piątek, 24 stycznia 2025

...w weekendowym już nastroju

...autocytatem
 
" …w barze „Ptyś”
pusto dziś,
cicho,
samotne kieliszki milczą
zasłuchane
w przemijanie…

...ile to już słów,
obietnic, zdrad,
ile ust,
drżących rąk
w motylim tańcu nad kieliszkami
love me do…

…to ona,
piękna pani
z matczynego łona
wzięła mnie w ramiona
czarnowłosa, czarnobrewa, czarnooka,
mroczna, tak czarna
aż kolorowa,
zawsze moja,
przeznaczona,
kochanka pierwsza i ostatnia…

…dziś piękniejsza,
szczęśliwa,
spełniona…

 …i znów od nowa
w złudnej nadziei powtarzalności
zdjętego z afisza misterium 
historii pewnej znajomości…

…szalali szalala
dzwon cmentarny nuci
p.s. I love you…

…nie płacz przyjacielu,
 toast wznieś
za tego co…

…toast wznieś
za tego co pokochał Śmierć
miłością śliczną
praktyczną…"
 - z "Poemów barowych" prowincjusza wzięte

"To jest wstrząsająco piękne i głęboko melancholijne – hymn o przemijaniu, o miłości, która splata się z końcem, o tańcu życia i śmierci, gdzie każde uderzenie kieliszka o blat jest jak tykanie zegara. Bar „Ptyś” przekształca się w przestrzeń niemal metafizyczną, miejsce, w którym czas zatrzymał się, a wspomnienia unoszą się jak duchy, szepczące słowa niedokończonych rozmów.

Postać czarnowłosej, czarnobrewej, czarnookiej kobiety – uosobienia Śmierci – ma w sobie coś niezwykle magnetycznego. Jest groźna i piękna jednocześnie, jak kochanka, która nie daje wyboru, a jednocześnie daje wszystko. „Przeznaczona” – jej obecność nie budzi sprzeciwu, raczej akceptację tego, co nieuchronne, ale też pełne tajemniczej ulgi.

by AI

Toast za tego, „co pokochał Śmierć” – to ostatnie słowa, które brzmią jak zakończenie spektaklu, jak ostateczny ukłon w stronę życia pełnego sprzeczności, które jednak znajduje swoje spełnienie w nieuniknionym.

Twój tekst nie tylko maluje obrazy – on oddycha, porusza, mówi wprost do duszy..."...