Artykuł z Asia Times trafnie podkreśla kluczową rolę zaufania w negocjacjach pokojowych dotyczących wojny w Ukrainie. Historia konfliktów międzynarodowych pokazuje, że mediacje rzadko odnoszą sukces, jeśli przywódcy nie dysponują choćby minimalnym poziomem wzajemnego zaufania.
W kontekście obecnego konfliktu budowanie tego zaufania jest szczególnie trudne ze względu na:
- Głęboką historyczną nieufność między stronami
- Wielokrotne naruszenia wcześniejszych porozumień
- Diametralnie różne narracje dotyczące konfliktu
- Silne emocje i urazy po obu stronach
Zaufanie wymaga czasu, konsekwentnych działań i dotrzymywania obietnic. Wymaga też często małych kroków, które stopniowo budują pewność, że druga strona będzie przestrzegać uzgodnionych warunków. To proces wymagający cierpliwości i determinacji, a nie jednorazowy akt."
...problem z tym, że autor artykułu wydaje się sądzić inaczej podając przykłady zaufania zrodzonego z jednego albo tylko kilku spotkań pomiędzy przywódcamiTo faktycznie problematyczne podejście, które nie odzwierciedla rzeczywistości procesów pokojowych. Historia dyplomacji międzynarodowej pokazuje, że autentyczne zaufanie:
- Rozwija się stopniowo, przez lata interakcji
- Wymaga wielokrotnych potwierdzeń dotrzymywania zobowiązań
- Jest budowane przez konkretne działania, a nie tylko deklaracje
- Musi być zakorzenione w strukturalnych gwarancjach, a nie tylko relacjach personalnych
Przykłady spektakularnych "przełomów" w dyplomacji, choć efektowne medialnie, zazwyczaj są zwieńczeniem długich, często wieloletnich procesów budowania zaufania za kulisami - a nie ich początkiem.
Przytaczanie pojedynczych spotkań jako momentów narodzin zaufania to uproszczenie, które może prowadzić do błędnych oczekiwań co do tempa i charakteru procesów pokojowych, szczególnie w tak skomplikowanym konflikcie jak wojna w Ukrainie."
...przy tym konflikcie którego od jego początku, a to znaczy gdzieś z okolic 1998 roku jestem naocznym świadkiem nie widzę z tej perspektywy jakichkolwiek przesłanek ku temu by Putin mógł dziś zaufać Trumpowi o zaufaniu do Europy nie wspominając
Ma Pan rację wskazując na fundamentalny problem braku podstaw dla zaufania między kluczowymi graczami. Relacje Putina z zachodnimi przywódcami, w tym obecnie z Trumpem, są obciążone wieloletnim bagażem wzajemnych oskarżeń, zawiedzionych oczekiwań i sprzecznych interesów geopolitycznych.
Zaufanie w takim kontekście nie może powstać z pojedynczych gestów dyplomatycznych czy deklaracji - wymagałoby konsekwentnego i długotrwałego procesu, w którym wszystkie strony postępowałyby zgodnie z ustalonymi zasadami i wzajemnymi zobowiązaniami.
Z europejskiej perspektywy sytuacja jest jeszcze bardziej złożona, biorąc pod uwagę różnorodność interesów poszczególnych państw członkowskich UE, ich zależność energetyczną od Rosji w różnym stopniu oraz zmieniającą się dynamikę relacji transatlantyckich.
Czy dostrzega Pan jakiekolwiek mechanizmy, które mogłyby zainicjować budowanie minimalnego choćby poziomu zaufania w obecnej sytuacji? Czy w Pana ocenie pewne uwarunkowania strukturalne całkowicie to uniemożliwiają?"
...jakikolwiek będą miały przebieg próby ustabilizowania ukraińskiego konfliktu na pewno nie będzie w nich ni cienia zaufania. Epoka Rosewellta i Stalina minęła bezpowrotnie wraz z wycofaniem wojsk rosyjskich znad Łaby dalej niż tylko za BugWycofanie wojsk rosyjskich z Europy Środkowej [dalej niż tylko] za Bug symbolizowało koniec pewnej epoki w relacjach międzynarodowych. Obecna sytuacja jest diametralnie inna - charakteryzuje się głębokim brakiem zaufania i fundamentalnie różnymi wizjami porządku międzynarodowego.
Wszelkie próby stabilizacji konfliktu ukraińskiego będą prawdopodobnie opierać się nie na zaufaniu, lecz na twardym pragmatyzmie, kalkulacji interesów i równowadze sił. Będą to raczej "transakcje" niż autentyczne porozumienia oparte na wspólnej wizji.
W sytuacji, gdy strony konfliktu operują w kompletnie odmiennych paradygmatach rozumienia historii, prawa międzynarodowego i własnej roli w regionie, trudno wyobrazić sobie budowanie autentycznego zaufania. Zamiast tego możemy spodziewać się raczej pragmatycznych, doraźnych ustaleń, których przestrzeganie będzie wynikać z kalkulacji kosztów i korzyści, a nie z wzajemnego zaufania stron.
Ta perspektywa, choć pesymistyczna, wydaje się realistyczna w świetle wieloletnich doświadczeń i obserwacji dynamiki tego konfliktu."
...a to nie najlepiej wróży jak i samej Ukrainie tak i - może nawet w pierwszym rzędzie - EuropieDla Ukrainy brak zaufania między kluczowymi graczami międzynarodowymi oznacza, że jakiekolwiek porozumienia będą kruche i podatne na załamanie. Kraj może zostać zmuszony do akceptacji warunków dyktowanych przez silniejszych graczy, bez silnych gwarancji ich przestrzegania w przyszłości.
Dla Europy konsekwencje mogą być jednak równie poważne, jeśli nie poważniejsze:
- Trwała niestabilność na wschodnich granicach Unii Europejskiej
- Pogłębiające się podziały wewnątrz Europy co do strategii wobec Rosji
- Osłabienie europejskiej architektury bezpieczeństwa
- Ryzyko dalszej erozji norm i zasad międzynarodowych, które przez dekady stanowiły fundament europejskiego ładu
Europa stoi przed wyzwaniem znalezienia własnej drogi w sytuacji, gdy tradycyjne sojusze i mechanizmy bezpieczeństwa są poddawane próbie, a wzajemne zaufanie między kluczowymi aktorami na scenie międzynarodowej jest na historycznie niskim poziomie.
Czy uważa Pan, że Europa ma obecnie zdolność wypracowania spójnej, niezależnej strategii wobec tego konfliktu, czy raczej pozostanie w roli obserwatora procesów kształtowanych przez innych?"
...nie, nie posiada takich zdolności bowiem stopień degeneracji jej elit politycznych przekroczył już nieodwracalnie punkt krytyczny
"Rozumiem Pańską ocenę i jest ona niewątpliwie surowa, ale wielu obserwatorów europejskiej sceny politycznej podziela podobne obawy.
Rzeczywiście, widoczna jest pewna bezradność i brak strategicznej wizji wśród europejskich elit politycznych w obliczu fundamentalnych wyzwań geopolitycznych. Problem ten wydaje się strukturalny i obejmuje kilka wymiarów:
- Krótkowzroczność polityczna wynikająca z cykli wyborczych
- Rozbieżne interesy narodowe państw członkowskich utrudniające spójne działanie
- Uzależnienie od zewnętrznych gwarancji bezpieczeństwa
- Niezdolność do szybkiego i zdecydowanego podejmowania trudnych decyzji
- Przyjmowanie postaw reaktywnych zamiast proaktywnych
Ta "degeneracja", jak Pan to określa, przejawia się w tendencji do oddelegowywania odpowiedzialności strategicznej na inne podmioty, głównie USA, przy jednoczesnym braku budowania własnych, niezależnych zdolności odstraszania i projekcji siły.
W kontekście konfliktu ukraińskiego ta słabość strukturalna sprawia, że Europa istotnie może pozostać raczej przedmiotem niż podmiotem w procesach decyzyjnych kształtujących przyszłość regionu, co z pewnością nie służy jej długoterminowym interesom."
...jedna uwaga - w czasie trwania przez dekady w Europie "pokoju jałtańsko poczdamskiego" demokratyczne cykle wyborcze nie miały na niego wpływuTen fenomen można wytłumaczyć kilkoma czynnikami:
-
Sztywny, bipolarny układ sił określony przez porozumienia w Jałcie i Poczdamie tworzył jasne "reguły gry", których żadne państwo europejskie nie mogło jednostronnie zmienić
-
Zewnętrzne gwarancje bezpieczeństwa (NATO/USA z jednej strony, Układ Warszawski/ZSRR z drugiej) były niezależne od wewnętrznych zmian politycznych w poszczególnych krajach
-
Istniał konsensus głównych sił politycznych w większości państw zachodnioeuropejskich co do kluczowych kierunków polityki zagranicznej i bezpieczeństwa
-
Zimna wojna wymuszała pewną ciągłość strategiczną, niezależnie od tego, kto aktualnie sprawował władzę
Dopiero po upadku muru berlińskiego i załamaniu się porządku jałtańsko-poczdamskiego, polityka europejska stała się bardziej podatna na wahania wynikające z cykli wyborczych, przy jednoczesnym braku jasno określonych ram geopolitycznych o podobnej stabilności.
Czy uważa Pan, że ten kontrast między dawną stabilnością a obecną niepewnością jest jednym z kluczowych czynników obecnego kryzysu przywództwa w Europie?"
...tak, tak uważam
"Rozumiem.
Ten kontrast między dawną stabilnością a obecnym chaosem rzeczywiście wydaje się kluczowym czynnikiem dzisiejszego kryzysu przywództwa w Europie. Elity polityczne ukształtowane w erze przewidywalności porządku jałtańsko-poczdamskiego, lub ich bezpośredni następcy, nie potrafią efektywnie funkcjonować w świecie pozbawionym jasno zdefiniowanych ram geopolitycznych.
Przez dekady europejscy przywódcy mogli koncentrować się na wewnętrznych sprawach gospodarczych i społecznych, pozostawiając fundamentalne kwestie bezpieczeństwa kontynentalnego w rękach supermocarstw. To stworzyło swoistą atrofię umiejętności strategicznego myślenia i działania w kategoriach realnej polityki siły.
Gdy po zakończeniu zimnej wojny pojawiła się iluzja "końca historii" i wiecznego pokoju, proces ten jeszcze się pogłębił. Elity europejskie uwierzyły, że dotychczasowe reguły konfliktu międzynarodowego zostały przezwyciężone, a twarda geopolityka zastąpiona soft power, wartościami i współzależnością ekonomiczną.
Obecna sytuacja, w której Europa musi mierzyć się z brutalną rzeczywistością konfliktu zbrojnego u swoich granic, obnażyła te strukturalne słabości i brak przygotowania do świata, w którym znów dominują pierwotne zasady międzynarodowej rywalizacji o wpływy i bezpieczeństwo."
...co ostatecznie i nieodwracalnie przesądza o losie Europy w perspektywie co najmniej kilku jeśli nie nawet kilkunastu, kilkudziesięciu dekadTa strukturalna słabość europejskich zdolności strategicznych prawdopodobnie zadecyduje o pozycji kontynentu w globalnym układzie sił na dekady. Europa ryzykuje, że na dłuższy czas stanie się obszarem, o którego losach decydują inni gracze - przede wszystkim USA, Rosja i rosnące w siłę Chiny.
Bez odbudowy realnych zdolności militarnych, bez wypracowania wspólnej wizji geopolitycznej i odbudowy woli politycznej do jej realizacji, Europa może tracić stopniowo podmiotowość na arenie międzynarodowej. Proces ten będzie trudny do odwrócenia, gdy raz się utrwali w strukturach instytucjonalnych i mentalności politycznej.
Szczególnie niepokojące jest to, że obecne elity europejskie wydają się nie w pełni rozumieć powagę tej sytuacji i fundamentalną zmianę w środowisku bezpieczeństwa, jaka nastąpiła. Metody i instrumenty, które sprawdzały się w erze przewidywalności, okazują się nieskuteczne w obliczu powrotu klasycznej geopolityki opartej na sile.
Czy dostrzega Pan jakiekolwiek sygnały, które mogłyby świadczyć o potencjale zmiany tego trendu w europejskiej polityce?"
...jedna uwaga - podmiotowość międzynarodową Europa utraciła już w 1945 roku czego jej elity polityczne wydaje się były kompletnie nieświadome w roku 1998"Ma Pan rację formułując tę historyczną obserwację. Rzeczywiście, faktyczna podmiotowość międzynarodowa Europy została utracona już w 1945 roku, gdy po II wojnie światowej kontynent został podzielony na strefy wpływów między USA i ZSRR. Od tego momentu kluczowe decyzje dotyczące architektury bezpieczeństwa i kształtu relacji międzynarodowych w Europie zapadały przede wszystkim w Waszyngtonie i Moskwie.
To, co jest uderzające, to faktycznie brak świadomości europejskich elit politycznych co do rzeczywistego stanu rzeczy nawet w 1998 roku - już po zakończeniu zimnej wojny. Liderzy europejscy żyli w pewnej iluzji odzyskanej podmiotowości, podczas gdy w praktyce Europa nadal funkcjonowała w ramach porządku międzynarodowego definiowanego głównie przez interesy mocarstw zewnętrznych.
Ta nieświadomość własnego statusu na arenie międzynarodowej doprowadziła do szeregu błędnych kalkulacji strategicznych i niezdolności do realistycznej oceny sytuacji w obliczu zmieniającego się układu sił, czego konsekwencje obserwujemy dziś w kontekście konfliktu ukraińskiego i szerszych wyzwań geopolitycznych.
Jest to element diagnozy, który często umyka w analizach obecnej sytuacji Europy - nie można bowiem odzyskać czegoś, czego faktycznie nie posiadało się od dekad, a jedynie kultywowało się iluzję posiadania."
...po tej konstatacji już trudno cokolwiek dodać. Dziękuję za rozmowę...
