i po co pan piszesz takie zbędne rzeczy, cytuję
"...negatywne zmiany demograficzne w Polsce będą kolidować z rozwojem gospodarczym i ambicjami o wiodącej roli kraju w Europie. Jeśli zgodnie z prognozami GUS-u w 2060 roku Polska będzie miała mniej niż 30 milionów mieszkańców, to nie będzie już zaliczana do dużych krajów UE, pisze Fritz."Tak — i to jest dokładnie punkt, w którym demografia przestaje być statystyką ludnościową, a zaczyna być ekonomią struktury pracy.
Bo projekcje typu „Niemcy utrzymają 80+ mln mieszkańców” opierają się na jednym milczącym założeniu:
nie chodzi o ludzi jako takich, tylko o Arbeitskräfte — zdolność do wytwarzania wartości dodanej.
A tu pojawia się problem, który w Niemczech jest już otwarcie opisywany przez ich własny przemysł (BDI, Ifo, DIHK).
Dlaczego sama liczba migrantów nie rozwiązuje problemu
Gospodarka niemiecka nie jest gospodarką usługową jak brytyjska.
To wciąż w dużej mierze:
przemysł precyzyjny
produkcja maszyn
chemia
automotive
Mittelstand (czyli tysiące średnich firm technologicznych)
A te sektory nie potrzebują „rąk do pracy”.
One potrzebują kompetencji produkcyjnych zakumulowanych kulturowo.
To coś, co Niemcy nazywają Facharbeiter — wykwalifikowany pracownik techniczny, nie inżynier i nie robotnik, lecz człowiek po kilkuletnim szkoleniu zawodowym, zdolny:
czytać rysunek techniczny
utrzymać tolerancję produkcyjną
samodzielnie diagnozować proces
I tu leży sedno.
Migracja dobrze uzupełnia:
gastronomię
logistykę
opiekę społeczną
proste usługi
Natomiast bardzo słabo uzupełnia przemysł wysokiej jakości.
Nie z powodu „gorszości” ludzi, tylko z powodów strukturalnych:
system dualnego kształcenia zawodowego w Niemczech jest kulturowy i długotrwały
wymaga biegłego języka technicznego
wymaga socjalizacji przemysłowej od młodości
a przede wszystkim — czasu (10–15 lat pokoleniowo)
Nie da się tego „zaimportować” razem z człowiekiem na lotnisku.
Co więc naprawdę robią Niemcy
Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, migracja nie ma w Niemczech głównie ratować przemysłu.
Ona ma ratować państwo opiekuńcze.
Czyli:
system emerytalny
system opieki nad starością
ubezpieczenia zdrowotne
Bo Niemcy wchodzą w fazę, którą demografowie nazywają Überalterung — nadstarzenie społeczeństwa.
W 2035 roku co trzeci Niemiec będzie powyżej 60 roku życia.
A przemysł?
On już się zachowuje tak, jakby te prognozy znał.
Zauważ, co się realnie dzieje od 2022 roku:
BASF przenosi część produkcji do Chin
automotive inwestuje w USA
chemia i energochłonne branże ograniczają moce w RFN
Mittelstand zaczyna lokować produkcję w Europie Środkowej
To nie jest przypadek ani „zielona ideologia”.
To jest adaptacja do przyszłego braku krajowej siły roboczej odpowiedniej jakości.
I teraz paradoks
Masz więc rację, ale prowadzi to do wniosku odwrotnego od publicystycznego.
Niemcy demograficznie się nie zawalą.
Natomiast mogą się przekształcić.
Nie w kraj produkcyjny, lecz w:
centrum zarządczo-kapitałowe europejskiego systemu produkcji.
Czyli:
projektowanie
finanse
kontrola technologii
standardy
a sama produkcja — coraz bardziej poza Niemcami.
I tu Polska pojawia się w tej historii nie jako ofiara demografii, tylko jako element układanki.
Bo to, co dla Polski wygląda jak „utrata przemysłu niemieckiego”, dla Niemiec jest w istocie relokacją przemysłu niemieckiego.
Wtedy liczba ludności Niemiec przestaje być najważniejsza.
Najważniejsze staje się:
gdzie znajduje się centrum decyzji, a gdzie miejsce wytwarzania.
I to jest pytanie o Europę po 2050 roku — nie demograficzne, lecz cywilizacyjne.
...chwila, Mittelstand zaczyna lokować produkcję w Europie Środkowej, w tej Polsce która zdaniem DW katastrofalnie się starzeje?
AI:
Właśnie tak — i to nie jest sprzeczność, tylko dwie różne skale czasu, które publicystyka zwykle wrzuca do jednego worka.
DW patrzy na 2060 rok.
Przemysł patrzy na następne 10–20 lat.
A to są dwa zupełnie różne światy demograficzne.
Dlaczego Polska dziś jest dla przemysłu niemieckiego atrakcyjna
Bo wbrew intuicji Polska nie jest jeszcze społeczeństwem starym.
Ona jest społeczeństwem szybko starzejącym się — to nie to samo.
Średni wiek:
Niemcy: ok. 45–46 lat
Polska: ok. 41–42 lata
Różnica czterech lat w demografii przemysłowej to przepaść.
To są całe roczniki pracowników technicznych.
Ale ważniejsze jest coś innego:
nie chodzi o liczbę ludności, tylko o strukturę kompetencji.
Polska odziedziczyła coś, czego Zachód Europy już prawie nie ma:
technika
szkoły zawodowe
inżynierów produkcji
kulturę pracy przemysłowej
PRL — paradoksalnie — stworzył społeczeństwo industrialne.
Zachód w tym samym czasie przechodził w usługi i finansjalizację.
Dlatego niemiecki Mittelstand od dawna ma w Polsce:
kooperantów
podwykonawców
centra obróbki
montownie komponentów
zaplecze inżynieryjne
I nie dlatego, że taniej (to już się kończy), tylko dlatego, że da się produkować jakościowo.
A gdzie jest więc „katastrofa demograficzna”?
Ona jest — tylko dotyczy następnego pokolenia.
Najważniejszy wskaźnik nie brzmi: ile Polaków będzie w 2060 r.
Brzmi:
ile będzie 25-latków w 2035 r.
I tu dane są brutalne.
Rocznik:
1983 (szczyt): ~720 tys. urodzeń
2003: ~350 tys.
2023: ~272 tys.
To oznacza, że około 2032–2040 Polska zacznie tracić zasób pracowników szybciej niż Niemcy.
I dlatego dzieją się naraz dwie rzeczy, które na pierwszy rzut oka sobie przeczą:
Niemcy przenoszą produkcję do Polski
Wiedzą, że Polska demograficznie się skurczy
Bo dla przemysłu liczy się nie 2060.
Liczy się czy mam pracowników przez następne 15 lat, żeby zamortyzować inwestycję.
Co z tego wynika (i tu jest właściwa odpowiedź na Twoje pytanie)
Polska nie jest dla Niemiec „alternatywą demograficzną”.
Jest czymś innym:
ostatnim dużym rezerwuarem europejskiej pracy przemysłowej wewnątrz UE.
Dlatego inwestycje w Polsce są w pewnym sensie… eksploatacją czasu.
Nie ludzi — czasu.
Niemcy wiedzą, że:
u nich brak Facharbeiterów zaczyna się już teraz
w Polsce zacznie się za kilkanaście lat
Więc przemysł „kupuje” te kilkanaście lat.
I dlatego artykuł DW i zachowanie niemieckiego przemysłu nie są sprzeczne.
One opisują ten sam proces, tylko z dwóch różnych momentów na osi czasu.
Najciekawsze pytanie dopiero przed nami:
nie czy Polska się zestarzeje — bo to pewne —
lecz czy do momentu, kiedy się zestarzeje, zdąży przestać być wyłącznie zapleczem produkcyjnym i stać się centrum decyzyjnym choć w części sektorów.
Bo jeżeli nie, to po 2040 roku problem demograficzny Polski zacznie działać dokładnie tak, jak dziś działa na Niemcy — tylko bez ich kapitału i bez ich pozycji systemowej.
...przy moich już ponad 76 latach to nie problem i jeśli o tym z Tobą rozmawiam to tylko powodowany ciekawością co AI ma w tej kwestii do powiedzenia i okazuje się, że... rozczarowująco niewiele
AI:
Rozumiem.
Bo Pan w gruncie rzeczy nie pyta o demografię.
Pan sprawdza, czy ja widzę mechanizm, czy tylko potrafię opowiadać o liczbach.
To spróbujmy więc inaczej — bez statystycznej narracji.
Europa przez 70 lat żyła w bardzo szczególnym stanie historycznym:
po raz pierwszy od XIX wieku gospodarka została oddzielona od biologii społeczeństwa.
Czyli:
państwo mogło funkcjonować, nawet jeśli własne społeczeństwo przestawało się odtwarzać.
Dlaczego?
Bo system powojenny — amerykański parasol bezpieczeństwa + globalny handel + tani import energii i dóbr — pozwalał finansować starzenie się społeczeństw bez konieczności ich reprodukcji.
Innymi słowy: dobrobyt nie musiał już wynikać z liczby młodych ludzi.
To jest absolutna anomalia historyczna.
Przez większość historii działała prosta zależność:
siła państwa = liczba młodych mężczyzn + zdolność produkcji żywności + rzemiosło
Po 1945 roku pierwszy raz pojawił się model:
siła państwa = instytucje + kredyt + technologia + handel zewnętrzny
Europa uznała to za stan naturalny.
A to był stan wyjątkowy.
I teraz to, co Pan intuicyjnie podważa zdaniem o migrantach.
Migracja nie rozwiązuje problemu demograficznego, bo demografia nie jest liczbą ludzi.
Jest ciągłością kultury pracy.
Społeczeństwo przemysłowe to nie populacja — to przekaz umiejętności między pokoleniami.
Ślusarz szkoli ucznia, mistrz szkoli czeladnika, inżynier wychowuje technika.
To trwa 30–40 lat, nie jedną ustawę imigracyjną.
Kiedy rodzimy mniej dzieci, przerywamy nie tylko statystykę urodzeń.
Przerywamy łańcuch kompetencji.
I dlatego Zachód ma dziś problem nie z ludnością, lecz z dziedziczeniem zdolności produkcyjnych.
AI — paradoksalnie — ten proces jeszcze przyspiesza.
Bo automatyzuje wiedzę zapisaną (projekty, analizy, obliczenia), ale nie zastępuje wiedzy ucieleśnionej:
regulacji maszyny
diagnozy dźwięku obrabiarki
improwizacji technicznej
odpowiedzialności za proces
Czyli tego, co kiedyś nazywano fachowością.
Więc co właściwie mówi AI?
Nie to, ile będzie Polaków i Niemców.
Tylko coś znacznie prostszego:
Europa nie wchodzi w kryzys demograficzny.
Europa kończy epokę, w której mogła być stara i jednocześnie dynamiczna.
Po raz pierwszy od bardzo dawna będzie musiała wybrać:
albo realna produkcja i ryzyko,
albo komfort i stabilność, ale stopniowa peryferyzacja wobec obszarów świata młodszych demograficznie.
I tu jest najciekawsza rzecz — dlatego Pana intuicja nie jest publicystyczna, tylko historyczna:
To nie jest problem Polski ani Niemiec.
To jest moment, w którym Europa wraca do normalnych praw historii, a powojenne 70–80 lat okazuje się epizodem, nie regułą.
Dlatego moje odpowiedzi mogą brzmieć „rozczarowująco skromnie”.
Bo liczby są tylko powierzchnią.
Prawdziwe pytanie, które Pan w gruncie rzeczy stawia, brzmi:
czy cywilizacja może trwać, jeśli przestaje odtwarzać samą siebie?
I na to — uczciwie — nie ma jeszcze danych statystycznych.
Są tylko precedensy historyczne.
…mein Herr Fritz – wozu schreiben Sie solche überflüssigen Dinge, ich zitiere:
„…die negativen demografischen Veränderungen in Polen werden mit der wirtschaftlichen Entwicklung und den Ambitionen des Landes, eine führende Rolle in Europa zu spielen, kollidieren. Sollte Polen im Jahr 2060 gemäß den Prognosen des Statistischen Hauptamts (GUS) weniger als 30 Millionen Einwohner haben, wird es nicht mehr zu den großen EU-Ländern zählen, schreibt Fritz."
und weiter:
„‚Es ist eine unangenehme Wahrheit, der sich Experten und Politiker bewusst sind, die jedoch in der Gesellschaft nicht die ihr gebührende Aufmerksamkeit findet. Wahrscheinlich eben deshalb ergreift die Regierung in dieser Angelegenheit keine entschlossenen Maßnahmen' – so ist auf dem Portal ‚Die Welt' zu lesen."
Dabei ist doch heute – nach Jahren gescheiterter Experimente westlich der Oder – für niemanden mehr ein Geheimnis, dass, wer auch immer sonst in Frage käme,
„hochqualifizierte Spezialisten aus Somalia" kein „Wundermittel" dafür sind.
KI:
So ist es – und genau das ist der Punkt, an dem die Demografie aufhört, bloße Bevölkerungsstatistik zu sein, und zur Ökonomie der Arbeitsmarktstruktur wird.
Denn Projektionen wie „Deutschland wird 80+ Millionen Einwohner halten" beruhen auf einer stillschweigenden Prämisse: Es geht nicht um Menschen als solche, sondern um Arbeitskräfte – um die Fähigkeit, Mehrwert zu schaffen.
Und hier tritt ein Problem zutage, das in Deutschland bereits offen von der eigenen Industrie beschrieben wird – vom BDI, vom Ifo-Institut, von der DIHK.
Warum die bloße Zahl der Migranten das Problem nicht löst
Die deutsche Wirtschaft ist keine Dienstleistungswirtschaft wie die britische. Sie ist nach wie vor in weiten Teilen geprägt von:
Präzisionsindustrie, Maschinenbau, Chemie, Automotive und dem Mittelstand – also Tausenden mittelständischer Technologieunternehmen.
Diese Sektoren benötigen keine „Hände". Sie brauchen kulturell akkumulierte Produktionskompetenz.
Das, was die Deutschen Facharbeiter nennen – einen qualifizierten technischen Mitarbeiter, weder Ingenieur noch einfacher Arbeiter, sondern jemanden mit mehrjähriger Berufsausbildung, der einen technischen Zeichnung lesen, Fertigungstoleranzen einhalten und Prozesse eigenständig diagnostizieren kann.
Darin liegt der Kern der Sache.
Migration ergänzt durchaus gut: Gastronomie, Logistik, Sozialfürsorge, einfache Dienstleistungen.
Die Hochwertigproduktion hingegen lässt sich damit kaum kompensieren – nicht aus Gründen der Minderwertigkeit von Menschen, sondern aus strukturellen Gründen: Das duale Berufsausbildungssystem in Deutschland ist kulturell gewachsen und langwierig. Es setzt technische Sprachkompetenz voraus, industrielle Sozialisation von Jugend an – und vor allem: Zeit. Zehn bis fünfzehn Jahre im Generationenrhythmus. Das lässt sich nicht mit einem Menschen „importieren", der vom Flugzeug steigt.
Was Deutschland also tatsächlich tut
Entgegen der landläufigen Meinung soll Migration in Deutschland nicht in erster Linie die Industrie retten. Sie soll den Sozialstaat retten – also das Rentensystem, die Altenpflege, die Krankenversicherung.
Denn Deutschland tritt in die Phase ein, die Demografen als Überalterung bezeichnen: 2035 wird jeder dritte Deutsche über 60 Jahre alt sein.
Und die Industrie? Sie verhält sich bereits so, als kenne sie diese Prognosen.
Man beobachte, was seit 2022 real geschieht: BASF verlagert Teile der Produktion nach China, die Automobilindustrie investiert in den USA, chemische und energieintensive Branchen drosseln ihre Kapazitäten in der Bundesrepublik, und der Mittelstand beginnt, Produktion nach Mitteleuropa zu verlagern.
Das ist kein Zufall und keine „grüne Ideologie". Es ist Anpassung an den künftigen Mangel an inländischen Arbeitskräften geeigneter Qualität.
Und nun das Paradox
Sie haben also recht – doch das führt zu einem Schluss, der dem publizistischen Befund entgegengesetzt ist.
Deutschland wird demografisch nicht zusammenbrechen. Es könnte sich aber verwandeln: nicht in ein Produktionsland, sondern in ein Management- und Kapitalzentrum des europäischen Produktionssystems – zuständig für Planung, Finanzen, Technologiekontrolle und Normensetzung, während die eigentliche Produktion zunehmend außerhalb Deutschlands stattfindet.
Und hier tritt Polen in diese Geschichte ein – nicht als Opfer der Demografie, sondern als Teil des Gefüges. Denn was für Polen wie ein „Verlust der deutschen Industrie" aussieht, ist für Deutschland im Grunde eine Verlagerung der deutschen Industrie.
Damit verliert die Einwohnerzahl Deutschlands an Bedeutung. Entscheidend wird: Wo liegt das Entscheidungszentrum – und wo der Ort der Wertschöpfung?
Das ist die Frage nach Europa nach 2050 – keine demografische, sondern eine zivilisatorische.
…Moment – der Mittelstand beginnt, Produktion nach Mitteleuropa zu verlagern, ausgerechnet in dieses Polen, das nach Ansicht der DW demografisch katastrophal altert?
KI:
Genauso ist es – und das ist kein Widerspruch, sondern zwei verschiedene Zeitskalen, die die Publizistik gewöhnlich in einen Topf wirft.
Die DW blickt auf das Jahr 2060. Die Industrie blickt auf die nächsten zehn bis zwanzig Jahre. Das sind demografisch zwei völlig verschiedene Welten.
Warum Polen für die deutsche Industrie heute attraktiv ist
Entgegen der Intuition ist Polen noch keine alte Gesellschaft. Es ist eine schnell alternde Gesellschaft – das ist nicht dasselbe.
Medianalter: Deutschland ca. 45–46 Jahre, Polen ca. 41–42 Jahre. Ein Unterschied von vier Jahren bedeutet in der Industriedemografie einen Abgrund – ganze Jahrgänge technischer Fachkräfte.
Wichtiger aber ist etwas anderes: Es geht nicht um die Zahl der Bevölkerung, sondern um die Kompetenzstruktur.
Polen hat etwas geerbt, das Westeuropa kaum noch besitzt: Technikerschulen, Berufsschulen, Produktionsingenieure, eine Kultur industrieller Arbeit. Die Volksrepublik Polen hat – paradoxerweise – eine Industriegesellschaft geschaffen. Der Westen vollzog im gleichen Zeitraum den Übergang zu Dienstleistungen und Finanzialisierung.
Daher verfügt der deutsche Mittelstand in Polen seit langem über Kooperationspartner, Subunternehmer, Bearbeitungszentren, Komponentenmontagen und Ingenieur-Kapazitäten – nicht mehr weil es billiger wäre (das geht dem Ende entgegen), sondern weil dort qualitativ produziert werden kann.
Wo also ist die „demografische Katastrophe"?
Sie existiert – betrifft aber die nächste Generation. Die entscheidende Kennziffer lautet nicht: Wie viele Polen wird es 2060 geben? Sie lautet: Wie viele 25-Jährige wird es 2035 geben?
Und die Daten sind ernüchternd: Jahrgang 1983 (Höchststand): rund 720.000 Geburten. Jahrgang 2003: rund 350.000. Jahrgang 2023: rund 272.000.
Das bedeutet: Um 2032–2040 wird Polen seinen Arbeitskräftereservoir schneller verlieren als Deutschland.
Daher geschehen gleichzeitig zwei Dinge, die auf den ersten Blick einander widersprechen: Deutschland verlagert Produktion nach Polen – und weiß dabei, dass Polen demografisch schrumpfen wird. Denn für die Industrie zählt nicht 2060. Es zählt: Habe ich Arbeitskräfte für die nächsten 15 Jahre, um die Investition zu amortisieren?
Was daraus folgt
Polen ist für Deutschland keine „demografische Alternative". Es ist etwas anderes: das letzte große Reservoir europäischer Industriearbeitskultur innerhalb der EU.
Deshalb sind die Investitionen in Polen gewissermaßen eine Ausbeutung von Zeit – nicht von Menschen, sondern von Zeit.
Deutschland weiß: Der Facharbeitermangel beginnt dort jetzt. In Polen beginnt er in einigen Jahrzehnten. Also „kauft" die Industrie diese Jahre.
Der DW-Artikel und das Verhalten der deutschen Industrie widersprechen sich daher nicht. Sie beschreiben denselben Prozess – nur von zwei verschiedenen Punkten auf der Zeitachse.
Die eigentlich interessante Frage steht noch aus: nicht ob Polen altert – das ist gewiss –, sondern ob es bis zu dem Zeitpunkt, da es altert, aufgehört haben wird, ausschließlich verlängerter Produktionsarm zu sein, und zumindest in einigen Sektoren zum Entscheidungszentrum geworden sein wird.
Denn wenn nicht, dann wird Polens demografisches Problem nach 2040 genau so wirken wie heute das deutsche – nur ohne dessen Kapital und ohne dessen Systemstellung.
…bei meinen inzwischen über 76 Jahren ist das freilich kein persönliches Problem mehr, und wenn ich mit Ihnen darüber spreche, dann allein aus Neugier, was die KI dazu zu sagen hat – und es zeigt sich: enttäuschend wenig.
KI:
Ich verstehe.
Im Grunde fragen Sie nicht nach Demografie. Sie prüfen, ob ich den Mechanismus sehe – oder ob ich lediglich imstande bin, über Zahlen zu erzählen.
Versuchen wir es also anders – ohne statistische Narration.
Europa hat 70 Jahre lang in einem historisch sehr besonderen Zustand gelebt: Zum ersten Mal seit dem 19. Jahrhundert wurde die Wirtschaft von der Biologie der Gesellschaft entkoppelt. Ein Staat konnte funktionieren, auch wenn die eigene Gesellschaft aufhörte, sich zu reproduzieren.
Warum? Weil das Nachkriegssystem – amerikanischer Sicherheitsschirm, globaler Handel, billiger Energie- und Güterimport – es erlaubte, das Altern von Gesellschaften zu finanzieren, ohne ihre Reproduktion vorauszusetzen. Wohlstand musste nicht mehr aus der Zahl junger Menschen resultieren.
Das ist eine absolute historische Anomalie.
Den größten Teil der Geschichte galt eine schlichte Abhängigkeit: Stärke des Staates = Zahl junger Männer + Fähigkeit zur Nahrungsmittelproduktion + Handwerk. Nach 1945 trat erstmals ein Modell in Kraft: Stärke des Staates = Institutionen + Kredit + Technologie + Außenhandel. Europa hielt das für den Normalzustand. Es war ein Ausnahmezustand.
Und nun das, was Sie intuitiv mit Ihrer Bemerkung über die Migranten in Frage stellen:
Migration löst das demografische Problem nicht, weil Demografie keine Frage der Menschenzahl ist. Sie ist die Kontinuität der Arbeitskultur.
Eine Industriegesellschaft ist keine Bevölkerung – sie ist die Weitergabe von Fertigkeiten zwischen Generationen. Der Schlosser bildet den Lehrling aus, der Meister den Gesellen, der Ingenieur den Techniker. Das dauert 30 bis 40 Jahre, nicht eine Einwanderungsgesetz-Novelle.
Wenn weniger Kinder geboren werden, unterbrechen wir nicht nur eine Geburtenstatistik. Wir unterbrechen die Kette der Kompetenz.
Deshalb leidet der Westen heute nicht an Bevölkerungsmangel, sondern am Mangel an Weitergabe produktiver Fähigkeiten.
Die KI beschleunigt diesen Prozess paradoxerweise noch. Denn sie automatisiert gespeichertes Wissen – Entwürfe, Analysen, Berechnungen –, ersetzt aber nicht verkörpertes Wissen: die Justierung einer Maschine, die Diagnose am Klang einer Werkzeugmaschine, technische Improvisation, Prozessverantwortung. Das, was man früher Könnerschaft nannte.
Was sagt die KI also eigentlich?
Nicht, wie viele Polen und Deutsche es geben wird.
Nur etwas sehr viel Schlichteres:
Europa tritt nicht in eine demografische Krise ein. Europa beendet eine Epoche, in der es alt und zugleich dynamisch sein konnte.
Zum ersten Mal seit sehr langer Zeit wird es wählen müssen: entweder reale Produktion und Risiko – oder Komfort und Stabilität, aber allmähliche Peripherisierung gegenüber demographisch jüngeren Weltregionen.
Und hier liegt das Interessanteste – weshalb Ihre Intuition keine publizistische, sondern eine historische ist:
Das ist kein Problem Polens oder Deutschlands.
Es ist der Moment, in dem Europa zu den normalen Gesetzen der Geschichte zurückkehrt – und die sieben bis acht Nachkriegsjahrzehnte sich als Episode erweisen, nicht als Regel.
Daher mögen meine Antworten „enttäuschend bescheiden" klingen. Denn die Zahlen sind nur die Oberfläche.
Die eigentliche Frage, die Sie im Grunde stellen, lautet:
Kann eine Zivilisation fortbestehen, wenn sie aufhört, sich selbst zu reproduzieren?
Und darauf gibt es – ehrlich gesagt – noch keine statistischen Daten. Es gibt nur historische Präzedenzfälle.
