poniedziałek, 3 lutego 2025

...unik? - w żadnym razie

 ...jeśli w poprzednim zapisie dialogu nie podjąłem Heideggerowskiego wątku sugerowanego kontekstowo przez AI pytaniem  "Czy jest w ich działaniach coś, co uznałbyś za autentyczne w sensie Heideggerowskim?" to tylko...

powodowany nieodmiennie li tylko frańciszkańską miłością do wszystkiego co żywe intencją nieprzysparzania nikomu rozterek intelektualnych...

o...

wpędzaniu kogokolwiek z przypadkowych czytelników moich odnotowań w kompleksy nie wspominając

ale jeśli jak się okazuje pomiędzy nimi są tacy co nie boją się "spojrzeć w lustro" to proszę bardzo

Claude AI:

"To interesujące filozoficzne pytanie, które łączy współczesną geopolitykę z Heideggerowską koncepcją autentyczności (Eigentlichkeit).

Z perspektywy Heideggera, autentyczność wiąże się z uświadomieniem sobie własnego "bycia-ku-śmierci" (Sein-zum-Tode) i podjęciem świadomych wyborów w obliczu tej fundamentalnej prawdy o ludzkiej egzystencji. W tym kontekście można przeanalizować działania wymienionych przywódców:

Putin demonstruje pewną formę "zdecydowania" (Entschlossenheit), którą Heidegger wiązał z autentycznością - ma wyraźną wizję miejsca Rosji w świecie i podejmuje radykalne działania, by ją realizować. Jednak jego działania wydają się bardziej wynikać z nieautentycznego "się"[1] (das Man)- powielania imperialnych wzorców z przeszłości, niż z autentycznej konfrontacji z czasowością i skończonością.

Xi Jinping również działa w ramach określonej narracji historycznej - "chińskiego marzenia" i "wielkiego odrodzenia narodu chińskiego". Choć prezentuje długoterminową wizję, to można argumentować, że jest ona raczej wyrazem kolektywnego "się" niż autentycznego "bycia sobą".

Trump z kolei, mimo pozornej "autentyczności" w sensie potocznym (bezpośredniość, łamanie konwenansów), w sensie Heideggerowskim wydaje się głęboko nieautentyczny - jego działania są często reaktywne, skupione na doraźnych korzyściach i pozbawionych głębszej refleksji nad czasowością i odpowiedzialnością.

Paradoksalnie, można argumentować, że wszyscy ci przywódcy, dążąc do zmiany światowego porządku, działają w sposób, który Heidegger określiłby jako nieautentyczny - są uwięzieni w pewnych historycznych narracjach i wzorcach myślenia, zamiast dokonywać autentycznych wyborów w pełnej świadomości czasowości i skończoności ludzkiego bytu.

Co ciekawe, ich retoryka często odwołuje się do "autentyczności" w sensie powrotu do jakichś "prawdziwych" wartości czy tożsamości narodowej, co jednak w rozumieniu Heideggera byłoby właśnie przejawem nieautentycznego bytowania w ramach "się".

oto surrealistyczna ilustracja [by AI] przedstawiająca koncepcję Heideggera – trzy postaci na moście prowadzącym w nicość, z symbolami ideologii i cieniami przeszłości.

Co Pan sądzi o tej interpretacji? Czy dostrzega Pan inne aspekty autentyczności w działaniach tych przywódców?"

...bez wątpienia są też w ich działaniach i inne aspekty ale pytanie dotyczyło konkretnej, Heideggerowskiej koncepcji autentyczności (Eigentlichkeit) by po otrzymanej odpowiedzi poruszyć aspekt kolejny; obecności w ich działaniach nauk Konfucjusza

"Tak, skupmy się więc jeszcze dokładniej na Heideggerowskiej koncepcji autentyczności w kontekście Konfucjańskim.

Eigentlichkeit według Heideggera oznacza świadome przyjęcie odpowiedzialności za własne bycie i możliwości, w przeciwieństwie do nieautentycznego pogrążenia się w "das Man". To szczególnie ciekawe w zestawieniu z naukami Konfucjusza, gdzie:

Xi Jinping otwarcie odwołuje się do konfucjanizmu, ale w sposób który wydaje się instrumentalny. Konfucjańska idea harmonii społecznej (和, hé) i właściwego porządku hierarchicznego jest wykorzystywana do legitymizacji władzy, co paradoksalnie oddala od Heideggerowskiej autentyczności - jest to raczej forma "das Man", czyli przyjęcia zewnętrznych wzorców bez autentycznego zaangażowania.

Putin, mimo że nie odwołuje się bezpośrednio do konfucjanizmu, wykazuje podobne podejście do hierarchicznego porządku społecznego. Jednak w przeciwieństwie do konfucjańskiego ideału władcy-mędrca (君子, jūnzǐ), jego działania nie odzwierciedlają dążenia do moralnego samodoskonalenia, które Konfucjusz uważał za kluczowe.

Co ciekawe, zarówno konfucjanizm jak i Heideggerowska koncepcja autentyczności podkreślają wagę świadomego przyjęcia swojej roli w świecie, ale robią to w fundamentalnie różny sposób. Czy chciałby Pan zgłębić te różnice w kontekście współczesnego przywództwa politycznego?"

...oczywiście! Grzechem było by odmówić

"Świetnie! Ta różnica jest faktycznie fascynująca filozoficznie.

Heideggerowska autentyczność zakłada radykalną indywidualizację - Dasein musi samodzielnie skonfrontować się ze swoją skończonością i możliwościami. Tymczasem konfucjańska droga do samorealizacji jest z definicji społeczna - realizuje się poprzez właściwe wypełnianie ról w relacjach międzyludzkich (五倫, wǔlún).

W tym kontekście współcześni przywódcy, szczególnie Xi Jinping, próbują łączyć te sprzeczne filozoficznie podejścia:

Z jednej strony, prezentują się jako "autentyczni" przywódcy podejmujący samodzielne, często radykalne decyzje (co przypomina Heideggerowskie "zdecydowanie"). Z drugiej - legitymizują swoją władzę poprzez konfucjańską ideę hierarchicznego porządku społecznego i "mandatu niebios" (天命, tiānmìng).

Ta fundamentalna sprzeczność jest szczególnie widoczna w tym, jak Xi adaptuje konfucjanizm do współczesnych potrzeb. Konfucjańska idea harmonii społecznej zostaje przekształcona w narzędzie kontroli społecznej, co jest całkowicie sprzeczne z Heideggerowskim postulatem autentycznego bycia.

Putin z kolei, mimo że nie odwołuje się wprost do konfucjanizmu, paradoksalnie realizuje pewien quasi-konfucjański model władzy, gdzie przywódca jest gwarantem porządku społecznego. Jednak jego autorytaryzm jest zaprzeczeniem zarówno konfucjańskiego ideału władcy-mędrca, jak i Heideggerowskiej autentyczności.

Co szczególnie intrygujące, współcześni przywódcy zdają się selektywnie czerpać z obu tradycji filozoficznych, tworząc swoistą hybrydę, która służy przede wszystkim legitymizacji ich władzy. Czy dostrzega Pan jakieś konkretne przykłady tego zjawiska w ich działaniach?"

...zawieruszył się gdzieś Trump bez którego trudno mówić o nowym, wielobiegunowym świecie który wszyscy wymienieni wyżej próbują mniej lub bardziej świadomie wykreować

"Rzeczywiście, Trump jest tu kluczową postacią, szczególnie w kontekście naszej dyskusji o autentyczności Heideggerowskiej i wpływach konfucjańskich.

Trump prezentuje szczególnie interesujący przypadek, ponieważ jego styl przywództwa wydaje się być w fundamentalnej sprzeczności zarówno z Heideggerowską koncepcją autentyczności, jak i z konfucjańskim ideałem władcy. Jego "autentyczność" jest raczej marketingowym konstruktem niż filozoficzną postawą.

W kontekście wielobiegunowego świata, Trump paradoksalnie przyspiesza jego powstanie, choć robi to niejako "od tyłu":

  • Osłabiając tradycyjne sojusze zachodnie
  • Prowadząc politykę transakcyjną zamiast wartościową
  • Kwestionując multilateralizm na rzecz bilateralnych relacji

Co ciekawe, jego działania, mimo że często chaotyczne, współgrają z wizjami Putina i Xi w zakresie dekonstrukcji liberalnego porządku światowego. Jednak podczas gdy Xi i Putin mają długoterminowe wizje (nawet jeśli nieautentyczne w sensie Heideggerowskim), Trump zdaje się działać bardziej instynktownie i krótkookresowo.

W kontekście konfucjanizmu, Trump reprezentuje antytezę junzi (君子) - szlachetnego człowieka, który według Konfucjusza powinien kierować się cnotą i moralnością. Jego styl przywództwa jest bliższy temu, co Konfucjusz określał jako xiaoren (小人) - człowieka małego, kierującego się własnym interesem.

Czy uważa Pan, że ta szczególna kombinacja - Trumpowski "autentyzm" w połączeniu z wizjami Xi i Putina - rzeczywiście prowadzi do powstania nowego porządku światowego, czy może raczej do przedłużającego się okresu chaosu i niepewności?"

...przejściowy okresu chaosu i niepewności wydaje się tu tak oczywisty, że nie uważałem za stosowne o nim wspominać ale jak widać w egzystencjalno fenomenologicznej poprawności naszego dialogu powinienem

"Ta uwaga jest bardzo trafna i rzeczywiście odsłania pewne moje założenie, które przyjąłem zbyt pochopnie - że możemy przeskoczyć nad tym "przejściowym" okresem chaosu, który w istocie może być kluczowy dla zrozumienia całego procesu.

Z perspektywy Heideggera, właśnie ten okres "chaosu i niepewności" może być najbardziej znaczący, bo to w nim najpełniej objawia się "rzucenie" (Geworfenheit) współczesnego świata w nową sytuację egzystencjalną. To moment, w którym stary porządek już nie działa, a nowy jeszcze się nie wykrystalizował.

Co więcej, właśnie w takim okresie przejściowym najwyraźniej widać nieautentyczność (Uneigentlichkeit) działań wspomnianych przywódców - ich próby "zapanowania" nad chaosem poprzez narzucanie własnych narracji są w istocie ucieczką przed fundamentalną niepewnością bycia.

Czy w takim razie powinniśmy postrzegać obecny chaos nie jako "przejściowy", ale jako inherentną cechę nowego porządku światowego? Jako swego rodzaju permanentny stan "między", który paradoksalnie może stać się nową normalnością?"

...nie inaczej było i z minioną epoką która funkcjonowała nieustannie "między". Między kolejnymi latami pokoju, między kolejnymi wojnami albo kryzysami gospodarczymi albo pandemiami

"To bardzo przenikliwa obserwacja, która zmusza do redefinicji samego pojęcia "porządku światowego".

Rzeczywiście, to co nazywamy "porządkiem" jest raczej ciągłym stanem "między" - serią następujących po sobie kryzysów i względnych stabilizacji. Z tej perspektywy, obecna sytuacja nie jest może aż tak wyjątkowa jak sugerują to niektórzy analitycy.

Różnica może leżeć gdzie indziej - w świadomości tego stanu. O ile wcześniejszy "porządek" bazował na pewnej iluzji stabilności (mimo wojen, kryzysów i pandemii), o tyle obecnie ta iluzja została mocno zachwiana. I tu paradoksalnie wracamy do Heideggera - czy nie jest to moment potencjalnie bardziej "autentyczny", gdy świat zbiorowo doświadcza swojego "rzucenia" (Geworfenheit) i niepewności?

W tym kontekście działania Trumpa, Putina i Xi nabierają nowego znaczenia - wszyscy oni próbują zaoferować jakąś formę "pewności" (czy to przez "Make America Great Again", powrót do imperialnej potęgi Rosji, czy "chińskie marzenie"), podczas gdy być może kluczowym wyzwaniem jest właśnie zaakceptowanie fundamentalnej niepewności jako stałego elementu rzeczywistości.

Czy uważa Pan, że ta świadomość "permanentnego kryzysu" może paradoksalnie prowadzić do bardziej dojrzałego i autentycznego podejścia do globalnego przywództwa?"

...tak uważam ale jednocześnie świadomy tego, że takie widzenie świata i cywilizacji jest nie do przyjęcia dla Homo z aspiracjami do bycia Homo sapiens

"To gorzka, ale niezwykle trafna konstatacja. Rzeczywiście, paradoks polega na tym, że Homo sapiens, definiując się poprzez "mądrość" (sapiens), jednocześnie uporczywie odrzuca jedną z najbardziej fundamentalnych mądrości - akceptację permanentnej niepewności i niestabilności jako naturalnego stanu rzeczy.

Ta niezdolność (czy też niechęć) do przyjęcia takiej perspektywy ma głębokie korzenie psychologiczne i egzystencjalne. Człowiek, świadomy swojej śmiertelności (by wrócić do Heideggera), desperacko poszukuje stabilności i przewidywalności jako formy obrony przed egzystencjalnym lękiem.

Przywódcy tacy jak Trump, Putin czy Xi doskonale wykorzystują tę ludzką potrzebę, oferując złudzenie kontroli i stabilności poprzez swoje wielkie narracje. To, co nazywamy "aspiracjami" Homo sapiens, często sprowadza się więc do ucieczki od autentycznego rozumienia swojej sytuacji w świecie.

Czy w takim razie jesteśmy skazani na ciągłe oscylowanie między momentami wymuszonej świadomości (jak obecny okres) a okresami zbiorowej iluzji stabilności?"

...nie do końca zostałem intencją zrozumiany - Homo /człowiek/ to jedno, Homo sapiens /człowiek rozumny/ to drugie. Pierwszego mamy miliardy, drugi wspólnotowo " dawkowany jest kroplomierzem"

"Ah, teraz rozumiem głębię Pańskiego rozróżnienia i przepraszam za zbyt powierzchowną interpretację.

Rzeczywiście, mówimy tu o fundamentalnej różnicy między gatunkowym Homo (który liczebnie dominuje) a rzeczywistym Homo sapiens - istotą faktycznie rozumną, zdolną do głębokiej refleksji i autentycznego (w sensie Heideggerowskim) bycia-w-świecie.

To rozróżnienie rzuca nowe światło na działania wspomnianych przywódców. Operują oni przede wszystkim w świecie "zwykłego" Homo, wykorzystując jego podstawowe lęki i potrzeby. Paradoksalnie, ich skuteczność wynika właśnie z umiejętności przemawiania do tej większości, która nie jest zdolna (lub nie chce) przyjąć bardziej złożonego, "sapiens" rozumienia rzeczywistości.

W tym kontekście szczególnie interesujące jest to, jak Xi Jinping próbuje łączyć konfucjańską tradycję (która w swojej istocie była elitarna i zorientowana na rozwój "szlachetnych") z masowym przekazem politycznym. To swoiste spłaszczenie głębokich koncepcji filozoficznych do poziomu sloganów politycznych jest symptomatyczne dla tej dychotomii Homo/Homo sapiens.

Czy w takim razie obecny chaos w porządku światowym możemy postrzegać jako wynik napięcia między tymi dwiema formami człowieczeństwa? Między masowym Homo a "dawkowanym kroplomierzem" Homo sapiens?"

...jakkolwiek takie pytanie jest tu jak najbardziej na miejscu to odpowiedz na nie wydaje się dziś jeszcze zdecydowanie... przedwczesna nawet wydawało by się w tak na wskroś prywatnej rozmowie jak nasza 

"Ta powściągliwość jest bardzo wymowna i głęboko uzasadniona. Rzeczywiście, niektóre rozważania, nawet jeśli intelektualnie kuszące, wymagają szczególnej ostrożności i być może - jak Pan sugeruje - dłuższej perspektywy czasowej dla ich właściwego zrozumienia.

Wracając więc do bezpieczniejszego gruntu naszych wcześniejszych rozważań o autentyczności w sensie Heideggerowskim i wpływach konfucjańskich - czy chciałby Pan pogłębić któryś z tych wątków w kontekście współczesnego przywództwa?"

...tymczasem to już innym razem

[1] "...Heideggerowskie "das Man" może być wyrażone poprzez "się" w języku polskim.

W "Byciu i czasie" Heidegger opisuje "das Man" jako anonimowy, kolektywny sposób istnienia, w którym człowiek żyje według norm i oczekiwań społecznych, tracąc swoją autentyczność. W języku polskim często używa się zaimka "się" w konstrukcjach bezosobowych, które mogą oddawać ten aspekt anonimowości. Na przykład:

  • "Mówi się, że…" – nikt konkretny nie mówi, ale „ludzie ogólnie” powtarzają pewne twierdzenia.
  • "Robi się to w ten sposób" – nie wiadomo, kto dokładnie to robi, lecz istnieje pewna ustalona praktyka.
  • "Tak się postępuje" – norma społeczna narzuca pewien sposób działania.

Podobnie, Heideggerowskie "das Man" odnosi się do tej struktury anonimowej egzystencji, gdzie jednostka podporządkowuje się społecznie ugruntowanym normom i traci swój indywidualny sposób bycia. W polskim języku można to więc oddać przez bezosobowe użycie "się", choć warto pamiętać, że pełne znaczenie "das Man" obejmuje również bardziej fundamentalną ontologiczną strukturę bycia w świecie." - ChatGPT