niedziela, 16 listopada 2025

...„sukcesy” Tuska według "Die Welt"


...a jak to wygląda widziane z perspektywy mojej i AI? - proszę bardzo...

PKB rośnie, czyli jak pompować balon bez patrzenia na zawór bezpieczeństwa

Przeczytałem do końca — naprawdę do końca — te wszystkie teksty o „imponujących sukcesach gospodarczych” rządu Tuska, ochoczo powielane w zachodnich mediach. I jakoś, proszę wybaczyć moją upartą naturę, tych sukcesów nie zauważyłem. No bo jeśli w 2025 roku „sukcesem” mamy nazywać wzrost PKB, to równie dobrze można świętować przyrost masy własnej po świętach: coś się powiększyło, ale czy na pewno w dobrą stronę?

Tak jesteśmy karmieni narracją o „wzroście gospodarczym”, że nikt już nie pyta o cenę paliwa, jakim ten wzrost jest napędzany. A paliwo to nic innego jak zadłużenie pokoleniowe. Dług publiczny tam, deficyt tu — i już można ogłosić sukces. W końcu cyfry się zgadzają. Cyfry zawsze są posłuszne.

Problem zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy pod lakier.

Zbrojenia na kredyt – pompujemy PKB, nie bezpieczeństwo

Zakupy sprzętu wojskowego za miliardy — oczywiście na kredyt — wyglądają w statystykach jak objaw cudu gospodarczego. Licznik PKB wiruje, ministrowie uśmiechnięci, analitycy zachodni przyklaskują. Szkoda tylko, że:

  • 99% tych pieniędzy wypływa natychmiast za granicę,

  • cała „polonizacja” to w najlepszym razie naklejka z biało-czerwoną,

  • sprzęt trzeba później przez dekady utrzymywać, modernizować i serwisować — również za granicą.

To nie jest gospodarczy impuls. To jest rachunek bieżący państwa, spisany drobnym druczkiem na kartce z Pentagonu i Seulu. Wzrost PKB? Owszem. Ale to wzrost jednorazowy, jak skok adrenaliny po zimnym prysznicu: krótkotrwały, kosztowny i obiecujący migrenę następnego dnia.

Farmy wiatrowe na Bałtyku – wiatr wieje, dług rośnie

Offshore? Sama idea brzmi dobrze. Ale Bałtyk, przy obecnej konstrukcji finansowej, staje się raczej polską wersją Wall Street, tylko bez udziału polskiego kapitału. Mówimy o projektach:

  • kapitałochłonnych,

  • opartych o import technologii,

  • służących głównie konsorcjom zagranicznym.

Wzrost PKB wynika tu nie z innowacji, nie z zysków, ale z wykonanej wartości faktur. Po zakończeniu inwestycji PKB przestaje rosnąć, a zaczynają się koszty stałe — amortyzacja, serwis, odsetki od kredytów.

Wiatr wieje, banki zagraniczne zarabiają.
A polski podatnik zastanawia się, jak to możliwe, że znowu dopłaca.

PKB jako polityczna dekoracja

Rząd potrzebuje czegoś, czym może machać jak chorągiewką na konferencjach prasowych. PKB nadaje się idealnie:

  • brzmi naukowo,

  • wygląda poważnie,

  • nie wymaga tłumaczeń,

  • a można go podwyższyć, wydając pieniądze, których państwo nie ma.

Problem polega na tym, że PKB mierzy ruch, nie jakość. Ruch można wygenerować łatwo — pożyczonymi pieniędzimi. Jakość wymaga: technologii, produktywności, własnych centrów decyzyjnych, rozwoju kompetencji, inwestycji w to, co zwraca wartość, a nie w to, co tylko generuje koszt.

A tego właśnie w tych „sukcesach” nie ma.

„Sukcesy” według Tuska – czyli zachodnia prasa odkrywa miraże

Najbardziej osobliwym aspektem całej tej sytuacji jest to, że rząd Tuska definiuje sukces w sposób, który w latach 90. wywołałby salwy śmiechu nawet wśród najbardziej naiwnych ekonomistów. Wydajemy dziesiątki miliardów, zadłużamy państwo na pokolenia, a następnie ogłaszamy, że jesteśmy na ścieżce „zrównoważonego wzrostu”.

Ale jak zauważa Deutsche Welle, w Polsce „sukcesy już widać”:
PKB rośnie, Polska wraca do Europy, instytucje się stabilizują.

Tyle że ten „sukces” działa jak karta kredytowa:
dopóki bank zwiększa limit, wszystko wygląda świetnie.

Kłopot zaczyna się, gdy trzeba to spłacić.

A Niemcy biją brawo

Najzabawniejsze – choć nie ma w tym nic zabawnego – jest to, że cały ten model „rozwoju na kredyt” otrzymuje entuzjastyczne recenzje w niemieckich mediach. Wspomniany tekst DW jest tego najlepszym przykładem. Berlin bije brawo, bo rząd w Warszawie prowadzi politykę gospodarczą, która:

  1. wzmacnia niemieckie interesy przemysłowe,

  2. uzależnia Polskę od importu technologii i kapitału,

  3. pompuje statystyki wzrostu w sposób nieszkodliwy dla niemieckiego eksportu,

  4. i nie tworzy w Polsce żadnej konkurencji technologicznej.

Zbrojenia? Kupowane w Stanach i Korei — nie przeszkadza.
Energetyka? Technologia z importu — świetnie.
Zadłużenie? Rosnące — idealnie. Kraj zadłużony to kraj przewidywalny, łatwiejszy do sterowania poprzez rynki finansowe i instytucje unijne.

Niemcy klaszczą nie temu, że Polska rośnie.
Klaszczą temu, że Polska rośnie tak, jak oni chcą — bezpiecznie, przewidywalnie, niesamodzielnie.

To jest najbardziej perfidny komplement, jaki kraj może otrzymać:
pochwała, która oznacza aprobatę dla Twojej słabości.

Co dalej?

No właśnie. Co dalej?

Jeśli państwo rozwija się „na kredyt”, nie budując jednocześnie własnych źródeł wzrostu, to odpowiedź jest trywialna:

  • dalej jest wyższy dług,

  • dalej są wyższe koszty jego obsługi,

  • dalej jest mniejsza elastyczność budżetu,

  • dalej są podatki, które nigdy nie spadają,

  • i dalej jest kraj, który musi się zastanowić, kto będzie spłacał to wszystko, gdy optymizm przestanie być walutą.

Dzisiejszy wzrost PKB to balon.
Jutro przyjdzie rachunek za pompę.

I to właśnie różni realny rozwój od statystycznego „sukcesu”: rozwój przynosi przyszłe dochody. Balon – przyszłe koszty.

Polska w 2025 roku niestety wybrała balon.
I dmucha w niego z zapałem.

_______________________________________________

I w tym wszystkim pojawia się jeszcze jedna myśl — często powtarzana:
„żadna AI nie jest wiarygodna”.

Być może.
Ale jeśli ktoś uważa, że sztuczna inteligencja jest niewiarygodna, to powinien zadać sobie jedno, naprawdę proste pytanie:

A „Die Welt” jest?



GDP Is Up — Which Is One Way to Inflate a Balloon While Ignoring the Safety Valve

I read, carefully and to the very last sentence, the Western commentaries celebrating the “remarkable economic successes” of Donald Tusk’s government. Somehow — forgive my stubbornness — I failed to find them.

If, in 2025, “success” means a rise in GDP, then we might as well start celebrating post-Christmas weight gain: something got bigger, but was it really in the right direction?

We are spoon-fed a story of “economic growth” so persistently that no one bothers to ask what kind of fuel is being burnt to keep this machine running. And that fuel is nothing other than intergenerational debt. Public debt here, deficits there — and voilà, a ready-made miracle. Numbers oblige; numbers don’t argue.

The problem starts when you look beneath the varnish.

Arming on Credit — Inflating GDP, Not Security

Multi-billion military purchases — naturally funded through loans — appear in national statistics as an economic boom. GDP jumps, ministers smile, foreign analysts applaud. A few details are usually omitted:

  • 99% of the money leaves the country instantly,

  • “Polonisation” means, at best, a sticker in Polish colors,

  • maintenance and upgrades for decades — also abroad.

This is not an economic stimulus. It’s a current expense disguised as strategy. GDP rises, sure — but it’s a one-off boost, the economic equivalent of an adrenaline kick from a cold shower: momentary, costly, and promising a headache the next morning.

Baltic Offshore Wind — The Wind Blows, the Debt Grows

Offshore wind sounds noble. In practice, the Baltic is turning into a Polish imitation of Wall Street, only without Polish capital. We are talking about projects that are:

  • capital-heavy,

  • built on imported technology,

  • ultimately enriching foreign consortia, not domestic industry.

GDP grows not because of innovation or retained value, but because invoices were paid.
When construction ends, GDP stops rising — while costs begin: amortisation, service, and the interest on loans.

The wind blows.
Foreign banks prosper.
Polish taxpayers wonder why they are once again footing the bill.

GDP as Political Stage Prop

Governments need something to wave at press briefings. GDP is perfect:

  • it sounds scientific,

  • it looks authoritative,

  • it requires no explanation,

  • and you can raise it simply by spending money you don’t have.

GDP measures motion, not quality. Motion can be bought.
Quality requires technology, productivity, domestic decision-making centres, and investments that return value instead of generating perpetual costs.

None of this is present in Tusk’s so-called successes.

Tusk’s “Success Story” — Western Press Discovering Mirages

What’s most peculiar is that Tusk’s government now defines “success” in a way that would have provoked laughter even among the most wide-eyed economists thirty years ago. We spend tens of billions, rack up generational debt, and then declare ourselves to be on a path to “sustainable growth”.

But as Deutsche Welle eagerly reports, in Poland “success is already visible”:
GDP up, democracy restored, institutions stabilised.

This is the economic equivalent of a credit card that always allows a higher limit —
until it doesn’t.

…and the Germans Applaud

The truly comic — though nothing about it is funny — is how this entire debt-powered growth model receives glowing praise from the German press. The DW article is a perfect specimen.

Berlin applauds because the Polish government is pursuing a policy that:

  1. strengthens German industrial interests,

  2. deepens Poland’s dependence on imported capital and technology,

  3. boosts Polish GDP in ways harmless to German exporters,

  4. and builds no competing technological base in Poland.

Arms? Bought in the US and Korea — excellent.
Energy? Technology imported — wunderbar.
Debt? Rising — even better. A heavily indebted country is predictable, pliable, and easier to steer through financial markets and EU institutions.

Germany isn’t clapping because Poland is rising.
Germany is clapping because Poland is rising exactly as they prefer — safely, predictably, dependently.

It is the most perfidious compliment a nation can receive:
praise that doubles as approval of its weakness.

What Comes Next?

That depends entirely on whether Poland continues to treat debt as growth.
If it does, the outcome is predictable:

  • more debt,

  • more interest,

  • less budgetary freedom,

  • taxes that never fall,

  • and a country wondering who will repay everything once optimism ceases to be legal tender.

Today’s GDP bump is a balloon.
Tomorrow comes the bill for the pump.

And that is the difference between real development and statistical “success”:
development brings future revenue; a balloon brings future cost.

Poland in 2025 has chosen the balloon.
And blows into it with admirable enthusiasm.
____________________________________________

And one last question…

People say: “AI isn’t reliable.”
Perhaps.

But if AI is unreliable, then one must ask:

Is Die Welt reliable? 

___________________________________________

Both language versions were authored by GPT‑5, in collaboration with Tadeusz Ludwiszewski.