź brzmi: tak, istnieje konstytucyjno-prawny mechanizm, który może doprowadzić zarówno do zawieszenia prezydenta w sprawowaniu urzędu, jak i do jego złożenia z urzędu.

I nie jest to hipotetyczna konstrukcja wymyślona na potrzeby tej dyskusji.

Jak wyglądałaby taka droga?

Etap 1. Śledztwo prokuratury

Prokuratura zbiera materiał dowodowy dotyczący wydarzeń w TK. Samo śledztwo nie zawiesza prezydenta. Nie powoduje też automatycznie wszczęcia procedury przed Trybunałem Stanu.

Etap 2. Wniosek konstytucyjny

Co najmniej 140 członków Zgromadzenia Narodowego może złożyć wstępny wniosek o postawienie prezydenta w stan oskarżenia przed Trybunałem Stanu.

Sprawę rozpatruje następnie Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

Etap 3. Zawieszenie prezydenta

Jeżeli Zgromadzenie Narodowe podejmie uchwałę o postawieniu prezydenta w stan oskarżenia, wymaga to większości co najmniej 2/3 ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego.

Dopiero z chwilą podjęcia tej uchwały prezydent zostaje zawieszony w sprawowaniu urzędu.

Nie w chwili wszczęcia śledztwa. Nie w chwili przedstawienia zarzutów. Nie na skutek samego wniosku 140 parlamentarzystów.

Etap 4. Wyrok Trybunału Stanu

I tu znajduje się przepis, który szczególnie warto odnotować.

Art. 25 ust. 3 ustawy o Trybunale Stanu stanowi, że w razie uznania przez Trybunał Stanu popełnienia czynów określonych w art. 2 ust. 1 i art. 3 orzeka on wobec prezydenta złożenie z urzędu.

A więc tak: istnieje prawna droga, która może zakończyć się usunięciem prezydenta z urzędu.

Ale czy wydarzenia w TK mogą być początkiem takiej operacji?

Tu oddzieliłbym trzy rzeczy:

  • możliwość prawną – istnieje;

  • możliwość polityczną – zależy od układu sił w Zgromadzeniu Narodowym;

  • rzeczywisty zamiar wykorzystania śledztwa do usunięcia prezydenta – tego nie da się obecnie wykazać na podstawie samego komunikatu prokuratury.

Jest jeszcze jeden szczegół: nie każde naruszenie nietykalności cielesnej automatycznie oznacza spełnienie przesłanek odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Musiałoby zostać wykazane konkretne zachowanie, jego kwalifikacja prawna i odpowiedzialność prezydenta.

I teraz moja uwaga do Pańskiej hipotezy

Warto obserwować nie tylko to, co robi prokuratura, ale również to, czy pojawi się inicjatywa 140 członków Zgromadzenia Narodowego.

To byłby jakościowo nowy etap konfliktu.

Bo dopiero wtedy mielibyśmy przejście od postępowania dotyczącego nocnego zajścia w TK do formalnej procedury mogącej pozbawić urzędującego prezydenta możliwości sprawowania funkcji.

Krótko mówiąc: Pański scenariusz jest prawnie możliwy, ale samo śledztwo nie jest jeszcze jego początkiem w sensie proceduralnym.

I właśnie tę granicę warto pilnować, żeby nie pomylić politycznego podejrzenia z rzeczywistym biegiem procedury konstytucyjnej...

...tymczasem sam komunikat prokuratury już dziś... przeprawia prezydentowi gombrowiczowską gębę i tylko patrzeć jak za dzień lub kilka dni panowie Wojciech Kość and Bartosz Brzeziński napiszą na stronach Politico o... w przeszłości stadionowym chuliganie Nawrockim a dziś prezydencie napadającym w zorganizowanej grupie... cerowaną dziewicę nadwiślańskiej praworządności na terenie gmachu nadwiślańskiego Trybunału Konstytucyjnego

AI:

I widzę tu pewną ciągłość, którą opisuje Pan w swoim tekście o ideological framing and labelling. I co ciekawe, tym razem materiału do takiej analizy dostarcza nie tylko POLITICO, lecz sama Prokuratura Krajowa.

Zwróciłbym uwagę na trzy elementy komunikatu z 3 listopada.

Po pierwsze – konstrukcja zdarzenia.

Prokuratura nie ogranicza się do informacji o wszczęciu śledztwa. Przedstawia już jego wstępną narrację: kilka osób, działających wspólnie i w porozumieniu, napiera na sędziów, narusza ich nietykalność, wdziera się do budynku, usiłując przemocą wpływać na czynności konstytucyjnego organu państwa.

To jest bardzo konkretna rama interpretacyjna. Co istotne, prokuratura nie podaje tożsamości tych osób, ale przedstawia ich działania w określonej konfiguracji prawnej.

Po drugie – pominięcie prezydenta w tej konstrukcji.

Prezydent Nawrocki nie jest w komunikacie wymieniony, choć jego obecność w budynku i udział w wydarzeniach są publicznie znane. Nie przesądza to oczywiście o jego odpowiedzialności, ale pozostawia odbiorcy komunikatu obraz zbiorowej napaści, bez wyjaśnienia, jaką rolę odegrała w niej głowa państwa.

Co więcej, prokuratura określa jako osoby pokrzywdzone konkretnych sędziów, a nie przedstawia równolegle informacji o zawiadomieniach dotyczących napaści na prezydenta. To asymetria komunikacyjna, którą można i należy analizować.

Po trzecie – POLITICO i gotowy materiał do kolejnego etapu etykietowania.

Tu Pańska prognoza jest satyrycznie celna, choć nie przesądzałbym, że właśnie taki artykuł powstanie. Mechanizm jest jednak łatwy do rozpoznania:

  • dawny stadionowy chuligan;

  • dzisiejszy prezydent;

  • nocna przepychanka w Trybunale;

  • śledztwo dotyczące zorganizowanego działania z użyciem przemocy;

  • zagrożenie dla instytucji demokratycznych.

Wystarczy odpowiednio dobrać kolejność tych elementów, żeby czytelnik otrzymał gotowy portret, zanim jeszcze ktokolwiek ustali indywidualną odpowiedzialność uczestników.

I tutaj wraca Gombrowicz. Nie trzeba człowieka formalnie oskarżyć, żeby wcześniej przyprawić mu gębę.

Jest jednak jeszcze jeden szczegół

Komunikat podpisany przez prokurator Annę Adamiak informuje, że śledztwo wszczął zespół prokuratorów zajmujący się sprawami dotyczącymi sędziów powołanych przy udziale KRS ukształtowanej po 2017 roku.

To również jest informacja istotna dla oceny instytucjonalnego kontekstu całej sprawy.

Nie dowodzi ona politycznego sterowania śledztwem. Ale trudno uznać ją za całkowicie obojętną dla czytelnika próbującego zrozumieć, w jakim sporze ustrojowym znalazło się postępowanie.

I chyba właśnie z tego można zbudować Pański kolejny felieton.

Nie o tym, czy Nawrocki napadł na sędziów. Tego nie rozstrzygnął jeszcze żaden właściwy organ.

Lecz o tym, jak w demokratycznym państwie można najpierw skonstruować publiczny obraz zdarzenia, następnie nadać mu odpowiednią kwalifikację medialną, a dopiero później oczekiwać, że odbiorca będzie cierpliwie czekał na ustalenia postępowania.

A POLITICO? Cóż, pozostaje pytanie, czy tym razem panowie Wojciech Kość i Bartosz Brzeziński opiszą wydarzenia, czy może już gotową gębę, którą wydarzeniom zdążono przyprawić.

To byłaby całkiem interesująca kontynuacja Pańskiego tekstu.