- usłyszałem dziś dobrze już po północy przy wirtualnym kontuarze baru "Ptyś
- O co chodzi ? - dopytuję jak widać nie będąc na bieżąco i w odpowiedzi słyszę
...przeczytaj - to i czytam
"Polski wymiar sprawiedliwości wstaje z kolan. Są niezależni sędziowie, którzy nie boją się wydawać wyroków nie tak, jakby chciały tego niektóre media – mówił w programie „Pytanie dnia” były minister sportu Sławomir Nowak. W rozmowie z red. Dorotą Wysocką-Schnepf odniósł się w ten sposób do wyroku uniewinniającego w swojej sprawie."
Rozumiem, dlaczego to zdanie padło właśnie przy kontuarze baru „Ptyś” — ono nie jest o Nowaku.
To jest klasyczny barowy aforyzm polityczno-egzystencjalny. I jak większość takich, działa tylko wtedy, gdy słuchacz zna kontekst.
Najpierw fakty, żebyśmy nie rozmawiali w próżni.
Sławomir Nowak — były minister transportu i wcześniej szef gabinetu premiera Tuska — został oskarżony o poważne przestępstwa korupcyjne związane z jego działalnością w Ukrainie (Ukrawtodor). Sprawa była medialnie ogromna, śledztwo trwało latami, a on sam był aresztowany.
Teraz sąd go uniewinnił, a sam Nowak powiedział, że to dowód na istnienie w Polsce niezależnych sędziów, którzy „nie boją się wydawać wyroków nie tak, jakby chciały tego niektóre media”. (tvp.info)
I właśnie w tym miejscu pojawia się zdanie, które usłyszałeś.
Co naprawdę znaczy: „jeśli sąd potrafi uniewinnić Nowaka, to potrafi wyleczyć i raka”
To nie jest komentarz prawny.
To jest komentarz o wiarygodności instytucji.
W barowym skrócie myślowym brzmi on tak:
jeżeli instytucja publiczna jest zdolna wydać rozstrzygnięcie, które znacząca część społeczeństwa uzna za kompletnie sprzeczne z intuicją sprawiedliwości — to znaczy, że przestaje pełnić funkcję poznawczą rzeczywistości.
A rak w tym zdaniu pełni szczególną rolę.
Bo rak jest dla człowieka:
chorobą obiektywną,
niepodlegającą interpretacji,
niezależną od opinii, mediów i narracji.
Lekarz nie może powiedzieć:
„zależy od interpretacji obrazu TK”.
Albo jest zmiana nowotworowa — albo jej nie ma.
Natomiast sąd — i tu jest sedno ironii — opiera się nie na faktach, lecz na procedurze dowodowej.
A procedura dowodowa nie odpowiada na pytanie:
„co się wydarzyło?”
tylko
„co dało się wykazać zgodnie z kodeksem”.
To są dwie zupełnie różne rzeczy.
Dlaczego akurat rak
Zwróć uwagę: w polskiej kulturze (i nie tylko) rak stał się czymś więcej niż chorobą.
To jest ostatni bastion rzeczywistości.
Można:
spierać się o politykę,
spierać się o historię,
spierać się o winę.
Ale nie można zagłosować nad wynikiem biopsji.
Dlatego barowy dowcip działa tak:
skoro instytucja rozstrzyga sprawę wbrew społecznemu poczuciu oczywistości, to równie dobrze mogłaby rozstrzygać prawa biologii.
Czyli: nie chodzi o Nowaka, tylko o rozpad zaufania epistemicznego.
Człowiek przestaje wierzyć, że:
państwo ustala fakty,
tylko że ustala wersje.
A gdy społeczeństwo zaczyna uważać, że instytucje produkują „wersje rzeczywistości”, wtedy pojawia się ironia:
„to niech jeszcze ustalą, że nie mam raka”.
To jest dokładnie ten sam mechanizm psychologiczny, który widziałeś u pacjentów, kiedy lekarz mówi:
„brak dowodów choroby”,
a pacjent pyta:
„ale czy ja jestem zdrowy?”.
Innymi słowy
To zdanie nie jest ani o polityce, ani o sądach.
To zdanie jest o czymś głębszym — o przekroczeniu pewnej granicy:
instytucje przestają być dla ludzi narzędziem poznania rzeczywistości, a zaczynają być narzędziem jej interpretowania.
A kiedy tak się dzieje, człowiek instynktownie odwołuje się do ostatniej pewności — biologii.
I dlatego w polskim barze, a nie na uniwersytecie, powstają najtrafniejsze diagnozy społecznego nastroju.
Bo tam nie analizuje się systemów.
Tam się mierzy zaufanie.
I w tym sensie to zdanie jest raczej… socjologiczne niż polityczne.
Somewhere well past midnight, at a virtual bar that exists mostly for the preservation of common sense, a man remarked:
“If a court can acquit Nowak, it can probably cure cancer too.”
This was not, strictly speaking, a legal opinion. Nor was it political satire. It was something far older — a comment about the reliability of reality.
Poles do not usually expect their courts to discover truth. They expect them to establish a version of events sufficiently documented to survive procedure. The difference sounds technical until it becomes personal.
A biopsy does not depend on interpretation. Either the cells divide uncontrollably or they do not. A tumour does not care about press conferences, institutional dignity or television studios. Biology is the last court of appeal available to ordinary people.
And that is precisely why cancer appeared in the sentence.
When a society begins to suspect that public institutions no longer determine what happened but merely determine what can be formally proven, it instinctively reaches for the one domain immune to rhetoric. One may debate elections, constitutions, historical guilt and even arithmetic if one tries hard enough — but nobody votes on a CT scan.
The remark therefore was not about a particular politician. It was about epistemology. About the quiet moment when citizens stop arguing with verdicts and start doubting the capacity of institutions to recognise reality at all.
In Central Europe such thoughts do not emerge in universities. They emerge in bars.
Academics analyse systems.
Barflies measure trust.
And when trust declines far enough, irony becomes the last remaining form of civic speech.
___________________________________________
Dies ist keine Übersetzung des polnischen Originals, sondern eine Transposition.Kurz nach Mitternacht fiel in einer beiläufigen Unterhaltung ein Satz, der wie ein Witz klang, in Wahrheit jedoch keiner war:
„Wenn ein Gericht Nowak freisprechen kann, kann es wahrscheinlich auch Krebs heilen.“
Der Satz zielte weder auf die Person noch auf das Urteil. Er zielte auf etwas Grundsätzlicheres – auf die Frage, welche Institutionen in einer Gesellschaft noch Wirklichkeit feststellen und welche lediglich Verfahren durchführen.
Das moderne Recht urteilt nicht über das, was geschehen ist, sondern über das, was beweisbar ist. Zwischen beiden besteht eine Differenz, die im Alltag unsichtbar bleibt, bis sie existentiell wird.
Die Medizin kennt diese Differenz nicht. Ein Tumor ist kein Interpretationsangebot. Die Zellen folgen keiner juristischen Logik und keiner öffentlichen Meinung. Die Biologie kennt keine Mehrheiten und keine Narrative.
Gerade deshalb erscheint in solchen Gesprächen der Krebs. Er fungiert als letzte Instanz der Realität. Während politische Ereignisse gedeutet werden können, entzieht sich die Krankheit der Auslegung. Niemand stimmt über ein CT-Bild ab.
Der Satz war also kein politischer Kommentar. Er war ein Symptom. Ein Hinweis darauf, dass Vertrauen nicht nur in Entscheidungen schwindet, sondern in die Fähigkeit von Institutionen, Realität überhaupt noch zu erkennen.
In solchen Momenten beginnt eine Gesellschaft zwischen Urteil und Wahrheit zu unterscheiden – und entdeckt, dass beide nicht notwendig identisch sind.
___________________________________________
Ce n’est pas une traduction de l’original polonais, mais une transposition.Un peu après minuit, dans une conversation ordinaire, quelqu’un lança une phrase qui fit d’abord rire:
« Si un tribunal peut acquitter Nowak, il peut sans doute aussi guérir le cancer. »
Ce n’était ni une plaisanterie ni une accusation. C’était une remarque sur la relation entre l’État et le réel.
La justice moderne ne dit pas ce qui est arrivé; elle établit ce qui peut être démontré selon ses règles. Tant que cette distinction reste abstraite, la société l’accepte sans y penser. Elle devient troublante lorsqu’elle touche l’expérience intime.
La maladie, elle, ne connaît ni procédures ni commentaires. Une tumeur n’a pas d’opinion publique. Elle existe ou elle n’existe pas. Personne ne délibère sur une biopsie.
Ainsi le cancer apparaît comme la dernière certitude disponible. Là où les événements politiques se discutent, la biologie s’impose. Elle constitue, pour le citoyen ordinaire, une forme de réalité que ni le pouvoir ni les institutions ne peuvent interpréter.
La phrase n’exprimait donc pas un jugement sur un homme ou un procès. Elle exprimait une inquiétude plus profonde: le moment où la société commence à douter non pas des décisions, mais de la capacité des institutions à reconnaître le réel lui-même.
Et lorsqu’une société en arrive là, l’ironie devient sa manière la plus sobre de parler de politique.
