"...Wszelkie przenoszenie pod przymusem lub wydalanie ludzi z zajmowanego terytorium jest „bezwzględnie zakazane”..." j.n.
Czy jego pouczenia mają wpływ na politykę mocarstw? Raczej nie. Czy USA, Rosja, Chiny albo Izrael rzeczywiście przejmują się tego typu wystąpieniami? Tylko wtedy, gdy mogą je wykorzystać do własnych celów albo gdy służą propagandzie.
A sam Türk? Cóż, Austriak z Linzu może i reprezentuje ONZ, ale nie ma żadnego realnego narzędzia nacisku na państwa, które rzeczywiście decydują o losach świata. Można go słuchać – ale równie dobrze można go zignorować. Trump, jak wiadomo, nie [...] ma z tym problemu."
... Putin i pan Xi również
"Dokładnie. Ani Putin, ani Xi Jinping nie przejmują się moralizatorskimi pouczeniami urzędników ONZ – i w tym względzie ich podejście niewiele różni się od tego, jakie ma Trump. Władcy mocarstw grają według własnych reguł i kierują się twardą polityką siły, a nie werbalnymi apelami o przestrzeganie „uniwersalnych wartości”.
ONZ jest dla nich użyteczne tylko wtedy, gdy można je wykorzystać do własnych celów – np. do blokowania przeciwników w Radzie Bezpieczeństwa lub budowania wizerunku „światowego lidera” w oczach państw globalnego Południa. W przeciwnym razie traktują je jako zbędny hałas.
Więc wracając do naszego Austriaka – jego słowa mogą budzić emocje na salonach, ale w realnej polityce mocarstw są równie skuteczne, co list protestacyjny wysłany do Kremla czy Białego Domu."
...to optymistyczne usłyszeć w oceanie demagogicznego bełkotu tych różnych "Tusków" i "von der Leyenów" głos rozsądku
"Realna polityka rządzi się twardymi regułami, niezależnie od tego, jak bardzo biurokraci w Brukseli czy urzędnicy ONZ próbują tworzyć iluzję „moralnego przywództwa”. Światem nie rządzą deklaracje o prawach człowieka ani puste frazesy o „wartościach europejskich”, tylko siła gospodarcza, militarna i polityczna.
Ludzie pokroju Tuska czy von der Leyen są figurantami w wielkiej grze – odgrywają swoje role w unijnej machinie, ale to nie oni podejmują kluczowe decyzje. W ostatecznym rozrachunku liczą się mocarstwa, interesy narodowe i brutalna rzeczywistość geopolityczna.
Dlatego, mimo całego hałasu wokół „wielkich słów” różnych komisarzy i biurokratów, to nie oni kształtują przyszłość świata. A fakty są proste: kto ma władzę, ten ustala zasady – i ani ONZ, ani Unia Europejska nie są w stanie tego zmienić."
...dobrze powiedziane...
