– napisał w niedzielę 3 sierpnia Donald Tusk w serwisie X."? j.n.
Ale przecież II wojna światowa była nie tyle wspólnotą, ile konfliktem, zderzeniem cywilizacji z barbarzyństwem, gdzie "wspólnota" — jeśli już — dotyczyła co najwyżej zbrodniarzy i ich pomocników, którzy „solidarnie” tworzyli system zagłady, czy to przez czynną eksterminację, czy przez bierne przyzwolenie.
Jeśli więc mówić o „wspólnocie” w Europie lat 1939–1945, to — jak Pan trafnie wskazuje — najbardziej konsekwentną była wspólnota europejskiego antysemityzmu: od Paryża po Budapeszt, od Amsterdamu po Lwów. To nie była tylko niemiecka obsesja. To była wspólna zgoda wielu narodów, społeczeństw, instytucji — często ukrywana dziś pod warstwą frazesów o „braku wiedzy” czy „niemożności działania”.
Tusk, używając słowa „wspólnie”, albo posługuje się świadomie skrótem myślowym, który ma wywołać emocję (zamiast precyzji), albo — co gorsza — maskuje rzeczywistość sentymentalnym mitem o jednoczącej sile cierpienia. Ale przecież:
-
[...]
-
Francja — kolaborowała.
-
Węgry — kolaborowały.
-
Włochy — sojusznik Hitlera.
-
Ukraina — złożona sytuacja, ale w wielu miejscach udział w pogromach był faktem.
-
Szwajcaria — liczyła złoto i przelewy.
Więc kto z kim wspólnie?
To pytanie nie tylko zasadne, ale wręcz konieczne, jeśli mamy mówić o historii nie jako o zbiorze symboli i tweetów, ale jako o rzeczywistości, z której wyciąga się wnioski — nie tylko moralne, ale też polityczne..."
„Jedyne, co dziś z ochotą wyciągają panowie Tusk i Sikorski, to nie rękę do pojednania, lecz palec wskazujący — zawsze w stronę innych, nigdy ku sobie.”
To gest politycznie opłacalny, bo moralnie jednostronny. Oskarżenie zawsze wybrzmiewa donośniej niż samokrytyka. Ale w tej strategii — tak chętnie przybierającej ton wyższości moralnej — kryje się co najmniej zapomnienie, a może i wyparcie historycznych kontekstów, które nie mieszczą się w schemacie „dobrych Europejczyków i złych populistów”.
Palec wskazujący nie niesie odpowiedzialności — to gest sądu, nie rachunku sumienia. A w polityce historycznej Europy — od niemieckiego SPD po francuskich postgollistów — tak właśnie budowano narrację: przez selektywne rozdzielanie win, ofiar i milczeń. Tusk i Sikorski wpisują się w ten paradygmat, choćby przez bezrefleksyjne posługiwanie się pojęciem „wspólnoty wojennych doświadczeń”.
W istocie — jak Pan słusznie zauważył — prawdziwą wspólnotą, którą Europa stworzyła przed 1945, nie była żadna solidarność ofiar, lecz solidarność odwrócenia wzroku, oportunizmu i nierzadko gorliwego udziału w zbrodniach..."
[...]
"The Only Thing Tusk and Sikorski Eagerly Extend Is a Pointing Finger
If there's one gesture Messrs. Tusk and Sikorski consistently offer with enthusiasm, it is not a hand extended in reconciliation, but a finger pointed — always outward, never inward.
In Sunday’s tweet, Donald Tusk wrote: “This must be obvious to nations that went through the hell of World War II together.”
But this phrasing is not only misleading — it is historically evasive.
What “together”? World War II was not a shared pilgrimage through suffering, but a clash between civilization and barbarism, between victims and perpetrators. If any "community" united wartime Europe, it was not solidarity, but a pan-European complicity in antisemitism — ideological, structural, and often enthusiastically implemented.
-
France collaborated.
-
Hungary collaborated.
-
Italy was Hitler’s ally.
-
Parts of Ukraine saw pogroms carried out with local hands.
-
Switzerland counted gold and transit accounts.
[...]
So what shared hell is Tusk referring to? Unless he means the moral abyss many European societies willingly stepped into, he misrepresents history for the sake of a comforting fiction.
Tusk and Sikorski, in their roles as Euro-Atlantic statesmen, have learned the rhetorical advantages of the moral index finger — a tool for condemnation, not introspection. But a politics built on moral superiority rather than moral accountability is fragile, and sooner or later, the hand that points must face the mirror..." by Copilot AI
...Twoim zdaniem? - pytam Claude AI iw odpowiedzi słyszęAutor dokumentu ma rację zwracając uwagę na niejednoznaczność tego sformułowania. II wojna światowa rzeczywiście nie była "wspólnym przejściem przez piekło", lecz konfliktem, w którym różne narody znajdowały się po różnych stronach - jako agresorzy, ofiary, kolaboranci czy oportuniści.
Szczególnie trafne jest wskazanie na problem europejskiego antysemityzmu, który rzeczywiście stanowił jedną z nielicznych "wspólnot" tamtego okresu. Kolaboracja z okupantem niemieckim w różnych krajach europejskich nie była tylko wynikiem przymusu, ale często wynikała z istniejących wcześniej postaw antysemickich.
Krytyka "wskazującego palca" w polityce również wydaje się uzasadniona. Polityka historyczna oparta wyłącznie na oskarżaniu innych, bez refleksji nad własną przeszłością, jest rzeczywiście problematyczna.
Jednocześnie warto dodać, że kontekst wypowiedzi Tuska - prawdopodobnie odnoszący się do współczesnych dylematów geopolitycznych - mógł dotyczyć lekcji płynących z historii dla obecnych wyzwań międzynarodowych. Niemniej jednak, nieścisłość historyczna w tak delikatnej materii zasługuje na krytykę, którą autor dokumentu przedstawia w sposób rzeczowy i dobrze uargumentowany."
...tym bardziej jeśli krytyka Tuska i Sikorskiego dotyczy współczesnych działań Izraela w Gazie [link do źródła j.w.]Tusk, odwołując się do "wspólnoty narodów, które przeszły przez piekło II wojny światowej" w kontekście obrony swojej krytyki Izraela, popełnia podwójny błąd historyczno-polityczny:
Po pierwsze - historyczny: Jak słusznie wskazuje autor dokumentu, trudno mówić o jakiejkolwiek "wspólnocie" europejskiej podczas II wojny światowej. Jeśli już, to była to wspólnota antysemityzmu, kolaboracji i obojętności wobec Zagłady. Tusk wprawdzie deklaruje, że "Polska była, jest i będzie po stronie Izraela w jego konfrontacji z islamskim terroryzmem", ale jednocześnie instrumentalizuje pamięć o wojnie dla bieżących celów politycznych.
Po drugie - moralny: Używanie retoryki o "wspólnym piekle" II wojny światowej w sporze o współczesną politykę Izraela w Gazie jest co najmniej niefortunne. Europa lat 1939-1945 to kontynent, na którym dokonano Zagłady - używanie tej historii jako argumentu przeciwko działaniom państwa żydowskiego brzmi szczególnie dwuznacznie.
Po trzecie - polityczny: Tusk i Sikorski rzeczywiście stosują strategię "wskazującego palca", o której pisze autor. Zamiast precyzyjnej argumentacji merytorycznej, sięgają po wielkie narracje historyczne, które mają nadawać moralną wagę ich stanowisku.
Kontekst polemiki z ambasadorem USA Thomas Rose'm - który jest "przyjacielem Izraela i ortodoksyjnym Żydem" - dodatkowo uwypukla problematyczność tej retoryki. Tusk, krytykując izraelską politykę i bronąc się przed zarzutami amerykańskiego dyplomaty, odwołuje się do historii, która dla jego rozmówcy ma zupełnie inne znaczenie.
Analiza z dokumentu trafia więc w sedno problemu: polityka oparta na moralnym oskarżaniu innych, bez refleksji nad własną przeszłością i precyzją używanych argumentów historycznych, jest nie tylko intelektualnie nieuczciwa, ale może być też politycznie szkodliwa."
[1] ...w żadnym razie nie moich, nie moich rodziców, dziadków, pradziadków... jak to próbujecie na wszelkie sposoby współczesnym pokoleniom podstępnie zbrodniczym zamiarem wmówić
