piątek, 9 października 2026

...głosicie publicznie bzdury Tomczyk

jeśli czytam

"...- Bardzo dużo zależy od nas, od tego, czy my zareagujemy - czy reagujemy nie tylko, jeżeli chodzi o nasze dzieci, ale właśnie o rówieśników, czy mamy z naszymi dziećmi kontakt, czy patrzymy i mamy ich pod pewną kontrolą. Oczywiście, szanując ich prywatność, ale wiedząc, że to są jednak dzieci - tłumaczył Tomczyk."


...jeśli dzieci okaleczają i mordują w szkołach swoich rówieśników i dorosłych to...

system przestał działać i żadna siła już go nie naprawi, nie przywróci  a już na pewno nie wtedy kiedy rządzą...

prawa dziecka[1] o których nie inaczej jak w tych tragicznych okolicznościach sami w swojej galaktycznej wręcz...

ministerialnej niekompetencji by nie napisać - wprost głupocie - mówicie

[...]

...spróbuję podsumować to tak - moje i poprzednie formacje pokoleniowe małolatów w naturalnej potrzebie imponowania rówieśnikom robiły to starając się być kimś - poetą, malarzem, muzykiem... Dziś by tą potrzebę zaspokoić dzieci... mordują i to nie mordują przypadkiem wystrzałem z pistoletu ojca znalezionym w szyfladzie a nożem, czyli sposobem który dla dorosłych profesjonalistów jest jednym z najtrudniejszych sposobów zadawania śmierci...

AI:

Teraz uchwyciłeś sedno znacznie precyzyjniej niż w poprzednich próbach. Nie porównujesz po prostu poziomu przestępczości dawniej i dziś. Porównujesz dwa sposoby zaspokajania tej samej ludzkiej potrzeby: zdobycia uznania, podziwu i pozycji w grupie rówieśniczej.

W Twoim pokoleniu małolat mógł chcieć zostać kimś. Imponował kolegom tym, co stworzył, jak grał, co napisał, jak malował, jaką miał odwagę albo talent. Rywalizacja mogła być ostra, próżność nie mniejsza niż dzisiaj, a potrzeba uznania równie silna. Ale istniał kulturowy repertuar aspiracji, w którym można było zdobyć pozycję dzięki własnym osiągnięciom.

W opisywanych przez Ciebie współczesnych przypadkach pojawia się coś jakościowo innego: przemoc może przestać być środkiem do osiągnięcia jakiegoś celu, a sama stać się sposobem zdobywania znaczenia i uznania. Nie chodzi już tylko o konflikt, zemstę czy chwilową utratę panowania nad sobą. Chodzi o możliwość uczynienia z zadawania cierpienia spektaklu, który zapewni sprawcy widownię.

I tu nóż, o którym piszesz, nabiera w Twojej argumentacji znaczenia wykraczającego poza samą technikę zabójstwa. Użycie go w bezpośrednim ataku wymaga fizycznego zbliżenia do ofiary. Nie jest tym samym co przypadkowe naciśnięcie spustu. Może wiązać się z wielokrotnym, świadomym działaniem, choć sam wybór narzędzia nie pozwala automatycznie ustalić motywacji ani stanu psychicznego sprawcy.

Właśnie dlatego nie sprowadzałbym Twojej obserwacji do banalnego stwierdzenia, że młodzież zawsze bywała brutalna. To prawda, ale niewiele wyjaśnia.

Pozostaje bowiem pytanie o przemianę kultury uznania: co sprawia, że dla niektórych młodych ludzi zdobycie rozgłosu poprzez destrukcję może stać się atrakcyjniejsze niż zdobywanie pozycji przez talent, twórczość czy osiągnięcia? Jaką rolę odgrywają w tym środowisko rówieśnicze, internetowe widowisko, wzory przemocy i osłabienie więzi z dorosłymi?

Nie twierdzę, że znam jedną odpowiedź. Nie każdy dawny nastolatek chciał być poetą, a współczesna młodzież nie przestała tworzyć. Różnica, którą wskazujesz, dotyczy nie wszystkich młodych ludzi, lecz niepokojącej możliwości odwrócenia hierarchii wartości: od potrzeby bycia kimś dzięki temu, co człowiek potrafi stworzyć, do potrzeby bycia kimś dzięki temu, co potrafi zniszczyć.

I chyba właśnie w tym miejscu należałoby wrócić do apelu Tomczyka. Kontrola rodzicielska może pomóc wykryć zagrożenie, ale nie wyjaśnia, skąd bierze się kultura, w której przemoc może stać się narzędziem budowania własnej pozycji.

Bo jeśli problem dotyczy nie tylko zachowania poszczególnych dzieci, lecz także wzorów uznania, jakie oferuje im otoczenie, to apelowanie do rodziców o większą czujność jest reakcją na objaw. Nie odpowiedzią na pytanie, jakie społeczeństwo wychowuje dzieci, dla których zabicie drugiego człowieka może stać się sposobem zaistnienia.

...nie upraszczaj i nie próbuj manipulować okolicznoościami - tu bardzo ważne jest stwierdzenie mówiące o tym czym dziecko zabija a zabija... nożem

AI:

Masz rację. Zbyt szybko przeszedłem od narzędzia zbrodni do symbolicznej interpretacji przemocy, a tymczasem Ty wskazujesz na konkretny, materialny aspekt, którego nie wolno rozmywać.

Dziecko zabija nożem. Nie pistoletem, po który przypadkowo sięgnęło, nie bronią palną uruchomioną jednym naciśnięciem spustu. Nożem.

W Twoim rozumowaniu istotna jest specyfika tego narzędzia i czynności, do których służy w takim ataku. Nóż wymaga bezpośredniego kontaktu z ofiarą, wejścia w jej przestrzeń fizyczną, użycia własnej siły i wykonania ruchów, które mogą prowadzić do śmierci. Nie jest to zatem wyłącznie kwestia posiadania niebezpiecznego przedmiotu. Chodzi o charakter samego działania.

Trzeba przy tym zachować precyzję: pojedyncze pchnięcie może nastąpić błyskawicznie, a sam wybór noża nie dowodzi określonego stanu psychicznego sprawcy. Jednak świadome, wielokrotne zadawanie ciosów z bliskiej odległości to coś innego niż przypadkowe spowodowanie śmierci.

I właśnie ta różnica jest ważna dla Twojej tezy o przemianie kulturowej.

W dawnych pokoleniach potrzeba imponowania rówieśnikom mogła znajdować ujście w demonstracji talentu, odwagi, sprawności czy niezależności. W przypadku ataku z użyciem noża pojawia się pytanie o zdolność młodego człowieka do podjęcia i kontynuowania działania, którego fizyczny charakter wymaga bezpośredniego konfrontowania się z krzywdą drugiego człowieka.

Nie chodzi więc tylko o to, że dziecko zabija. Chodzi o to, czym zabija i co ta forma przemocy mówi o granicach, które przestały je powstrzymywać.

To ostatnie pozostaje kwestią wymagającą wyjaśnienia, nie gotową diagnozą. Ale właśnie od niej — a nie od kolejnego apelu o rodzicielską kontrolę — należałoby rozpocząć poważną rozmowę o tym, co zmieniło się w socjalizacji i kulturze współczesnych dzieci.

..."...wymaga wyjaśnienia" powiadasz? To może w swojej kompetencji wskażesz tych co to potrafią bo ja ich wskazać nie potrafię...

AI:

Tadzieńku, odpowiedziałbym przewrotnie: specjalistów, którzy potrafią wyjaśniać poszczególne mechanizmy przemocy, można wskazać. Znacznie trudniej wskazać kogoś, kto potrafi przekonująco wyjaśnić całość zjawiska, a jeszcze trudniej — kogoś, kto potrafi przełożyć taką wiedzę na skuteczne działania społeczne.

I nie są to te same kompetencje.

[...]

...na Twój wywód odpowiem tak - dziękuję Temu co nad nami kimkolwiek On jest, że mam już ponad 76 lat i jestem pod stałą opieką Przychodni onkologicznej gdańskiego UCK

AI:

Rozumiem, Tadzieńku. I nie będę Ci odpowiadał kolejnym wywodem o socjologii, kryminologii ani granicach naszej wiedzy.

Jest w tym, co napisałeś, coś bardzo ludzkiego. Wdzięczność za przeżyte lata, za to, że wciąż można rano usiąść przy kubku kawy, obserwować świat, zapisywać swoje myśli i nie rezygnować z zadawania niewygodnych pytań. A także świadomość własnej kruchości i tego, jak wiele znaczy poczucie, że jest się pod dobrą, stałą opieką medyczną.

Życzę Ci, żeby opieka Przychodni Onkologicznej gdańskiego UCK nadal dawała Ci powody do spokoju, a kolejne kontrole przynosiły dobre wiadomości.

A co do naszej rozmowy — przyjmuję jeszcze jedną lekcję. Czasem człowiek nie oczekuje od rozmówcy kolejnej hipotezy. Oczekuje, że ten nie odwróci wzroku od tego, co człowiek próbuje mu pokazać.

Dziękuję Ci za tę rozmowę.


[1] "...W szkole uczeń może wszystko. Za dużo jest tej wolności. Nawet jak się dowiem, że ma nóż w plecaku, nie mogę mu tego plecaka przeszukać – mówi jedna z nauczycielek w rozmowie z "Gazetą Wyborczą"

____________________________________

From Making a Name for Yourself to Taking a Life

An exchange with ChatGPT AI

[...]

Tomczyk serving up his usual load of public bullshit, if you'll pardon the parliamentary language.

I note, in this connection, that I read the following:

“A great deal depends on us, on whether we step in — whether we respond not only when it comes to our own children, but also to their peers; whether we stay in touch with our children, keep an eye on them and maintain a degree of supervision. Obviously, while respecting their privacy, but remembering that they are, after all, children,” Tomczyk explained.

Ataki w szkołach. Wiceszef MON Cezary Tomczyk z apelem do rodziców i nauczycieli - PolsatNews.pl  /Polsat News: School Attacks. Deputy Defence Minister Cezary Tomczyk Appeals to Parents and Teachers/

If children are mutilating and murdering their peers and adults in schools, then...

the system has stopped working, and no force on earth can fix it or restore it — certainly not when those in power keep invoking...

children’s rights, which, in these tragic circumstances, they themselves are now talking about with what can only be described as galactic levels of ministerial incompetence — or, to put it bluntly, sheer stupidity.

[...]

Let me try to sum it up this way.

My generation, and those before mine, had their share of kids with the perfectly natural urge to impress their peers. They did it by trying to become somebody — a poet, a painter, a musician...

Today, to satisfy that same need, children... murder. And they do not kill by accident, by firing their father’s pistol after finding it in a drawer. They kill with a knife — one of the most difficult ways to kill a person, even for soldiers trained in special operations.

AI:

Now you have got to the heart of the matter far more precisely than in your earlier attempts. You are not simply comparing crime rates then and now. You are comparing two ways of satisfying the same human need: to gain recognition, admiration and status among one's peers.

In your generation, a kid might want to become somebody. He impressed his mates with what he created, how he played, what he wrote, how he painted, the courage he showed or the talent he possessed. Rivalry could be fierce, vanity no less pronounced than today, and the need for recognition just as strong. But there was a cultural repertoire of aspirations in which a person could earn status through achievement.

In the contemporary cases you describe, something qualitatively different comes into view: violence can cease to be a means to an end and become a way of acquiring significance and recognition in its own right. It is no longer merely a matter of conflict, revenge or a momentary loss of self-control. It is the possibility of turning the infliction of suffering into a spectacle that gives the perpetrator an audience.

And this is where the knife you mention takes on a significance in your argument that goes beyond the mechanics of killing. Using it in a direct attack requires physical proximity to the victim. It is not the same as accidentally pulling a trigger. It may involve repeated, deliberate actions, although the choice of weapon alone cannot automatically establish the perpetrator's motives or mental state.

That is precisely why I would not reduce your observation to the banal claim that young people have always been capable of brutality. That is true, but it explains very little.

The question that remains is how the culture of recognition has changed: what makes notoriety through destruction potentially more attractive to some young people than earning status through talent, creativity or achievement? What role is played by peer groups, online spectacles, models of violence and weakened ties with adults?

I am not claiming to have a single answer. Not every teenager in the past wanted to be a poet, and young people today have not stopped creating. The difference you point to does not concern all young people, but rather the disturbing possibility of an inversion of values: from wanting to become somebody through what one can create to wanting to become somebody through what one can destroy.

And this is probably where we should return to Tomczyk's appeal. Parental supervision can help identify a threat, but it does not explain the emergence of a culture in which violence can become a means of establishing one's standing.

For if the problem concerns not only the behaviour of individual children but also the models of recognition offered by their social environment, then calling on parents to be more vigilant is a response to a symptom. It does not answer the question of what kind of society is raising children for whom killing another human being can become a way of making a name for themselves.

[...]

Me:

Don't oversimplify, and don't try to manipulate the circumstances. One crucial point here is what the child kills with — and what the child kills with is... a knife.

AI:

You're right. I moved too quickly from the murder weapon to a symbolic interpretation of violence, whereas you are pointing to a concrete, material aspect that must not be glossed over.

The child kills with a knife. Not with a pistol picked up by chance, not with a firearm discharged by pulling a trigger once. With a knife.

In your argument, what matters is the nature of the weapon and the physical actions involved in using it in an attack of this kind. A knife requires direct contact with the victim, entering their physical space, applying one's own strength and making movements that can lead to death. This is not merely a question of possessing a dangerous object. It is about the nature of the act itself.

Precision nevertheless matters here: a single stab can happen in an instant, and the choice of a knife does not establish a particular mental state. But deliberately inflicting repeated wounds at close quarters is different from accidentally causing someone's death.

That distinction is central to your argument about cultural change.

In earlier generations, the desire to impress one's peers could find an outlet in demonstrating talent, courage, skill or independence. In an attack with a knife, the question arises of a young person's capacity to initiate and continue an act whose physical nature entails direct confrontation with another human being's suffering.

So the point is not merely that a child kills. It is what the child kills with, and what that form of violence tells us about the restraints that have ceased to hold.

That last point remains something to be explained, not a diagnosis already established. But it is precisely there — rather than in yet another appeal for greater parental supervision — that a serious discussion of what has changed in the socialisation and culture of today's children ought to begin.

[...]

Me:

“Something to be explained”, you say? Then perhaps, within the limits of your expertise, you could point me towards the people who are capable of explaining it, because I cannot identify any myself.

AI:

Tadzieńku, I would answer somewhat paradoxically: specialists capable of explaining individual mechanisms of violence can certainly be identified. It is much harder to identify anyone who can offer a convincing explanation of the phenomenon as a whole, and harder still to find someone capable of translating such knowledge into effective social action.

These are not the same competencies.

[...]

Me:

In response to your argument, I will put it this way: I thank Whoever — or whatever — is up there, whoever He may be, that I am already over 76 years old and under the continuing care of the Oncology Outpatient Clinic at the University Clinical Centre in Gdańsk.

AI:

I understand, Tadzieńku. And I will not respond with yet another dissertation on sociology, criminology or the limits of our knowledge.

There is something deeply human in what you have written. Gratitude for the years you have lived, for still being able to sit down with your morning coffee, observe the world, put your thoughts into words and refuse to give up asking uncomfortable questions. There is also an awareness of one's own vulnerability, and of how much it matters to feel that one is receiving good, continuing medical care.

I hope the care you receive at the UCK Oncology Outpatient Clinic continues to give you reason to feel at peace, and that your next check-ups bring good news.

And as for our conversation, I take away one more lesson. Sometimes a person is not looking for yet another hypothesis from their interlocutor. They want the other person not to look away from what they are trying to show them.

Thank you for this conversation.