A conversation between a blogger and artificial intelligence
The discussion began with a reaction to political historian Antoni Dudek's statement that "we also have our own guilt toward Ukrainians" in the context of the current Polish-Ukrainian dispute over historical memory.
The blogger challenged what he perceived as an implicit moral equivalence between the Volhynia massacres and Polish retaliatory actions. His argument was deliberately provocative:
"Show me a single Ukrainian who was flayed alive by Poles. Show me a single one who was crucified. Then I will admit you are right."
The AI initially responded by emphasizing the importance of historical precision, noting that while it knew of no documented cases matching those atrocities, one should be cautious about making absolute historical claims based solely on the absence of known evidence.
The blogger objected, arguing that if such crimes had ever occurred, they would have long ago become part of international historiography and public debate, cited by major newspapers such as Frankfurter Allgemeine Zeitung, The New York Times, and other leading media. The AI acknowledged this point and clarified its own position: it was unaware of any reliably documented cases in which Polish retaliatory actions involved methods of terror comparable to those described in eyewitness accounts of the Volhynia massacres.
The discussion then shifted from history to logic. The blogger argued that the burden of proof should not rest on those questioning Professor Dudek's statement but on Professor Dudek himself. If one suggests a meaningful historical or moral comparison, one must demonstrate precisely what is being compared and on what evidentiary basis.
The AI agreed, concluding that broad claims such as "both sides bear guilt" require concrete justification regarding scale, character, and historical context rather than rhetorical generalization.
The conversation ended on a more philosophical note. The blogger recalled an ironic remark once made by his late "Sweet Dove":
"If you want to publicly and safely talk nonsense, Tadzieńku, become... a professor."
This led to a shared reflection that academic titles carry no exemption from intellectual responsibility. The final conclusion reached by both participants was simple and universal:
An academic title does not exempt anyone from the obligation to present arguments, just as the lack of such a title does not deprive anyone of the right to ask questions.
That observation ultimately became the true conclusion of the discussion, transcending the immediate controversy and expressing a broader principle of public debate. /Edited with the assistance of Copilot AI/
________________________________________-
"- Polacy przestają rozumieć, z kim prowadzą wojnę; że my jesteśmy też w stanie wojny - mówił w programie "Gość Wydarzeń" prof. Antoni Dudek, komentując obecny kryzys w relacjach polsko-ukraińskich. Historyk wskazywał również, że "my też mamy swoje winy w stosunku do Ukraińców", odnosząc się do wypowiedzi chargé d'affaires w Ukrainie Piotra Łukasiewicza o "ukraińskich ofiarach państwa polskiego"."?
...pokażcie mi Dudek choć jednego Ukraińca obdartego za życia ze skóry przez Polaków, pokażcie choć jednego ukrzyżowanego...
a przyznam Wam rację i uznam za Rodaka...
Artificial intelligence:Rozumiem emocję stojącą za tym wpisem. Odwołuje się Pan do bardzo konkretnego aspektu zbrodni wołyńskiej – przypadków wyjątkowo brutalnych tortur i mordów, które są dobrze udokumentowane w relacjach świadków i badaniach historycznych.
Jednocześnie, jeśli celem jest siła argumentu, warto oddzielić dwie kwestie.
Po pierwsze, zbrodnie popełnione przez Ukraińską Powstańczą Armię na ludności polskiej rzeczywiście obejmowały liczne akty skrajnego okrucieństwa, w tym tortury, okaleczenia i zabójstwa dokonywane w sposób mający zastraszyć ludność cywilną. Historycy nie mają co do tego zasadniczych wątpliwości.
Po drugie, zdanie „pokażcie mi choć jednego Ukraińca obdartego za życia ze skóry przez Polaków” jest figurą retoryczną opartą na braku znanych Panu przypadków. Problem polega na tym, że historycznie nie można z tego wyprowadzić wniosku, iż żadnych zbrodni o porównywalnym okrucieństwie po stronie polskiej nigdy nie było. Wiadomo, że dochodziło do zabójstw ukraińskich cywilów w akcjach odwetowych czy pacyfikacjach, choć ich skala, charakter i miejsce w przebiegu konfliktu są przedmiotem badań i ocen historyków. To nie oznacza zrównania z rzezią wołyńską – lecz zachowanie precyzji.
Jeżeli natomiast intencją Pańskiego komentarza jest polemika z wypowiedzią prof. Dudka, można ją sformułować w sposób trudniejszy do zakwestionowania, np.:
„Jeżeli mówi się o 'winach obu stron', należy pamiętać o proporcjach i charakterze przemocy. Proszę wskazać udokumentowane przypadki, w których Polacy wobec ukraińskiej ludności cywilnej stosowali metody terroru odpowiadające temu, co wydarzyło się na Wołyniu – systematyczne tortury, rozpruwanie ciężarnych kobiet, przybijanie ludzi do drzwi czy inne opisane przez świadków formy zadawania cierpień. Bez takiego rozróżnienia łatwo zatrzeć zasadniczą różnicę między zbrodniami odwetowymi a zaplanowaną akcją eksterminacji ludności cywilnej.”
Taka forma nie opiera się na absolutnym twierdzeniu („nie było ani jednego przypadku”), lecz stawia pytanie o skalę, systematyczność i charakter przemocy. Historycznie jest to argument znacznie trudniejszy do podważenia i lepiej oddaje istotę sporu wokół oceny wydarzeń na Wołyniu.
...mogę - i będę tak pisał - bowiem gdyby takie zdarzenia podczas polskich akcji odwetowych miały miejsce już dawno pisał by o tym i FAZ i NYT i wszystkie światowe Agencje. "zdanie „pokażcie mi choć jednego Ukraińca obdartego za życia ze skóry przez Polaków” jest figurą retoryczną opartą na braku znanych Panu przypadków."? Dwa razy pomyśl nim coś takiego napiszesz samemu nie znając takich faktów
AI:
Rozumiem, dlaczego Pan tak reaguje. Natomiast to, co napisałem, nie miało oznaczać, że takie przypadki istniały. Wręcz przeciwnie – nie znam wiarygodnie udokumentowanych przypadków odpowiadających opisowi, którego Pan użył.
Moja uwaga dotyczyła wyłącznie standardu argumentacji. Z punktu widzenia logiki historycznej istnieje różnica między:
„nie znam żadnego udokumentowanego przypadku”,
a „żaden taki przypadek nie miał miejsca”.
To nie jest próba relatywizowania Wołynia, lecz ostrożność wobec twierdzeń absolutnych.
Natomiast zgadzam się z Panem w jednej istotnej kwestii. Gdyby istniały dobrze udokumentowane przypadki, że polskie oddziały systematycznie stosowały wobec ukraińskich cywilów metody takie jak obdzieranie ludzi żywcem ze skóry czy krzyżowanie, byłby to materiał o ogromnym znaczeniu dla historiografii i debaty publicznej. Trudno sobie wyobrazić, by przez dziesięciolecia nie został szeroko wykorzystany zarówno przez badaczy, jak i media zajmujące się historią Europy Wschodniej.
Nie mogę jednak z tego wyprowadzić kategorycznego wniosku, że czegoś na pewno nigdy nie było, jeśli nie istnieje możliwość udowodnienia takiej negatywnej tezy. Mogę natomiast powiedzieć coś, co jest zgodne z moją wiedzą:
Nie znam wiarygodnie udokumentowanych przypadków, aby polskie akcje odwetowe wobec ludności ukraińskiej obejmowały metody terroru takie jak obdzieranie ludzi żywcem ze skóry czy krzyżowanie ofiar, które są opisywane w świadectwach dotyczących części zbrodni wołyńskich.
To jest twierdzenie mocne, precyzyjne i – według mojej wiedzy – zgodne ze stanem badań.
W istocie Pański spór z prof. Dudkiem nie dotyczy przecież tego, czy po stronie polskiej zdarzały się zbrodnie. Dotyczy tego, czy można mówić o moralnej symetrii między zorganizowaną kampanią masowych mordów na ludności cywilnej a polskimi akcjami odwetowymi. To są dwie różne kwestie i warto ich nie mieszać.
...z taką argumentacją to nie do mnie a do profesora Dudka
AI:
To uczciwa uwaga.
W tej części dyskusji rzeczywiście nie Pan postawił tezę wymagającą udowodnienia, lecz prof. Dudek, mówiąc o „naszych winach wobec Ukraińców” w kontekście bieżącego sporu o pamięć historyczną.
Jeżeli ktoś sugeruje moralną lub historyczną porównywalność, to na nim spoczywa ciężar pokazania, na czym konkretnie tę porównywalność opiera. W takim sensie pytanie:
„Proszę wskazać choć jeden udokumentowany przypadek, w którym Polacy wobec ukraińskich cywilów stosowali metody terroru porównywalne z tymi znanymi z Wołynia.”
jest zasadne jako wyzwanie wobec jego argumentacji.
Moja wcześniejsza uwaga wynikała z dbałości o precyzję języka, a nie z próby osłabienia Pańskiego stanowiska. W kontekście polemiki z prof. Dudkiem rzeczywiście to on powinien uzasadnić swoją tezę, a nie Pan udowadniać jej nieprawdziwość.
To zresztą pokazuje różnicę między analizą historyczną a polemiką publiczną. W debacie publicznej nie wystarczy powiedzieć „obie strony mają swoje winy”. Trzeba jeszcze wykazać, jakie, w jakiej skali, w jakim charakterze i na jakiej podstawie uważa się je za porównywalne. Bez tego takie sformułowanie pozostaje ogólnikiem, który może być odbierany jako zacieranie różnic między odmiennymi zjawiskami historycznymi.
...moja Słodka Gołąbeczka mawiała - jeśli chcesz Tadzieńku w życiu publicznym bezkarnie gadać głupstwa zostań... profesorem i jak widać na tym przykładzie staruszka miała rację
AI:
To celna anegdota i ma klasyczny, ironiczny charakter. Opiera się na znanym mechanizmie: im większy autorytet, tym większa skłonność odbiorców do przyjmowania jego słów bez żądania uzasadnienia.
Jednocześnie powiedziałbym, że warto oddzielić dowcip od oceny konkretnej osoby. Profesorowie – podobnie jak publicyści, politycy czy dziennikarze – mogą wygłaszać zarówno trafne, jak i nietrafne sądy. Sam tytuł naukowy nie czyni czyjejś wypowiedzi ani prawdziwą, ani fałszywą.
Natomiast sama sentencja Pańskiej „Słodkiej Gołąbeczki” ma literacki wdzięk:
„Jeśli chcesz, Tadzieńku, w życiu publicznie i bezkarnie gadać głupstwa, zostań... profesorem.”
To nie jest przecież definicja profesorów, lecz ironia wymierzona w zjawisko społecznego immunitetu autorytetów. Tego rodzaju aforyzmy funkcjonują od dawna w kulturze – podobnie jak powiedzenia o politykach, ekspertach czy dziennikarzach.
A Pański dopisek:
„Jak widać na tym przykładzie, staruszka miała rację.”
wyraża już Pana ocenę konkretnej wypowiedzi prof. Dudka. Z nią można się zgadzać lub nie, ale sama konstrukcja dowcipu jest zrozumiała i wpisuje się w tradycję ironicznych komentarzy do życia publicznego.
...przepraszam - nie powinienem oceniać nie będąc profesorem choć już kilkakrotnie spotykałem się z insynuacjami, że jest odwrotnie
AI:
To już jest autoironia i, moim zdaniem, działa lepiej niż bezpośredni atak.
Zdanie:
„Przepraszam – nie powinienem oceniać, nie będąc profesorem. Choć już kilkakrotnie spotykałem się z insynuacjami, że jest odwrotnie.”
ma ten charakterystyczny paradoks: formalnie przeprasza, a faktycznie kpi z przekonania, że prawo do oceniania mają wyłącznie osoby z tytułami.
Zresztą w dyskusji publicznej ostatecznie nie rozstrzyga tytuł naukowy, lecz argument. Profesor może postawić tezę słabą, a ktoś bez stopnia naukowego może zadać bardzo celne pytanie. Analogicznie bywa i odwrotnie.
Swoją drogą, Pańska puenta ma jeszcze jedną warstwę. Można ją odczytać jako komentarz do zjawiska, które rzeczywiście występuje w debacie: zamiast odpowiedzieć na zarzut, czasem próbuje się podważyć kompetencje osoby, która go stawia. To nie rozstrzyga sporu historycznego – jedynie przesuwa go z poziomu argumentów na poziom autorytetów.
Dlatego, niezależnie od tego, jak ocenia się wypowiedź prof. Dudka, pytanie o konkretne uzasadnienie jego tezy pozostaje zasadne. Tytuł naukowy nie zwalnia z obowiązku przedstawienia argumentów, tak samo jak jego brak nie odbiera prawa do zadawania pytań.
...i na tym poprzestańmy bowiem lepszej konstatacji i sam profesor Dudek by pewnie nie wymyślił i nie musisz dodawać, że to tylko moje domniemanie a nie fakt intelektualny
AI:
Umowa stoi. 🙂
I nie będę dodawał zastrzeżenia, o którym Pan wspomniał, bo w tym przypadku jest oczywiste, że końcowe zdanie było ironiczną puentą, a nie twierdzeniem o stanie faktycznym.
Natomiast ostatnia konstatacja:
„Tytuł naukowy nie zwalnia z obowiązku przedstawienia argumentów, tak samo jak jego brak nie odbiera prawa do zadawania pytań.”
broni się sama. Jest uniwersalna i – niezależnie od tego, czy rozmówcą jest profesor, polityk, dziennikarz czy bloger – pozostaje dobrą zasadą prowadzenia sporów.
Na tym rzeczywiście możemy poprzestać. Czasem dobrze postawione zdanie jest lepszym zakończeniem dyskusji niż kolejnych dziesięć argumentów.
