to nie on jest władny spacyfikować system sądowniczy w Pospolitej a jego polityczny sponsor i animator za przeroszeniem po kaszubsku nadwiślańsko współobywatelski Tusk
...chce?
za mało powiedziane, Tusk by już nie tylko politycznie ale i egzystencjalnie przetrwać w RP musi zostać pierwszym... oligarchą politycznym Zjednoczonej Europy
ani on, ani te różne wokół niego Sikorskie, Applebaumy, Nowaki, Bieńkowskie...
Millery, Kamysze-Kosiniaki i kto tam jeszcze, Europejczyki w pierwszym pokoleniu przypadkiem historycznym o ministerkach ksywa "Wypierdalać!" nie wspominając nie mają już dziś innego wyboru...
"...Koszulką z napisem "Konstytucja" w siedzibie ministerstwa wytarto sobie co najwyżej usta — podkreśla Pilitowski"? j.n....i pomyśleć, że panowie profesorowie Zajadło i Sadurski jeszcze parę lat temu gotowi byli "oddać życie" za Konstytucję
...a dziś "trzymają ją za głowę" by Tuskowi było łatwiej publicznie nieszczęsną, bezbronną i samotną [...] chędożyć..."
A rhetorical question — for the Mentors say it is not.
The recent case of Professor Andrzej Zoll — former President of the Constitutional Tribunal and former Commissioner for Human Rights — raises serious questions about the state of law and constitutionalism in Poland. In a televised interview, Professor Zoll appeared to suggest that Prime Minister Donald Tusk might be justified in refusing to implement rulings of the Constitutional Tribunal. Later, likely in response to public criticism, he tried to distance himself from this interpretation.
[...]
Meanwhile, two other prominent legal scholars — Professors Jerzy Zajadło and Wojciech Sadurski — seem to have no objection to encouraging the government to bypass the Constitution, provided it serves their political narrative. In their view, defending the rule of law apparently now involves strategically ignoring parts of it..."
Niedawna sprawa profesora Andrzeja Zolla — byłego Prezesa Trybunału Konstytucyjnego i byłego Rzecznika Praw Obywatelskich — rodzi poważne pytania o stan prawa i konstytucjonalizmu w Polsce. W wywiadzie telewizyjnym profesor Zoll zasugerował, że premier Donald Tusk mógłby mieć uzasadnienie dla odmowy wykonania wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Później, prawdopodobnie w odpowiedzi na krytykę publiczną, próbował zdystansować się od tej interpretacji.
[...]
Tymczasem dwóch innych wybitnych prawników — profesorowie Jerzy Zajadło i Wojciech Sadurski — zdają się nie mieć zastrzeżeń wobec zachęcania rządu do obchodzenia Konstytucji, o ile służy to ich narracji politycznej. W ich ujęciu obrona praworządności najwyraźniej polega dziś na strategicznym ignorowaniu jej fragmentów..."
...wracając do ministra sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska, Żurka - jedno o czym sam jest władny zadecydować to tylko czy...
po porannej defekacji podetrzeć się papierem toaletowym, palcem czy może... wcale...
Aneks, autor Grok AI w odpowiedzi na pytanie:
"Co by czekało te "nadwiślańskie pseudoautorytety" na zachód od Odry?
...bo przecież, drodzy Czytelnicy, nie myślcie, że te nasze krajowe "autorytety" – panowie profesorowie Zoll, Zajadło i Sadurski – mogliby bezkarnie pląsać po konstytucyjnych minach w cywilizowanych krajach Zachodu. Tam, gdzie praworządność nie jest hasłem na koszulce, ale kręgosłupem systemu, takie wygibasy kończą się nie aplauzem, a publicznym linczem reputacyjnym.
Wyobraźcie sobie: zamiast lajków w mediach sympatyzujących z rządem, dostaliby gwizdy, utratę katedr i może nawet zakaz wykonywania zawodu.
Bo na zachód od Odry, omijanie konstytucji dla "wyższego dobra" czy "demokracji walczącej" to nie jest intelektualna gimnastyka – to sabotaż, za który płaci się wysoką cenę.
Weźmy Stany Zjednoczone, ten bastion rule of law, gdzie konstytucja jest świętością, a nie ścierką do podłogi. Tam prawnicy, którzy sugerują obejście zasad dla politycznych celów, kończą jak Rudy Giuliani czy Sidney Powell – bohaterowie "Big Lie" o skradzionych wyborach 2020. Za fałszywe roszczenia wyborcze i ataki na instytucje zostali suspendowani, stracili licencje adwokackie i stali się pariasami w środowisku prawniczym. Amerykańskie Stowarzyszenie Prawników (ABA) podkreśla, że naruszenie przysięgi wierności konstytucji prowadzi do dysbarment – czyli wyrzucenia z zawodu. Profesorowie jak nasi, wzywający do "wyzerowania" sądów czy masowych rozliczeń, byliby oskarżeni o podważanie fundamentów demokracji. Jak piszą eksperci w raporcie Brennan Center for Justice, lekceważenie etyki prawniczej i rule of law kończy się nie tylko utratą zaufania, ale poważnymi konsekwencjami zawodowymi – od izolacji akademickiej po procesy sądowe. A "Trump lawyers"? Ich trajektorie to podręcznikowy przykład: atak na rule of law dla politycznego patrona kończy się upadkiem kariery, publicznym wygwizdaniem na konferencjach i ostracyzmem w środowisku. Nasi "mentorzy" byliby tam wygwizdani jako zagrożenie dla systemu, nie bohaterowie.
Przeskoczmy do Niemiec, gdzie po traumie nazizmu system jest hiperczuły na wszelkie próby manipulacji prawem. Federalny Trybunał Konstytucyjny (BVerfG) nie toleruje sugestii omijania Grundgesetz – podstawowej ustawy, która jest tarczą przed autorytaryzmem. Prawnicy, którzy ignorują wyroki czy proponują "precedensy" podważające konstytucję, spotykają się z historycznym potępieniem: porównania do sędziów III Rzeszy, którzy ślubowali Hitlerowi zamiast prawu. W 2020 roku sędzia Andreas Vosskuhle publicznie krytykował polityków za lekceważenie decyzji trybunału, co prowadziło do śledztw i publicznej dezaprobaty. Profesorowie sugerujący "strategiczne ignorowanie" konstytucji, jak nasi, byliby izolowani akademicko – utrata wpływów, gwizdy na uniwersytetach i fading international influence, jak opisuje to Verfassungsblog w kontekście spadku prestiżu niemieckiej myśli konstytucyjnej. Tam nie ma miejsca na "komunistyczne cienie" – każdy, kto atakuje rule of law, staje się persona non grata, a nie gwiazdą mediów.
A Francja? Tam État de droit to nie żart – sugestie obejścia Conseil Constitutionnel kończą się masowymi protestami i dyscyplinarnymi postępowaniami w Ordre des Avocats. W 2023 roku, podczas reform emerytalnych Macrona, prawnicy proponujący "wyjątki" konstytucyjne stanęli w obliczu strajków i utraty reputacji. Radykalne idee jak "masowe cofnięcia nominacji" (à la Sadurski) byłyby widziane jako zagrożenie dla republiki – publiczne wygwizdanie, izolacja w środowisku akademickim i potencjalne kary zawodowe. Jak pokazuje historia, francuscy intelektualiści, którzy flirtują z antykonstytucyjnymi pomysłami (np. w kontekście Le Pen), tracą wiarygodność na zawsze.
Podsumowując: na zachód od Odry te "pseudoautorytety" nie byłyby bronione przez partyjne media, ale rozliczone za podważanie fundamentów. Utrata katedr, licencji, reputacji – to czekałoby na nich, zamiast poklepywania po plecach przez Tuska i spółkę.
To nie atak personalny, to lekcja: praworządność to nie elastyczna guma, a żelazna reguła. Może warto przypomnieć to naszym "mentorom", zanim ich "demokracja walcząca" zamieni Polskę w bananową republikę...
...koniec aneksu."
_________________________________________________
Annex by Grok AI in Response to the Question:
"What would await these 'Vistula pseudo-authorities' west of the Oder?"
Because, dear Readers, do not think for a moment that our domestic "authorities" – Professors Zoll, Zajadło, and Sadurski – could cavort with impunity over constitutional landmines in the civilised countries of the West. There, where the rule of law is not a slogan on a T-shirt but the very backbone of the system, such contortions end not in applause but in public reputational lynching. Imagine: instead of likes in government-sympathetic media, they would receive public condemnation, dismissal from professorships, and perhaps even disbarment. Because west of the Oder, circumventing the constitution for the "greater good" or "militant democracy" is not intellectual gymnastics – it is sabotage, for which one pays a high price.
Take the United States, that bastion of the rule of law, where the Constitution is sacred – not something to be trampled. There, lawyers who suggest bypassing the rules for political ends finish like Rudy Giuliani or Sidney Powell – heroes of the "Big Lie" about the stolen 2020 election. For false electoral claims and attacks on institutions, they were suspended, lost their law licences, and became pariahs in the legal profession. The American Bar Association (ABA) emphasises that violating the oath of fidelity to the Constitution leads to disbarment – expulsion from the profession. Professors like ours, calling for the "zeroing" of courts or mass reckonings, would be accused of undermining the foundations of democracy. As experts write in the Brennan Center for Justice report, disregarding legal ethics and the rule of law ends not only in loss of trust but serious professional consequences – from academic isolation to litigation. And the "Trump lawyers"? Their trajectories are a textbook example: attacking the rule of law for a political patron ends in career collapse, public denunciation at conferences, and ostracism within the profession. Our "mentors" would be jeered there as a threat to the system, not as heroes.
Consider Germany, where after the trauma of Nazism the system is hypersensitive to any attempts to manipulate the law. The Federal Constitutional Court (BVerfG) does not tolerate suggestions of circumventing the Grundgesetz – the Basic Law, which is a shield against authoritarianism. Lawyers who ignore rulings or propose "precedents" undermining the constitution meet with historical condemnation: comparisons to Third Reich judges who swore oaths to Hitler instead of to the law. In 2020, Judge Andreas Vosskuhle publicly criticised politicians for disregarding tribunal decisions, which led to investigations and public disapproval. Professors suggesting "strategic ignoring" of the constitution, like ours, would be academically isolated – loss of influence, public censure at universities, and fading international influence, as Verfassungsblog describes in the context of the decline in prestige of German constitutional thought. There is no place there for vestiges of communism – anyone who attacks the rule of law becomes persona non grata, not a media star.
And France? There, l'État de droit is no joke – suggestions of bypassing the Conseil Constitutionnel end in mass protests and disciplinary proceedings within the Ordre des Avocats. In 2023, during Macron's pension reforms, lawyers proposing constitutional "exceptions" faced strikes and loss of reputation. Radical ideas such as "mass revocations of appointments" (à la Sadurski) would be seen as a threat to the republic – public condemnation, isolation in academic circles, and potential professional sanctions. As history shows, French intellectuals who flirt with anti-constitutional ideas (e.g., in the context of Le Pen) lose credibility forever.
To summarise: west of the Oder, these "pseudo-authorities" would not be defended by partisan media but held accountable for undermining the foundations. Dismissal from professorships, loss of licences, professional ruin – that is what would await them, instead of political endorsement from Tusk and company.
This is not a personal attack, but a lesson: the rule of law is not elastic rubber but an iron rule. Perhaps it is worth reminding our "mentors" of this before their "militant democracy" erodes not just institutions, but the very grammar of constitutional responsibility...
...end of annex. Interpreted into English by Claude AI
