Donald Tusk, Poland’s PM in Warsaw, does not become a democrat simply because POLITICO by Wojciech Kość and Bartosz Brzeziński portrays him as one, just as President Nawrocki does not cease to be a democrat simply because POLITICO criticises him. Both men should be judged by their actions, arguments and adherence to the rules in force, not by editorial stagecraft.
Yet reading POLITICO’s successive articles on Poland, one gets the impression that the publication has found a rather convenient interpretative framework for making sense of the country’s political reality. Donald Tusk is cast as the democrat restoring the rule of law, while his political opponents are assigned the roles of those standing in the way of European normalisation.
The problem is that democracy is not a contest in persuasive self-presentation, and the rule of law is not a prize awarded to politicians for having the right ideological credentials and a sufficiently European CV.
If we are to judge politicians by the standards of the rule of law, we should begin by applying those same standards to everyone. Including those whom the publication evidently views with considerably greater sympathy.
It is not enough to tell a story about predecessors who broke the rules and successors who are now restoring order. We must also establish whether the latter themselves abide by the very rules they so enthusiastically claim to be reinstating. Otherwise, instead of rebuilding the rule of law, all we get is a change in the political cast occupying the seats of power, accompanied by a new narrative designed to justify what they do.
And this brings us to what is perhaps the most interesting part of the whole affair. POLITICO does not have to like Nawrocki, support PiS or share the views of the Polish right. I expect no political sympathies from a journalistic publication, only a basic consistency in applying its standards of judgement. But when those standards change depending on who happens to be in power, we are no longer dealing with the defence of democracy, but with its ideological casting process.
And in this particular casting, Donald Tusk, Poland’s PM in Warsaw, has apparently been handed the role of democrat by his German mentors from across the Oder before anyone has even finished assessing his qualifications for the part of guardian of the rule of law.
_______________________________________
O polskiej demokracji według POLITICO
Nadwiślański PM Tusk nie staje się demokratą dlatego, że tak przedstawia go POLITICO – w tekście autorstwa Wojciecha Kościa i Bartosza Brzezińskiego – podobnie jak prezydent Nawrocki nie przestaje być demokratą tylko dlatego, że krytykuje go POLITICO. O jednym i drugim powinny rozstrzygać działania, argumenty i obowiązujące reguły, a nie redakcyjna scenografia.
Tymczasem lektura kolejnych publikacji POLITICO poświęconych Polsce pozwala odnieść wrażenie, że redakcja znalazła już własny, dość wygodny klucz do interpretowania nadwiślańskiej rzeczywistości. Donald Tusk występuje w roli demokraty przywracającego praworządność, jego polityczni przeciwnicy zaś w rolach tych, którzy stoją na drodze europejskiej normalizacji.
Problem w tym, że demokracja nie jest konkursem na najbardziej przekonującą autoprezentację, a praworządność nie jest nagrodą przyznawaną politykom za właściwe deklaracje ideowe i odpowiednio europejskie CV.
Jeżeli bowiem mamy oceniać działania polityków według standardów państwa prawa, wypadałoby zacząć od stosowania tych samych standardów wobec wszystkich. Także wobec tych, których redakcja darzy najwyraźniej większą sympatią.
Nie wystarczy opowiedzieć historii o poprzednikach, którzy naruszyli reguły, i następcach, którzy przywracają porządek. Trzeba jeszcze sprawdzić, czy ci drudzy sami przestrzegają reguł, które tak gorliwie deklarują przywracać. W przeciwnym razie zamiast odbudowy państwa prawa otrzymujemy jedynie zmianę politycznej obsady stanowisk i zmianę narracji uzasadniającej podejmowane działania.
I tu dochodzimy do rzeczy chyba najciekawszej. POLITICO nie musi przecież lubić Nawrockiego, popierać PiS ani podzielać poglądów polskiej prawicy. Od dziennikarskiej redakcji nie oczekuję sympatii politycznych, lecz elementarnej konsekwencji w stosowaniu kryteriów oceny. Jeżeli jednak kryteria zmieniają się zależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę, to nie mamy już do czynienia z obroną demokracji, lecz z jej ideologicznym castingiem.
A w takim castingu nadwiślański PM Tusk najwyraźniej dostał od swoich zaodrzańskich animatorów rolę demokraty zanim jeszcze zakończono weryfikację jego predyspozycji do pełnienia roli strażnika praworządności.
